Jan Stanisław Smalewski – Notatki z (mało znanej) historii 3

0
142

         O tym, że po transformacji ustrojowej, jaka nastąpiła w 1989 roku, dojdzie – po otwarciu granic państwowych w Europie – do masowych przemieszczeń ludności, że z Polski już nie tylko narażeni komunistycznej władzy działacze „Solidarności” będą wyjeżdżać, mówiło się i pisało w owym czasie wiele. Migracja ludności z terenu Polski przekroczyła jednak najśmielsze oczekiwania i powinna już – z uwagi na ponad ćwierćwiekowy upływ czasu doczekać się naukowych dociekań i analiz. Przede wszystkim: – Dlaczego mimo tak bardzo oczekiwanych zmian na poprawę swego losu rodacy, z których zdjęto jarzmo komunizmu, nie zachłysnęli się wolnością i podobnie jak to było po zakończeniu II wojny światowej, nie rzucili się z zapałem do odbudowy naszej gospodarki zrujnowanej przez światowe blokady ówczesnego bloku państw socjalistycznych?

         Z kulturą było w porządku, w wielu dziedzinach związanych z intelektualnym rozwojem społeczeństwa nawet utrzymywaliśmy znaczące pozycje światowe, europejskie. Gorzej było z techniką, a już zupełnie beznadziejnie z majętnością obywateli, którzy żyjąc w socjalizmie, kształtowani przecież byli w myśl zasad leninowskiej propagandy, że… – przepraszam za parafrazę – „Jak się ma g….., to trzeba go z wszystkimi dzielić równo”.

         Obserwuję często młodych polityków, którzy okolicznościowo, przypadkowo lub po prostu dywagacyjnie wypowiadają się na tematy naszej powojennej historii. Słucham niekiedy ich pokrętnych i nieporadnych wypowiedzi i z zażenowaniem myślę sobie, że nie odrobili lekcji z podstaw naszej powojennej historii. Nie znają różnic, jakie charakteryzują odmienności gospodarek socjalistycznej i kapitalistycznej, nie potrafią niczego mądrego powiedzieć na temat podziału świata na bloki polityczne i ich centra decyzyjne, a już zupełnie są zieloni co do kwestii narodowego zamknięcia społeczeństw tak w aspektach przemieszczania się, czyli granic odrębnych wówczas światów, jak i płynących z tego skutków i uwarunkowań techniczno-ekonomicznych.

         Obserwowałem ostatnio amerykanów podczas kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych, skupiając uwagę na bardzo słabym ich poziomie wiedzy historycznej, czasami wręcz przysłowiowym analfabetyzmie w tematach ściśle politycznych z nią związanych. I co ciekawe dostrzegałem, że u nas następują powolne, ale bardzo podobne sytuacje, które przede wszystkim dotykają ludzi młodych urodzonych już w Polsce po czerwcowej, Polsce wyrwanej z kleszczy komunistycznego uniezależnienia i niewoli.

         Co gorsza – ale to już odmienny temat – stan ten zapewne będzie się pogłębiał. Dziać się tak będzie z uwagi na zmiany ograniczające zakres wiedzy historycznej w szkolnych programach edukacyjnych. Ale też i niekontrolowanych, propagandowo wręcz groźnych co do zniekształceń i przekształceń, zachowań młodych mężczyzn, i młodzieży w ogóle. Akceptowanych przez część polityków w aspektach potrzeb narodowych, bądź wyolbrzymianych potrzeb nacjonalistycznych.

         Historia nie może, nie powinna być modyfikowana w myśl jakichkolwiek nowych potrzeb propagandowych wiązanych z uprawianą polityką ludzi sprawujących władzę, bądź dążących do jej zdobycia. Nie można o tym zapominać, wręcz przeciwnie, należy pokazywać na konkretnych, bardzo mocnych obrazowo przykładach, jak i czym w przeszłości takie działania się kończyły: w Niemczech, w Związku Radzieckim, Chinach i wielu innych państwach na świecie, przed wiekami, jak i obecnie.

         Mimo szalejącej pandemii w Polsce obecnie pracuje (i przebywa) bardzo dużo młodych ludzi ze Wschodu: Ukraińców, Białorusinów… Mimo że staje się to coraz bardziej widoczne, a nasz stosunek do osób tych narodowości jest życzliwy, wielu młodych Polaków nie ma nawet pojęcia, dlaczego większość z nich nieźle posługuje się językiem polskim. A ich pobyt w Polsce uzasadnia jedynie panującymi w tych krajach warunkami politycznej niezgody z Putinem.

         Owszem, istnieje ogólne przekonanie, że milionowe migracje Polaków do Stanów Zjednoczonych po II wojnie światowej utrwaliły stały trend dążnościowy, by tam wśród swoich – wśród Polonii Amerykańskiej – szukać łatwiejszego bytu. W przypadku Ameryki zresztą przez lata niedostępności do wiz mocno w ostatnim dziesięcioleciu ograniczony.

         Milionowe migracje Polaków do Niemiec i Wielkiej Brytanii warunkowały głównie potrzeby materialnego uniezależnienia: lepszych warunków życia, socjalu i pracy. W przypadku Wielkiej Brytanii ostatnio, z powodu brexitu, też zostały wyraźnie zachwiane.

         Migracje ludności zawsze w pierwszej kolejności następują w wyniku poszukiwania lepszych warunków życia, ale też u ich podstaw leżą w pierwszej kolejności: sprawy dostępu granicznego (wolne granice), problemy językowe i rodzinne, kulturowe więzy etniczne.

         Przejdźmy teraz do kontynuowania tematu związanego z uzależnieniem Polski od wyników II wojny światowej, a przede wszystkim do pokazania kilku nieznanych młodym Polakom wątków związanych z odebranym nam przez Stalina Kresom Wschodnim Rzeczypospolitej i do wątku powstania Armii Krajowej, której bohaterowie tak chętnie dzisiaj są hołubieni przez naszą młodzież.

         Od początku wojny młodych patriotów bolało to, co z narodem się dzieje. Najpierw klęska wrześniowej kampanii, a potem zdrada ruskich. Dlatego ówczesna młodzież żywo interesowała się możliwością podjęcia jakiejś rozsądnej walki, mającej szansę przeciwstawienia się obu okupantom. Na terenie Lwowa na czele konspiracji stanął wtedy generał Januszajtis. Konspiracja ta nie miała łączności ani z Warszawą, ani Krakowem, bo granica na Sanie była pilnie strzeżona. Wiedziano na przykład, że Karaszewicz-Tokarzewski był w tych celach w marcu 1940 roku przerzucony, ale go ruscy złapali i zamiary stworzenia na tym obszarze szerokiego ruchu oporu nie powiodły się.

         Przywołanie w tym miejscu postaci generała Tokarzewskiego oraz wejście tym samym w obszar nowej wiedzy; wiedzy o Armii Krajowej, nasuwa potrzebę przybliżenia czytelnikowi tej ważnej dla historii i interesującej postaci. Otóż generał Michał Karaszewicz-Tokarzewski to pierwszy dowódca armii podziemnej. Potomek starożytnego rodu (urodzony 21 grudnia 1892 roku), piłsudczyk i legionista. Organizator i dowódca odsieczy Lwowa w 1918 roku. Podczas kampanii wrześniowej dowódca Grupy Operacyjnej własnego imienia w armii gen. dyw. Tadeusza Kutrzeby.

         Po bitwie nad Bzurą przedarł się on do Warszawy, gdzie objął stanowisko zastępcy gen. dyw. Juliusza Rómmla do spraw kontaktów z władzami cywilnymi stolicy. Już w dniu kapitulacji wystąpił z propozycją zorganizowania walki podziemnej. Rómmel przekazał mu wówczas pełnomocnictwo Rydza-Śmigłego do prowadzenia dalszej walki z wrogiem na obszarze całej Rzeczypospolitej, a więc i pod okupacją sowiecką.

         Kiedy daleko było jeszcze do utworzenia przez generała dywizji Władysława Sikorskiego zalążków Armii Polskiej we Francji, on – inicjatywą własną – manifestował ciągłość walki orężnej od pierwszych dni po kapitulacji Warszawy. Po klęsce wrześniowej powstaje wprawdzie pod obu najeźdźcami wiele organizacji niepodległościowych (szacuje się ich liczbę na około 150), to tylko ta jedna – Służba Zwycięstwu Polski, działać będzie w ostatniej dekadzie 1939 roku z upoważnienia konstytucyjny władz państwowych.

         Bolesną prawdą jest, że tylko nieliczni przedstawiciele korpusu oficerskiego II Rzeczypospolitej odpowiedzieli czynnie na wezwanie generała Tokarzewskiego. Pewna ich część pragnęła za wszelką cenę przedostać się do Francji, aby tam u boku aliantów, na których wciąż liczyli, dalej walczyć z wrogiem. Zamiar taki wówczas przejawiali nawet tak wybitni późniejsi dowódcy AK, jak płk dypl. Stefan Rowecki czy płk dypl. Tadeusz Pełczyński, sądząc naiwnie, że Francuzi, przy angielskim wsparciu i udziale Polaków lada moment uderzą na Hitlera i zetrą go na proch.

         Znaczna większość kadry oficerskiej ponadto uznawała, że podejmując walkę na początku kampanii spełniła swój patriotyczny obowiązek na polu walki, winiąc za klęskę najwyższe dowództwo i postanawiając dzielić swój los wraz z podkomendnymi w miejscach, gdzie ich formacje zostały rozwiązane. Czekając, wzorem czasów z lat dwudziestych, na szczęśliwy obrót sytuacji, jakiś cud Warszawy, dała się wygarnąć z domowych pieleszy Niemcom i na długie lata zamknąć bezsensownie za drutami oflagów.

         Należy także pamiętać, iż korpus oficerski był w tamtych dniach zdruzgotany psychicznie i przybity klęską. Czasami do tego stopnia, że nie rzadkie były przypadki samobójstw (sprawa oficerskiego honoru!) i nagminnego topienia żalu w alkoholu.

         Na tle podobnych nastrojów, w oczekiwaniu na los szczęścia – iluzji, że koło wojennej fortuny szybko się odmieni – generał Tokarzewski tworzył swoją formację zbrojnego oporu, która zapoczątkowała tego typu działalność w okresie całej okupacji. Przypomnijmy – najsilniejszego, nie znanego dotąd w historii państwa podziemnego.

         Dzisiaj znane są już historykom archiwalia, w tym odręcznie zapisana przez generał karteczka z wykazem kilkunastu nazwisk (16-tu) pierwszych ochotników, a zarazem założycieli podziemnego państwa. Są wśród nich takie osoby, które wytrwały w tej walce przez cały okres okupacji. Należał do nich m. in. adiutant trzech kolejnych dowódców armii podziemnej: Tokarzewskiego, Grota-Roweckiego i Bora-Komorowskiego, Ryszard Szymon Jemontt-Krzewicki. Ujęty po wojnie przez bezpiekę, torturowany i skazany na 10 lat więzieni (zmarł na zawał serca w 1957 roku zaraz po odbyciu wyroku). Byli wśród nich trzej inni oficerowie, którzy również przeszli potem przez katownie bezpieki i informacji wojskowej: płk Franciszek Niepokulczycki, ppłk Emil Kumor oraz płk Antoni Sanojca.

         W tej grupie założycielskiej były także dwie kobiety: Halina Krzyżanowska i Janina Karasiówna.

         Po zorganizowaniu Służby Zwycięstwa Polsce w lutym 1940 roku z powodu swej piłsudczykowskiej przeszłości generał Tokarzewski został zdymisjonowany przez generała Sikorskiego i wyznaczony przezeń na dowódcę ZWZ na obszarze zajętym przez Sowietów. W czasie okupacji występował pod kryptonimami: Doktor, Tadeusz Karasz, Tadeusz Mirowy, Stolarski oraz Torwid.

         Fakt, że generał, czyli czynnik wojskowy, powołał do życia zakonspirowaną armię, sprawił, że wykorzystując dążenia do stworzenia Służby Zwycięstwu Polski szerokiego politycznego zaplecza, nowy naczelny wódz (degradując uprzednio twórcę podziemnego państwa) zesłał go na pewną niemal zgubę do Lwowa. Przy przekraczaniu granicy na Sanie został on aresztowany, a potem więziony kolejno w Przemyślu, Dniepropietrowsku i Charkowie. W Charkowie skazano go na łagry. Zdemaskowany został dopiero w łagrach pod Archangielskiem i stamtąd przewieziony na Łubiankę do Moskwy, gdzie szczęśliwie zastał go pakt Sikorski-Majski. Po wypuszczeniu z więzienia na Łubiance, objął dowództwo 6. Dywizjii „Lwów”.

         Po zakończeniu wojny generał Tokarzewski przebywał na emigracji w Anglii, pozostając nieugiętym wrogiem komunizmu. Ciężko zarabiając na życie, prowadził jednocześnie akcję dywersyjną na kraj. W rządzie emigracyjnym pełnił funkcję ministra obrony oraz generalnego inspektora Sił Zbrojnych.

         Umarł 22 maja 1964 roku w Casablance. Jego pogrzeb odbył się jednak na londyńskim cmentarzu Brompton. Podkreślić należy, że był to pogrzeb bez żałobnych egzekwii i udziału duchowieństwa, gdyż… generał Tokarzewski był masonem i to najwyższego 33 stopnia wtajemniczenia. Był Wielkim Marszałkiem Areopagu Narodowego Federacji Polskiej Zakonu Wszechświatowego Zjednoczonego (Mieszanego) Wolnomularstwa Prawo Człowieka. Był też jednym ze współzałożycieli Polskiego Towarzystwa Teozoficznego. We władzach towarzystwa zasiadał zarówno w Polsce, jak i na uchodźctwie. No i najciekawsza chyba informacja: Był także kapłanem kościoła liberalnokatolickiego. Wyświęcony w 1926 roku przez holenderskiego biskupa J.I. Nedwooda  do końca życia sprawował msze święte oraz odprawiał inne nabożeństwa w liberalnym obrządku.

         Ciekawa jest również historia obu pań, które wraz z Tokarzewskim znalazły się w grupie współtwórców podziemnego państwa. Obie one były także masonkami i teozofkami oraz wyznawczyniami kościoła liberalnego. Halina Krzyżanowska już w latach dwudziestych była wielkim kanclerzem wolnomularskiego zakonu Prawo Człowieka, prawą ręką Tokarzewskiego w kierowaniu masonerią rytu mieszanego, jak też całym ruchem teozoficznym. Później, i to przez całą okupację, była ona pierwszym skarbnikiem organizacji i organizatorem najtajniejszych misji. Kontakty z Wilnem utrzymywała poprzez teozofki wileńskie. Po wojnie funkcjonowała w tym systemie nadal aż do końca władzy sprawowanej przez Bieruta. Jednym z ważniejszych jej przedsięwzięć z tego okresu jest ulokowanie w Mężniewie nad Bugiem, w ośrodku wolnomularzy i teozofów, podziemnej radiostacji.

         Karasiówna zaś to szef łączności konspiracyjnej SZP, ZWZ i AK. Jako jedyna niewiasta wchodziła w skład Komendy Głównej AK. Wojnę spędziła w oflagu, a po oswobodzeniu dołączyła do generała Tokarzewskiego w Londynie. Zginęła przez przypadek, utopiła się podczas kąpieli w indyjskim Adynarze pod Madrasem (25. 10. 1948 r.), gdzie pojechała na rozmowy do światowej centrali Towarzystwa Teozoficznego.

         Co do generała Januszajtisa to tylu agentów zostało za nim rozesłanych po Lwowie, że w końcu go znaleźli i ujęli. Został aresztowany, ale przeżył.

         Chodziły słuchy, że organizuje się też inna konspiracja – Związek Walki Zbrojnej, ale na obszarze lwowskim większego odzewu ze strony młodzieży nie znalazły.

         Bardzo modne wtedy były w środowisku inteligentów ucieczki za granicę. Tworzyły się nawet grupy osób, które za określoną kwotę przeprowadzały przez granicę rumuńską. Szybko jednak okazało się, że ludzie którzy biorą pieniądze za przerzut, są często powiązani z NKWD; zamiast do Rumunii, prowadzą delikwentów prosto w zasadzkę. Takie to były czasy. Mądrość musiała towarzyszyć odwadze, innej drogi nie było. Ci, którzy o tym pamiętali, przeżyli, udało im się. Ale zarówno jedni, jak i drudzy tworzyli wspólnie naszą historię.

         Dowiązując zatem do współczesnych migrantów ze Wschodu, którzy teraz wybierają Polskę, pamiętajmy zatem, że wśród nich są często ludzie z dawnych Kresów Wschodnich, są nasi dawni rodacy.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko