LIST ZARZĄDU GŁÓWNEGO SPP DO MINISTRA PRZEMYSŁAWA CZARNKA W SPRAWIE SPOTKAŃ AUTORSKICH W SZKOŁACH I O SYTUACJI AUTORÓW

0
86

Szanowny Panie Ministrze,

ze zdziwieniem dowiadujemy się o nowych wytycznych w sprawie rozliczania udziału w spotkaniach autorskich, odbywających się w placówkach podlegających Ministerstwu Edukacji, a więc w bibliotekach, szkołach i przedszkolach a finansowanych w ramach Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa. Pomysł, by autorzy książek odbywali spotkania w szkołach pro publico bono jest szlachetny, ale świadczy on o tym, że nie wie Pan, jak wygląda praca i życie pisarza, w szczególności zaś autora literatury dziecięcej i młodzieżowej.

Od 1989 roku autorzy książek tego typu przeważnie nie dostają honorariów za ich napisanie, a tylko procent od sprzedaży. Jest to suma maksimum dwa złote od sprzedanego egzemplarza. Ze względu na konkretną, ograniczoną wiekowo grupę adresatów, literatura dziecięco-młodzieżowa stanowi ofertę skierowaną do niewielkiego procenta społeczeństwa, a co za tym idzie wydawana musi być w niewielkich nakładach. Zwłaszcza, że z powodu kryzysu demograficznego kolejne roczniki są coraz mniej liczne. Promowanie czytelnictwa w tej grupie ma jednak szczególne znaczenie dla kultury, edukacji i po prostu przyszłości.

Książki dla dzieci i młodzieży sprzedają się w nakładach średnio od 2 do 10 tys. egzemplarzy, co daje pisarzowi zarobek od 2 do maksimum 20 tysięcy złotych na jednym tytule. Jeśli książka powstawała np. 3 lata, możemy podzielić tę kwotę przez owe 3 lata, a potem otrzymaną liczbę podzielić przez 12 miesięcy. Końcowy wynik to przykładowy miesięczny dochód autora. W optymistycznej wersji, gdy twórca otrzymał wspomniane 2 złote od sprzedanego egzemplarza i sprzedał 10 tysięcy egzemplarzy, jego „pensja” wynosi 555 złotych miesięcznie, a więc dużo poniżej średniej krajowej. Przy czym mowa jest o kwotach brutto. Podobnie wygląda dochód powieściopisarza, przy czym sprzedanie 10 tys. egzemplarzy wartościowej, trudniejszej pozycji (a nie tzw. czytadła) – to sukces. Poezja pozostaje w ogóle poza wolnym rynkiem, tomy wierszy mają nakłady kilkaset egzemplarzy, więc sprzedaż nie zwraca kosztów wydawcy. Dobrze, jeśli autor nie musi dopłacać do wydania swojego zbioru.

Ktoś powie, że dostajemy pieniądze za prawa do tłumaczeń, ale tu honoraria zależą od sytuacji w kraju, w którym przetłumaczono książkę. Np. za 3 tysiące sztuk książek wydanych po ukraińsku nasz autor dostaje jednorazowo 600 euro; oczywiście, jeśli zagraniczny partner wywiąże się z umowy, bo zdarza się różnie.

Czasami fragmenty naszych utworów wykorzystywane są w szkolnych podręcznikach. Honorarium za to wynosi od stu do czterystu złotych i jest jednorazowe. W wielu wypadkach nie dostajemy jednak nic, gdyż wydawcy podręczników licząc, że nie dowiemy się o umieszczeniu naszej pracy w podręczniku, łamią prawo autorskie. Naszych praw możemy dochodzić przed sądami, które żądają od nas od razu wpłaty 10% kwoty, która jest przedmiotem sporu. Wytoczenie procesu wymaga też skorzystania z fachowej pomocy prawnej, oczywiście płatnej. W większości wypadków wejście na drogę sądową jest nieefektywne, zajmuje czas i wymaga za dużego nakładu w stosunku do roszczeń.

W całej Unii Europejskiej istnieje system ryczałtowych honorariów dla autorów z tytułu wypożyczeń bibliotecznych książek. Niestety, w Polsce pula od lat nie była zwiększana, a badania na temat liczby wypożyczeń prowadzi się w ograniczonej liczbie bibliotek, przy czym nie ma wśród nich żadnych bibliotek szkolnych, najbliższych młodym czytelnikom.

Po 1989 roku zaczęło ukazywać się więcej tytułów książek, ale jednocześnie spadają ich nakłady. Dlatego udział w spotkaniach autorskich w szkołach (obok stypendiów i nielicznych nagród) jest źródłem zarobkowania pisarzy. To zalecenie po prostu odbiera chleb autorom książek dla dzieci i młodzieży. W Polsce młodzież uważa najczęściej, że wysokie zarobki są miarą sukcesu, trudno się więc dziwić, że młodzi coraz bardziej zapatrzeni są w celebrytów obracających milionami. Pisarze, pytani o zarobki, jeśli odpowiadają szczerze, spotykają się najpierw z niedowierzaniem, a potem z pogardą.

Niesłuszny jest argument, że pisarze zarabiają dodatkowo ze sprzedaży książek podczas spotkań z czytelnikami. Zysk autora pozostaje na niezmiennym poziomie, 2 zł za egzemplarz. Zdarza się też, że wydawca nie decyduje się na zorganizowanie stoiska, kalkulując, że zysk z dodatkowych kilkunastu a nawet kilkudziesięciu sprzedanych egzemplarzy, będzie za mały; wtedy autor musi osobiście zająć się i sprzedażą, i wpisywaniem autografów, a przedtem zakupić egzemplarze u wydawcy i dostarczyć je na miejsce.

Prosimy, by wycofał Pan zalecenia o bezpłatnych spotkaniach autorskich w bibliotekach szkolnych i innych tego typu placówkach, gdyż są one dla nas krzywdzące. Autor musi przygotować spotkanie tak, jak przygotowuje się ciekawą lekcję, poza tym do szkoły trzeba dojechać. Jest to więc praca. Także dla organizatorów nie jest dobra sytuacja, jeśli korzystać mogą wyłącznie z ochotników.

Jednym z celów polityki państwa powinno być wspieranie rodzimej twórczości. Jednocześnie pragniemy zwrócić uwagę Pana Ministra na niespójność wprowadzonych rozporządzeń z założeniami promocyjnymi Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa, który korzysta z budżetu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Z poważaniem
Zarząd Główny SPP

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko