Leszek Żuliński – Wspomnienia weterana (46)

0
111

Życie singla        

W zasadzie prowadzę życie singla, choć stosunkowo niedaleko mam rodzinę.
         Kiedyś moja żona kupiła dla swej pracy miejsce – pokój, kuchnia, łazienka i na dodatek ładny balkon. Przez kilka lat tam pracowała, ale w końcu robotę gdzie indziej umieściła.
         Dom mieliśmy (i nadal mamy) bardzo dobry, dwupiętrowy, pięciopokojowy , ale co najważniejsze z wielkim ogrodem. I z garażem na dwa samochody oraz taką przybudówką, gdzie są narzędzie ogrodnicze itp.
         Tam jest nasza rodzinna gawra. Cudne miejsce na rodzinne spotkania.
         Ale dzieci dorastały i chciały być samodzielne. Najpierw mój syn z żoną tu się zadomowili, a po kilku latach ja.
         Niby po co i dlaczego? Ano po to, by mieć swoje ciche biuro do pracy. I tak już to pozostało, lecz przecież rodzinnych więzów nie zerwało.
         Problem z czasem… I się tak stało, że regałów na książki było za mało.
         Książek mam – jak się domyślacie – niemało. Więc mniej więcej raz na dwa lata przywołuję tutaj archiwistów i przekazuję im za friko „nadmiar  książkowy”.
         Nie dałoby rady latami gromadzić wszystkich książek.
         Jak wiecie książki są różne. Wartościowe i arcyważne. Wiele z nich bym nikomu za nic nie dał ani nie sprzedał. Dla takich facetów jak ja książka jest „cymesem życia” (choć – rzecz jasna – nie każda).
         Sporą bibliotekę tu zgromadziłem.
         Oczywiście bardzo ważne są dla mnie moje własne książki.
         Dotychczas 38 książek własnych napisałem. I właściwie bardzo różnych.
         Ale – wiadomo – książki są dla takiego faceta jak ja jego podstawowym dorobkiem.
         Jednak głaszczę też książki ważnych dla mnie znajomych oraz kolegów.
         Na przykład ważni są dla mnie tacy wartościowi koledzy i koleżanki jak na przykład: Teresa Rudowicz (znana także jako Aneta Kolańczyk), Izabela Fietkiewicz-Paszek, Karol Samsel, ś.p. Andrzej Waśkiewicz, Eugeniusz Kurzawa, Janusz Drzewucki, ś.p. Piotr Kuncewicz, Cezary Sikorski… Nie starczyłoby mi tu  wszystkich wymienić…
         Mam także różne frykasy. Czasami wysokiej klasy. Na przykład mam Fausta wydanego w roku 1854-tym. Zapytacie skąd się wziął? Ano z biblioteki mojego pra-pra dziadka (ta super-książka jest wydana w języku niemieckim w Stuttgarcie).
         Tak się zastanawiam, czy Wolfgang Goethe (1749-1832) dzisiaj jeszcze jest czytany?
         Hm, chyba tylko przez takich jak ja polonistów (?).
         Tak czy owak tezaurus literatury (nie tylko on) jest podstawą wiecznej kultury.
         No, zacząłem od drobiazgów i dupereli, ale i wielu z Was niechaj o tym nie zapomina. A dlatego że kultura to jest duszy klawiatura.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko