Antoni Styrczula – POMIESZANIE PORZĄDKÓW

0
83
Fot.: Jolanta Styrczula

Wyobraź sobie, że jesteś w muzeum Toulose-Lautreca,  w Albi, jego rodzinnym mieście. Podziwiasz obraz „Autoportret w lustrze” przedstawiający francuskiego postimpresjonistę namalowany w manierze charakterystyczniej dla tego kierunku. Kolorowe plamy oddające raczej nastrój malarza w chwili gdy go malował, jak faktyczny wizerunek. Chwile kontemplacji przerywa brutalnie komentarz innego odwiedzającego. Słyszysz, że był niski. Miał zaledwie 142 cm wzrostu. Do tego pił na umór oraz odwiedzał burdele gdzie zaraził się kiłą. Na którą zresztą zmarł. Myślisz sobie, co ma piernik do wiatraka. Wartość artystyczna obrazu do życia malarza. To dwa różne  porządki. Dwie odmienne płaszczyzny. Gdyby doszło do dyskusji między wami byłaby ona niemożliwa jeśli każdy z was pozostawałby w swoim wymiarze. Rozwiązaniem byłoby przyjęcie jednego z nich. Albo byście rozmawiali o jego twórczości, albo o jego życiu. Podobnie rzecz się przedstawia z dyskusją o tym co się dzieje od pewnego czasu na polsko-białoruskiej granicy. Jedna strona uważa ( słusznie zresztą) że białoruski satrapa prowadzi za pomocą nielegalnych migrantów, których sam ściąga na Białoruś, wojnę hybrydową przeciwko Polsce. Dlatego – jej zdaniem – konieczne są niezbędne działania dla ochrony polskiej granicy ( będącej jednocześnie granicą UE) takie jak: stan wyjątkowy, uniemożliwianie migrantom jej przekraczania łącznie z odprawianiem ich tam, skąd przyszli. Nawet jeśli to prowadzi do sytuacji zagrażających ich życiu i zdrowiu.  Podkreśla, że najważniejsze jest bezpieczeństwo państwa bo mogą przeniknąć do Polscy różnej maści terroryści i dewianci. Druga strona powiada. Może i Łukaszenka prowadzi tę wojnę używając migrantów, ale to są ludzie, którym należy pomóc. Trzeba dopuścić tam lekarzy i przedstawicieli fundacji oferujących migrantom rozmaite wsparcie. Umożliwić pracę dziennikarzom by opinia publiczna nie była skazana wyłącznie na rządowe informacje. Argumentuje, że bez względu na okoliczności w jakich znaleźli się na granicy oraz narodowość należy traktować ich sposób humanitarny. Oskarża przy tym sowich oponentów o znieczulicę, zwłaszcza wobec dzieci, Bogu ducha winnych. Ci zaś odpowiadają, nie ulegniemy szantażowi Łukaszenki oraz waszej histerii spowodowanej przypadkami śmierci wśród migrantów. Gdybyśmy zrobili tak jak żądacie, przez granicę runęłyby tłumy ludzi o podejrzanej proweniencji. Paradoksalnie, obie strony tego sporu mają rację. Tyle, że na różnych płaszczyznach. W politycznym wymiarze, wobec tak licznych dowodów, nie może zignorować faktu, że Łukaszenka świadomie i celowo sprowadza ludzi z Bliskiego Wschodu i przerzuca ich na litewską, łotewską oraz polską granicę. W akcie zemsty za wsparcie tych państw dla białoruskiej rewolucji. Dlatego trzeba mu się przeciwstawić wszystkimi, dostępnymi państwu sposobami. Na płaszczyźnie etycznej, mają rację ci, którzy mówią, powołując się na wartości chrześcijańskie i prawo międzynarodowe, że nie wolno być obojętnym wobec tragedii rozgrywającej się na naszej wschodniej granicy i należy pomagać w rozmaity sposób.

Porozumienie jest możliwe

Pomimo tak znaczących różnic w podejściu do kryzysu migracyjnego jest jednak możliwe porozumienie. Pod jednym warunkiem. Każda ze stron musiałaby przyjąć argumentację drugiej oraz wypracować rozwiązanie, które nie szkodziłoby bezpieczeństwu państwa oraz chroniło godność i prawa migrantów zagwarantowane w konwencji genewskiej. Zaufać sobie i poszukać obszarów gdzie możliwy jest consensus. To jednak wymaga zarówno odwagi jak i pokory, których – jak dotychczas – obie strony nie wykazują. Wolą obrzucać się inwektywami i oskarżeniami o co również Łukaszence chodzi. O polaryzację społeczeństwa i wywołanie wewnętrznych napięć. Tak więc, mamy w tej kwestii dwa monologi, z których nie da się skleić dialogu.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko