Strona główna Rok 2026 Nr 612 Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
66

12 maja 2026

Przez chwilę…

C:\Users\WACŁAW\Desktop\1362592-352x500.jpg

Tak, lubię takie książki. Niespieszne, z zatrzymaniem się, dobrą obserwacją, puentą, która wcale nie jest oczywista.

Jak nazwać książkę Aleksandry Domańskiej? W nawiasie pod tytułem mamy „miniatury”. Ale to nie są miniatury prozatorskie. Nie jest to też formuła felietonu ani dziennika. Najbardziej pasowałby mi „notatnik”. Dwie, trzy, a czasami tylko jedna strona. Co w nim zawarła? Codzienność! Najłatwiejsza do opisania? Odwrotnie! Aby opisać codzienność trzeba się szkolić w precyzji. I autorka „Uczuć niekoniecznych” jest w tej precyzji perfekcyjna.

Czterdzieści dwie notatki. W pierwszej słowa podziękowania, wdzięczności dla Marii Wasowskiej, wówczas (zmarła czternaście lat temu) wdowy po panu Jerzym. Bo to ona wymyśliła tytuł tej książki, zapisała ołówkiem na karteczce. Trafny! Choć ołówek z karteczki już znikł, wyblakł, zanikł.

A w kolejnych? Na przykład lipcowa noc na pomoście nad jeziorem. Gdzieś szum wioseł przemieszczających się wędkarzy, gwiazdy i byczek skubiący trawę.

Albo opowieść o słowiku. Wszyscy podziwiamy jego śpiew. To ptak, swoją drogą maleńki, który zagościł na kartach wielkiej literatury (tej mniejszej też). Ale… czy raczej nie powinniśmy mu kibicować, gdy swoje popisy kończy? Bo przecież ten śpiew to zachęta dla partnerki. Wabienie, przywoływanie. Gdy się jakaś skusi, śpiew zamiera…

Kilka tekstów poświęciła autorka wojnie na Ukrainie. „W środę obudziłam się o dziewiątej. Wokół panowała cisza. Jeśli więc koniec świata nastąpił – pomyślałam – to nie dotarł on jeszcze w moje okolice.” Nie dotarł…Więc można spojrzeć przez okno. Spojrzeć na wielki napis EON. „Nie E.ON, czyli firma energetyczna, drapieżny krwiopijca, który chce nam urządzić koniec świata podwyżkami opłat, lecz EON – po łacinie trwanie.” Symboliczne!

Zawitała też na cmentarz. Rzuciła okiem na inny napis: „Leokadia Zdechlik – Pielęgnacja i mycie nagrobków”. Poszła jej i jej towarzystwa śladem. Bo Leokadia nie była sama. W pracy towarzyszyła jej wiewiórka i kot. Była z nimi po imieniu, w przyjaźni. Zobaczyła trud szorowania lastryko (a może marmuru.). Szorowała grób rodzinny… Zdechlików. Obowiązek? A gdzieś obok wisiał baner „Posezonowa obniżka nagrobków”. Nie należy zwlekać…

W jeszcze innym tekście narratorka odbywa podróż. Zajmuje miejsce w wagonie bez przedziałów, przestronnym, luźnym. Hałaśliwym. Ktoś telefonicznie wydaje polecenia podwładnym, ktoś inny chrapie. Elegancko…Zajęła miejsce. Potem przyszedł konduktor. I… i okazało się, że siedzi w pierwszej, a nie drugiej klasie. Wszystkie oczy na nią. Poczuła się tą gorszą… „Tego samego dnia wieczorem byłam na promocji pewnej książki. W ociekającej luksusem sali pałacowej, pełnej fresków, rzeźb i kandelabrów, zgromadziła się wieczorowo odziana śmietanka towarzyska. Nauczona wcześniejszym doświadczeniem, tym razem i ja ubrałam się staranniej. Dzięki temu nikt mnie nie zauważył.”

Są tu też refleksje dotyczące Warszawy w dniu święta Żołnierzy Wyklętych – nie, nie polityczne, rozrachunkowe. Raczej zmian w mieście, tej dziwnej zbitce czasowej. Architektury XXII wieku i jakiegoś, przecież z krótkiej perspektywy czasowej, zapóźnienia („nowoczesność strasznie szybko się starzeje, bo przy tych wolskich budowlach słynny do niedawna mokotowski Mordor wygląda jak „wiocha”.).

Bez polityki, bez plotek, którymi żyją media, bez sztucznych podniet. Nie spiesząc się, patrząc, doceniając moment, uchwycony kilkusekundowy błysk, refleksja nad tym, co nieoczywiste, niekoniecznie dostrzegalne dla innych.

Domańska zatrzymuje się przy ulicznym grajku. „Saksofonista grał, a mnie się przez chwilę wydało, że świat dzięki tym dźwiękom trochę wypiękniał i zmądrzał.”.

Zapewne ani nie wypiękniał, ani nie zmądrzał. To nie ma znaczenia. Albo inaczej: to ma znaczenie właśnie dla niej, dla mnie, dla ciebie kiedy się zatrzymasz i przez chwilę, sekundę, minutę, najdalej kwadrans, złapiesz sens świata, i wtedy… może poczujesz się szczęśliwy?

Aleksandra Domańska – Uczucia niekonieczne, Biblioteka Słów, Warszawa 2026, str. 149.

Poprzedni artykułJózef Baran – Liryka trudnej afirmacji
Następny artykułKrystyna Konecka – W literackim Edynburgu (2)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko