Janusz Termer – Albert Einstein pacyfista*

0
374

Każdy. komu drogie są wartości kultury, nie może nie być pacyfistą.
Albert Einstein – 1922

         Powyższe motto, zawiera znamienny dla wczesnego zwłaszcza okresu życia tego wybitnego człowieka, naukowca i myśliciela (1879– 1955), twórcy, przypomnijmy, słynnego równania E = mc2 oraz teorii zwanej „Zasadą ogólnej teorii względności” (1916), jak i dla większości jego licznych, pozornie tylko marginalnych  myśli i rozważań. Jak wiadomo, wielokrotnie i chętnie wypowiadał się on na rozmaite tematy dotyczące zarówno spraw osobistych oraz wielu dziedzin życia społecznego; w tym i problemów związanych z interesującymi nas tutaj bezpośrednimi odniesieniami do tego, co się z złożonym pojęciem pacyfizmu ściśle wiąże: wojny i pokoju światowego, konieczności powszechnego rozbrojenia i wszystkich innych spraw, ze szczególnie niezbędną wedle niego koniecznością powołania ponadpaństwowego Rządu Światowego…

       Pacyfistyczne przekonania i poglądy Alberta Einsteina podlegały pewnym zmianom i modyfikacjom w czasie, począwszy od lat pierwszej wojny światowej i czasów, kiedy do władzy dochodzili naziści oraz w latach drugiej wojnie światowej. Dzięki tej Księdze cytatów** można prześledzić dość dokładnie, jak do tych zmian w jego myśleniu dochodziło pod wpływem historycznych okoliczności i wydarzeń politycznych czy naukowych. Wsłuchiwano się w głos Einsteina od czasu, gdy w 1919 roku sir Arthur Eddington dokonał podczas zaćmienia słońca eksperymentalnych pomiarów świetlnych potwierdzających jego teoretyczne przewidywania. Sława i znaczenie Einsteina jako osoby publicznej – jak byśmy dziś powiedzieli „celebryty” – rośnie jeszcze bardziej po przyznaniu mu Nagrody Nobla za „zasługi w dziedzinie fizyki teoretycznej” (1921). Udzielał wtedy i potem, do końca życia właściwie, licznych wywiadów medialnych inspirujących także wielu ludzi polityki, kultury, sztuki i literatury. Słuchano go nadto uważnie z tego powodu, że w Niemczech od początku lat 20. szerzył się antysemityzm i pojawiały się ataki na jego teorię względności.

    Przy czym rzecz jasna należy brać tutaj pod uwagę, co zresztą skrupulatnie i słusznie podkreślone jest we wstępie pióra Freemana Dysona oraz w redakcyjnej  (Długiej) nocie o tym wydaniu – autorki wyboru – Alice Calaprice, że nieustannie ich czytelnicy winni pamiętać, iż do większości przytaczanych tu tekstów i wypowiedzi Einsteina „należy podchodzić z pewną rezerwą, gdyż były one opracowywane przez przeprowadzającego wywiad, a Einstein nie zawsze miał możliwość, by autoryzować je przed publikacją”. I że dotyczy to także jego publikowanych w prasie wspomnień, rozmów, pamiętników czy zbiorków anegdot. Alice Calaprice trafnie jednak zauważa, że osoba i dorobek Einsteina ciągle interesuje i „bez wątpienia zawsze będzie fascynował zarówno naukowców, jak i wielbicieli na całym świecie. Jego pełen dobroduszności, łagodności i skromności wizerunek nadaje mu charyzmę, definiowaną przez socjologa Maxa Webera jako cechę indywidualnej osoby, dzięki której zostaje ona wyróżniona spośród zwykłych ludzi i traktowana jako obdarzona nadprzyrodzonymi, nadludzkimi, a przynajmniej wyjątkowymi, siłami czy właściwościami. W tej książce jednak czytelnicy przekonują się raz jeszcze, że jego spuścizna ma w dalszym ciągu znaczenie dla nas dzisiaj”.

   Na inny aspekt sprawy zwracała uwagę w swych literackich felietonach noblistka Wisława Szymborska, która w recenzji z pierwszego polskiego wydania tej księgi cytatów**, napisała była przed laty w „Gazecie Wyborczej” (1998) m. in.: „Miał geniusz, miał talent, miał uzdolnienia. Jego geniuszem mogą delektować się specjaliści. Nam, nędznym profanom, pozostaje orientacja w jego talentach i uzdolnieniach. Talenty miał dwa: muzyczny, o czym wspominają ci, którzy go znali, oraz literacki,  o którym możemy się sami przekonać. No i jeszcze liczne uzdolnienia. Każdy ma prawo co innego do nich zaliczyć – ja zaliczam skłonność do filozofowania, namiętną ciekawość świata, umiejętność klarowanego formułowania sądów, poczucie humoru. Można tę listę jeszcze wydłużyć…”.

   Myślę, że to wszystko, co przywołane wyżej, ważne jest także w kontekście myśli i sądów Alberta Einsteina na interesujące nas tutaj jego poglądy pacyfistyczne. Formułował je często przy różnych okazjach. Jak na przykład owo motto niniejszego tekstu (Każdy. komu drogie są wartości kultury, nie może nie być pacyfistą) pochodzące z wydanego wówczas  w Niemczech podręcznika pacyfizmu pod redakcją Kurta Lenza i Waltera Fabiana Die Fridensbewegung (1922). Tamże przeczytać można takie liczne podobnego rodzaju zdania – zawierające rozbudowane szkice i rozmyślania, próby dotyczące rozmaitych aspektów racjonalnego, gospodarczo-społecznego uzasadnienia bezsensowności wojen: „Technika, będąca owocem nauki, powiązała ze sobą gospodarki państw, co sprawia, że wszelkie wojny stały się sprawą o znaczeniu ponadnarodowym. Gdy ludzkość, po długim okresie zamętu, uświadomi sobie tę sytuacje, to znajdzie również energię i chęci, by stworzyć organizacje, które będą w stanie położyć kres wojnom”.

    Dodawał on potem wiele innych argumentów o konieczności i potrzebie zaniechania konfliktów zbrojnych. Sądów częstokroć o charakterze osobistym i mocno nawet emocjonalnym, jak na przykład w wypowiedzi przeznaczonej do publikacji w Wahrheit – Praga, z roku1929: „Bezwzględnie odmówiłbym jakiegokolwiek bezpośredniego lub pośredniego udziału w wojnie i starałbym się przekonać moich przyjaciół, by uczynili to samo, niezależnie od racji dla których prowadzona byłaby ta wojna”.  Albo: „Mój pacyfizm jest uczuciem czysto instynktownym – jestem pacyfistą, ponieważ mordowanie ludzi jest dla mnie czymś odrażającym. Moja postawa nie wynika z żadnej teorii intelektualnej, lecz oparta jest na najgłębszej antypatii jaką żywię do wszelkich przejawów i nienawiści” – pisał w liście do Paula Hutchinsona redaktora naczelnego „Christian Century” lipiec 1929.  Lub też: „Ani na gruncie prywatnym ani publicznym, nigdy nie kryłem oburzenia jakim napawa mnie obowiązkowa służba wojskowa i udział w wojnie. Uważam, że przeciwstawianie się tak barbarzyńskiemu zniewoleniu jednostki za pomocą wszelkich dostępnych środków jest ręcz obowiązkiem sumienie” – z wypowiedzi dla duńskiej gazety „Politiken” z 5 sierpnia 1930 r.

    Jednakże w tymże samym roku sformułował smętną refleksję, przestrogę – pro domo sua niejako – zawartą w jego słynnej mowie „Dwa procent”, wygłoszonej dla New History Society, do członków spotkania tej odnogi pacyfistycznej religii bahaickiej w Nowym Jorku 14 grudnia: „Gdy ci, którzy podzielają pacyfistyczne ideały, organizują spotkanie zadają się jedynie ze sobą we własnym gronie. Są niczym owce stłoczone razem,  podczas gdy na dworze czyhają wilki(…). Głos owiec nie jest słyszalny poza tym kręgiem, stąd nie wywołuje żadnego odzewu”. Ale dodawał dalej bardziej już optymistycznie: „Gdyby choćby dwa procent tych, którzy podlegają obowiązkowi służby wojskowej, ogłosiło się przeciwnikami wojny i stwierdziło: Nie będziemy walczyć. Potrzebne są inne metody rozstrzygania sporów międzynarodowych. Rządy byłyby bezsilne – nie dałyby rady wsadzić tylu ludzi do więzienia”.

     I jeszcze jedna, mocna i obrazowa wypowiedź pacyfistyczna Einsteina z tegoż 1930 roku pt. What I Believe, z „Forum and Century” t. 84, często potem tłumaczona i przedrukowywana: „To, że ktoś może czerpać przyjemność z maszerowania w szyku przy dźwiękach orkiestry, wystarczy, by wzbudzić we mnie uczucie pogardy. Bohaterstwo na rozkaz, bezsensowna przemoc i cała ta obmierzła paplanina, którą nazywa się patriotyzmem – jakże serdecznie tego wszystkiego nienawidzę! Jakże podła i nikczemna wydaje mi się wojna! Dałbym się prędzej posiekać na kawałki, aniżeli miałbym brać udział w tak wstrętnym przedsięwzięciu”.

    Jednakże nadchodzące wydarzenia historyczne z lat 30., szczególnie dojście Hitlera i nazistów do władzy w 1933 r., mocno wpłynęły na zmianę poglądów Einsteina na kwestie związane z jego pacyfistycznymi poglądami. Od tego czasu, aż do końca drugiej wojny światowej zaczął uznawać, że wskazane i słuszne może być stosowanie środków militarnych w pewnych szczególnych okolicznościach. Doszedł bowiem do wniosku, że użycie sił wojskowych przez, jak pisał, „państwa, które zachowały normalność” jest koniecznością w obliczu tej barbarzyńskiej hitlerowskiej agresji. Jeszcze w 1931 roku pisał w Notes of Pacifism: „Pokoju nie da się utrzymać siłą. Można go jedynie osiągnąć na drodze porozumienia. Nie można ujarzmić żadnego państwa przemocą, dopóki nie zetrze się w proch każdego jednego mężczyzny, kobiety czy dziecka. Jeśli nie chce się stosować tak drastycznych środków, trzeba znaleźć sposób na rozstrzyganie sporów bez uciekania się do użycia broni”. W liście do Zygmunta Freuda z 30 lipca 1932 napisał, w mocno pesymistycznym tonie, że choć „kwestia ta stała się sprawą życia i śmierci dla cywilizacji… to jednak pomimo całego deklarowanego entuzjazmu, każda próba jej rozwiązania kończyła się dotychczas sromotnym fiaskiem”.

    Ale już wkrótce, w 1934 r., gdy wyjechał z Europy do Princeton w stanie New Jersey i został profesorem w Institute for Advanced Study, pisał w jednym z listów: „Jestem równie zdecydowanym pacyfistą, jak przedtem. Niemniej jednak jestem przekonany, że wzywać do odmowy służby wojskowej będzie można w Europie dopiero wtedy, gdy ustanie zagrożenie militarne dla demokratycznych krajów ze strony agresywnych dyktatur”. I dodawał, że „Zbrojenia polegają na popieraniu i czynieniu przygotowań nie do pokoju, lecz do wojny. Dlatego ludzkość nie rozbroi się krok po kroku; albo zrobi to za jednym zamachem, albo wcale”.

    Już podczas II wojny światowej, w grudniu 1941 r., w wywiadzie dla „New York Times’a”

 tak podsumował swoje stanowisko: „W latach 20., kiedy nie było jeszcze dyktatur, opowiadałem się za poglądem, że poprzez odmowę noszenia broni uczyni się wojnę czymś zdrożnym. Ale gdy w pewnych państwach doszły do władzy represyjne reżimy, doszedłem do wniosku, że prowadziłoby to osłabienia państw mniej agresywnych vis-a-vis bardziej nastawionych na konfrontację”.

    Jakie wyjście z tej sytuacji widział Einstein już po wojnie? Zaproponował mianowicie powołanie Rządu Światowego i stworzenie systemu bezpieczeństwa opartego na prawie, jako jedynej „szansy ocalenie cywilizacji i ludzkiej rasy”, bo jeśli idea ta byłaby niewykonalna, to „pozostanie tylko jedna realistyczna wizja naszej przyszłości – ostateczna zgała zgotowana człowiekowi przez człowieka”. Mówił też potem kilkakrotnie, gdy zarzucono mu odejście od wcześniejszych poglądów, iż  nigdy nie napisał, że jest „pacyfistą absolutnym, lecz że zawsze byłem zdeklarowanym pacyfistą… innymi słowy, jestem przeciwny użyciu siły we wszelkich okolicznościach, z wyjątkiem sytuacji, gdy mamy do czynienia z wrogiem, który obrał sobie zniszczenie życia za cel sam w sobie”.

   I jeszcze słówko w sprawie zarzutów kierowanych pod adresem Einsteina w sprawie powstawania i produkcji bomby atomowej. Nie uważał się za ojca energii atomowej, co mu przypisywano niekiedy: „odgrywałem bardzo pośrednią rolę – pisał. W rzeczywistości nie spodziewałem się nawet, że energię uda się wyzwolić za mojego życia. Uważałem to za możliwość czysto teoretyczną. Doszło do tego jedynie dzięki przypadkowemu odkryciu reakcji łańcuchowej, czego w żaden sposób nie mogłem przewidzieć”.

    Albert Einstein  wielokrotnie i do końca swego życia (1955) potwierdzał w swych licznych wypowiedziach i wywiadach prasowych, że istotnie był zawsze zdeklarowanym a nie absolutnym pacyfistą: „Wiele osób wypytywało mnie o moją niedawną wypowiedź, że niezbędne jest myślenie nowego typu, jeśli ludzkość ma przetrwać i wznieść się na wyższy poziom. Przeszłe myślenie i metody nie zapobiegały wojnom światowym. Myślenie przyszłości musi nie dopuszczać do wojen”.

   Autorka tego zbioru – Księgi cytatów – Alice Calaprice – przywołuje też najbardziej chyba pesymistyczną myśl z tej całej księgi – rzekomą wypowiedź Einsteina zamieszczoną 31 grudnia 1999 roku w tygodniku „Time”, z okazji uznania go Człowiekiem Stulecia: „Dopóki na świecie będzie istniał człowiek, będą też wojny”. Ale też dodaje w swym komentarzu, że nie była „w stanie odszukać tych słów” w materiałach źródłowych. Nie jest pewna ich autentyczności! A zatem i każdy z nas ma prawo podchodzić do nich z rezerwą…

    *Wystąpienie na Sesji „Pacyfizm w XXI wieku” w warszawskim Domu Literatury z dnia 1 września 2021 r., które poprzedziłem następującym wstępem:

Proszę Państwa  – urodziłem się w ostatnich dniach września 1939 roku w Warszawie, tuż przed wejściem do niej wojsk niemieckich, w kamienicy na ul. Chłodnej 60, gdy wszyscy jej mieszkańcy – z wyjątkiem będącej w ostatnich dniach przed porodem mojej Mamy – uciekli do schronów; urodziła mnie więc sama bez niczyjej pomocy, a gdy po odwołaniu alarmu przyszła do niej sąsiadka, zobaczyła niemowlę „we krwi skąpane” z powodu źle zawiązanej pępowiny: zawiązała jak trzeba, umyła i ponoć powiedziała – synek, może przeżyje; no i przeżyłem.

Ale jak Państwo widzicie – mam bardzo osobiste powody by nie kochać żadnej wojny!

   **Wszystkie przytaczane tutaj cytaty pochodzą z polskiego przekładu (Marek Krośniak) obszernej księgi Einstein w cytatach. Wydanie pełne – tytuł oryginalny The Ultimate Quotable Einstein -zebranych i opracowanych przez Alice Calaprice i ze wstępem Freemana Dysona, Warszawa 2014. Zawiera wypowiedzi i sądy Einsteina z różnych epok jego życia, kiedy to, na tydzień przed śmiercią, w ostatnim swym własnoręcznie napisanym liście, skierowanym do Bertranda Russella wyraża zgodę na podpisanie apelu, wzywającego wszystkie państwa świata do wyrzeczenia się broni jądrowej.

 J.T.

Andrzej Tchórzewski

Pieśń o mobilizacji
Gdy jechaliśmy na front…
Jak to w eszelonie.
W kołach chwycił jakiś ziąb
i parskały konie.

A Kostucha za nami gna.
Do ucha gra
i nie słyszysz turkotu kół
ani potu nikt nie będzie czuł.

28 sierpnia 1959 , w 20. rocznicę ogłoszenia mobilizacji.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko