Mikołaj Melanowicz – W styczniu 1986 roku…

0
518


     Wyprzedzając nieco stulecie urodzin wielkiego artysty, Józefa Szajny, którego  Repliki, Dantego czy Cerventesa oglądaliśmy w latach 70, XX wieku, postanowiłem udostępnić Czytelnikom pewne zdjęcie, zrobione nocą po obejrzeniu spektaklu Niech szczezną artyści Tadeusza Kantora w styczniu 1986 roku.

 Akino Katsuhiko, Józef Szajna, Mikołaj Melanowicz, Gonie Bang, fot. M. Melanowicz

      Przyglądając się sylwetkom osób utrwalonych na fotografii zrobionej w pewną mroźną noc pod Pałacem Kultury w Warszawie, poczułem nieodparte pragnienie przypomnienia ich dokonań jako wyrazu mojej wdzięczności za ich długoletnią przyjaźń, za spotkania nie tylko w Warszawie, lecz także w Tokio i Seulu.    

   Myślę teraz o japońskim malarzu Akino, stojącym obok Józefa Szajny, i o stojącym obok mnie profesorze Gonie Bangu, tłumaczu powieści francuskich na język koreański i prezesie Stowarzyszenia Tłumaczy Koreańskich. Myślę również o poetce Shiraishi Kazuko, która w tym czasie również przebywała w Warszawie na Kongresie, ale nie mogła razem z nami oglądać spektaklu. A równocześnie czytam  wspomnienia obozowe z KL Auschwitz-Birkenau Józefa Szajny, opublikowane z okazji Jego 85-lecia przez Stowarzyszenie Kultury Europejskiej (SEC) w książce pt. Nowy Szajna, czyli o pamięci i pojednaniu (2007) ze wstępem Eugeniusza Kabatca „Pamięć i pojednanie”, w którym słyszę jeszcze głos Tego Pisarza, gdy mówi te wciąż aktualne słowa:

Te dwa tajemnicze kwiaty człowieczeństwa rozkwitają dziś w sztuce Józefa Szajny wraz z jego myślą obok. Obok sztuki, obok wiary w jej posłannictwo, lecz nade wszystko obok przetaczającej się z łoskotem pogruchotanej rzeczywistości. Zawsze jest problemem, czy to obok nie jest też rzeczywistością. (Nowy Szajna, s.5)

 Akino w czasie wojny był w oddziale kamikaze

 Akino Katsuhiko (ur.1925) 秋野克彦chciał być kubistą. „Spośród  stylów i szkół zachodnich najtrudniej Japończykom było zrozumieć techniki kubistyczne” – tak przynajmniej mówił Akino, który w czasie wojny, powołany do  oddziału  samobójczego kamikaze, zdecydował malować tak jak francuscy kubiści, jeśli przeżyje. W czasie pobytu w Polsce w 1980 roku opowiadał o swych wojennych perypetiach, kiedy zdecydował robić rzeczy najtrudniejsze, pod warunkiem że los mu oszczędzi udziału w ataku samobójczym. I dlatego po wojnie zdecydował malować w stylu kubizmu. I tej szkole – a  właściwie własnemu rozumieniu kubizmu – pozostał wierny całe życie.  Po kilku wystawach w Tokio i w Sapporo, odwiedził również Polskę na zaproszenie Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Japońskiej. Jego barwne, niezwykle soczyste wizje malarskie oglądaliśmy podczas wystawy w EMPIK-u na Woli (1980 r.).

   Kilka lat później, w 1986 roku,  Akino wziął udział w Kongresie Intelektualistów w Obronie Pokojowej Przyszłości Świata w Warszawie. Ostatnią wiadomość o jego późniejszej karierze, jaką mogłem znaleźć w Internecie, dotyczy wystawy w Ośrodku Informacji Ambasady Japonii w Waszyngtonie (2001)  e.http://www.shiraya.server-shared.com/akinohis.htmk, dostęp 10.04.2018)

   Przy okazji należy wspomnieć, że w Japonii nie było zbyt wielu naśladowców stylu Cézanne’a, Matisse’a, Braque’a czy Picassa. Dopiero od lat 1920., po wielkim trzęsieniu ziemi (1923), kubizm zaczął odgrywać pewną rolę w nurcie japońskiej awangardy, która przyczyniła się do rozkwitu modernizmu w kulturze, zwłaszcza w literaturze japońskiej. To wtedy właśnie futuryzm, ekspresjonizm, dadaizm, surrealizm i kubizm wywierały wpływ na odnowę widzenia świata przez literatów i artystów, i na zmianę środków wyrazu artystycznego. Jednak w czasie wojny w końcu lat 30. i w latach 40. XX w. cenzura ograniczyła dostęp do najnowszej sztuki i literatury europejskiej. I to w tym właśnie okresie Akino Katsuhiko snuł marzenia o przyszłości, przyrzekając wobec losu malować w stylu kubistycznym, pod warunkiem powrotu do domu. I w tym duchu – jeśli nie stylu – malował róże i jabłka, bukiety kwiatów (1960), akty kobiece zanurzone w zieleni (1965,1969), portrety matki z dzieckiem w brązie i zieleni, śpiącą dziewczynkę (1971), wnętrze pokoju, kobietę czytającą książkę, starą kobietę, dwie młode kobiety, trzy słoneczniki, kwiat, dziewczynę i kota już w tonacji z przewagą barwy niebieskiej. Takie barwne wizje oglądaliśmy w Warszawie, jakby kubistyczne, ale oryginalne, ‘akinoistyczne’ – jak we wstępie do programu napisał Takumi Hideo (1924-1994), krytyk sztuki, autor książek nt. malarstwa w stylu zachodnim i drzeworytów Munakaty Shikō.[1]


 „Spośród  stylów i szkół zachodnich najtrudniej Japończykom było zrozumieć techniki kubistyczne” – tak przynajmniej mówił Akino Katsuhiko..

    Akino mieszkał w mieście Koganei należącym do Metropolii Tokijskiej. W 1942 roku rozpoczął naukę malowania farbą olejną, a dwa lata później został wcielony do lotnictwa, by pod koniec wojny wstąpić do oddziału samobójczego (była to jakoby ” służba „ochotnicza”), ale wojna się skończyła nim otrzymałby rozkaz startu w celu zaatakowania amerykańskiego okrętu. W 1947 roku zaczął się uczyć malowania w stylu kubizmu i rzeźby pod kierunkiem rzeźbiarza Ogury  Uichirō (1881-1962). W latach pięćdziesiątych uczył malarstwa olejnego i wzornictwa (od 1954). Wtedy też  wystawiał swe obrazy z okazji dziesięciolecia Stowarzyszenia Shinjuku (Shinjukukai) .  W latach 60. i 70. XX wieku, brał udział w licznych wystawach, organizowanych głównie w galeriach największych domów towarowych, takich jak Isetan, Tokyu, Odakyu, Matsuzakaya  przy wsparciu  „Yomiuri Shinbun” i innych opiniotwórczych gazet.

     W czasie pobytu w Polsce w 1980 roku opowiadał o swych wojennych perypetiach, kiedy zdecydował robić rzeczy najtrudniejsze, pod warunkiem że los mu oszczędzi udziału w ataku samobójczym. I dlatego po wojnie zdecydował malować w stylu kubizmu. I tej szkole – a  właściwie własnemu rozumieniu kubizmu – pozostał wierny całe życie.  Po kilku wystawach w Tokio i w Sapporo, odwiedził również Polskę na zaproszenie Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Japońskiej. Jego barwne, niezwykle soczyste wizje malarskie oglądaliśmy podczas wystawy w EMPIK-u na Woli (1980 r.). Kilka lat później wziął udział w Kongresie Intelektualistów w Obronie Pokojowej Przyszłości Świata w Warszawie. Ostatnia wiadomość o jego późniejszej karierze, jaką można było znaleźć w Internecie, dotyczy wystawy w Ośrodku Informacji Ambasady Japonii w Waszyngtonie (2001)  e.http://www.shiraya.server-shared.com/akinohis.htmk, dostęp 10.04.2018)
   
  Gonie Bang – tłumacz romanista i działacz Międzynarodowej Federacji Tłumaczy FIT

  Gonie Bang (ur.1931)、w oryginale Bang Kon方坤, był romanistą, profesorem na Uniwersytecie Kyunghee w Seulu, a także długoletnim prezesem Stowarzyszenia Tlumaczy Koreańskich, członkiem i działaczem koreańskiego PEN Clubu, a także członkiem Międzynarodowej Federacji Tłumaczy (FIT). Studiował na Uniwersytecie Seulskim, jak również we Francji, m.in. na Sorbonie. Przełożył na język koreański wiele dzieł  Alberta Camusa, Jean Paula Sartre’a,  Honoré de Balsaca, Guy de Maupassanta. Opublikował wiele rozpraw i artykułów na temat literatury francuskiej.
 Gonie Bang znał również biegle język japoński, więc porozumiewałem się z nim głównie w tym języku od czasu poznania go w Warszawie podczas Kongresu Międzynarodowej Federacji Tłumaczy  FIT wiosną 1981 roku. Wtedy gość z Korei Południowej w Polsce budził duże zainteresowanie ambasady KRLD. Jej przedstawiciele natrętnie próbowali spotkać się z profesorem Bangiem, często więc czekali na niego w lobby hotelu Victoria.
  Uczestniczyłem w tym kongresie z ramienia Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich (zjazd założycielski 15 lutego 1981 r.); byłem też tłumaczem i opiekunem Gonie Banga. A ponieważ obawiał się on, że agenci będą czekali na niego również na lotnisku w czasie powrotu do kraju, odprowadziłem profesora Banga do wejścia do samolotu.

  Po kilku latach profesor Bang oczekiwał mnie na lotnisku w Seulu. Wtedy pomógł mi pozbyć się dziennikarzy koreańskich, zainteresowanych rzadkim gościem z „kraju „komunistycznego” – jak wtedy tam mówiono. Później spotkałem go również w Tokio, by w imieniu organizatorów zaprosić go na Kongres Intelektualistów w styczniu 1986 roku. Wtedy mogliśmy razem z Józefem Szajną obejrzeć w Warszawie przedstawienie Niech szczezną artyści Tadeusza Kantora i zadumać się nad konfliktem artysty ze społeczeństwem. Wówczas Akino wyszedł przed końcem przedstawienia, ponieważ – jak mówił – pod wpływem drastycznych scen przypomniał sobie zbyt wiele z czasów wojny. I zaproponował po zakończeniu spektaklu pójść gdzieś na wódkę. Poszliśmy w stronę Pałacu Kultury. Ale dziś nie pamiętam już, czy wtedy, późną nocą, znaleźliśmy jakąś knajpkę…    (7.04.2020)                                                                                        


[1]              Akino Katsuhiko gashū  (Zbiór obrazów Akino) 2,  wydanie Akino Katsuhiko Kōenkai, Yokohama 1982

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko