DARIUSZ PAWLICKI – JUŻ TYLKO Z NAZWY JESTEŚMY LUDŹMI

0
83

Edukacja – troska o duszę,
Platon.

[…] władza dowolnego kształtowania samego siebie
jest tak naprawdę władzą dowolnego kształtowania
jednych ludzi przez drugich;
Clive Staples Lewis, ,,Koniec człowieczeństwa”.

          Do przełomu jaki miał miejsce w XVII w., między innymi przy istotnym wkładzie Kartezjusza, człowiek nie miał stosunku zdobywcy do otaczającej go rzeczywistości materialnej, tej dotykalnej (o istnieniu niedotykalnej, np. w postaci bakterii, zaczął dopiero się dowiadywać). Ale to tylko dlatego, że zdawał sobie sprawę z dysponowania bardzo ograniczonymi możliwościami wpływania na nią; co najwyżej dokonywania na jej ,,powierzchni” drobnych zarysowań (np. w postaci budowanych bądź niszczonych miast, pojedynczych budowli). Ta zaś dominowała nad nim, czyniąc go bezwarunkowo zależnym od siebie. Nie to, co panowanie jednego człowieka nad drugim, jako władca, pan, przełożony/szef, urzędnik (niekoniecznie wysokiego szczebla), to zawsze miało miejsce. Tak było, tak jest i tak będzie. Na zmiany nie zanosi się – porzucenie w tym względzie nadziei, jest jak najbardziej uzasadnione i wskazane.

          Mimo upływu dekad, wieków, człowiek nad naturą nadal nie panuje. Potrafi jedynie upajać się tego pozorami (bądź martwić się nimi). Zmiany klimatyczne obserwowane na przełomie wieków XX i XXI – a przecież następowały one wielokrotnie w dziejach Ziemi ¬ mają jakoby dowodzić tej dominacji. Jeżeli jednak człowiek rzeczywiście za nimi stoi, to i tak – mając na uwadze ich skutki – dowodzą one wyłącznie jego słabości; do tego w żałosnej postaci.

*

          W wiekach poprzedzających wspomniany na wstępie przełom, mędrcy – a takowi wówczas byli – zastanawiali się nad tym, co należy czynić, aby dusza (tożsamość) dobrze czuła się w otaczającej ją rzeczywistości. I zgodnie uważali ‒ była to dla nich oczywistość – że duszę należy dostosować do tego, co istnieje naprawdę. Na fundamentalne pytanie: co sprawi, że dusza przystosuje się do tego, odpowiadali: – wspomina o tym C. S. Lewis w wykładzie „Koniec człowieczeństwa”– „poznanie, samodyscyplina i cnota”. Mamy liczne przykłady takiej właśnie – mówiąc ogólnie – odpowiedzi, co najwyżej wyrażanej innymi słowami. Różnice pojawiały się dopiero przy obiorze drogi mającej doprowadzić do ,,poznania, samodyscypliny, cnoty”. Mogły to bowiem być, te czy inne, dziedziny nauki (ta zaś, o czym nie chce się pamiętać, ma korzenie religijne – chodziło bowiem o uzyskanie wiedzy na temat Świata, jeśli nie stworzonego przez bogów, to przez nich urządzonego), jak też religie (grecka, chrześcijaństwo itp.), czy systemy filozoficzne ∕ etyczne (stoicyzm, epikureizm, cynizm). W przypadku Grecji starożytnej, zestaw określonych zabiegów wychowawczych mających przynieść młodemu człowiekowi poznanie, samodyscyplinę i cnoty – a przynajmniej wiedzę wstępną w tym zakresie – zwał się paideia.  To dlatego w eseju Ludzie bez torsów C. S. Lewis przytacza następujący pogląd:

„Arystoteles powiada [w Etyce nikomachejskiej], że celem edukacji jest sprawić, aby uczeń lubił to, co lubić powinien, i nie lubił tego, czego lubić nie powinien”.

          Przełom jaki miał miejsce w XVII w. zainicjował – coraz bardziej przybierające na sile – zdecydowanie inne rozwiązanie. Nie chodziło już o ukształtowanie duszy, tak, aby jak najlepiej radziła sobie w rzeczywistości. Ale o takie zmienienie tego, co istnieje naprawdę, aby dusza czuła w nim się, jak najlepiej. Do realizacji tego zamierzenia zostały zaprzęgnięte – tylko i wyłącznie – nauka oraz magia. Jeśli chodzi o tę drugą, to warto zaznaczyć, że mija się z prawdą pogląd ¬ bardzo często spotykany ¬ iż średniowiecze było przesiąknięte magią. Otóż, nie. I to zdecydowanie: nie. Owa epoka, wbrew wciąż obowiązującej jej czarnej legendzie, była, przykładowo, bardzo racjonalistyczna. Dowodzi tego, chociażby, rozwijająca się wówczas scholastyka łącząca w sobie rozum i wiarę. A konkretnym dowodem na to, mogą być, przykładowo, rozważania na temat liczy diabłów, które mogą zmieścić się na główce szpilki. Z tego samego względu Keith Ward w Bogu o św. Anzelmie (z Canterbury) żyjącym w XI w. napisał, że był„[n]ajwiększym racjonalistą wszech czasów […], który środkami rozumu potrafił nawet dowieść, ilu ludzi zostanie zbawionych (tylu, mianowicie, ilu aniołów upadło), a nadto potrafił Bogu wyjaśnić, dlaczego Ów musiał stać się człowiekiem, i dlaczego Bóg po prostu nie może nie istnieć. Racjonalizm – przekonanie, że wszystko posiada racjonalne powody, które możemy odkryć – nie jest zadeklarowaną antyreligijnością”.

          W tym miejscu chciałbym przywołać wypowiedź (po zmianie szyku zdania, ale nie jego sensu) Carla L. Beckera:

„O XIII stuleciu można śmiało powiedzieć, że było wiekiem rozumu w  tej samej mierze, co wiary, a o XVIII – że było w tym samym stopniu wiekiem wiary, co rozumu” [Państwo boże osiemnastowiecznych filozofów].

          Magia istniała od stuleci, ale wielką rolę zaczęła odgrywać (dopiero) od schyłku XV w. I nie zmieniło się to ani w XVI, ani w XVII w. (wtedy to zginęła na stosach nie porównywalna ze średniowieczem liczba osób). Rywalizację z nauką przegrała magia dopiero w wieku następnym. W międzyczasie miały miejsce próby łączenia obu tych sposobów spostrzegania i rozumienia rzeczywistości ∕ podejścia do niej. Za przykład może służyć alchemia. Ale w oświeceniu magia – chociaż nie od razu – została porzucona: ostatecznie okazała się być nieefektywną (choć niejednokrotnie była efektowną). Nie to, co nauka. Za jej sprawą zaczęły rysować się szanse na zdominowanie, krok po kroku, natury. Już żyjący na przełomie XVI i XVII Francis Bacon twierdził, że należy „opanować naturę za pomocą wiedzy”. Tak o tym pisze w Od poznania świata do poznania Boga ks. Tadeusz Kuczyński:

„Metodologiczne tendencje F. Bacona, głównie empiryzm, wystąpiły w postawie, w której wiedzy nie należy traktować jako drogi do poznania prawdy o rzeczywistości, lecz jako środek do zdobycia celów praktycznych”.

          Nadziejom na władanie naturą, podporządkowanie jej sobie, nie ma końca. Pojawiają się zresztą kolejne; i to bardzo konkretne. Takie, na przykład, jak zapewnienie człowiekowi życia wiecznego (daje tu o sobie znać, kolejny raz, gnoza i poglądy Pelagiusza – wiara w samozbawienie się człowieka). Środkiem mającym  zapewnić nauce dominującą pozycję stała się technika. Z tym, że ona – jak trafnie i to dawno zauważono – zaczęła człowiekowi wydawać polecenia: aby osiągnąć to i owo, musi on dla niej zrobić to i owo.

*

          W pewnym miejscu wspomnianego wykładu „Koniec człowieczeństwa” C. S. Lewis wprowadza termin Tao. Kryje się pod nim, wyznawany przez niego pogląd, że istnieje wspólna dla całej ludzkości moralność. Lewis nazywa ją prawem naturalnym. I właśnie dla podkreślenia tej uniwersalności używa chińskiego słowa Tao. Będącego, czytelnym i oczywistym, odniesieniem do Tao – „podstawowego pojęcia filozofii chińskiej, kluczowego dla taoizmu, ale używanego również przez inne kierunki […]. W zależności od autora i szkoły terminowi Tao przypisywane są różne znaczenia, od «uniwersalnej zasady kierującej wszechświatem» po metodę indywidualnego postępowania”.

          Następnie C. S. Lewis mówi, że Tao jest normą, „której sami nauczyciele podlegali i wobec której nie pozwalali sobie na odstępstwa. Nie przycinali oni ludzi do wybranego przez siebie wzorca. Przekazywali jedynie to, co sami otrzymali; wtajemniczali młodego neofitę w misterium ludzkości przerastające zarówno jego, jak i ich samych. Byli jedynie dorosłymi ptakami, które uczą latać swoje młode”.

         Nieco dalej Lewis napomyka, że „nie chodzi o to, że wychowawcy są złymi ludźmi”. To sformułowanie – choćby tylko sugerowało, że wychowawcy jako tacy, mogą być źli, najpewniej tylko trochę dziwi – nie zapowiada jednak tezy, która jest zaskakująca i poruszająca. Otóż następne zdania mówiące o wychowawcach brzmią (pierwsze jest jednak kluczowe) tak:

„W ogóle nie są ludźmi. Wychodząc poza Tao, zrobili krok w pustkę. Również ci, którzy im podlegają, niekoniecznie są ludźmi nieszczęśliwymi. W ogóle nie są ludźmi, tylko sztucznymi tworami.  Ostateczne zwycięstwo człowieka okazało się [być] zniesieniem człowieczeństwa”.     

          Ostatnie zdanie powyższego cytatu jest zarazem konkluzją owego wykładu, o intrygującym tytule: ,,Koniec człowieczeństwa”, wygłoszonego przez Lewisa – co jest znamienne – w… 1943 r. Już wtedy C. S. Lewis ¬ autor słynnych, ale mających dopiero powstać Opowieści z Narnii ¬ dostrzegł, że człowiek dążąc do podporządkowania sobie natury – paradoksalnie – podporządkowuje się owej naturze. Ale na tym nie koniec: autor dodaje bowiem, że „tzw. «panowanie człowieka nad naturą» okazuje się panowaniem jednych ludzi nad innymi; natura jest jedynie jego instrumentem”. Poniżej przedstawiam jeden z podanych przez niego przykładów tego zjawiska:

„Tak naprawdę, jeśli jakiemuś pokoleniu uda się zdobyć władzę, która umożliwi mu dzięki eugenice i wiedzy naukowej kształtowanie kolejnych pokoleń według własnego upodobania, władzy tej będą podlegali wszyscy ludzie żyjący w późniejszych czasach”.

           Owo „kształtowanie kolejnych pokoleń” trwa w najlepsze. I prowadzi nas nieubłaganie, a przy tym raźnym krokiem, ku „pozaczłowieczeństwu”.

           Wiele lat po zaprezentowaniu „Końca człowieczeństwa” przez Lewisa, w artykule ,,Kłopoty dobrego hegemona” Zbigniew Brzeziński, na ten temat napisał następująco:

„Wkroczyliśmy w epokę, w której nauki przyrodnicze przeobrażają się z narzędzia podboju środowiska zewnętrznego w narzędzie podboju – by tak rzec – wewnętrznego środowiska człowieka. Inaczej mówiąc, nauka przechodzi od podboju natury do podboju samej istoty ludzkiej”.

           Należy w tym miejscu wspomnieć, że od natury, na którą – mówiąc w dużym uproszczeniu – składają się ,,naturalne potrzeby”, odróżniają człowieka nie tylko sprawne dłonie, ale i świat wyznawanych przez niego wartości. W tym także tych szczególnych, dla których obrony warto bądź należy poświęcić własne życie (o ich istnieniu i znaczeniu trzeba jednak wiedzieć, a zwłaszcza identyfikować się z nimi). O takiej postawie wspomina C. S. Lewis – uczestnik pierwszej wojny światowej – w eseju ,,Dlaczego nie jestem pacyfistą”. A użyty przez niego/zaadaptowany termin Tao zawiera również zestaw takich właśnie wartości.

P. S.

        Rok mego urodzenia, a tym samym wieloletni kontakt z nauczycielami, o których C. S. Lewis pisał, że w ogóle nie są ludźmi, wskazuje na to, że i ja człowiekiem nie jestem, tylko sztucznym tworem.

        Owe nieczłowieczeństwo i sztuczność dotyczą – jakby nie było – również autora „Końca człowieczeństwa”: rok jego urodzenia – 1898, nie pozostawia, co do tego wątpliwości. Ale jeżeli ktoś taki, jak On, nieczłowiek, świństw nie popełnił, a na swym koncie ma tyle twórczych dokonań, to może i dla mnie jest nadzieja…

_______

Reklama