Andrzej Walter – Czas na herbatę

0
140

   Piękne wnętrze. Stół, samowar, oczekujące dwie filiżanki oraz w pewnym oddaleniu kobieta z odległej już epoki wpatrzona w przestrzeń, gdzieś w oddali. Wszystko jest jasne, ciepłe, pełne nadziei. Spotkanie tuż tuż. Na okładce nowego tomu Anny Pituch-Noworolskiej możemy rozkoszować się fenomenalnym obrazem Józefa Mehoffera „Słońce majowe”, który w sztuce jest definicją wymarzonej wiosny, pełnej ciepłego słońca, które przenika przez skórę i sprawia, że na dobre zapomina się o zimie i kapryśnym przedwiośniu.

   To bezsprzecznie malarski synonim Arkadii, pogodnego i beztroskiego ziemskiego raju. Zdaje się, że dokładnie takie było zamierzenie artysty, który kilka lat przed namalowaniem obrazu (sto dziesięć lat temu w 1911 roku) pisał, że przyświeca mu „idea życia – rozkoszy – użycia – uciechy – światła – słońca i ciepła”. Wszystkie elementy, które składają się na tę ideę, bez trudu odnaleźć można właśnie w „Słońcu majowym”. Tworzą one niepowtarzalny nastrój, który sprawia, że wciąż, mimo upływu lat i zmieniających się gustów, rozkochuje ona w sobie wielu miłośników sztuki.

   Wydawało się zatem, że wiersze również poniosą nas ponad ziemię, hen wysoko, ku lekkości, do światła, do jaskrawej krainy pełnej szczęścia. Niestety poetka chciała nas tylko sprowokować, pobudzić do myślenia, czy też być może jedynie roztoczyć pewną atmosferę, symbolikę i ideał szczęścia, konfrontując to, bardzo zresztą sprawnie ze smutną rzeczywistością losu człowieka u progu nowego, nieznanego przecież jeszcze stulecia, dumnego wciąż XXI wieku, z pełnym wachlarzem: bolączek, utrapień, zatraty poczucia sensu, nadziei oraz wszelkich wymiarów transcendentalnych.

   Tom jest obfity w wytrawną i mądrą poezję. Słowo kreślone przez Autorkę nabiera coraz to nowych znaczeń, zabarwień i dylematów. Metafora się uszlachetnia, emocje tonują, a przestrzeń emanuje poszukiwaniem coraz to nowego, nowszego przesłania, co zawsze poezji wychodzi na dobre, a wierszom dodaje lekkości, komunikatywności oraz elementu zaskoczenia jakże niezbędnego w literaturze. „Krajobrazy dni” – taki bowiem tytuł nosi ów tom, przynoszą nam cztery rozdziały znakomitej poezji, przy czym skoro Autorka coraz poważniej wkracza na poetyckie salony, rozdział ostatni – „Mój świat” wydaje się bezcenny, a intymna perspektywa podmiotu lirycznego pozwala nam bliżej poznać samą Annę Pituch-Noworolską, obecną prezes Krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich, legendarnej już organizacji pisarzy i poetów z ponad stuletnią tradycją.

   „Krajobrazy dni” są tomem bardzo refleksyjnym, stonowanym, zdystansowanym, ale jednocześnie Autorka nie boi się stawiać jednoznacznie kłopotliwych pytań i diagnoz wobec naszego świata. Otwarcie i krytycznie odnosi się do problemów współczesności, aż wreszcie nie ucieka przed tematami trudnymi, wywołującymi kontrowersje, czy choćby lęk. Metaforyka jednak i styl kreślenia tych właśnie obrazów niesie w sobie przede wszystkim: dyskrecję, kulturę słowa i szacunek dla drugiego człowieka w szczególności, a ogólnie poważne potraktowanie całej naszej ludzkiej natury, społeczeństwa i ludzkości jako takiej. Tak patrzy prawdziwy poeta, który wychodzi w widzeniu spraw i rzeczy poza samego siebie i w pewnym sensie musi stać się sumieniem narodu, czasów i rzeczywistości. Dlatego los kazał mu stać się poetą, a nie obłudnym politykiem, sprzedajnym dziennikarzem czy nieuczciwym przedsiębiorcą. Poeta szuka prawdy i jest z prawdy. Potwierdzeniem tego jest właśnie tom Anny Pituch-Noworolskiej „Krajobrazy dni”.

   To już siódmy tom Autorki, a mamy jeszcze zbiór opowiadań. Przypomnijmy, że Anna Pituch-Noworolska, krakowska poetka, z zawodu lekarka, specjalistka pediatrii i immunologii klinicznej. Pracuje w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie.

Debiutowała tomem Bukiety czasu (2006), a następnie wydała: Gotyk (2007), Jesienny księżyc (2009), Wiersze rozsypane (2012), Skrzynię pełną wiatru (2014), Portret z magnolią (2017) oraz zbiór opowiadań Gobeliny (2011).

   W 2016 roku zdobyła II nagrodę w ogólnopolskim konkursie „Leczymy słowem”, w 2017 roku – wyróżnienie w konkursie „Puls słowa”, a w 2019 – I miejsce w kategorii proza w konkursie „Przychodzi wena do lekarza”. Należy do ZLP (prezes krakowskiego oddziału) oraz Unii Polskich Pisarzy Lekarzy (członkini zarządu).

   Lekarz literat – przecież znamy to z historii literatury i to z jak najlepszej strony.

   Wracając do „Krajobrazów dni”, w tym tomie jest trochę jak na obrazie Mehoffera… te krajobrazy są impresją, skojarzeniem, symbolem, są światłem, nastrojem, atmosferą, słowem poezją, która w sposób nieoczywisty kreśli wątki, znaczenia, operując mistrzowsko słowem zmusza nas do kontemplacji: czasów, spotkań, ludzi oraz przemijania i daje nam kolejny intelektualny impuls do samodzielnego myślenia. Czyni to jak najlepszy z lekarzy, który wsłuchuje się w naturę i istotę problematyki pacjenta. Najsmutniejsze są czasami diagnozy, lecz tutaj skłoniłbym się do zdania jednego z bardziej znanych krakowskich krytyków literackich, kolegi z Krakowskiego Oddziału ZLP, profesora Ignacego Stanisława Fiuta, który napisał:

   „Autorka przypomina, iż obecnie trudno o potwierdzenia własnego życie i jego kontekstów, choć skazani jesteśmy zgodnie z jego naturą na planowanie jutrzejszego dnia. Pomaga nam w tym nasza „szkatułka pamięci”, magia wypowiadanych słów, a nawet przysłowiowy spacer w tłumie, potwierdzający nasze istnienie. Ważne jest  przy tym doświadczenie „starych kobiet” i ich troska o dokumenty – podkreśla Pituch-Noworolska, przypominając, że „milczenie gór” ma także znaczenie dla faktu istnienia. Poznawanie i odkrywanie świata należy  również do tej logiki istnienia i nie można o nich zapomnieć. Nie należy również martwić się przemijaniem i śmiercią, bo jakoś będzie przecież o nas pamiętać ta łąka i śpiew nad nią skowronka!

   Na otuchę i nadzieję człowieka zawsze jest miejsce – powtarza poetka.”

   I takie właśnie są Krajobrazy (naszych) dni – tom trudny, wytrawny, dający myślącemu czytelnikowi wiele goryczy, ale i satysfakcji, w tym świetlistym wyczekiwaniu w mehofferowskim Słońcu majowym, w czasie na herbatę nieoczekiwanego gościa i w tym świecie, bardziej jesiennym niż wiosennym, coraz mocniej skomplikowanym, w którym chaos stał się bożkiem i regułą, a nasze istnienie można chyba tylko udowodnić … poezją.

  Tyle, że mało kto w to dzisiaj wierzy, a szkoda…

Andrzej Walter

Anna Pituch-Noworolska „Krajobrazy dni”. Krakowski Oddział Związku Literatów Polskich, Kraków 2021. Stron 88. ISBN 978-83-955962-4-7

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko