Jan Stanisław Smalewski – Pani zima… zła

0
220
Jan Stanisław Smalewski

           Rokrocznie przyroda zwykła czynić nam jakieś niespodzianki, które ujawniają niedoskonałości naszego życia i gospodarowania w jej otoczeniu. A ogólnie rzecz ujmując naszej egzystencji w warunkach funkcjonujących pór roku i ściśle związanej z nimi natury.

            Odnosząc się do czasu obecnego, czyli warunków zimowych, od razu przejdę do meritum sprawy, czyli tego, jak sobie radzimy z tym szczególnym w przyrodzie czasem rzekomego dla niej odpoczynku.

           Poprzedzający zimę okres zbiorów i jesiennego gromadzenia zapasów odczuwalny jest niemalże przez wszystkie żyjące na ziemi istoty. Wszystko co żyje przygotowuje się na ten czas ze szczególną starannością, nie wyłączając nawet tych zwierząt, które zapadają w letarg, czy sen zimowy.

           Zwierzęta, a także rośliny wyjątkowo odczuwają podział w przyrodzie na pory roku, co szczególnie uwidacznia się w sposobach ich egzystencji: rozmnażania, funkcjonowania i wegetacji.

           My ludzie też mamy swoje sposoby traktowania pór roku, a dodatkową atrakcją w ich przeżywaniu jest emocjonalny, duchowy i różnorodny pod względem psycho-fizycznym udział w życiu przyrody. Wyraża się on nie tylko w konsumowaniu darów natury, ale także w podziwianiu jej zalet, piękna i różnorodności istnienia, co znajduje swoje odbicie w kulturze, sztuce, a nawet – poprzez jej wykorzystywanie – w codziennym życiu, w tym życiu religijnym.

           Czyż w grudniu, pod koniec jesieni, kiedy przed świętami Bożego Narodzenia brakowało śniegu, nie odczuwaliśmy niedosyt, nie brakowało nam urokliwości zbliżającej się zimy? A niedostatek radości z powodu nadchodzących świąt bez mrozu i śniegu czyż nie był dotkliwy, nie zmuszał nas do działań zastępczych, poszukiwania rozwiązań aplikacyjnie ubogacających ten czas w uroki zimy?

           O powszechnym zaglądaniu w okresie późnojesiennym na strony internetowych „przepowiedni” prognostów, nie muszę się rozpisywać, bo niemal wszyscy tego doświadczaliśmy. – Jaka będzie ta zima? Czy dosypie śniegu góralom i narciarzom? Czy aby nie zaskoczy drogowców? Czy nie dokuczy kierowcom?…

           Różnej maści artyści też wzdychali do niej wyrażając rozmaite pragnienia. Marzyli o urokliwych krajobrazach, możliwości wykorzystania jej nastrojów w sztuce, literaturze, poezji. Ba, znam nawet takie – mniejszościowe – społeczności, jak przykładowo chociażby społeczność wędkarska, która z nadzieją na mrozy ściskające tafle zbiorników wodnych grubym lodem, oczekiwały na zimowe, podlodowe wędkowania, dodajmy – z emocjami.

           Rolnicy też mieli swoje oczekiwania. Zresztą nie tylko oni, bo jeszcze wiele innych grup społecznych patrzyło na zbliżającą się zimę z perspektywy swoich potrzeb, a były to potrzeby zupełnie inne od tych wcześniej opisanych. Najczęściej wiązane z takim przebiegiem zimy, by swym „niezrównoważonym charakterem” nie zakłóciła funkcjonowania codziennego życia – na wsi, w mieście, na dalekiej prowincji. By nie stała się w jakimś stopniu, poprzez zbyt obfite śnieżyce i zbyt silne mrozy – niszczycielska i katastroficzna.

           Takie były oczekiwania, które obecnie weryfikuje rzeczywistość. Tegoroczna zima nieco się spóźniła, ale na pewno ze śniegiem i mrozem przyszła wraz z początkiem nowego kalendarza 2021 roku. Przyszła i całkiem okazale figluje, nie tylko spełniając wcześniejsze marzenia romantyków związanych emocjonalnie z przyrodą, ale i obawy wszystkich tych, którzy tej pory roku zbytnio nie lubią.

           Kiedy po pierwszych styczniowych śnieżycach przy zasypanym garażu pozwoliłem sobie zażartować z sąsiada: – No i co sąsiedzie, warto było słuchać tych, co twierdzili, że już prawdziwych zim u nas nie będzie?.. – Jemu stanęły łzy w oczach. – Ano nie warto. Jak pech, to pech. Panie, ja sześć lat temu tym ciągnikiem z pługiem śnieżnym zarobiłem przez trzy miesiące na całoroczne utrzymanie. I patrz pan, akurat diabeł mnie podkusił, by go za bezcen w listopadzie się pozbyć. Pięć lat bezużytecznie niszczał na podwórku, to jak miałem nie uwierzyć, że już zim nie będzie?

           To były tylko pierwsze refleksje pana Andrzeja, który za bezcen pozbył się ciągnika z pługiem śnieżnym. Teraz nawet boję się nawiązywać z nim rozmowy, bo chłop popadł w depresję. Nie może sobie darować, że tyle opłacalnej roboty go minęło. Ciągnik był wyjątkowo skuteczny w odśnieżaniu wszystkich dróg osiedlowych, a i na pobliskich wioskach też miałby co robić.

           Czasami zatem warto być cierpliwym. Chociaż z drugiej strony – nikt nie lubi inwestować w coś, co może mu zwrócić się dopiero po kilku latach. Swoją drogą – obserwując tegoroczną zimę – mam czasami wrażenie, że takich łatwowiernych inwestorów jak mój sąsiad, że już śnieżnych zim nie będzie, jest znacznie więcej. Niektórzy z nich nawet w podstawowy sprzęt, to znaczy w szufle do odśnieżania się nie zaopatrzyli.

           Najbardziej doświadczam tego parkując w Gdańsku na miejskich parkingach. Śnieg, mróz, parkometry wszędzie sprawne i… 3,90 zł za godzinę, a jakże. Pomijając już poddawanie w wątpliwość tej groszowej końcówki, utrudniającej dokonanie opłaty. – Zatem jest gospodarz! Pilnuje, skoro pieniądze bierze. Tylko dlaczego tych parkingów nie odśnieża?

           Teraz w lutym, gdy przyszły kolejne śnieżyce, jest jeszcze gorzej. Już nie tylko parkingi bywają niedostępne, chodnikami także w wielu miastach i miasteczkach nie można przejść. Odpowiedzialność za ich odśnieżanie wokół prywatnych posesji upadła, często nawet przy dobrych chęciach gospodarzy jest trudna do wyegzekwowania. W wielu miejscach po prostu brakuje miejsca, by się pozbyć zwałów śniegu. Pozostaje jedynie oczekiwać na wiosnę.

           O dramatach górali, właścicieli stoków narciarskich, hoteli i lokali gastronomicznych pisał nie będę, bo to tym razem nie zima ponosi winę za ich powstawanie, i za brak warunków wykorzystania jej wspaniałych turystycznych uroków. W tym przypadku nie natura jest winna lecz korona wirus covid 19, z powodu którego tej zimy przybytki te pozostają nieczynne, a kieszenie właścicieli puste. I ubolewać można jedynie nad tym, że ten paskudny wirus wcale się ani śniegu ani mrozów nie boi. Nie poddaje się, jak inne bakterie i wirusy zimie i wciąż pozostaje groźny, siejąc swoje tragiczne dla nas żniwo.

           Nadzieja na poprawę tej sytuacji także rysuje się dopiero wiosną, może nawet późną wiosną, kiedy większość społeczeństwa skorzystać będzie mogła z ratujących nas szczepionek.

           Problemy związane z kaprysami zimy zaskakują w naszym klimacie dość często. I wynikają nie tylko z tego, że zaczynamy zbyt dosłownie odnosić się do zmian klimatycznych i postępującego efektu cieplarnianego. Naukowcy nie ukrywają przecież, że są one powolne, niesystematyczne i – co szczególnie niebezpieczne – chimeryczne w następowaniu. Dlatego mamy taką naprzemienność temperatur, dlatego prócz śnieżyc i mrozów występują przejściowo gwałtowne ocieplenia.

           Tej zimy mieszkańcy wielu regionów kraju już kilkakrotnie doświadczyli zrywania się pod ciężarem mokrego śniegu trakcji elektrycznych i związanych z tym przerw w dopływie prądu. Mokry śnieg zagrażał dachom posesji i drzewom. Wielokrotnie powstawały oblodzenia jezdni, chodników, w wyniku których cierpieli nie tylko ci kierowcy, którym się wydawało, że można zimę przejeździć na oponach letnich, ale i ci którzy w określonych warunkach nie zaopatrzyli się w łańcuchy, lub po prostu nie usłuchali alertów pogodowych i zostali w domu.

           Utrudnienia zimowe życia w miastach znów następują tego roku dość często. A to gdzieś z powodu mrozu popękają rury kanalizacyjne, a to awarii ulegną sieci grzewcze lub z uwagi na oblodzenie jezdni dojdzie do katastrof drogowych. I próżno już nierezolutnym propagandystom tłumaczyć nam, że „to wina Tuska”, czy jak w Warszawie „wina Trzaskowskiego”. Bo generalnie jest to wina samorządów i wszystkich rządzących, którzy muszą wcześniej takie ewentualności przewidywać.             W kraju, w miastach i miasteczkach starzeje się infrastruktura, coraz więcej jest awarii uzależnionych od skutecznych zabezpieczeń, planowej wymiany starych trakcji elektrycznych na nowe, kilkudziesięcioletnich rur ciepłowniczych i wszelakich zużywających się z czasem linii przesyłowych na nowoczesne, skuteczniejsze, mniej szkodliwe dla zdrowia mieszkańców. – Warto o tym pamiętać.

           Warto przestać łączyć politykę z planową i odpowiedzialną działalnością gospodarczą, skutecznością działań dobrego gospodarza, który zarówno skutki zimy, jak i możliwe w jej wyniku późniejsze roztopy śniegu i ewentualne podtopienia potrafi przewidzieć, i zechce wcześniej się przed nimi zabezpieczyć.

           Nie mogę w tych swoich rozważaniach pominąć również wsi. Wieś z natury w okresie zimowym pozostaje zawsze w lepszej sytuacji niż miasto. Praca rolnika, jego dzienny tryb życia spowalnia brak działalności na terenach rolnych, a hodowla zwierząt przy dobrym wcześniejszym przygotowaniu i zabezpieczeniu się w pasze, nie sprawia większych trudności. Także transport do którego wykorzystuje się ciężkie ciągniki rolnicze łatwo z trudnymi warunkami zimy sobie zawsze poradzi. Tym razem zima działa korzystnie na rzecz wsi. Obfite opady śniegu stwarzają dobre warunki dla rolnictwa, umożliwiając lepsze nawilżenie gruntów – a przypomnieć należy, iż ostatnie lata były gorące i ziemia mocno zubożała w wilgoć – co jest wyjątkowo ważne dla wiosennych upraw płodów rolnych.

           Mrozy to też sprzyjające rolnikom czynniki gwarantujące późniejsze dobre warunki do naturalnego pozbywania się chorób roślin i pasożytniczych owadów. Jedynym problemem zimowej egzystencji ujawniającym się tej kapryśnej zimy, pozostaje wciąż ekologiczny efekt trucia powietrza, pogarszania się zimą jakości powietrza z powodu nadal dużego odsetka korzystania przez indywidualnych gospodarzy z pieców opalanych węglem i drewnem.

           Z tym problemem borykają się także nadal niemal wszyscy w miasteczkach i przy osiedlowych zbiorowiskach dużych miast. Zimą, zwłaszcza śnieżną, białą, gdy mróz czyni powietrze wręcz krystalicznym, dwutlenek węgla uchodzący z kominów domostw wraz z zapachami innych smołowych związków chemicznych jest wyjątkowo wyczuwalny i niebezpieczny – bardziej trujący niż kiedykolwiek indziej w ciągu całego roku. Eksperci od środowiska wraz ze specjalistami od leczenia chorób powodowanych zatrutym powietrzem szacują, że w Polsce w minionym roku zmarło z tego powodu około 40 tysięcy ludzi. To bardzo dużo i brak odpowiedniego podejścia do problemu ze strony wszystkich osób sprawujących władzę, musi naprawdę ulec zmianie. Przesuwanie w czasie unijnych ustaleń, nie respektowanie obostrzeń europejskich to z drugiej strony zły przykład dla całego społeczeństwa; że można nie ulegać nakazom, nie przestrzegać prawa, jeśli ono nam w czymś przeszkadza, można… budować wokół siebie obraz społecznego nieposłuszeństwa wbrew logicznym przeciwskazaniom, chociażby zagrażały one naszemu zdrowiu.

           I ostatnie moje spostrzeżenia na temat zimy. Przebywam często w regionie, gdzie jest dużo zbiorników wodnych. Sam niedawno byłem świadkiem dramatycznej przygody, podczas której poczułem się jak bezbronne dziecko. Na moich oczach (i kilku innych osób w tym czasie) nieroztropny wędkarz ruszył po lodzie w kierunku głębokiego cieku wodnego łączącego dwa jeziora. Ktoś nawet z brzegu krzyknął w jego kierunku: Nie leź tam!!! – co zwróciło uwagę stojących na brzegu. Niestety przestroga była zbyt późna. To była chwila. Sekundy dosłownie. Zobaczyliśmy, jak pod nogami wędkarza lód pęka, rozłamuje się na boki, a on obciążony balstem wędkarskiego sprzętu niczym wielki głaz błyskawicznie znika w nurcie pod olbrzymią taflą lodu jeziora. Nie było szans, by ktokolwiek w tym momencie mógł mu pomóc…

           Duża liczba tragicznych utonięć na skutek załamania się lodu, nie tylko zresztą wędkarzy – ale tych w tym sezonie zimowym szczególnie – spowodowała, że postanowiono karać mandatami wszystkich nieroztropnie wchodzących na zamarznięte tafle zbiorników wodnych. I wykorzystywane będą do tego w szczególnych warunkach nawet namierzające ich z powietrza drony.

           To dziw, to niezrozumiałe, że wielu ludzi tak beztrosko korzysta z lodu, gdy naprzemiennie zmieniają się warunki zimy. Gdy raz jest trochę mrozu, a drugi raz potem nadchodzi lekka dowilż. Przecież wiadomo, że w takich sytuacjach, a już zwłaszcza w szczególności gdy do tego lód przykrywa grubsza warstwa śniegu, lód staje się kruchy, nietrwały. W takich warunkach ani żaden sukces wędkarski, ani żadna przyjemność wykazania odwagi spaceru po lodzie nie są warte ludzkiego życia.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko