Autoportret popiersie artystyczne „ze szczurami na głowie”
Wydaje się, że Sztwiertnia uprawia poezję, homocentrycznego rzeźbiarstwa, (mówię aluzyjnie i w takim pozytywnym tego słowa znaczeniu), bazując na homo – sapiens, fascynujących darach urody i uprawy wnętrza, poznanego osobiście żywego obiektu, wtedy tworzy postać osobną i wyjątkową, którą przecież obserwuje w naturalny sposób w życiu perspektywicznie, bo najważniejszą częścią tych rzeźb jest zmaganie się z fizycznymi siłami przechodząc w porę duchową tworzenia. Wzajemne przenikanie się tych postaci, które mogą być też gałęzią lub samym drzewem, harmonijnie wmontowanym do rzeźbiarskiego projektu ku podjęcia realizacji, wskazuje na niesłychaną wrażliwość i emocjonalność, zarówno procesu tworzenia jak i obserwacji całej natury, jest to taki gest szczerości i obcowania z otoczeniem na wskroś. Artystka daje do zrozumienia, że światło w życiu danej osobowości portretowanej, jego blask, jest tak naprawdę jego prawdziwym odcieniem. Człowiek tylko kąpie się w morzu tego cienia, unosi się w jego przestrzeni, stając się jakby mistycznym tworem, objawionym jako postać najważniejsza uzbrojona w rozum i poczucie harmonii ze światem.
Mówiąc o rzeźnie i jej uroku nie chcę tutaj mówić o pięknie, bo to bywa czasem okrutne. Wystarczy przeczytać wiersz Zbigniewa Herberta pt. „Marsjasz i Apollo” – Otóż w poemacie tym jest jak się płaci za swą sztukę, kiedy konkurent patrzy i jest zazdrośnie zachwycony i niepocieszony swoją własną sztuką… Apollo popełnia tu mord na brzydkim kopytnym Marsjaszu (pół kozła i pół fauna z kopytami a pół człowieka) który grał piękniej od Apollo konkurenta na swoim pięknie brzmiącym aleosie (dwie trąbki scalone razem z jednym ustnikiem) – Apollo wzburzony zawiesza półczłowieka pół kozła na łuku wejściowym do Ogrodu, gdzie przed chwilą ścigali się w sztuce gry. Apollo rozpoławia Marsjasza rozpruwa Jego brzuch, widzi wnętrzności, przegląda je, porównuje z otoczeniem jakie zna. A później usiadł w owym ogrodzie i „wypoczywał” w krzyku bólu Marsjasza – pławił się i jakby bezgranicznie chełpił się w swym czynie do syta”…
Bardzo wiele w wartościowaniu danej sztuki było i jest wciąż pośród sztuk artystów, trwa taki podskórny dyskurs, ściganie się, czasem typowa nieuzasadniona zazdrość – a przecież sztuka to nie sport! – wiem i znam to – sam wiele się czasem nasłucham o innych i widzę jako świadek naoczny. Wiem, że inni rzeźbiarze mogą być niezbyt pocieszeni sztuką Lidii Sztwiertni. Pokazany cykl aniołów jest symbolem tego, co najbliższe sercu istoty myślącej. Artystka buduje swoje obiekty za pomocą penetracji konkretnie zmysłowej, jeżeli tak można tę twórczość nazwać… Jeśli nazywa rzeźbę „Aniołem Ewy Demarczyk„, to w rzeczy samej, cała pojemność tego dzieła musi być skierowana na siłę tej osoby, na jej śpiew czyli niezwykłą interpretację. Artystka siłą rzeczy i zasady, istnienia swych dzieł jednocześnie, nie może jakby objaśniać swoich obiektów do końca, nie może obnażać postaci twórczej i mówić o swych zamierzeniach – są od tego krytycy, tu np. należało nadać rzeźbie dramaturgię Demarczyk. Dzięki temu widzimy w takich portretach metamorfozy osobowe, są one tajemnicze, a za razem zadziwiające, Każda rzeźba jest osobnym autonomicznym dziełem, jakby przypisanym komuś bardzo ważnemu. Rzeźby Lidii Sztwiertni wyłaniają się z wyobraźni po to, żeby uwodzić, a nie szokować. Sztuka Sztwiertni jest niepowtarzalna i nieporównywalna! Buduje pojemnie na konstruktywnym podejściu do pewnych racji, przyciąga naszą wyobraźnię, nasze dłonie, oczy… ciekawią się, paraliżują, tu odbiorca zastyga w pozie zadziwienia.
Któryś jeden ze znanych poetów, (dziś na Panteonie) napisał, że aby mówić o pięknie, trzeba wiele odwagi…. Sztwiertnia ma jednak tej odwagi bardzo dużo, ma swojego przeciwnika Apolla, ale uparcie gra na swoim instrumencie w Ogrodzie Sztuk.
Być może, za pomocą takich interpretacji, znanego od dawna poetyckiego pomysłu, wprowadza nas w świat wiary w siebie. Dociera do głębokich pokładów ludzkiej psychiki za pomocą zmysłu i manualnych zdolności. W cyklu „Aniołów”, w tym i portretów, które na pierwszy ogląd wydają się jedynie szczególnego rodzaju dedykacjami, przebijamy się do siebie samych. Te pełne ciepła rzeźby, choć z brązu w swej materii czasem alegorycznie uniesione, jak anioł ks. Tischnera, jakby ponad sobą, zdają się zawładnąć naszymi wyobraźniami, chęcią dopowiedzeń, pomknięcia przed siebie dalej w kosmos, który stwarzany jest za pomocą światła… Dopowiem tylko jeszcze: Znana poetka Marianna Bocian uwielbiająca sztukę Lidii Sztwiertni powiedziała kiedyś w trakcie Najazdu Poetów na Zamek w Brzegu, na wystawie rzeźb Lidii Sztwiertni, przy mnie tak: „Jak tak patrzę na te rzeźby, jestem pewna i to najogólniej, że to taka sztuka uratuje świat…”.
Długo można by jeszcze omawiać cykle rzeźb Lidii Sztwiertni.
Marzeniem człowieka jest przecież lotność, być może przybył on, na latającym dywanie, kiedyś przed milionami lat z przestrzeni kosmosu – On jako człowiek uskrzydlony, jakby UFO?… Człowiek przywiązany do skrzydeł własnym ciężarem swego doświadczenia… Sztuka to bardzo zmysłowa, w której idzie także o diagonalność, która się tutaj ujawnia, postaciowość i semantyka tych prac jest bardzo komunikatywna, a za razem naturalna. Są to realizacje bardzo przyjazne, powiedziałbym nawet liryczne, o poetyckiej apologii i semantyce nie tylko portretowej. Cyzelatura staranności emanująca z tych rzeźb udziela się widzowi nazbyt estetycznie… Oryginalność zamysłu artystycznego ujawnia cały kunszt i skomplikowane wnętrze tej znakomitej, wybitnej artystki. Oto co może mieścić się po drugiej stronie kobiecości.
Zbigniew Kresowaty






