Strona główna Rok 2025 Nr 579 Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
76

Po stronie prawdy…

Wyobraźmy sobie taką sytuację: 16 grudnia 1922 roku zostaje zamordowany pierwszy prezydent II Rzeczpospolitej Gabriel Narutowicz, 5 września 1924 roku ginie drugi prezydent Stanisław Wojciechowski. Jakim krajem byłaby wówczas Polska? Ktoś powie: co za bzdury, przecież prezydent Wojciechowski zmarł prawie trzydzieści lat później. No, tak. Tyle, że, gdyby nie przypadek, taki scenariusz był nie tylko możliwy, ale i bardzo prawdopodobny.

Bo 5 września 1924 roku we Lwowie miał miejsce zamach. W powóz wiozący prezydenta została rzucona bomba. Nie wybuchła. Miała usterkę.

Niemal natychmiast zatrzymano „zamachowca”. Skąd ten cudzysłów? Bo… „zamachowiec”, student prawa na Uniwersytecie Jana Kazimierza, Stanisław Steiger, nie dokonał żadnego zamachu. Miał za to „złe” pochodzenie. Złe, żydowskie. Zaraz, zaraz, przecież świadek, Maria Pasternakówna, widziała… Nie dość na tym, uciekającego Steigera, chwyciła za ramię, wskazała policji…

A policja? Nader chętnie przyjęła wersję tancerki. Bo? Bo policja polityczna z Warszawy ostrzegała przed możliwością zamachu, bo ta lwowska nie zapewniła bezpieczeństwa głowie państwa, bo Żyd, a przecież wiadomo, że Żydzi nienawidzą Polski. Bo, bo, bo…

Ale przecież Wojciechowski był fetowany przez Żydów w synagodze (odwiedził też świątynie innych wyznań), Steiger był z rodziny, która ewidentnie się polonizowała, do Lwowa ściągnięto 1500 policjantów… A jakież to miało znaczenie? Nie miało…

Zamachowca sądzono na podstawie austriackiej ustawy o zamachach bombowych (nie ujednolicono jeszcze wówczas prawa we wszystkich zaborach). W przypadku jednomyślności sędziów, skazany musiał być rozstrzelany w ciągu trzech godzin. Trzech godzin!

Nie został! Jeden z sędziów, radca  dr Władysław Mayer (przewodniczący składu), głosował inaczej niż reszta.

W procesie w trybie zwykłym o winie miała decydować ława przysięgłych. Ale ten proces, proces curiosum sam w sobie, pokazywany przez Gaudena dzień po dniu, pokazał i małość, i wielkość ludzi w nim uczestniczących. Niebywała stronniczość sędziego przewodzącego procesowi, oszustwa prokuratury, niezwykłą determinację obrońców, Michała Greka, Michała Ringela, Leiba Landaua i Natana Lőwensteina.

No ale co z tym zamachem, ze Steigerem? Gdzie jego wina? Przecież do zamachu przyznali się nacjonaliści ukraińscy. Przyznał się do niego Teofil Olszański z Ukraińskiej Organizacji Wojskowej.. Jeszcze przed zamachem Ukraińcy pisali, że tego zamachu dokonają. Na światło dzienne wyszły jakieś koszmarne przekręty w czasie przesłuchań, których nie dokonywał prokurator, ale protokolant… Zeznawali policjanci z Warszawy (którzy incognito pojawili się jednak we Lwowie) i ze Lwowa. Wprost wskazywali, że Steiger nie dokonał zamachu. Głupie pytanie: a Warszawa? Nie miała na to wpływu? Warszawski „Kurier Czerwony” pisał: „Lwów traktował tę sprawę jako swoją własność, do której wzbraniał wglądu warszawskiej policji. Najwyżsi lwowscy urzędnicy wzywani do Warszawy kładli się do łóżka odmawiając przyjazdu i uniemożliwiając w ten sposób nadzór nad sprawami.”

Sędzia Franke uchylał pytania obrońców, nakładał na nich grzywny, odwracał sens złożonych zeznań… W tle mamy lwowską prasę. Nie mieści się w głowie, co wyprawiają tamtejsi dziennikarze relacjonujący proces. Od początku, od pierwszego dnia, winny był Żyd Steiger. On i cała reszta „pejsatych”. Książkę Gaudena warto czytać choćby dla tych relacji. Oczywiście, antysemityzm przedwojenny nie może, nie powinien być filtrowany przez Holocaust, ale jest czymś niewiarygodnym jakiego, nie boję się użyć tego słowa, haniebnego języka używano w tej sprawie.

Finał… Ława przysięgłych musiała odpowiedzieć na trzy pytania: czy był winien zamachu, czy winien był narażenia „na niebezpieczeństwo własności, życia i zdrowia innych”  i czy „czyn ten popełnił w sposób zdradziecki i podstępny”?

Głosami 8 : 4 sędziowie orzekli na korzyść Steigera w pytaniu pierwszym i drugim. Trzecie, po dwu pierwszych, nie było brane pod uwagę.

Steiger uratował życie, został natychmiast zwolniony. Musiał wyjechać ze Lwowa do Będzina, gdzie kontynuował praktykę prawniczą. Nie wiemy kiedy i w jakich okolicznościach zmarł.

„Polska sprawa Dreyfusa”? Tak, podobieństw (ale i różnic) między tymi sprawami jest bardzo dużo. W obu, niechlubną rolę odegrała prasa i uprzedzenia narodowościowe. W obu znaleźli się jednak także ci, którzy stanęli po stronie prawdy. Warto ich przypominać także współczesnym…

Grzegorz Gauden – Polska sprawa Dreyfusa, Agora, Warszawa 2024, str. 600.

Poprzedni artykułMaria Pia Quintavalla – wiersze – Przekład z języka włoskiego Izabella Teresa Kostka
Następny artykułTadej Karabowicz – Prolegomeny i tajemnice

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko