Rozwadów
W widłach Wisły i Sanu
Zawodna pamięć, jak ruchome piaski w Sanie
Zdradliwe meandry kreują wizje
Wypływają po latach, z czeluści
Złote wydmy zatrzymał sosnowy las
A czas, w rytm sygnaturki u Kapucynów, trwał
Jaśminy w charzewskim parku, pachniały do omdlenia
Dym z ogniska, okadzał odchodzące lato
Iskry strzelały wysoko, jak sztuczne ognie
Wierszem liścia wirowała jesień
Lajkonikiem na Andrzejki, wytopionym z wosku
Dojrzewaliśmy w magicznym miejscu
Nieświadomi szczęścia
10.09.2024
Stary dom
Jesteśmy w rozsypce, zbieramy w pamięci stare Przekroje
Kolorowe gazety w szarych czasach
Skrzynie ze skarbami, karafka różowa opatulona na dziesięciolecia
Porcelanowe figurki, których nikt nie podziwiał
W ciemności zamknięcia czekały na odsłonę
Piec wypalony do szczętu, udawać tylko może, że kiedyś dawał ciepło
Ściany łuszczą się płatami, glina i wapno z ultramaryną
Warstwami nakładane troskliwą ręką
Tam, gdzie życie, drzwi zielone z zamkiem przed potopem
Próg do pocałowania, szorowany na biało, przed zburzeniem
Świetlista przestrzeń z zapachem fiołków
Krzakiem róży, rozkołysanym na wietrze
Zniewolonym zapachem różowych pąków
Winoroślą stukającą w okno
Powojnikiem niebieskim witającym gości
I okrągłym klombem, wiankiem białym
Targ staroci
Biżuteria, świeci, szklanym blaskiem
Filiżanki porcelanowe ze złotym paskiem, straciły świeżość
Stosy talerzyków, na które, nie ma co położyć
Zardzewiałe wagi, nie będą ważyć, sprawiedliwie
Wzięcie, mają koronkowe serwetki, chyba na Wielkanoc
Jeleń na rykowisku, wisi na płocie
Stosy książek, kupowane jako atrapy
Anielskie włosy, wystają z kryształowego kufla
Chcą uwagi, jak wszystkie bibeloty
Kupujący trzymają się za kieszeń
Małą, bo nierozciągniętą
Kasą
Emilia Mila
Figura woskowa
Wyprężona
Z posagiem
Wiankiem mirtowym na drogę
Kręciła się, jak maszyna do sieczki
Od progu do progu
Po prośbie u rodziny
Łzy żalu przełykała cicho
Ciepła zaznała tyle
Co od krowy
Myła plecy, żelazną
Ale ludzką ręką
Podatną na złamania
Wyglądała jak Kopernik
Nie poruszyła Ziemi
Ale dała Słońce
30.09.2024
Krzyże cmentarne
Obsiadły dzikie łąki, pagórki i pola
Drzemią rozpostarte
Przycupnęły, czekają
Świeże lub rozdęte
Od wiatru, mrozu i słońca
Z drzew wyrastają, dookoła ręce – ku światłu
W oczodołach ptaki uwiły już gniazda
Uśpieni czy żywi
Nasłuchują na Głos Archanioła
***
Apoloni Ptak
Utonęła w zieloności
Nastroszona jak wróbelek
Po deszczu
Cicho ćwierka
Kraków, 3 września 2024





