Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
490

Na obrzeżach naszego życia

Kolejny, po książkach Małgorzaty Boryczki i Joanny Domańskiej, świetny debiut prozatorski. I jak u tamtych, zamknięty w niewielkim świecie rodzinnym.

Jak jest więc przestrzeń Barysa? Pabianice, dom, matka, babcia, dwoje rodzeństwa, pies. Bez ojca, który zniknął, gdy narratorka, teraz czternasto-, piętnastoletnia, miała lat pięć. Za to z kolejnymi „tatuśkami”, z biedą, ze światem w którym rzeczywistość, raczej zła, czasami okrutna, zderzana jest z marzeniami, z wyobraźnia, z legendą. Z kłótniami babki z matką, która się „kurwi”, wyzwiskami, z tym wszystkim, co w odczuciu sąsiadów może być patologią, choć przecież nią nie jest.

Bieda… To z nią bohaterka musi się mierzyć każdego dnia. Nie, to nie jest łzawa opowieść o głodujących dzieciach. Ta bieda jest gdzieś wewnątrz, w pragnieniach matki, kasjerki z Biedronki, w marzeniach o lepszym świecie, w miłości ulepionej w głowie do chłopaka-samobójcy, w koleżankach z bogatszych domów. W izolacji, w rozmowach z podobną do siebie Klaudią, w lumpeksie,.

Ale to też świat, pozornie, bez żadnej przyszłości, bez nadziei na jakąkolwiek zmianę. Z umierającą babką, z jej chorobą wziętą z leków (całe życie przy taśmie w ich fabryce), bo przecież duma z „uczonej” córki-licealistki, chwilę potem zamienia się w „znajdź sobie pracę”, z koniecznością opieki nad rodzeństwem, ze styku z gromadą nieudaczników, którzy jak jakaś sztafeta zamieszkują z matką aby po chwili znikać, z jej nieustanną potrzebą seksu, którego odgłosy dobiegają zza ściany.

Nie, to nie jest dom, w którym leje się każdego dnia alkohol, dzieci mają, to prawda, najtańszy, wspólny, ale jednak mają, komputer, chodzą do szkoły, pojawia się w opowieściach , a potem w lekturach, Kafka, jakieś inne książki.

Więc trwanie, trwanie w upiornym oddaleniu od innych: bo tusza, bo krosty, bo brak zainteresowania ze strony chłopaków, raczej niewybredne żarty, poszturchiwanie. „Miałam do domu jeszcze daleko, ale szłam przez pola. Ulicą Piękną, która była piękną na zasadzie ironii, bo stały przy niej stare, zniszczone kamienice, zamieszkałe przez miejską biedotę, bez kibli i pryszniców, za to z mężami bokserami i malutkimi psami, które tak śmiesznie piszczą, kiedy ktoś je wyrzuca przez okno, a także umierającymi matkami, których wszyscy mają dość, bo leżą i śmierdzą.”

Tak ma być, tak będzie, na lata, na zawsze. Bo nie ma innej rzeczywistości. Wróć, jest, ale nie obejmuje tego skrawka świata.

A obok potrzeba młodszego rodzeństwa „wklejenia się” w kolejnego tatuśka. Potrzeba przytulenia, akceptacji, bycia z kimś…

Ten świat na opak, w którym „spacerowanie po cmentarzu musiało nam wystarczyć za historię, literaturę, biologie i języki obce” utkał Barys w sposób szczególny. Bo przecież wyobraźnia dziecka, nawet dorastającego, jest kompletnie inna niż ta ze świata dorosłych. Łatwo w niej dobudzić zmarłych, ich historię, wyprowadzić z cmentarza na ulice, wpleść w codzienność, konfrontować z żyjącymi. Kości, które nosisz w kieszeni… Nutrii, których dziadek miał kilkadziesiąt klatek, a może zmarłych w szpitalu, a może psa, którego porwała Pabianka, księżniczka zapewne brzydsza od bohaterki – rzeka zmieniona w strumyk.

Czytałem powieść Barysa i zastanawiałem się, gdzie jest ten jego świat? Skryty w dziwnych enklawach, na obrzeżach, przysłonięty tą „lepszą” Polską – zamożną, kolorową, z perspektywami. Ale przecież nie ma wątpliwości, że ta druga strona, ciemna, jest tuż obok, za rogiem, na sąsiedniej ulicy. I objawia się nie tylko gorszymi ciuchami, skromniej urządzonymi mieszkaniami, kiblem na podwórku czynszowej kamienicy – tak, tak, takie wciąż istnieją nie tylko w Pabianicach – to także coś więcej. Gdzieś ten cudzy świat, z którym nie mamy zwykle żadnego kontaktu, buzuje swoim językiem, emocjami, chęcią zaznaczenia swojej obecności. Tak samo jak nasz, czuły na wyzwiska, obelgi, ironiczny śmiech, które wżerają  się weń każdego dnia. To blizny, te rzeczywiste czynione brudną żyletką konkubenta matki na przedramionach, i te które obejmą duszę na lata, może na całe życie.

Może właśnie dlatego ten świat tak nas zaciekawia? Bo nie nasz, bo odmienny, bo nie musimy się mierzyć z codziennością bohaterów?

Łukasz Barys – Kości, które nosisz w kieszeni, Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2021, str. 144.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko