Michał Piętniewicz – Dojrzewanie postnego człowieka

3
176

    Układam słowa – zawsze przypadkowo, ale czasem sens one tworzą nieprzypadkowy, konieczny. A kiedy czytam, to zawsze intuicją, nigdy rozumem, nigdy znaczeniem. Znaczenie zostawiam dla starych pryków. Zresztą znaczenie jest ograniczone, znaków jest nieskończoność. Mnie bardziej znaki interesują niźli znaczenie. Można te znaki układać dowoli i jak się zachce. Te znaki są kapryśne, chimeryczne, nie chcą słuchać, podążają w taką stronę w jaką im się podoba. A ja jestem dla tych znaków jakimś Bogiem – znaczeniem. To ja znaki beztreściowe obdarzam treścią. A one kryją się w moich fałdach brzucha – ptaki potulne.

    Myślę, że moje pisanie, raczej bazgranie, wynika ze ślepoty. Nie jest ani świadomym pisarstwem, ani świadomym nawet odbiorem czytelniczym, wszystko jest u mnie intuicyjne, nawet treści przyswajanych porządnie nie filtruję intelektualnie…

     Czy bycie schizofrenikiem może okazać się zabawą w schizofrenika? Okazuje się, że przy dużym dystansie do własnej choroby i siebie, tak. Grać siebie, udawać siebie, wygłupiać się, robić ten dumny teatr jednoosobowy, który do niczego nie prowadzi, prócz mglistych przeczuć co do jakiegoś kształtu. On się tak łatwo nie wyłoni, musi być jakieś tarcie czy starcia, najlepiej tarcia i starcia wielokrotne i to najchętniej z tymi, z którymi nam nie po drodze. Najlepiej działa krytyka, szyderstwo czy nawet zakamuflowane poniżenie, tak hartuje się stal, powiedzielibyśmy.

    Ludzie zawsze ciągną do czegoś bezpiecznego, to nic dziwnego. Albo czegoś zadziwiającego z drugiej strony, oswojonego jednak przez nadrzędną instytucję kultury, co przez to staje się bezpieczne. Albo czegoś totalnie nieudanego, kretyńskiego, co również czyni bezpieczną ich delikatną naturę, nie lubiącą poniżenia. I tak ładna czuje się dobrze przy brzydkiej, mądry przy durniu, szczupła i zgrabna przy grubej i niezgrabnej. Prawdziwa mądrość jednak najlepiej się czuje przy większej od siebie mądrości, niestety takiej pozbawione są uniwersytety, gdzie zależność pewnej, intelektualnej niewoli opiera się głównie na realizacji niskich instynktów panów profesorów i profesorek krytych pod zgrabnie generowanym, szlachetnym kameleonizmem uczoności, który najlepiej uwidacznia swoje braki i negatywy, gdy dochodzi do konfrontacji realnej, na inteligencję i mądrość wrodzoną a nie jej fikcje i rzecz wtórną oraz nabytą, jak „naukawe” konstrukty, które służą jedynie utwierdzaniu złej monety, aby ten lub tamten miał na kim i na czym się wyżywać, a przy okazji potwierdzać swoje dobre samopoczucie kosztem monety dobrej.

    Nie jestem od nauczania, a jedynie od wczuwania, ponieważ przyswajałem i przyswajam wiedzę całym sobą. To moje wczucie, tak, jestem zwolennikiem teorii wczucia, ma również negatywne konsekwencje, mianowicie, że nie potrafię zdystansować się od rzeczy negatywnych, mnie spotykających, bo jestem z nimi zespolony zbyt ściśle, za blisko są one mojej koszuli i jak szata Dejaniry palą mnie. Oczywiście wzmożona obecność rzeczy pozytywnych również nie jest dobra, bo grozi odlotem, tyle że w drugą stronę. Dlatego w moim przypadku najlepszy jest stan między tymi skrajnościami, czyli umiarkowanego, znośnego nieszczęścia, z którym da się żyć na co dzień nie szczerząc jednak michy z byle powodu. Uwielbiałem pić niegdyś alkohol, bo frunąłem, miałem poczucia romantycznej przygody. Teraz moje serce jest wypalone i na tych pogorzeliskach tam rumianek a tam mięta, cosik rośnie pomalutku, ale co to jest, Bóg wie tylko. Całe szczęście mam wokół siebie (jeszcze) ludzi, z którymi mogę wymieniać (o ile to możliwe), pewne poglądy i spostrzeżenia. Piszę „o ile to możliwe”, ponieważ bardzo często mam wrażenie dysproporcji komunikacyjnej, ale może to tylko moje niewinne złudzenie po czasie, kiedy utraciłem niewinność.

     Czym jest dla mnie „pisarstwo”?
Jest wyostrzeniem rysy obecnej w każdym życiu, bo nie ma życia bez rysy.
Wyostrzeniem oczywiście karykaturalnym i groteskowym, bo pisanie jest karykaturą życia, jak wszelka działalność artystyczna, bo życie samo w sobie kształtu jednak nie posiada.
Człowiek prawdziwie mądry nie bierze się za pisanie, ten jarmark próżności i narcyzmu.
Mądrość to łagodzenie wszelkich wyostrzonych rysów, czyli coś, co stoi na antypodach pisarstwa. Za pisanie nie bierze się kapłan, ale błazen.
Mądre pisarstwo to pisarstwo bezpłciowe, tylko dureń przykuwa uwagę, a najlepiej, żeby to był uzdolniony pisarsko dureń.
W tym sensie, w świecie mądrze urządzonym, pisarze nie powinni się znaleźć.
Co innego zapisywacze, sekretarze, protokolanci.
Ci są pożyteczni i potrzebni.
    Czy świat potrzebuje rysy?
Nie tyle potrzebuje, co ją immanentnie posiada, dlatego siłą rzeczy, świat, który wypiera się swojej rysy, opiera się na fałszu.
    Nie będzie nowe, co powiem, że w karykaturze zawsze najlepiej widać to, co najbardziej szlachetne. Ergo, świat pozbawiony pisarzy, jest światem wyzbytym szlachetności i na tym dzisiaj zakończę.

Reklama

3 KOMENTARZE

  1. Zła moneta wypiera dobrą. Tak też na polskich uczelniach przez ostatnie dekady wiedza nabyta, wtórna nie przynosi nic nowego, nie poszerza horyzontów. Trzeba wiecej wolności na uniwersytetach, wolnosc do krytyki form i treści już czezto ugruntowanych przez zasiedzenie, co pewnie nie spodoba się profesorom. Pisarz, jak każdy artysta, jest po trochę próżny, narcystyczny i ma coś z błazna, ale robi z siebie durnia tylko w tym znaczeniu, że nic to nie zmieni. Juz dawno minęły czasy, kiedy słowo pisane zmienialo ludzkie wybory, przestawiało koła historii na inne tory. Teraz nawet konstytucje i traktaty niewiele znaczą.
    Jednak on opisuje świat i czyni go szlachetnym choćby na kartach swoich opowieści. Rrasumujsc: wolę “durnia” Bruno Schulza , bo myślę o nim częściej i z uznaniem do jego skromnego przecież dorobku, niż utytułowanego profesora od wiedzy książkowej.

    • Dzięki Adam, świat bez tego szlachetnego błazeństwa byłby bardzo ubogi i dosyć ponury oraz nieciekawy, miast tego pojawiła się tendencja do czynienia spisu powszechnego wiedzy i notorycznego powielania wciąż tych samych kalek intelektualnych aż do głębokiego znużenia, przesytu i w końcu naturalnego womitu. Tylko ludzie wybitnie (nie)inteligentni znajdują radość w smakowaniu wciąż tych samych schematów… Inteligencja potrzebuje ryzyka przekroczenia, o które teraz trudno, bo czasy niebezpieczne, więc najlepiej schronić się w bezpiecznej łupinie intelektualnej małego, nikomu nie szkodzącego orzecha. W sumie wybór trzeźwy i racjonalny, lecz jakże jednocześnie podły, miałki, pożytku nikomu realnego nie niosący.

  2. Generalnie masz rację. Z tym, że ścieżka między skrajnościami jest drogą każdego wrażliwego człowieka. A co do pisania, to dla mnie nie musi być wyrazem mądrości wcale. Czy “Buszujący w zbożu” jest dobrze napisaną i głęboką powieścią, nie wiem, ale zmieniła świat. Zabiła też przy okazji kilka osób, ale jakby niechcący, z powodu nadmiaru ukrtego buntu. Może też być książka pięknie napisana, jak obraz. Też się liczy. Pozdrawiam – Jakub

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko