Wiersze z Ameryki Łacińskiej

0
327

Rudy Alfonso Gomez Rivas (Gwatemala). Pedagog, pisarz, redaktor, menedżer kultury.  Autor książeki: „Morze w sercu psa”, „Tęsknota”, „Arena śmierci”, „Zero minut”, „Śmierć nie do zniknięcia”, „Milczenie jako wynalazek”, „Papierowe ptaki”, „Zimny ​​ogień Słów” oraz zbiór prozy„Wydziedziczeni lokatorzy”. Uczestniczył w krajowych i międzynarodowych kongresach, spotkaniach, targach książki i festiwalach. Laureat wielu nagród literackich. Dyrektor magazynu literackiego Voces Convergentes i wydawnictwa CAFEÍNA EDITORES. Założyciel i organizator Międzynarodowego Festiwalu Poezji Aguacatana FIPA.

Ciche księżyce
Ptaki rozkradają czas
robaki ubierają nasze lęki
morze nie znalazło jeszcze partnera do swojego odwiecznego tańca.
Jakie ciche księżyce zapamiętają mój spacer?


Czas

Czas to rana na ciele
łza poczerniała od kręgów zapomnienia
Czas to ukryty śmiech
tych, którzy leżą martwi w betonowym zegarze.
To bicie serca
które stało się pięścią
każe mi tkać teraźniejsze ścieżki
z algebraiczną precyzją. 


Przezroczyste horyzonty

Wracam niewypowiedziany
z miejsc
gdzie byłem skałą
byłem ogniem
byłem popiołem
Wracam
i ta ulotność czasu
wypełnia przezroczyste horyzonty
gdzie ziarno nadziei
jest echem wieków.
Nasze trupy nieuchronnie pulsują.


Zagadka

Zagadka twoich rąk:
odwieczna blizna pożegnań i demonów
Zagadka twoich słów:
skamienielina granatu w otchłani dzieciństwa z echami bugenwilli.
Rozlana krew
Kwiat wie, że umieranie nie wystarczy.


XVI
W ciągu dnia walczę ze wszystkim i wszystkimi
ujawniam informacje
ściskam martwe dłonie
udając ciasny uśmiech
podpisuję dokumenty
pada deszcz
lecz ja nie moknę
przechodzę przez drzwi jak żywy duch.
Siedząc na krawędzi łóżka
jestem deszczem.

XXVIII
Nie udaję, że jestem ulotną esencją nudnych dni
nie staram się ograniczać do czterech liter mojego imienia
                                                    które już mnie nie określają
nie zamierzam stać się rozmytym cieniem
                                              w środku dni które też są rozmyte
nie udaję wędrownego ptaka
      znajdującego schronienie w mitycznej agnostycznej pobożności
nie staram się być potężną rzeką
          płynącą w nocnym labiryncie bez odpływu
po prostu chcę być prochem w kurzu
efemeryczny wśród efemerycznych
niczym wśród niczego.


____________________


Edgar Zurita (Ekwador) Poeta i tłumacz. Absolwent wydziału literatury porównawczej Universytetu w Londynie. Zwycięzca konkursu „50-lecie EESO nr 307 – Jose Hernandez” w kategorii „Poezja młodzieżowa” (Argentyna, 2014). Opublikowany w antologii Memoirs of Ileana Espinel (2020).  Jego przekłady poezji ekwadorskiej zostały opublikowane w czasopismach w Anglii.


Jeśli się dzisiaj pożegnamy

Jeśli się dzisiaj pożegnamy,
obiecuję ci, że jutro
trochę się zmienię.
I rzecz nie w tym, że już się nie spotkamy,
ale że znowu będziemy musieli się pożegnać.
A  żegnają się tylko ci, którzy się nie znają.
Zwykle nigdy się nie żegnaliśmy.
Jeśli się dzisiaj pożegnamy,
obiecuję, że jutro ubiorę się inaczej,
żebyś mnie nie poznała,
i będziemy musieli poznać się na nowo,
i oczywiście,
z jakiegoś dziwnego powodu,
zobaczysz pod moją maską,
że się po prostu uśmiecham,
albo może i nie,
i spróbuję zrobić to innego dnia,
z większym pragnieniem.
Jeśli się dzisiaj pożegnamy,
proszę, obiecaj mi  przynajmniej,
że twoje smutne ręce trzymające łyżkę
pozostaną takie i jutro,
abyś ze skrępowanym zdziwieniem
zapytała mnie, kim jestem,
i ja chętnie wyjaśnię.
W tej kolejności: przedstaw się – i do widzenia.
Nie można tonąć w strumieniu rzeczy.
Jeśli się dzisiaj pożegnamy
proszę, pozwól mi spotkać cię jutro,
Nie chcę, aby pewnego dnia,
gdy nie będę na to gotowy,
twoje oczy powiedziały mi, że mnie kochają
tak
prosto i lekko,
i nie będzie dla mnie większego pocieszenia
niż się rozpłakać
w ramionach nieznajomej,
z którą się dzisiaj
nie poznałem,
i która nigdy
się ze mną nie pożegnała.


WSZYSTKIE OBIETNICE LINII JUBILEUSZOWEJ

                                                      Nienawidzę patrzeć, jak odchodzisz
                                                      Los gorszy jest niż śmierć […]
                                                      Jest powód
                                                      Że Londyn stawia bariery na linii metra
                                                     Jest powód, dla którego zawodzą
                                                   „Jubilee Line” Wilbura Soota

Świadomie obiecałem sobie
że nie przyzwyczaję się
do szarej linii metra.
Czułbym się nieswojo podczas podróży
trasą, której ty tak bardzo nienawidzisz

Może wiesz, że obiecałem jej,
że kiedy mnie pocałuje,
ja nie odwzajemnię jej pocałunku.
I nie pozwolę zamarznąć  wszystkim kwiatom
ani liściom wracać na ziemię
ani słońcu zachodzić wcześniej.

I jeśli to obiecałem,
to z powodu tych dziwactw starego świata, które nazywają miłością.

Echo pamięci powtarza moje obietnice
i właściwie
nie pokochałbym cię pierwszy
i nie szukałbym cię, będąc zbyt niedojrzałym,
gdy jasno dałaś do zrozumienia, że nigdy mnie nie pokochasz,
więc ja też nie powinienem był tego robić

Reasumując,
to mam nadzieję,
że złamałem tylko jedną obietnicę, którą ci złożyłem
no, być może złamałem dwie, ale po trzeciej
wszedłbym już tylko do czerwonej rzeki.

Choć muszę przyznać,
że rzeczywiście
nie dotrzymałem też niektórych obietnic, które złożyłem sobie,
codziennie spacerując po ulicach Camden w najokrutniejszym miesiącu.
Obiecałem sobie, że przyjdę do Ciebie, kobieto w czarnym szaliku

I jednak,
ostatecznie,
przyzwyczaiłem do tej przeklętej szarej linii metra.

(w tym wierszu ważne jest wyróżnienie pierwszych liter wszystkich zwrotek pogrubieniem. Litery te tworzą wyraz ŚMIERCI  (w oryginale MUERTOS)


________________________________


Sigrit Delgado (Ekwador) jest studentką Politechniki Salezjańskiej. Członkini  studia „Literatura w ruchu”. Obecnie mieszka w Guayaquil. Opublikowana w antologii Memories Ileana Espinel (2020).

Powrót zimy twojej choroby

Nawet jeśli śnieg się roztopi
powróci zimą.
Dziewczyna usiądzie blisko
kominka w oczekiwaniu na umówioną
godzinę i spotka się wieczorem
z chłopakiem, przyniesie mu gorącą
czekoladę na ławkę, która jest
obok parku, on weźmie ją za rękę
i opowie o czasie, kiedy rysowali
na zamarzniętej szybie.

Chociaż kwiat więdnie
powróci wiosną.
Dziewczyna siądzie w ogrodzie
rysując w zeszycie
sylwetkę motyla i spotka się
wieczorem z chłopakiem,
przyniesie mu portret, który namalowała w jego domu,
bo on nie może się już stamtąd wydostać,
opowie mu o pięknie
parkowych kwiatów.

Chociaż owoce spadają
powrócą latem.
Dziewczyna usiądzie
na progu chłopaka,
poczeka na powrót jego ojca
z jakąś wiadomością i spotka się
dziś wieczorem z tym chłopakiem, przyniesie mu
do szpitala kosz owoców,
które uszykowała dla niego jej matka. Tym razem opowie mu o tamtych czasach
kiedy zbierali jabłka,
będąc dziećmi, choć wydaje się,
że on nie słucha.

Chociaż deszcz przemija,
powróci jesienią.
Dziewczyna usiądzie na krześle
przy szpitalnym łóżku,
patrząc na krople deszczu
spływające po szybie i będzie siedzieć,
nie zamykając oczu, w nocy, z chłopakiem.
Będzie próbowała od czasu do czasu dzwonić
na pielęgniarkę, podczas ataków padaczki,
które zdarzają się często. Powie mu, że go kocha,
że ma nadzieję, iż pewnego dnia będą mogli pójść
na plac, jak kiedyś, że chce
zobaczyć znowu jego uśmiech, że po prostu
nie chce zostać sama,
że go potrzebuje.

Nawet jeśli znowu spadnie śnieg
nawet jeśli kwiat narodzi się na nowo,
nawet jeśli owoce urosną,
i nawet jeśli deszcz stanie się gwałtowniejszy,
dziewczyna usiądzie na tej samej
ławce w tym samym parku,
pisząc opowiadania bez żadnego sensu
i spotka się w nocy
z tym chłopakiem i przyniesie mu jego portret
z tym uśmiechem, który zawsze nosił,
i stojąc nad tym nagrobkiem,
wyleje kilka łez
opowiadając historie, które napisała
w swoim zeszycie.
Dlatego że choć wszystko wraca,
jest coś, czego już nigdy nie będzie.


___________________________________

Yara Delgado Zambrano (Ekwador), ukończyła Politechnikę Salezjańską, specjalizując się w komunikacji społecznej i produkcji audiowizualnej. Pisarz, dziennikarz, członkini studia „Literatura w Ruchu”. Obecnie mieszka w Guayaquil (Ekwador). Pracowała jako redaktor medialny. Publikowała w antologiach Feria de Carnes (2018), Memories Ileana Espinel (2019, 2020). Opublikowała książkę „Histerycy” (2019), Wydawnictwo El Quirófano.


Odpady nawozowe

Mój ojciec zasadził mnie w mlecznym nasieniu
Rozkwitłam w łonie jego ówczesnej kobiety
Jadłam ziemię, wodę, ryż i ser
Pozostałam głodna.

Od korzenia poszli jedna po drugiej, jeden po drugim, próbując mnie wyciągnąć.
Dlatego te ciernie.
Żeby zagrzebać się w twoich nerkach.
Aby pozostać w odciskach twoich zrogowaciałych dłoni.
Którym dobrze znane są pestycydy.
Nie wiem, dlaczego pomyśleli o róży, przecież jestem rośliną mięsożerną.


   Tłumaczenie z języka rosyjskiego na polski Kalina Izabela Zioła

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko