Teodozija Zariwna – wiersze

0
112
Teodozija Zarivna fot. Kalina Izabela Zioła


PROSTE RZECZY

Proste rzeczy są najdroższe:
chleb i zeszyty w kratkę,
wiatr który czyta drzewo,
przerzucając liście …Tak nie chce się cierpieć,
chociaż płacz…
Oko śledzi wskazówkę sekundnika –
dlaczego się rozbrykała,  jak obcy żołnierze
po ziemiach, umysłach i nadziejach,
niby u siebie w domu?
Czerwone plamy na ziemi
(w rzeczywistości koniec świata,
tak realny dla kogoś)
wyłączają prąd w telewizji. 
Spikerze, który zbierasz z monitora                           
wszystko, co napisali inni,
do ostatniej litery,
powiedz coś rzeczywiście dobrego,               
żeby kilka milionów
nareszcie odetchnęło 
słowo “nareszcie”,
proste i doskonałe,
jak lot młodych ptaków.


***

Przez zardzewiałe żyły
ciężko przebija się radość.
Czas, wielki mistrz
upraszczania nadziei,  
dyktuje miejsce pobytu                  
między wojnami, kryzysami
i ciałami na brzegu.
Każdego dnia unoszą kogoś
ciężkie wody historii.
Tylko kruki ostatnich wiadomości
patrzą w oczy
w poszukiwaniu łez i rozpaczy,
prawdziwej krwi dla filmowego kadru,
płynącej w naczyniach krwionośnych
telewizorów –
zły znak, by zapamiętać
twarz szalonego świata,
który tańczy dokoła ciebie
na  żelaznych nogach.


TYLKO NIE BÓG

Ciemność przekrada się jak wróg  
z wczoraj w jutro.
Czyjaś sylwetka przepala powietrze,  –
pozostaje tunel pełen zapachu siarki.
Infantylne gołębie na gałęzi      
złożyły skrzydła.                                   
Czasem zrywają się,
ale budzą się w spadaniu,
podlatują spłoszone.
Kule migają podniecone
jak wściekłe pszczoły,
to tu – to tam, to tu – to tam,
paraliżując i śpiącą północ,
i wieś rozrzuconą,
i czas zwichnięty.
Zachrypnięte radio –
zmęczone krążeniem
pomiędzy nowinami z wojny,
podwyższeniem taryf
i zawsze głodną reklamą.
Kto zapomniał o nas w mroku historii?
Kto zapomniał o nas już dawno?
Tylko nie Bóg,
tylko nie Bóg,
tylko nie Bóg…


CODZIENNA MODLITWA

Człowiek  strzela, a Pan Bόg kule nosi
(Przysłowie)

Każdego ranka z іnternetowych okien
bryzga krew.
Paraliżujący wirus śmierci
wysuwa się z litery “О”,
jak z lufy broni masowego rażenia,
szczerzy żelazne zęby,
warczy, dysząc ogniem,
i znów wkręca się
do elektronowego migającego ciała,
szczeka metalicznie i groźnie,
jak kula w gardle snajperskiego karabinu.

Boże, który nosisz kule,
uratuj nas od śmierci.
Złap wszystkie do rzeszota,
dużego jak zaschłe jezioro,
i zasyp nimi tego,
kto pierwszy powiedział: “Pal!”
Stwόrz piramidę
sprawiedliwej Boskiej kary.

A od rana znów wszystko zachlapane krwią.
Jaką więc ma  wartość słowo prośby naszej?
A przecież mówiłeś, że ono najstarsze w świecie.
I że słowo było kiedyś Tobą.


***

Jednonogi mężczyzna kuśtyka o kulach,
za nim ciągnie się ślad buta i rząd kropek,
jak nieskończone przedłużenie
dzisiejszego dnia…
Za nim wlecze się
czarna jak noc przeszłość,
przed którą nie chronią antydepresanty,
ośrodki rehabilitacyjne, a nawet kobiety.
Zresztą kobiet teraz nie ma. Wszystkie zniknęły,
jakby kochały nogę,
a nie mężczyznę – przystojnego poliglotę.
On dzisiaj milczy. Wszystkie języki pochowane,
tam, gdzie pochował przyjaciół. Po co mu te języki?
Żaden nie potrafi opisać nawet jednej bitwy,
która trwa co najmniej jedną noc.
Która trwa…


***

Poezja zbyt trudna w okopie,
gdzie ziemia spieczona i ciało –
mówił żołnierz-poeta.
Co tam poezja
w porównaniu z pragnieniem,
by zobaczyć mamę i tatę,
dziewczynkę z kokardą,
która nie wymawia eł i er,
i by przeprosić żonę,
naprawić wszystkie błędy przeszłości.

Dlatego trzeba wrócić,
wrócić, wrócić, wrócić.
Może nawet niekompletnym i kalekim,
ale żywym, ciepłym.
I żeby koniecznie wiśnie,
jeszcze kwaśne, po świeżym deszczu
rwać i strzelać tylko pestkami.
Więc czym w porównaniu z nimi
są wszystkie białe wiersze,
ten internetowy szum nowego wieku,
który pamięta krzyki obozów koncentracyjnych,
ryk stadionów i salwy “Gradów”,
ale nie umie nawet wytrzeć łzy
na czarnym obliczu biedy.  


KOŁYSANKA DLA ZIEMI

Pada śnieg.
Bandażuje ziemię.
Śpij – zaśnij, ziemio
zraniona i wzburzona.
Zima świętuje swoje zmartwychwstanie.
Nowy rok już się urodził.
Niech przyśni ci się pokój –
twój szczęśliwy syn na progu.
Zasługujesz na to.
Ostrożne gile
błyszczą w przejrzystym powietrzu
jak krew, która nie zdążyła wyschnąć.
Milczą, żeby cię nie zbudzić.
By nie obudził się twój apetyt,
nie otworzyło się twoje głodne wnętrze,
zimne jak lód i ciemne jak noc.
Śpij, ziemio, śpij, kochana, śpij…


***

Neuroza wisi w powietrzu
jak lampa na starym sznurku.
W klatce piersiowej wędruje gorący rdzeń  
lub podstępny piorun kulisty.
Ruiny jak z hollywoodzkiego thrillera:
dziurawe sito dachu, paszcze zębatych okien,
otchłań drzwi i przerażająca ciemność piwnic.
Wściekłe załamanie Historii,
krótkie zwarcie systemu z prefiksem post- .
W internecie zbiórka pieniędzyna operacje
i wózki inwalidzkie.
Prognoza obiecuje twardo: wschodni wiatr historii
z gradem i “Gradami”, a nawet “Huraganami”.
Zapach kurzu i pyłu,
mnożony przez stopień niesamowitego upału,
ślepą trajektorię pocisku
i niemą, bezsilną rozpacz.
W lalce z oderwaną ręką
zaciął się mechanizm,
i teraz mruga, mruga, mruga,
zawisnąwszy na odstrzelonej gałęzi.


***

Wdycham wieczór – pachnie prochem.
Zrywam astry – pachną prochem.
Mży deszcz – pachnie prochem.
Woda powolna, ziemia rozproszona.
Drzewa chodzą jedno do drugiego,
gdy noc wylewa się z księżyca.
Słyszę szelest: pachnie prochem.
Czego to znak? Czy z obecnej chwili
usunięto koper, matiole, cebule,
powiew Chanel i bulgotanie gnoju?
Zamiast tego cuchnie prochem.
Gdzie chowa się ten wstrętny zapach,
ciągnący się jak cień za nogami,
jak płatny zabόjca, potajemny kochanek,
drobny donosiciel czy uparty złodziej?
Może świat ma toksykozę,
dlatego reaguje tak dziwnie i ostro?
Mąż dziwi się: Jak pachnie ten proch?
Jeszcze go nie wąchałaś.
Gdzie jest jego piekło? Jego wiatr i sługi?
Kto z nich pokona tysiąc kilometrόw?
Surowy żołnierz go nie przepuści.
Ale proch cuchnie i cuchnie.
To jest nasz tlen i wodór,
nasz ozon po „Gradach”,
nasz duch zimnych piwnic,
nasz zapach strachu
przed niesprawiedliwą śmiercią.


***

Kluczysz w krzywym tańcu
między uderzeniami wahadła historii
a brzegami życia i śmierci,
żeby ocaleć.
Każdego ranka walczysz
z własnymi demonami
i aktualnościami centralnego radia.
Zarzucasz na ramię torebkę
z kamieniem Syzyfa
i biegniesz na kolejne wezwanie
do najbliższych,
do krewnych i przyjaciół.
jak karetka pogotowia ratunkowego.
Czy zapiszą ci w niebie
tę mrówczą trajektorię
na wrogich ziemiach?
Gdzie nie spojrzysz –
wszędzie czerwone proporczyki,
rosną jak maki,
pełne twojej krwi.
Nie strzelajcie!
Proszę o chwilę zawieszenia broni!
Przebiegnę bardzo prędko!


***

Bόg  jest krwią, co płynie jak rzeka,
perpetum mobile, motorem niestrudzonym,
strachem przed nożem, wyrokiem genόw
i ostrożną nadzieją.
Ciało – to ukryta mapa ruchu,
czerwona magma
z  ujściem i dopływami,
powodziami i posuchami.
Czyste czerwone złoto,
gdzie prόba domieszki
jest końcem wszystkiego.
Dusza żyje w jej strumieniu,
pod słabą ochroną żywego ciała,
krąży w ciele jak tańcząca dziewczyna:
sama sobie rzeką i brzegiem,
widzem i sceną,
sama posłuszeństwem, i swawolą.
Bόg żyje we krwi.


***

O świcie wiatr się zmęczył,
rozegnał śmieci, myśli, chmury.
W czystym pejzażu,
jak pierwszego dnia stworzenia,
bocian gardło ostrzy,
ścieląc suche pieluchy
dla jutrzejszych dzieci.
Lato zawisło na akacji,
ktόra zalała pόł świata perfumami –
kwitnie na starość niesamowicie.
Droga spływa pierwszymi samochodami,
jak rana krwią.
Ślepy pocisk
ucałował czyjeś podwόrko,
a słońce drzewom łzy osusza.


ODNOWIONA BAJKA

To nieprawdopodobne, ale tak było.
Chłopcy osłonięci drewnianymi tarczami
i plastikowymi kaskami
szli naprzód.
Matki myślały, że oni się bawią
dla transmisji na żywo,
na cały świat..
Ale świat jest mały, a kule – wielkie
i wszechpotężne.
One nie lubią drewna i plastiku –
mają na nie alergię.   Nie można odrywać się od matki,       
to niebezpieczne dla życia –
szepcze stara bajka, wycierając krew.

Turyści płyną falami.
Tam, gdzie kule dyktowały porządek –
flagi, usiane gwiazdami,               
wskazują kierunek wiatru.          

Redakcja wierszy Kalina Izabela Zioła

Тeodozija Zariwna  – ukraińska poetka, powieściopisarka, dziennikarka, teatrolog. Ukończyła Państwowy Uniwersytet im. Iwana Franki we Lwowie i Kijowski Instytut Sztuk Teatralnych im. I.K. Karpenki–Karego. Autorka siedmiu zbiorów poezji, pięciu powieści, kilku sztuk teatralnych i filmów dokumentalnych. Prezentowała programy literacki i kulturalny w telewizji ukraińskiej. Laureatka wielu nagród literackich. Тłumaczyła z angielskiego działa teatralne (Arthur Miller “All My Sons”; Brian Friel „Dancing at Lughnasa”, „Translations”), z rosyjskiego (Fiodor Dostojewski „Idiota”), polskiego (Wiesław Myśliwski „Requiem dla gospodyni”), serbskiego (Duszan Kowaczewycz „Radowan III”), opublikowała  po ukraińsku książkę Jidi Majia „Words from the Fire” oraz wiersze ponad  30 wspόłczesnych poetów polskich.  
Jej utwory są tłumaczone na języki: angielski, niemiecki, włoski, polski, grecki, portugalski, macedoński, rosyjski, rumuński, czeski. Była uczestniczką Międzynarodowego Listopada Poetyckiego w 2016-2019 r., Międzynarodowej Konferencji Poetyckiej w Poznaniu 2017-2021 r., a także literackich spotkań w Biszkeku, Kiszineu, Wilnie, Sofii, Pradze, Ołomoutsie, Brnie, Xichang.  Wiersze i opowiadania publikowała w czasopismach: “Gazeta Kulturalna”, „Odra”, „Metafora”, ”Lublin”, „Znad Wilii”, „Krytyka literacka”, „Protokół kulturalny”, „Dziennik Polski” , w antologiach ”Jak podanie ręki”.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko