Andrzej Lam – Wprowadzenie do „Fausta” (wygłoszone przed premierowym spektaklem w Dąbrowie Górniczej)

0
108
Andrzej Lam
Fot. Donata Lam

„Faust” jest dziełem, które iskrzy się ogromnym bogactwem znaczeń, i tym bardziej każda jego nowa  inscenizacja świadczy nie tylko o nim samym, ale i o czasie, w którym się ona dokonuje: co wydobyli zeń reżyser, aktorzy i scenograf, w jakim świetle to ukazali, w jakim stylu? Wiadomość od pani magister Ewy Pawik o przedstawieniu przygotowanym na podstawie jej scenopisu i w jej reżyserii przez uczniów liceum im. Waleriana Łukasińskiego w Dąbrowie Górniczej odebrałem jako zapowiedź ważnego i budzącego ciekawość wydarzenia. Także z tego powodu, że posługuje się nowym tłumaczeniem, które nie miało dotąd okazji sprawdzić się na scenie.

Pomysł Goethego, aby podjąć XVI-wieczny motyw doktora Fausta, zrodził się w drugiej połowie XVIII wieku w tak zwanym okresie „burzy i naporu”, kiedy wolny umysł, silne uczucia i dążenia zaczęto stawiać wyżej niż przeżyte i zaskorupiałe konwencje. Faust jest takim właśnie bohaterem. Istota „faustyczności” polega na przekonaniu, że prometejskich dążeń nie da się powstrzymać, mimo że towarzyszą im też skutki negatywne, a w domenie osobistej tragedie. Tym różni się od utopii, pozytywnych – wynikających z marzeń o powszechnej szczęśliwości, i negatywnych – wieszczących nieuchronność zbiorowej katastrofy, a nawet całkowitej zagłady.

Główny wątek „Fausta” to perypetie człowieka, uczonego starca, który w dążeniu do szczęścia własnego i innych chce odrzucić balast wieku i całą wiedzę książkową na rzecz młodzieńczej spontaniczności, a to znaczy przekroczyć granice, które stawia mu ciało i umysł. Faust przemieszcza się w czasie i przestrzeni na rozpostartym płaszczu Mefistofelesa,  zstępuje do podziemi przy pomocy jarzącego się klucza, do Grecji leci w towarzystwie wyprodukowanego w retorcie z iskry rezolutnego chłopczyka. Najczęściej zaś nie wiadomo, jak zmienia miejsce pobytu, i nawet o to nie pytamy. A występuje i na dworze średniowiecznego niemieckiego cesarza jako aranżer teatru, i jako pan warownego zamku na Peloponezie, gdzie podejmuje trojańską Helenę  – i w wielu innych rolach. To trzeba Mefistofelesowi przyznać, że wywiązywał się z umowy wzorowo i nie ustawał w wymyślaniu coraz to nowych scenerii.

Faust po rozmowie z wywołanym przez siebie Duchem Ziemi nabiera ochoty do nowego życia w Dzień Wielkiejnocy, ale odmłodzenie ciała zapewnia mu dopiero narajona przez Mefista czarownica: osobliwe to połączenie świętego symbolu chrześcijańskiego z średniowiecznym guślarstwem. Te dwa duchy – świętości i demonizmu – przejawiają się przez cały utwór. Jako paralela do pogańskiej nocy czarownic na szczycie gór Harzu odbywa się „klasyczna noc Walpurgii” w Tesalii. Obie groteskowo straszne, niemiecka bardziej demoniczna, grecka ludzko-fantastyczna, i obie z satyrycznymi aluzjami do współczesności.

Na perypetie światowe Fausta nakłada się plan osobisty. Jego marzenie o szczęściu jest na początku czystą wolą. Nie wie, jak je osiągnąć, ale nikogo do pomocy nie wzywa: to diabeł wietrzy i odczytuje jego intencje, obiecuje mu młodość i wsparcie we wszystkich zachciankach – za cenę oddania się po śmierci w jego służbę. Proszę uważnie przeczytać scenę tej ugody: zgodnie z historycznym przekazem Mefisto żąda podpisanego krwią cyrografu, Faust godzi się na warunki przymierza, ale samego aktu podpisania w tej scenie nie ma, są tylko jego słowa: „przy tym kaprysie pozostańmy”. Można je i tak rozumieć, że poprzestał na umowie, cyrografu nie podpisał. Dwuznaczna jest też ostatnia chwila jego życia, kiedy wypowiada słynne słowa, spełniając tym samym obiecany mu warunek umowy: „o dalej trwaj, tyś taka piękna” – jako architekt wielkiego portu wraz z nowym osiedlem widzi oczyma wyobraźni uszczęśliwioną przez siebie ludzką społeczność, jakby nie słyszał Mefistofelesa, wieszczącego zatopienie przez żywioł całego wydartego morzu terenu.

Zaaranżowany przez Mefistofelesa romans z Małgorzatą kończy się tragicznie – nie bez winy Fausta, który pośrednio ponosi odpowiedzialność i za szykany ze strony otoczenia, jakich ona doświadcza, i za śmierć jej matki i dziecka. Cokolwiek czyni Małgorzata, czyni z miłości albo z desperacji, w jaką wprowadził ją Faust, dlatego on jest głównym, choć nieintencjonalnym winowajcą. Pozostawił ją bez pomocy, kiedy jej potrzebowała. Musiała pomyśleć, co czeka ją i dziecko: społeczny ostracyzm, życie z jałmużny, odtrącenie bękarta. Czarownica  z nocy Walpurgii przewiduje: “szkrab się dusi, matka padnie”. Małgorzata sama skazuje się na śmierć i chce doznać macierzyństwa w jedyny dostępny jej teraz sposób: “już od jutra” w grobie ma się znaleźć “maleństwo na mojej piersi”.

Faust gwałtownie się oskarża, jest świadomy swojej winy, przypisuje ją to sobie, to Mefistofelesowi, i wreszcie chce wyrównać krzywdę ofiarowanym Małgorzacie pierścionkiem. Udaremnia to wracający z wojska jej brat Walenty: w odwecie za sytuację, w jakiej znalazła się siostra, napada na Fausta i ginie w pojedynku od prowadzonej ręką Mefista szpady. Potem Mefisto zabiera go na noc Walpurgii, aby jej dzikim szaleństwem przytłumić dręczące poczucie winy. Całkiem się to nie udaje, w oddaleniu pojawia się fantom ze spętanymi nogami, przypominający mu „moją biedną Małgorzatkę”. Przywodzi na myśl wyprowadzaną z Hadesu Eurydykę. Jeszcze potem obaj bezskutecznie próbują wydostać ją z więzienia, ale na ratunek jest już za późno. Skarga Małgorzaty staje się wielkim lamentem i jeśli zabrzmi ze sceny równie przejmująco, jak została napisana, to wszystko stanie się jasne. Także dlaczego po osądzeniu zostaje głosem z góry – ocalona.

Żadne z ważnych ludzkich doświadczeń Fausta nie ominęło, w dobrym i złym. Jest w niespełnieniu bohaterem równie problematycznym, co tragicznym, ale główną postacią tragiczną jest Małgorzata. W zakończeniu dramatu jako pokutnica w zaświatach nadal kocha Fausta. Mater Gloriosa podnosi ją do wyższej sfery niebiańskiej, i na jej prośbę, aby znalazł się tam również Faust, wypowiada słowa: „Pójdzie za tobą, jeśli cię wspomina”. A że w tej części tragedii nie wspomina jej ani razu, może to tylko oznaczać, że w zaświatach panuje pierwotna i wieczna miłość, która odradza swoje nietrwałe ziemskie wcielenia.

Dopisek późniejszy: Spektakl w Pałacu Kultury stał się miejscowym wydarzeniem. Publiczność przyszła tłumnie (bilet kosztował 5 zł na pokrycie kosztów wynajmu sali w Pałacu, zespół nie miał ani grosza dotacji) i nagrodziła wykonawców owacją na stojąco.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko