„[…] Spotyka się dwóch pisarzy i jeden mówi: «Tłumaczą mnie w Niemczech, dostałem nagrodę, byłem nominowany i tak dalej. Ale poczekaj, bo ja tu o sobie, pomówmy, co u ciebie. Czytałeś moją najnowszą książkę?” – anegdota Jerzego Pilcha opowiedziana Ewelinie Pietrowiak w książce Zawsze nie ma nigdy (2016).
Skromność to cecha charakteru przejawiająca się prostotą i umiarem w zachowaniu, wymaganiach, powściągliwością w mowie, to postawa przeciwstawna próżności. Skromnym jest człowiek nie pyszniący się, nie zabiegający o uznanie i sławę, nie chcący się wyróżniać, choć mogą go wyróżniać efekty pracy czy inne osiągnięcia.
Doktor psychologii Maria Popkiewicz-Ciesielska w programie internetowym „Kawa z psychologiem” (portal 2ryby.pl 11.09.2017) wyjaśnia: „[…] Jak w rzeczywistości jest z tą naszą skromnością. Czy skromność to kolejna zaleta naszego charakteru? No tak, przecież mam się nie wywyższać, więc należy być skromnym. Ale czy zawsze? Czy skromność może być jednocześnie i wadą i zaletą? Czy kiedy ktoś nas podziwia za nasz talent, pracowitość to mamy być skromni? Skromny bądź tam, gdzie jesteś słaby, ale nie przesadzaj tam, gdzie masz wiele talentów, z których możesz się cieszyć”.
Inni psychologowie dodają: skromność skorelowana jest z empatią. Dzięki skromności można wzbudzić współczucie i uzyskać akceptację w najbliższym otoczeniu. Trzeba jednak pamiętać, że przesadna skromność będzie uznana za postawę fałszywą, wówczas taka osoba może zostać wyłączona ze swojej grupy.
Skromność i pokora twórców to sformułowania, które dzisiaj wypowiedziane głośno mogą wzbudzać zdziwienie, uśmiech politowania, a nawet zażenowanie. Spróbujmy się przyjrzeć tym cechom.
W religii skromność nazwana jest pokorą, która jest antytezą pychy. W Biblii używane są określenia: skromny, pokorny, cichy, prostaczek i maluczki. O Mojżeszu napisano, że „Był człowiekiem bardzo skromnym, najskromniejszym ze wszystkich ludzi, jacy żyli na ziemi” (Lb 12, 3).
Starożytne dzieła nie zawsze były podpisywane, ponieważ wszelka indywidualizacja stanowiła zaprzeczenie uniwersalności i kontynuacji ponadczasowych idei w nich zawartych. Sporo ksiąg biblijnych jest anonimowych, podobnie zresztą, jak i wiele innych późniejszych tekstów. Anonimowi autorzy Starego i Nowego Testamentu mieli sprecyzowane poglądy dotyczące własnej skromności i pokory. Polegały one – jak się współcześnie sądzi – na uniżeniu własnego „ja” na rzecz zespolenia z Bogiem, zaś nie sygnowanie tekstów oznaczało, że były pisane ku Jego chwale. Pojednanie ze Stwórcą dawało gwarancję powstania dzieła, jako sztuki o pełnej wartości, nie zaś jako utworu konkretnego twórcy. Przykładem anonimowego autora, później zidentyfikowanego, jest Jan Apostoł, Ewangelista. W czwartej księdze Nowego Testamentu opisującej żywot i dzieło Jezusa, jako uczestnik i świadek zdarzeń nie tylko nie wymieniał swojego imienia, ale także nie podpisał się, jako autor. To samo dotyczy Apokalipsy.
Współcześnie nie do pomyślenia jest twórczość anonimowa. Bynajmniej nie z powodu skromności, ale głównie z tej przyczyny, że czytelnicy chcą wiedzieć, kogo czytają. Ponadto chodzi o przysługujące twórcom prawa autorskie.
Andrzej Tarkowski, rosyjski reżyser filmowy, wyznawał mistyczną filozofię skromności. Na rok przed śmiercią (zmarł w 1986) mówił, że skromność artysty jest modlitwą, w której „ja” nie ma żadnego znaczenia, artysta powinien roztopić się w dziele sztuki tak, aby po nim nie zostało nic; absolutne roztopienie się w kosmosie, odrzucenie własności do „ego” i całkowite zatracenie się w dziele.
W tym kontekście znamienne są słowa Marii Dąbrowskiej (Dzienniki, 10.VII.1917): „Głośne mają być tylko rezultaty mojej pracy pisarskiej, a całe życie ciche […]. Teraz chciałabym tę sztukę życia intymnego, pełnego pogody posiąść w całej pełni”. Młoda naonczas pisarka wykazała się dojrzałością; dzieło ma windować autora, nie odwrotnie. Jej późniejsze losy pokazały, że powzięte postanowienie sprawdziło się, ale… częściowo, ponieważ prywatne życie pisarki nie całkiem mogło być ciche z powodu literackiej sławy.
Taka postawa autora nie oznacza, że autoreklamę należy potępić w czambuł. Może ona pomóc w zrozumieniu odbioru dzieła. Odwrotnym do Dąbrowskiej przykładem jest Witold Gombrowicz, nb. nazwany przez nią w Dziennikach (1953) dziwadłem, które „[…] po tylu latach milczenia wyskoczyło jako niezwykle błyskotliwe pióro”. Jak wiemy był on niestrudzony w promowaniu własnych dokonań; utwory poddawał nieustannej interpretacji, przy okazji reklamując siebie. Zabiegi te niewątpliwie wpłynęły korzystnie na percepcję jego utworów na świecie. Już na pierwszej stronie Dziennika 1953-1969 zanotował słynne dziś, egocentryczne i egotyczne, słowa:
Poniedziałek
Ja
Wtorek
Ja
Środa
Ja
Czwartek
Ja.
Dawid, autor Psalmów, często odwołuje się do pokory:
Moją ofiarą, Boże, duch skruszony,
nie gardzisz, Boże, sercem pokornym i skruszonym (Ps 51, 19).
Panie, moje serce się nie pyszni
i oczy moje nie są wyniosłe.
Nie gonię za tym, co wielkie,
albo co przerasta moje siły (Ps 131, 1).
Prawdziwie, Pan jest wzniosły i patrzy łaskawie na pokornego,
pyszałka zaś dostrzega z daleka (Ps 138, 6).
Powyżej zestawiłem obok siebie, na zasadzie antynomii, megalomanię Gombrowicza i skromność Dawida, króla i twórcę. Sądzę, że niewłaściwą rzeczą byłoby porównywanie ich (może uczyni to P.T. Czytelnik), jak i niestosowne byłoby snucie przypuszczeń, czy twórczość polskiego pisarza przetrwa tyle wieków, co Psalmy. Jednak nie o megalomanii, pozerstwie, czy sztuczności tu mowa. Powracam zatem na główną ścieżkę refleksji.
Urszula Białous w książce Wielcy skromni. Rzecz o wybitnych artystach filmu i teatru, którzy naprawdę są skromni (1994) zamieściła m.in. wywiad z Tadeuszem Różewiczem, o którym napisała: „Pan Tadeusz jest człowiekiem, który nie lubi otwartego życia, jak je nazywam, stolikowo-kawiarnianego, telewizyjnych rozmów i innego typu spotkań publicznych. Jest człowiekiem cichym i zamkniętym. Żyje skromnie w kręgu rodzinnym”.
Poetę od tej strony najlepiej poznał jego sekretarz i edytor twórczości, Jan Stolarczyk, który napisał: „Kolor szary był jego «naturalnym» kolorem. I w poezji (np. tom Szara strefa) i na co dzień. W domu przez lata nosił szarą drelichową kurtkę, jaką w PRL-u mieli robotnicy. Ubrania jego, kolorystycznie zgaszone, prezentowały różne odmiany szarości, błękitu. W niebieskiej kurtce, szarych spodniach i w dżinsowym kapelusiku wyglądał jak zwyczajny przechodzień. Wtapiał się w tło. Nigdy nie podkreślał wyszukanym ubiorem czy sposobem bycia swego wyjątkowego statusu i nieuraźliwie pojmował własną wielkość, choć w swojej obecności nie dopuszczał deliberacji o sobie samym. Cechował go zdrowy, sceptyczny stosunek do «sławy» (poemat Sława), «sukcesu» (utwory Sukces i Prośba) i tym podobnych pojęć żywiących kulturę masową. Chciał, aby nie zwracano na niego uwagi. To dawało mu potrzebny do namysłu spokój i dystans do tzw. bieżączki. Między innymi z tej przyczyny unikał w mętnych wodach pławiących się dziennikarzy, nie brał udziału w życiu literackim i publicznym. Był uważnym obserwatorem ludzi, przemian cywilizacyjnych, krętactw polityków. Pan Tadeusz, choć z pozoru chłodny, zdystansowany do ludzi, okazywał empatię każdemu, kto go do siebie przekonał. Był otwarty na ludzi, prawdziwie skromny. Wiedział, kim jest, ale nie pragnął oznak swojej celebracji” (e-mail z 15.01.2025).
Przy tej okazji wypada wspomnieć o jego młodszym bracie, reżyserze Stanisławie Różewiczu, którego dokonania opisała w Rzeczpospolitej (11.11.2008) Barbara Hollender, zwracając także uwagę na jego cechy charakteru: „Nadzwyczaj skromny mistrz, człowiek skromny o wielkiej kulturze […]. Żył w małym mieszkanku w socjalistycznym bloku, nie miał samochodu, emerytura starczała mu na kupienie gazet i książek. I to mu całkowicie wystarczało […]. I choć żył trochę z boku, do końca pozostał osobą bardzo ważną dla środowiska. Wyciszony, trochę jakby z innego czasu. Uczciwy, wierny sobie”.
Poza braćmi Różewiczami w poczet wielkich skromnych zaliczyłbym dwóch ludzi pióra, z którymi się zetknąłem: Tadeusza Konwickiego i Józefa Hena. Z pierwszym pracowałem w latach 1988-89 przy filmie Lawa. Zdjęcia były realizowane podczas kilku długich wyjazdów plenerowych, dzięki czemu mogłem go lepiej poznać od strony pozazawodowej. Pan Tadeusz był skromnym człowiekiem, delikatnym, nie narzucającym się; jednocześnie rzeczowym, wymagającym i ceniącym dobry humor. Poza wspomnianymi cechami był także hojny, o czym napisałem w tekście Skąpstwo i hojność (pisarze.pl 22/23 (546)).
Człowiekiem niezwykłej skromności jest Józef Hen, z którym przez kilka lat prowadziłem korespondencję. Na mój pierwszy list odpowiedział obszernie, nie bacząc, że ma do czynienia z anonimowym czytelnikiem. Później zawsze odpisywał mi, analizując ze znawstwem i rafinadą poruszane zagadnienia. Po osobistym kontakcie utwierdziłem się, że jest nie wywyższającym się człowiekiem, będąc jednocześnie znakomitym pisarzem.
Pokora była jednym z wątków dialogów toczonych między Stefanem Kisielewskim „Kisielem”, a Leopoldem Tyrmandem. Kontekstem wątku była wolność, miłość, ambicja, erotyzm i żądza zbytku w komunizmie, zaś konkluzja była następująca:
„Kisiel: Dlatego podejrzewam, że [marksiści] w końcu zwyciężą. Trzeba wielkiej siły, ażeby postawić przed sobą takie zadania. Oni tę siłę czują w sobie.
Ja [Tyrmand]: Siła siłą, a świat i jego złożoność to drugie. Jak chcesz być katolik i liberał, to nie kop prawdy obiektywnej w jaja. Zawsze uczyłeś mnie pokory, a pokora jest wrogiem uwarunkowania” (Leopold Tyrmand, Dziennik 1954, 1980).
Choć misja „Kisiela”, uczącego pokory niepokornego pisarza i mało skromnego bikiniarza, była straceńcza, należał mu się za to szacunek. Swoją drogą Tyrmand zanotował w innym miejscu Dziennika 1954 modlitewną myśl godną Psalmów i sentencji Marii Dąbrowskiej: „Boże, nie pragnę niczego dla siebie, ale pobłogosław mym wysiłkom, gdyż tylko od Twego błogosławieństwa zależy, czy będą one należeć do mnie”. Naszły mnie teraz wątpliwości, czy Leopold Tyrmand rzeczywiście był nieskromny?
Twórcą niewątpliwie skromnym był Zbigniew Herbert, który na początku rozmowy z Jackiem Trznadlem w Hańbie domowej (1990) dał tego świadectwo: „Chciałbym – choć nie uniknę tego na pewno – wyłączyć jakieś elementy pychy, jakiegoś wywyższania się, to jest oczywiste […]”.
Największy prorok Starego Testamentu, Izajasz (Iz 57, 15), pociesza skromnych:
[…] jestem z człowiekiem skruszonym i pokornym,
aby ożywić ducha pokornych
i tchnąć życie w serca skruszone.
W księdze Judyty (Jdt 9, 11) autor mówi o Bogu, zapewniającym opiekę maluczkim:
[…] Ty jesteś Bogiem pokornych,
wspomożycielem uciśnionych,
opiekunem słabych,
obrońcą odrzuconych
i wybawcą tych, co utracili nadzieję.
Skromność dotyczy także odpowiednich słów, których używają piszący do określenia własnej działalności. Dla Kazimierza Orłosia nomenklatura ta jest istotna. W rozmowie z Krzysztofem Lisowskim (Rozmowy o ludziach i pisaniu, 2024) stwierdził: „Zawsze miałem opory przed nazywaniem siebie pisarzem. Chodzi o pewną nobilitację związaną z tym słowem, o splendor – przynajmniej dawniej, bo dziś na pewno mamy do czynienia z obniżeniem tego prestiżu, jakim cieszyli się pisarze. Zauważ, że mnóstwo młodych ludzi – autorów jednej lub dwóch książek – natychmiast zaczyna nazywać siebie pisarzami, zapewne zaznaczając to na biletach wizytowych. Tymczasem jeśli przyjmiemy dawne kryteria, to aby zostać zaliczonym do tego grona, a potem być może do klasyków, potrzebny jest znaczny upływ lat. Chyba to kto inny – nasi czytelnicy w przyszłości, przyszli krytycy, literaturoznawcy – zadecydują o tym, czy istotnie byliśmy pisarzami. Za takim ostrożnym podejściem przemawia również fakt, że wielu znanych nam autorów – głośnych, fetowanych i popularnych choćby w czasach PRL-u – zostało kompletnie zapomnianych. Ich książki nie są czytane, a ich nazwiska nic nie powiedzą współczesnym, zwłaszcza młodym czytelnikom. Więc zamiast słowa «pisarze» proponowałbym raczej «autorzy», «ludzie piszący». W odwodzie jest jeszcze słowo «literaci»”.
Ważna to wypowiedź w obliczu zalewu rynku książkami nie najwyższego lotu przez osoby piszące zwące się dumnie pisarkami lub pisarzami.
We wspomnianej książce Wielcy skromni Urszula Białous zamieściła wywiady z dwudziestoma siedmioma twórcami, którzy – jak zaznaczyła we wstępie – „[…] Są niezwykle skromni i niebywale wrażliwi. Na ogół wzbraniają się przed udzielaniem wywiadów, lecz nie czynią tego na skutek pychy czy próżności […]. Wręcz odwrotnie – niemal wszyscy […] podkreślali, że nie zależy im tyle na publicity, ile na efektach własnej pracy, którą starają się nieustannie doskonalić, i to ona, w ich przekonaniu, ma stanowić o ich wizerunku artystycznym, o ich osobowości. […] Bo to nieprawda, że artyści – według obiegowych opinii – żyją przede wszystkim w glorii zaszczytów i pochwał. Jak wynika choćby z tych rozmów, żyją i czują, jak my, nierzadko nawet w sposób bardziej bolesny, przeżywając negatywne zjawiska i stany ducha, jakie są udziałem niemal każdego z nas”.
Pierwszym rozmówcą, którego autorka książki zaliczyła do grona wielkich skromnych jest Andrzej Wajda. Był to jej pierwszy profesjonalny wywiad przeprowadzony w 1972 roku. Reżyser nie wahał się, by porozmawiać z nieznaną i niedoświadczoną dziennikarką: „[…] Zaufał mi i – doskonale dostrzegając moją tremę – na każde pytanie odpowiadał wolno, mając zapewne na uwadze mój wiek [miała wówczas 26 lat], jak i fakt, że nie posiadałam jeszcze reporterskiego magnetofonu”. Jego wyrozumiałość i brak wywyższania się potwierdzam z własnego doświadczenia, gdy obserwowałem go na terenie Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych oraz kiedy otrzymałem od niego ręcznie napisaną życzliwą odpowiedź (z 3.09.2001) na mój list.
Inni „wielcy skromni” reżyserzy występujący w tej książce, to Roman Polański, Jerzy Skolimowski, Krzysztof Kieślowski, Agnieszka Holland, Alan Parker i Jerzy Grzegorzewski. Ciekawostką jest, że Skolimowski trzyma swoje nagrody we wnęce kominka, która jest zasłonięta lustrem, aby eksponować ich przed gośćmi.
Spośród aktorów udzielających wywiadów, troje zwróciło moją szczególną uwagę. Pierwsza to Teresa Budzisz-Krzyżanowska, która „Nie mając nic z gwiazdy, ma cechy wielkiej aktorki”. Drugim jest szwedzki aktor, Max von Sydow. Na pytanie Urszuli Białous: „Dlaczego jest pan taki skromny?” – co wynikało z kontekstu jego wypowiedzi – odrzekł: „Ponieważ sam nie tworzę filmów, tylko interpretuję postaci, które w nich występują. To czyni mnie pokornym”. Trzeci to Władysław Kowalski, syn chłopa z małej wioski spod Iławy, który przyznał, że rzadko udziela wywiadów, bo „[…] Naprawdę wynika to z faktu, że nie chcę się eksponować poza swoją pracą. Mówiąc o sobie prywatnie, czuję się skrępowany”.
Przy jakiejś okazji aktorka, Jadwiga Jankowska-Cieślak (nie występująca w tej książce), wypowiedziała się przejmująco na temat pokory: „Kiedy zaczynałam pracować (…) byłam odważna, arogancka, pewna siebie. Kiedy z upływem lat zdobywałam doświadczenie, stawałam się osobą coraz bardziej skromną. Doświadczenie to moim zdaniem nauka pokory”. Artur Barciś w rozmowie z Marzanną Graff (Artur Barciś. Rozmowy bez retuszu, 2011) również zwracał na to uwagę, podkreślając, że w aktorstwie ma wobec siebie pokorę.
Emilian Kamiński, twórca i dyrektor Teatru Kamienica, w czerwcu 2020 roku udzielił w telewizji wywiadu (nie pamiętam na jakim kanale), w którym wyznaczył – można by rzec – miejsce w szeregu wszystkim uważającym się za artystów: „«My artyści» – mówią niektórzy. I taki przerzuci sobie szalik, bo on artysta… Jaki on artysta, Chopin, Mozart to byli artyści. Kiedyś powiedziałem do Łomnickiego «Mistrzu», a on do mnie: «Jaki ze mnie mistrz. Jestem majster, a ty rzemieślnik. To widz dopiero osądzi, czy jesteś artystą i czy to, co robimy jest artyzmem» (cytat przybliżony). Słowa Tadeusza Łomnickiego są o tyle charakterystyczne, że był on świadomy własnej wartości, zaś niektórzy w środowisku uważali, że nie grzeszył skromnością, co ilustruje poniższa anegdota: Łomnicki stał kiedyś z Andrzejem Łapickim za kulisami przed wejściem na scenę. Pokazując na widzów, powiedział „Łapie”: „Zazdroszczę im, już za chwilę będą mogli mnie podziwiać!” (Andrzej Wajda, Kino i reszta świata, 2000).
Do kręgu wielkich skromnych polskich artystów zaliczam także śpiewaka operowego Piotra Beczałę (tenor), o którym w Rzeczpospolitej (9.05.2013) w artykule Prawdziwi artyści zawsze pozostają skromni Jacek Marczyński napisał: „Na co dzień zaś Beczałę cechuje naturalność, skromność i życzliwość dla innych, dzięki czemu zdobył sobie takie uznanie, a często i przyjaźń scenicznych partnerów”.
Pozostając w obszarze prezentacji scenicznych wspomnę o skromnym „bohaterze zbiorowym”, Chórze Akademickim Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, który uczestniczył w wykonaniu koncertu symfonicznego w Nowym Jorku w Carnegie Hall w dniach 7-17 listopada 2023 roku. Czasopismo Głos Uczelni w artykule Wielkie dzieło – skromni wykonawcy (12.12.2023) odnotowało sukces chóru, opisując m.in. osiem miesięcy przygotowań, dwa miesiące prób i finalne wykonanie spektaklu Twilight Mass autorstwa norweskiego kompozytora Oli Gjeilo.
W księdze Przysłów (Prz 11, 2) Salomon stwierdza, że „[…] u ludzi skromnych jest mądrość”. W dalszych przysłowiach (Prz 15, 33) łączy on pokorę z przyszłą sławą: „Bojaźń Pańska jest szkołą mądrości, pokora poprzedza sławę” oraz: „Owocem pokory jest bojaźń Pańska, bogactwo, szacunek i życie” (Prz 22, 4). W księdze Mądrości Syracha (Syr 3, 18) autor udziela rady wielkim tego świata: „O ile wielki jesteś, o tyle się uniżaj, a znajdziesz łaskę u Pana”.
W Nowym Testamencie występuje również sporo passusów poświęconych pokorze. Jezus kieruje do swoich wyznawców wezwanie: „Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych” (Mt 11, 29). Przykład pokory daje, kiedy myje nogi swoim uczniom (J 13, 5-15). W Kazaniu na Górze pociesza pokornych i skromnych: „Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię”. I takim samym wiernym – tu nazywa ich prostaczkami – objawia swoją naukę: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Mt 11, 25).
Chrystus kilkakrotnie zestawia wielkość i pychę z pokorą: „Lecz największy między wami niech będzie jak najmłodszy, a przełożony jak sługa!” (Łk 22, 26); „Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony” (Łk 18, 14). Świadectwo wielkiej pokory daje Jan Chrzciciel przed chrztem Jezusa: „Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała” (1 J, 26-27). Wedle św. Pawła skromnym i pokornym jest człowiek, który „nie ma o sobie wyższego mniemania, niż należy”, ani nie goniący za wielkością (Rz 12, 3 i 16). Na zakończenie zacytuję św. Augustyna: „Gdzie jest pokora, tam jest i miłość”.
W dzisiejszym świecie, w którym podkreślanie własnych zasług uchodzi za dopuszczalną formę autopromocji, w świecie zdominowanym jednak przez hardcorowe formy wywyższania się, pychy, bufonady, chwalipięctwa i celowego wywoływania skandali pseudoartystycznych, należy mówić o skromności i pokorze wybitnych artystów, których przykładowo wymieniłem w tekście. Wielcy skromni twórcy, mówiąc górnolotnie, są solą ziemi, ziemi kultury. Ich dzieła mają szansę przetrwać. Oczywistym jest, że utwory średnie i marne po upływie jakiegoś czasu zatracą wartość i znikną z przestrzeni publicznej. Odnośnie do twórców pyszniących się i skromnych nie ma żadnej reguły, jeśli idzie o pamięć o nich w przyszłych pokoleniach. Dwóch narcystycznych pisarzy, Witolda Gombrowicza i Stanisława Przybyszewskiego, spotkały dwa odmienne losy: pierwszy, dzięki twórczości, jest wciąż żywy, drugi, właśnie z powodu twórczości, niemal całkowicie zapomniany. Natomiast skromny Leopold Staff, wybitny poeta, wciąż trwa w pamięci współczesnych. W jego wierszach, w których tworzywo spojone jest z wewnętrzną cichością i skromnością, przebijają się migotliwie pokora, akceptacja cierpienia i filozofia godzenia się ze światem.
Ponadto zawsze trzeba mieć na uwadze, że „Literatura ma krótkie nogi”, jak powiedział bohater filmu dokumentalnego Co ja tu robię. Tadeusz Konwicki (2009) w reżyserii Janusza Andermana. Historia literatury pokazuje, że z pamięci nie tylko współczesnych czytelników wyparowały znaczące w swoim czasie utwory, w tym dzieła wielu noblistów. Jedno wydaje się być pewne: w pomroce dziejów nie zginie wielka literatura, na przykład Biblia.
Franciszek Czekierda





