Strona główna Felietony Andrzej Walter – Polska to znaczy nigdzie

Andrzej Walter – Polska to znaczy nigdzie

4
344

Moja Polska to kraina Nigdzie. Niegdyś, z dość odległej perspektywy historycznej ponoć mlekiem i miodem płynąca, ma dziś jak wszystkie wyjątkowe krainy swoje natarczywe wady i przywary, a właśnie dziś Jej rzeczywistość coraz dotkliwiej skrzeczy i przemienia się z wolna w kabaretowy skecz, w którym główne role grają wydawałoby się mądrzy i wykształceni ludzie, ale swoimi czynami i słowami roztrwaniają te złudne wizerunki przekształcając swoje osoby w jakby sieciowe memy, które krążą potem wśród mas i gawiedzi stając się realnym pośmiewiskiem. Ktoś zawoła, a kiedyż to owa kraina mlekiem i miodem stała? Ano stała, stała, od mórz do mórz, potęga tolerancji i wolności, postrach Europy i świata ówczesnego, ale ponoć to jednak tylko zamierzchła historia, której nie chcą znać ani Niemcy, ani Francuzi o Brytyjczykach czy Rosjanach nie wspominając. No cóż, nie każdy może być piękny, nie każdy zdobył wiedzę, nie każdy może być królem. Wróćmy do Polski krainy Nigdzie.

Nasze dwa plemiona rosną w siłę. Okopują się, utwardzają, ugruntowują swoje punkty widzenia, zamrażają punkty siedzenia, kultywują inne wydarzenia, rozważają inne scenariusze, mają odmienne zasoby informacji oraz ich interpretacji, właściwie mówią już innymi językami, używając innych idiomów, skrótów myślowych, fraz językowych. Myślą innymi obrazkami, innymi wizjami oraz inną rzeczywistością, a że jest ona wytworzona przez propagandę tym gorzej dla propagandy. Nasza wiara ponad wszystko. Wiara w imponderabilia. W konstrukcje hasłowe i emocjonalne, w ułudy i utopie oraz krzywe zwierciadło naciąganych faktów. Dwa plemiona jakby nie było polskie, pod jedną banderą, z tym samym proporcem, z takim samym uzbrojeniem stają naprzeciw siebie na co dzień,  w domach, rodzinach, w pracy i od święta. I warczą, szczerzą kły, pomrukują, spozierają wrogo i nienawistnie. Argumenty już dawno pogrzebano, dialog przeszedł do lamusa. Teraz jest wojna. Czas konfrontacji. To chore. Wszyscy wrogowie zacierają ręce.

Jednak żadna refleksja nie dotrze do zabetonowanych odmiennymi wizjami głów. Nie wygrał ten co miał wygrać nawet nic nie robiąc. Suweren znów okazał się głupszy i bardziej prostolinijny od elit wszelakich (nawet tych samozwańczych), jest gorzej wykształcony i z mniejszych ośrodków, jest Januszem i Grażynką (przepraszam nieszczęśników o takich imionach) na wczasach nad Bałtykiem, w białych skarpetkach i czarnych klapeczkach, z brzuszkiem i wąsami jednym słowem klasyczny złośliwy stereotyp z generalizacją postaw i wizerunków. I jeszcze do tego odgrodzony parawanem, ksenofob, klaustrofob, homofob i fob jakich mało, wsteczny jak liberum veto i swawola Sarmaty. Mój Boże, jakiż to obrzydliwy typ ze swym nieszczęsnym prawem głosu niszczy naszą uświęconą demokrację! Tragedia. Druga strona ma z kolei inną narrację. Tam się mówi o pełnym pogardy dorobkiewiczu w domu pełnym złotych klamek i pretensjonalnym stylu, pełnym kompleksów wobec Zachodu, zaczarowanym pustymi lewackimi hasłami i lękiem płonącej planety, zfiksowanym na temat prześladowania płci oraz tęczowej rewolucji, zoologicznie wypierającemu kościoły i religie jako opium dla mas. Ten wykształcony półimbecyl rości sobie prawo bycia kimś lepszym od Janusza i Grażynki i odgradza się od nich unicestwieniem empatii oraz realnym płotem enklawy prywatnych osiedli nowoczesnych apartamentowców z podziemnym parkingiem i własnym miejscem parkingowym.

Żyjemy dziś w takiej właśnie karykaturze wizji i postaw. W takich skojarzeniach światopoglądowych. Zgeneralizowanych i rozpowszechnianych przez … no właśnie, przez Kogo? Przez media i sieć. Naprawdę ich wpływ, ich kreacja tych postaw i wizerunków zatrważa i każe zapytać co dalej?

I nikt na to pytanie nie odpowie.

Pozostaniemy z nim jeszcze długo, długo. Smutne to wszystko i przerażające. Zwłaszcza w kontekście wydarzeń za naszymi granicami, ale i już w naszych granicach, a wkrótce może i w każdej polskiej wsi i w każdym polskim mieście. Zobaczymy hordy dziwnych panów o ciemniejszej karnacji skóry, które w zorganizowanych już grupach sterroryzują nawet lokalnych watażków i ich akolitów. Nie wspomnę o tym, że pan na Kremlu też zaciera ręce i z pasją obserwuje podpalanie Polski przez pożytecznych mu idiotów. Każde bowiem działanie wymierzone publicznie jako „brat w brata” jest na rękę rosyjskiemu Dyktatorowi, bo osłabia jedność narodową naszego kraju i siłą rzeczy osłabia naszą zdolność do obrony: granic, wartości, stylu bycia i życia, a nawet całej koncepcji Polski, nie jako krainy Nigdzie, ale raczej jako kraju ważnego i poważnego. Czy to jest w ogóle możliwe? Byśmy byli ważni i poważni, a nie krainą Króla Ubu? Może już nie zasługujemy. Może ta wojenka unicestwiła w nas poczucie zdrowego rozsądku? Cel pozostał jeden. Zabić przeciwnika.

Mamy wakacje. Czas relaksu i dystansu. Może zatem warto się nad tymi refleksjami nieco pochylić i raz jeszcze je przemyśleć jako bezsensowną polsko-polską wojenkę i jej nieuchronne konsekwencje. Jako utratę zdolności samodzielnego i racjonalnego myślenia, jako wejścia w pozycję przemądrzałego trolla pouczającego innych co mają jeść, jak żyć i jak … wybierać. 

Życie to ciągły wybór. Musisz wybierać. Czy jeśli ktoś Ci powie, że Kowalski to: alfons, gangster i kibol, to to faktycznie jest alfons, gangster i kibol. Czy jak Ci ktoś powie, że Nowak to: łapówkarz, marionetka i ćpun to to faktycznie jest łapówkarz, marionetka i ćpun. Może warto to wszystko rzetelnie sprawdzić, a nie polegać na tych fenomenalnych narracjach światłych i mądrych piewców tych kalumnii. Tylko dlatego, że „im się wierzy” bo to tacy wielcy dziennikarze czy celebryci są, albo inni znani z tego, że są znani. Nadszedł, jak już wiele razu tu pisałem, czas pogardy. Okropny, żenujący, powszechny – czas pogardy. Pogarda stała się zasadą, opisem świata, metodą działania i dochodzenia do własnych celów samorealizacji. Ja imperator a inni to piekło. Pogarda wkradła się w przestrzeń publiczną i hasa aż miło. A my wszyscy temu ulegamy, przerzucamy się obelgami, planktonami, pojęciami rodem z szamba. Właściwe dziś wszyscy już chyba cuchniemy tym szambem jeśli pozwalamy się w nie wciągnąć uzurpując sobie prawo do … „posiadania poglądów”. W świecie, w którym całokształt działań medium jako zasady jest wzbudzanie emocji i przeliczanie zysków, posiadania poglądów to wielki luksus. Stać na niego ludzi, którzy mają wiele, wiele czasu, ale i wykonują ogromną dziennikarską pracę dociekając, porównując i poszukując w tej gigantycznej sieci śmietnika informacji. Tak to dziś wygląda i ów brak pokory to krok pierwszy do … poglądów i pogardy. Smutny mechanizm cyberspołeczeństwa… Eta straszno i smieszno – jak mawiał Jacek Kuroń. Jacek Kuroń? A któż zacz? Walter znów odgrzebuje dinozaury. Może warto zająć się taką mitologią i (no ba) archeologią, bo kiedy rozum śpi budzą się demony. A demonów dziś mamy już aż nadto.

Andrzej Walter

Poprzedni artykułRekomendacje książkowe z Biesiady Literackiej SPP
Następny artykułSubiektywne Kalendarium Artystyczne Anny Łyczewskiej (od 10 lipca do 23 lipca)

4 KOMENTARZE

  1. Drogi Autorze, czytam Twój tekst zgrzytając zębami i zagryzając przekleństwami. Wymieniłeś bowiem bolączki społeczeństwa kraju „Nigdzie”, które od lat stanowią składową naszej mentalności, mentalności rycerzy pragnących pouczać i nawracać postronne narody na własną modłę. Czytając ten smutny tekst, dopadła mnie jeszcze jedna smutna konstatacja: wolność jest naszym przekleństwem, uwalnia w nas najgorsze cechy i instynkty. Nam trzeba wiecznego zagrożenia bytu narodowego, ale nadchodzącego z zewnątrz, rosyjskiego bata albo niemieckiego buta. O tak, wtedy potrafimy się zjednoczyć, ale wykorzystując okazję do załatwiania własnych, wewnętrznych napięć i zastarzałych rachunków. A, szkoda gadać, najlepiej wychodzi nam oskarżanie ruskich, szkopów, pepików, ukraińców, za krzywdy na naszym szlachetnym kraju i społeczeństwie, zapominając jakie MY! mamy zasługi w wzbudzaniu do nas niechęci i nienawiści. Historia Europy, to nie wyłącznie chrzest Polski i obalenie komuny, ale zapierająca dech w piersiach opowieść o minionych wiekach, często wywołująca rumieniec wstydu, jeśli jesteśmy empatyczni i potrafimy wznieść się ponad własne problemy mające swoje korzenie jeszcze w czworakach. No cóż, to sprawa wiedzy i solidnego wykształcenia, ale w tym właśnie tkwi jeden z głównych problemów krainy „Nigdzie”. Pozdrawiam z głębokim westchnieniem – Szymon Koprowski.

  2. Kochany Szymonie.

    Dziękuję za mądry i wyważony komentarz. Lubię jak zgrzytasz: zarówno zębami, jak i piórem po dziewiczej kartce papieru. Efekty są piorunujące. Nie zgadzam się jednak z Twoją psychologią wstydu, którą usiłujesz przemycić do naszego „patriotyzmu”. Nie chodzi nawet o to, że my nie mamy „się czego wstydzić … ach te … rumieńce wstydu”, bo pewnie jak każdy – mamy. Tyle, że duch dziejów toczy się dziś nowymi szlakami. A są to szlaki takie, które łatwo dostrzec i porównać. Dla przykładu – pierwszego lepszego z brzegu – Niemcy. Przez 40 lat bili się w pierś swą. Oni to dopiero mieli się czego wstydzić. Zagazowali w sposób wyrafinowany i przemysłowy kilka milionów ludzi wszelakich narodowości. Dziś (przy niemieckiej polityce … historycznej) to już nie Niemcy … to Naziści. Niemcy dziś wydają wiele kasy na każdą książkę, na każde wydarzenie medialne, na każdy – jak się to dziś mówi event, mający ich ulepszyć wizerunkowo i dziejowo. A my? My mamy sługusów, sprzedawczyków, donosicieli i farbowane lisy, tylko wielu chce udawać, że tego nie widzi. Dla jednego pana nawet większym zaszczytem było królowanie Europie zamiast polskie premierostwo. Nie da się opowiedzieć jak mnie to wtedy żenowało i żenuje do dzisiaj. Ja bym przedłożył służbę Polsce nad służbę brukselskiej biurokracji. Wiedza podpowiada, że ta Unia, ta z naszym marzeń i wyobrażeń to już tylko historia. Tego tworu już nie ma. Przeminął z wiatrem (historii)… Przeminął kiedy honor zastąpił zysk, kiedy wartości zastąpił brutalny merkantylizm, kiedy wspólnotę (europejską) zastąpiła hegemonia silniejszego. Kto tego nie widzi ten kiep. Zatem nie rozważajmy rzeczy, których mamy się wstydzić tylko na szali połóżmy prawdę i propagandę. Czego jest więcej, kto stoi za tym czego więcej, dlaczego tak się dzieje? Owszem, do tego trzeba wiedzy, ale pełnej, a nie z filmów hollywoodzkich, czy nawet niemieckich, które z żołnierzy AK robi bandziorów. To po prostu skandal i to właśnie się działo nie tak dawno na naszych oczach. Niewielu protestowało? Dlaczego? Warto porównać czas stu lat przed rozbiorami – historycznie – i metodycznie jak gniły polskie elity, jak się wdzięczyły do obcych o „ratunek”. Ratunek przyszedł. I trwał 160 lat. Mało kto by to wytrwał, a my wytrwaliśmy. Małe tego – biliśmy się na każdym froncie tamtej wielkiej wojny, honorowo i heroicznie. A dziś? Co z tego zostało? Psychologia wstydu? Ja się nie wstydzę. Nie wiem za co miałbym się wstydzić? Za kłamstwa jakiegoś Grossa? Za propagandę Niemiecką? Za współczesnych targowiaczan w Brukseli? Świat się dziś diametralnie zmienił. Resentymenty nic nie znaczą. Świat chce wojny. Wojny czystej i higienicznej, w której nikt nie zginie. Będą tylko panowie i niewolnicy. Jak w grze cyfrowej. Wyobrazisz to sobie? Wojna jako gra? Nie ten poligon ukraiński, czy iracki czy afgański… Gra. Gra w sieci, gra wirtualna, której konsekwencje będą pandemiczne. To inny styl myślenia, inna wizja świata, inne dylematy. Bomba atomowa? O nie, nikt tego nie użyje, nikt nie jest idiotą, każdy kocha żyć i pławić się w luksusach. To straszak. Dla takich jak my. Toczymy dziś Szymon już od jakiegś czasu III Wojnę Światową – tak ona wygląda. Na łączach. My – do roboty, do podatków, zająć się wyborami na prezydenta, a Oni (w Davos i innych G20) już nami się zajmą. Postrzelają na Ukrainie, albo i gdzie indziej, abyśmy my mieli czas wolny zajęty oglądaniem newsów… Mógłbym tak jeszcze długo snuć wizje… Jak Ty w Requiem dla Wrocławia – kto wie, czy nie Twojej najlepszej do tej pory książce. Tylko jak rozmawiać z ludźmi, którzy jej nie czytali? Nie pojmą o czym my tu mówimy… I wracamy do punktu wyjścia. Ukłony Szymonie

  3. Drogi Andrzeju, oczywiście w sprawie wstydu masz rację, ale co my, Polacy mamy za kołnierzem, to inna sprawa. Skróty niosą właśnie niebezpieczeństwo pomijania wielu ważnych problemów, konkretnych, jak układ monachijski i sprawa Zaolzia, dla nas sprawiedliwość historyczna, dla Czechów spóła z Hitlerem, zdrada. No cóż, pominąłem sprawę Żydów, dla których Polin ( Polska po hebrajsku ) oznacz także: miejsce w którym odpoczniesz. Długo by gadać, ale wymagałoby to wielu godzin i skrzynki wódki. Ale jedno, przynajmniej w naszym wypadku, jest bardzo ważne: my ustalimy nasze stanowiska i mimo różnic pozostaniemy przyjaciółmi, bo inaczej nie można. I to proste stwierdzenie oznacza, że skoro my, to dlaczego inni nie potrafią. Ot, odwieczna tajemnica sobiepaństwa i zaprzaństwa. Pozdrowienia dla kompletnego domu Walterów.

  4. Szymon. Warto się przyjrzeć szerzej historii Zaolzia. I tego kto w zasadzie zaczął ten konflikt. Słyszałeś o tym, jak Czesi nie przepuścili pociągów z bronią dla Polski w 1920 roku, kiedy my bilismy się o praktycznie o całą Europę pod Warszawą? A oni w tym czasie capnęli Zaolzie rękami mocarstw ówczesnych? Sprawa jest bardziej skomplikowana niż Ci się wydaje. I tak to jest z historią. Te tereny w 90 procentach zamieszkiwała ludność polskojęzyczna. To Czesi rościli sobie jakby słabo uzasadnione prawo do tych terenów. No dobra, szkoda gadać. Oczywiście przyjaźń jest najważniejsza. Nasza, ludzka i pisarska. Otwratość na punkty widzenia. Szczerość dociekań. Entuzjazm poszukiwań. I finalnie brak zacietrzewienia, co nie wyklucza emocje i … inne utrwalacze. Pokłon dla rodu Koprowskich też w komplecie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko