Strona główna Rok 2025 Nr 588 Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
168

Tak potrafią tylko Czesi!

W króciutkiej, jednozdaniowej rekomendacji na fb, napisałem o powieści Štiftera: „Tak zabawnie, z czułością, o kurwach potrafią pisać tylko Czesi.”. Bo o prostytutkach pisali wszyscy wielcy pisarze zza naszej południowej granicy. I zawsze było to pisane z humorem, ze zrozumieniem, bez oburzenia, bez moralnych tyrad. Zastanawiam się dlaczego w Polsce nie znalazł się nikt, żaden pisarz, który potrafiłby pisać podobnie? Może to kwestia naszego przywiązania do kościoła, może innych preferowanych wartości, może sposobu życia? Nie wiem. Wiem za to, że kochamy, bo przecież nie tylko ja, tę czeską literaturę od Haška, Hrabala, Kundery, po tych współczesnych Rudiša czy Topola.

„Café Groll” to spowiedź lekarza (ale tez rysownika/malarza) z jego pracy w Budziejowicach. Spowiedź w szczególnych okolicznościach. I ze szczególnej pracy.

Najpierw te okoliczności: początek rządów komunistów w Czechosłowacji. Lekarz i jego żona muszą „skurczyć” swój stan posiadania. Za kilka dni do ich domu wprowadzą się nowi lokatorzy. Zamiast ośmiu pokoi będą mieć dwa, resztę zajmą inni. Więc robią porządki. Pan doktor ze strychu wyciąga karty swoich pacjentek.

Tu dochodzimy do „szczególnej” pracy. Bo pan doktor został do Budziejowic ściągnięty tuż po pierwszej wojnie światowej w charakterze lekarza pań lekkich obyczajów. Tego, który miał im wystawiać „certyfikaty” zdrowia, braku chorób. Pan doktor był młody, to jego pierwsza praca, tuż po studiach.

A Café Groll? To najsłynniejszy przybytek rozkoszy w Budziejowicach. To tam odbywają się zadziwiające spektakle, w których zatrudnione panie odgrywają swoje sceniczne role podniecając zgromadzonych mężczyzn do szaleństwa. To tam atrakcja są licytacje dziewicy i Murzynka.

Rudolf Sliva bada je rzetelnie. Z wyjątkiem jednej jedynej, Anny Václavikovej. Ta, najpiękniejsza, najsłynniejsza jest dla niego nieuchwytna. Jest legendą, mężczyźni przechwalają się swoimi dokonaniami właśnie z nią.

Jest w tej powieści oczywiście kilka innych znakomicie nakreślonych postaci. Jest właścicielka Café Groll. Kobieta wspaniała, która nie daje krzywdzić „swoich” dziewczyn. Jest Salomea, kobieta z wyższych sfer, „zabezpieczona” finansowo przez tatusia, kochanka pana doktora, jest Magdalena, zakochana w doktorze prostytutka, która delikatnie gładzi jego włosy.

Co porywa w tej książce? Nastrój, atmosfera. Intryga, tajemnica. Bo, oczywiście, nieuchwytna Anna jest „środkiem ciężkości”. To z jej powodu dzieją się rzeczy nawet dla narratora niezwykłe. To ona przyciąga i powoduje, że zaczyna się zachowywać w sposób niedopuszczalny, opanowuje go gorączka, podniecenie, pijacki szał.

To nie wszystko. Bo po latach, a Sliva był tym doktorem „od kurew” ledwie rok (państwo czeskie w 1921 zakazało prostytucji) wciąż dręczony jest myślą o Annie. I zobaczywszy jedną ze swoich starych pacjentek prosi ją aby mu o niej opowiedziała. Kobieta w ogóle jej nie pamięta, minęło przecież ponad ćwierć wieku, ale umawiają się, że popyta koleżanki z Café Groll. Po kilku dniach, przy kolejnym spotkaniu, rozwiewa tajemnicę: Anna była chwytem reklamowym Madame, właścicielki przybytku. Jej legendą. Atrakcją przyciągającą klientów. Zawsze zajęta, z klientem, zamknięta z nim w pokoju. Czekający mężczyźni musieli zadowolić się inną z pań (oczekiwanie nie łagodziło podniecenia).

I to w zasadzie wystarczyłoby do tego abyśmy uznali, że to powieść znakomita. Tyle, że tak się nie kończy, że ta historia, na ostatnich dwudziestu stronach, ma swoje drugie dno.

Bo zagadkę Anny postanowiła też rozwiązań ekscentryczna Salomea. Salomea gotowa do ucieczki z komunistycznego raju. Jest już spakowana „Przyniosłam tutaj wszystko, co chciałabym zabrać. Dziesięć walizek na to nie wystarczy. Pamiątki rodzinne, fotografie, pusty futerał po odznaczeniu, które mój dziadek dostał od papieża […], rysunki Rudolfa Slivy. Wezmę przynajmniej jeden. Chcę zabrać ze sobą coś jeszcze. Coś, o czym Sliva nie ma nawet pojęcia.”

Nie, nie zdradzę zakończenia. Jestem pewien, że każdy kto sięgnie po tę niewielka książeczkę będzie zaskoczony. Ale przeżyje też radość czytania świetnej prozy. Tak potrafią tylko Czesi!

Jan Štifter – Café Groll, przekład Anna Radwan-Żbikowska, Książkowe Klimaty, Wrocław 2025, str. 157

Poprzedni artykułAnna Maria Mickiewicz – Prezentacje literackie Autorów mieszkających poza krajem, maj 2025
Następny artykułAlina Barbara Nowak – „O dziwo, to wszystko jeszcze kręci się” – o kilku nowych wierszach Zofii Kulig

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko