Piotr Müldner-Nieckowski
Marek Klecel: Sybir
W podtytule podano: Dzieje polskich zesłańców XVIII–XIX w. Bardzo ważna książka. Po pierwsze napisana stylem dostępnym każdemu, w tym ludziom młodym i bardzo młodym, którzy jeszcze nie umieją czytać dużych rzeczy, ale także starszym, którzy wobec Internetu zapomnieli już, jak to się robi z tym czytaniem i jakie to daje emocje.
Po drugie wyczerpująca w zakresie podstawowej wiedzy o Polsce sprzed ledwie 230-150 lat temu, o świecie i zakrętach historii, które nas ukształtowały. A tak się składa, że w latach otaczających 150 rocznicę Powstania Styczniowego liczne polskie biblioteki z dziwnych powodów pozbywały się wcześniej wydanych tomów na ten temat, na przykład księgi o podobnym stroju, znakomitej, ale zupełnie innej niż Sybir Klecela, a wydanej w 2018 przez krakowskie Wydawnictwo Literackie 600-stronicowej, pod tytułem Dom Umarłych, Syberyjska katorga w czasach carów Daniela Beera w przekładzie Michała Ronikiera. Nie rozumiem tej antypolskiej i antyedukacyjnej polityki. Widocznie książka w bibliotece (z litości nie wymieniam miejscowości i nazwy) stała tak schowana, że czytelnicy o niej po prostu nie wiedzieli, no i obecni szefowie książnicy postanowili się tej cegły pozbyć. Na stronie 4 dzieła Beera mam wielką pieczęć „UBYTEK” i inne pieczątki znanej biblioteki. Ktoś w mojej rodzinie ma drugą taką, z inną pieczątką, ale równie przykrą. Kupił ją tak jak ja swoją – na Allegro.
Sybir Marka Klecela to rzecz napisana stylem wciągającym, nieprzesadnie ozdobnym i niezawiłym, bo autor wie, że dzisiaj coraz mniej ludzi umie czytać duże rzeczy. Zawiera mnóstwo rozwijających wyobraźnię ilustracji, świetnie dobranych, tak że i za to autorowi i wydawcy należą się specjalne podziękowania.
A co do treści – mam same pochwały. Przeczytałem całość dokładnie i z zapałem, pewne fragmenty po parę razy. Rozmawiałem w tym czasie na spotkaniach autorskich z młodzieżą na spotkaniach w szkołach i podpytywałem, co wiedzą o naszej XIX-wiecznej historii. Nie wiedzą nic. Kompletnie zero. Podstawówki i licea zostały z tego jakby wyprane. Może to przypadek, że mnie się tak trafiło, ale może i nie, może taka jest prawda w całym kraju.
Co do dat młodzi mylą bowiem wojny napoleońskie z pierwszą wojną światową, kongres wiedeński z wojną ludów, a co do ludzi to nawet Romualda Traugutta z Aleksandrem Wielopolskim. „Jak ktoś ma tak wspaniałe nazwisko, to musi to być wybitny Polak” – powiedział jeden z uczniów i był z siebie bardzo zadowolony.
Nie wiedzą, czym było tak zwane Królestwo Polskie, kiedy się zaczęło, jakie było i co się z nim stało jako Krajem Nadwiślańskim. Co się działo z tymi, którzy chcieli przywrócić Polskę w tym Królestwie, czyli zwykłymi mieszkańcami miast, szlachtą i chłopami, ale głównie powstańcami choćby w latach 1830–1831 i 1863–1864. Jakie nazwiska i czyny były ważne i ciekawe same w sobie, w sensie choćby czysto literackim i przygodowym, a nie tylko ze względu na naszą historię. Które podniecają wyobraźnię, pokazując, kim można być, żeby być sobą i zarazem bohaterem, nie udając nie wiadomo jakich zasług, nie podnosząc głowy z mieszczańskiej i poddańczej pogardy, ale być dobrym wobec cichych a sumiennych i mądrych, i wszystko z dumą, że się umie czytać i mówić po polsku. Niektórzy mogliby wreszcie otworzyć oczy i zobaczyć, własnie na kartach tej księgi, co się tam wtedy działo w zaborze rosyjskim, a co w pruskim i w austriackim. I co może wrócić, jeśli się dzisiaj nie ogarniemy.
Marek Klecel podaje jak na tacy, czym było największe więzienie świata – Sybir, a w nim Syberia i europejska przeduralska część Rosji z więzieniami i kaźniami. Jaki był tego sens, jak przebiegało rosyjskie manipulowanie całymi narodami, aby znikły z mapy albo wręcz ze świata, jaki był tego wpływ na ludność Europy i Azji. Zaczynamy sobie przypominać i rozumieć, że to wszystko przestało istnieć w naszej wyobraźni i w ogóle w mentalności dzisiejszych Polaków. Jakimś cudem car Mikołaj II ostatecznie nie wprowadził cyrylicy zamiast polskich znaków łacińskich, ale i tak przez dziesięciolecia na ulicy, w biurach, sklepach, szkołach i szpitalach nie wolno było po naszemu mówić, a działanie cenzury bezczelnie i bez najmniejszego wstydu dokumentowano wydrukiem na każdej czwartej stronie każdej w Polsce wydanej książki. Mieliśmy być niewolnikami, poddanymi rosyjskiej hegemonii po wsze czasy.
A co i jak robili, jak się bronili i jak przeżywali katusze nasi najlepsi ludzie, brutalnie wysłani na katorgę? Nie na roczną czy dwuletnią, ale często na całe życie. To, co po carskim systemie rozwinęli potem rosyjscy komuniści, też już wypada z pamięci nauczycieli i ich dzisiejszych młodych uczniów. Jak wracano do domu i co repatriantów czekało potem. Tego u Beera jest mało, za to u Klecela mnóstwo, i to w porządku, który układa się w głowie tyleż jako „fantastyka prawdziwa”, co memento: oni, ci władcy połowy świata, tacy są! Są nadal.
Co by się stało, gdyby wrócili do nas ze swymi batami, strzelbami i łańcuchami ci bezwzględni oprawcy, niemający za grosz szacunku dla życia (widać to w czasie obecnej wojny Rosji z Ukrainą, gdy wysyłają swoich na niechybną zgubę setkami tysięcy)?
Najlepsze jest to, że księgę Klecela czyta się jak najlepszą z najlepszych powieść.
Marek Klecel, Sybir. Dzieje polskich zesłańców XVIII–XX w.
Nadzór wydawniczy Leszek Sosnowski.
Biały Kruk, Kraków 2024.
Stron 600.
Oprawa twarda.
ISBN 978-83-7553-406-1.
Piotr Müldner-Nieckowski
Wacław Holewiński
Niespełnienie?
Wiesław Helak bez wątpienia należy do czołówki polskich prozaików. Jego kolejna powieść znów zachwyca precyzją słowa.
Tym razem to los matki i syna, matki komunistki i syna… kosmopolity??? Buntownika?
Stalin, Bierut, ojciec/dziadek komunista utopiony przez wrogów w studni.
Matka zagorzała stalinistka, kolekcjonerka posążków z podobiznami Marksa, Lenina, Stalina, odkładająca roczniki „Trybuny Ludu”. Żegnająca wraz z towarzyszami odjeżdżającą z Polski Armię Radziecka, która w chwili grozy, obawy o swoje dziecko szuka jednak pociechy u Matki Boskiej.
I on, opuszczony przez ukochaną (była w ciąży), rewolucjonista znacznie bardziej radykalny od matki (Mao!), potem profesor historii sztuki… Obcy, niepogodzony, pełen dylematów, miłośnik „Mdłości” Sartre’a, ale i Hegla, szukający swego miejsca, swojej drogi. Oddzielny, osobny.
Nie odnajduje się w Paryżu w objęciach starszej od niego „rewolucjonistki” z ’68 roku, próbujący się odnaleźć w Kambodży, Indiach, Armenii. Pozbawiony wiary, opiekuńczy wobec matki, bez historii rodziny, własnej tożsamości.
W moim jednowyrazowym określeniu tej powieści najchętniej napisałbym: niespełnienie. Tyle, że Helak w ostatniej części „Kosmopolity” nagle przewartościowuje tę historię. Bękart przestaje być bękartem, pojawiają się bohaterowie wcześniejszych powieści. I to, co typowe dla wszystkich jego wcześniejszych powieści: głęboka wiara, pojednanie z Bogiem, jego moc i opieka.
Aha, jeszcze jedno. Helak pięknie pisze o sztuce, o rozumieniu malarstwa, o szczególe, który podnosi dzieło do rangi arcydzieła.
Wiesław Helak – Kosmopolita,
Arcana, Kraków 2025,
str. 299.
Wacław Holewiński








