Strona główna Rok 2025 Nr 588 Alina Barbara Nowak – „O dziwo, to wszystko jeszcze kręci się” –...

Alina Barbara Nowak – „O dziwo, to wszystko jeszcze kręci się” – o kilku nowych wierszach Zofii Kulig

0
186

Przeczytałam kilka nowych, nigdzie jeszcze nie publikowanych, utworów Zofii Kulig, której – jak sądzę- miłośnikom poezji, a tym bardziej poezji lokalnej, nie trzeba przedstawiać.
Jestem pod wrażeniem. Prudnicka poetka tylko potwierdza w nich poetycką klasę.
W tych paru tekstach odnajduję kilka niezaprzeczalnych elementów jej percepcji świata i kunsztu słowa. Wspólnym mianownikiem przekazu tychże utworów jest skłonność do podsumowania spostrzeżeń z ostatnich miesięcy – jakże trudnych i nie mających precedensu.
A co zawierają lub zdradzają nowe utwory?
Nadwrażliwość, rozczarowanie, niepogodzenie z bylejakością otaczającej rzeczywistości, skłonność do alienacji biorącą źródło w takim odczuwaniu świata. Ale to nie wszystko. Wyczulenie na słowo i na jakość międzyludzkich relacji każe dojrzałej poetce postawić niepomyślną diagnozę o tym, co wokół nas i skonstatować:

Z galerii zgiełku pełznie nonszalancja.”
(„Kalejdoskop”)
W tym samym wierszu padają słowa:
(…)Wśród spierzchniętych epitetów
Przechodzę bez emocji.”
W tekście pt. „Jeden oddech” czytamy:
Wokół walają się rozkalibrowane urojenia,
zgrzyty języków i furie”.

Nie sposób mówić tu zatem o pustce jako źródle cierpienia, ale raczej o nadmiarze bezwartościowych elementów, na które składa się codzienna egzystencja. Ów nadmiar nijakości scharakteryzowany został bezwzględnie w wierszu „Jeden oddech”:
Rzeczywistość zarasta dzikim bluszczem
Traci oddech w toksycznym uścisku”.(„Jeden oddech”)
Podobny ton pobrzmiewa w utworze „Nie dla wszystkich”:

(…) mętna rzeczywistość (nie dla wszystkich).
Fikcja i oślepienie, codzienność świata trawiona przez przypadki, godzi
we mnie niespokojnym ostrzem”.

Okazuje się , że ogląd rzeczywistości wypranej z porządku, stałości i głębi idzie w parze ze spostrzeżeniem dotkliwego braku sensu słów. Choć nie jest to oczywiste dla wszystkich. Komunikaty są tylko komunałami, wyrazy – pustymi naczyniami pozorującymi zawartość, wydmuszkami, które nie są w stanie tworzyć prawdziwych i głębokich relacji.
W parze z taką refleksją idzie zadziwienie:

O dziwo, to wszystko jeszcze kręci się,
każe iść przed siebie, w łachmanach istnienia”(„Jeden oddech”)

Podmiot liryczny daje wyraz zaskoczenia, że bezwartościowość i bylejakość trwa, podróbki prawdy i sensu są w stanie wydłużać swą obecność– według, sobie tylko znanej, logiki.
Niepogodzenie zmusza do wewnętrznej emigracji i samotności:

ja a nie ktoś inny
mieszka w swojej samotności” („Niecodziennie”)

W utworach pobrzmiewają echa minionego entuzjazmu życia. Jego utrata przynosi smutek połączony z ostrzejszą oceną życia:
minęło tyle lat
a wiersz ten nie daje się skończyć
już go nie czytam
jak dawniej z pasją dzierlatki
ciekawe
ile słów jeszcze przede mną” („Niczego nie dzielę”)

Warto podkreślić ten sposób odmierzania czasu, a mianowicie – na słowa. To one prowadzą i one wyznaczają trakt życia. Podmiot liryczny traktuje słowo jak swoisty, życiodajny krwioobieg.
Równie interesującą myśl zawiera stwierdzenie uderzające dwuznacznością:

życie to najlepszy poeta
nie wiem ile go jeszcze
we mnie”( „Niecodziennie”)

W tych słowach można dostrzec namysł nad przyszłością i darowanym jeszcze czasem, ale -co się absolutnie nie kłóci z pierwszą możliwością odczytania sensu – również pytanie: ile w poecie jest poety? Czy zapis przemyśleń w poetyckiej formie już czyni piszącego artystą?
Wątpliwość taka nie jest objawem fałszywej skromności, lecz raczej poczucia odpowiedzialności za posługiwanie się słowem. Trzeba przyznać, że na ten rodzaj refleksji pozwolić sobie mogą tylko twórcy świadomi, z wyraźnym dorobkiem. Wszak Zofia Kulig do takich należy.
Z pewnością w tak krótkiej analizie nie uwzględniałam wielu innych godnych uwagi myśli. Na pewno jednak trzeba się zgodzić z tym, że ostatnio napisane wiersze poetki to rodzaj gorzkiej refleksji i poszukiwania wyjścia z rzeczywistości, która rozczarowała. Dużo tu smutku, obaw, napięcia, a wynikają one z przenikliwej oceny świata, który – z niezależnych od nas przyczyn- zostaje na nowo organizowany, przemodelowany, a przy tym, co najgorsze, przybiera twarz odpychającą i obcą.
Tym, co pozwala przetrwać, są ważne punkty odniesienia: Szostakowski, kwitnąca jabłoń, walc, maj…czyli Piękno. ( Mowa o tym w wierszu „Niczego nie dzielę”.)
I może to jest wskazówka, czego należy się trzymać.

Niczego nie dzielę

z rąk wypadają ilorazy czasu
zbutwiałe nadzieje
jak psy bezpańskie
włóczą się po wąskich uliczkach
posiwiałej głowy
minęło trochę lat
a wiersz ten nie daje się skończyć
już go nie czytam
jak dawniej z pasją dzierlatki
ciekawe
ile słów jeszcze przede mną
gdy pędzel chwili rozmywa myśl
spod zmarszczonego czoła
jakiś błysk beztroski…
aż dziw
że w uszach stale brzmi Szostakowskie znów maj
i czar jabłoni
w niezapomnianym walcu

Nie dla wszystkich

już nie mieszczę się w słowie. perpetuum mobile krąży niczym karuzela
w środku chaosu. Mętna rzeczywistość (nie dla wszystkich)
fikcja i oślepienie, codzienność świata trawiona przez przypadki, godzi
we mnie niespokojnym ostrzem.

stale jeszcze, naturalnym dźwiękiem na coś czekam.
niecodziennie przed siebie wyciągam ręce, podczas
gdy klawiatury przestrzeni niewiele już znaczą, pamięć
milczy, zaklęta.

Kalejdoskop

piasek egzystencji prosto w oczy. błyskiem słów
próbuję obejść demony. bywa, że zwykłe dnie owinięte w celofany lęku,
przytłaczają percepcję, chociaż wibracja form dostraja wyobraźnię,
nic nie jest już wyraziste, wśród spierzchniętych epitetów
przechodzę bez emocji. korowody imion w tle impresji utknęły
bezpowrotnie.

z galerii zgiełku pełznie nonszalancja, na manowcach bytu trudno
o morały i baśnie. przestrzeń roi się od utartych truizmów. wszystko obok, to
zmieniające formę kształty i słów szaleństwo. rzeczywistość krzyczy.
musi krzyczeć czas, który boli.

Jeden oddech

Do niczego mi bylejakość świata,
nonszalancja słów pustych, sypanych w ugory życia.

O dziwo, to wszystko jeszcze kręci się,
każe iść przed siebie, w łachmanach istnienia.

Brnę po kolana w wodzie kompromisów.
Gdy czas spija ostatnie krople światła i nadziei,
dzień umiera bezpłodny.

Wokół walają się rozkalibrowane urojenia,
zgrzyty języków i furie,
Rzeczywistość zarasta dzikim bluszczem,
traci oddech w toksycznym uścisku.

Poprzedni artykułWacław Holewiński – Mebluję głowę książkami
Następny artykułAudiobooki – nowoczesny sposób na odkrywanie klasyków literatury [artykuł sponsorowany]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko