Nie byłoby tej książki bez jej „bohaterów”, czyli 2039 wpisów i autografów od niezliczonych autorów książek, dedykowanych przez pół wieku i w przeróżnych okolicznościach ich adresatowi – Andrzejowi Krzysztofowi Waśkiewiczowi, poecie, edytorowi, i przede wszystkim – krytykowi literackiemu, który cieszył się uznaniem za profesjonalizm i estymą całego pisarskiego środowiska w kraju.
Nie byłoby tej książki jeszcze bardziej bez wieloletniego trudu Anny Sobeckiej – autorki koncepcji, opracowania, redakcji i korekty tego dzieła. Stały by te wszystkie tomiki poetyckie oraz inne publikacje z wierszami – jak to jest wszędzie w domach- sanktuariach po twórcach, gdy odejdą – jeszcze przez długie lata w archiwalnym porządku na, ciasno wypełnionych książkami regałach, pozostawionej przez Andrzeja w gdańskim mieszkaniu biblioteki (którą miałam szczęście i zaszczyt zobaczyć osobiście).
Żona Andrzeja Krzysztofa Waśkiewicza, zmarłego 12 lipca 2012 roku, nie pozwoliła na to, żeby zapomniano o jego osobowości i wspaniałym dorobku, docenionym licznymi nagrodami literackimi (ponad 30 książek poetyckich oraz krytycznoliterackich, rozliczne zredagowane antologie, współredagowanie takich czasopism jak m.in. „Orientacja”, „Młoda Sztuka” czy „Gdański Rocznik Kulturalny”, kierowanie miesięcznikiem „Autograf”, ścisłe związki z Orientacją Poetycką „Hybrydy”, nieustające czytanie, czytanie i czytanie uznanych i debiutujących poetów, których swoim słowem krytyka oceniał, doceniał, naprowadzał, sam stworzywszy koncepcję poezji formulistycznej). Doświadczona dziennikarka i publicystka, tłumaczka, autorka i redaktorka książek, opracowała imponujące dzieło, zatytułowane „ANDRZEJ. Andrzej K. Waśkiewicz we wspomnieniach”, bogato zilustrowane fotografiami (wydane w roku 2017 przez Wojewódzką i Miejską Bibliotekę Publiczną im. Josepha Conrada-Korzeniowskiego w Gdańsku). W liczącej ponad 400 stron publikacji znalazły się – jak Anna Sobecka objaśnia w słowie „Od redaktora” –
„…wspomnienia: tych, którzy znali Andrzeja, spotykali się z nim w pracy, w rozmaitych obszarach Jego działalności, ale także najbliższych, dla których był ojcem, szwagrem, kimś z rodziny.
Ale nie można mówić o Andrzeju, pomijając to, co stanowiło istotę Jego życia – pisanie, poezję, ale też eseistykę, krytykę literacką. Dlatego jest tu zestaw tekstów odnoszących się do pisarstwa Andrzeja. I wreszcie – skromny wybór dedykowanych Mu wierszy”.
Ów „skromny wybór”, który złożyłby się (bo jest to 40 utworów) na samodzielny zbiorek poetycki, został, jako rozdział, opatrzony tytułem „DEDYKACJE”. Czy była to już zapowiedź „nowego rozdania”? Niewiarygodny, benedyktyński trud pani redaktor… Jaka motywacja musiała stać za jego kontynuacją, w wymiarze znacznie większym, bo w kolejnej publikacji, żeby ogarnąć te inne przejawy szacunku i przyjaźni dla adresata, poza wzruszającymi wspomnieniami i wierszami, czyli – niezliczone wpisy autorów do podarowanych mu własnych książek. Otóż tą motywacją jest zwierzenie Anny Sobeckiej z pierwszej książki:
„Poznanie Andrzeja – to najważniejsze i najlepsze, co mnie w życiu spotkało (…) Życie z nim wiele mnie nauczyło. I było dobre i szczęśliwe.
Jednego jestem pewna: Andrzej był człowiekiem niezwykłym. Z tego przekonania wynikła potrzeba zapisania pamięci o Nim”.
W najnowszej książce wstępne słowo Anny Sobeckiej jest mniej osobiste, znacznie bardziej oszczędne. Powyższe cytaty przywołałam ze względu na czytelników „DEDYKACJI (dla Andrzeja K. Waśkiewicza)”, którzy mogą nie dotrzeć do „ANDRZEJA”, i przez to będą ubożsi o możliwość dotknięcia tajemniczej aury tego związku bratnich dusz, który nadal trwa…
Książka „DEDYKACJE…” – gdyby ukazała się w roku ubiegłym, byłaby szczególnym darem pamięci w 10. rocznicę jego odejścia. Została wydana w roku 2023 przez gdańską Fundację Światło Literatury pod patronatem znakomitego, kulturotwórczego czasopisma „Migotania. Gazeta Literacka”. Doskonałe opracowanie całości od strony wizualnej, graficznej czytelnik zawdzięcza, podobnie jak w przypadku „ANDRZEJA” – Kazimierzowi Sobeckiemu. Myślę, że nie tylko dla mnie książka okazała się fenomenem edytorskim (znam tylko jedną osobę, żonę Wiktora Szweda z Białegostoku, Walentynę, która po śmierci tego białoruskojęzycznego pisarza i poety nieustannie porządkuje jego dorobek twórczy, a w księgozbiorze wydzieliła wszystkie darowane mu z przyjaźni książki z dedykacjami z zamiarem ich wydania, którego to zamysłu nie zazdroszczę). Nie będę kopiować niezbywalnej, podstawowej informacji o układzie „DEDYKACJI…”, powtórzę więc za autorką tego opracowania, Anną Sobecką:
„Wszystkie wpisy ułożono w porządku chronologicznym, według dat wstawionych przez autorów dedykacji (…) Każdy opis uzupełniłam informacją o dedykowanej książce. Ze względu na wielkość materiału, poszczególne opisy zostały ponumerowane”. Do tego – indeks nazwisk autorów dedykacji. Chapeau bas! Dzięki tym benedyktyńskim zabiegom nie ma najmniejszego problemu z odnajdywaniem tego, co w danym momencie interesuje czytelnika. Do tego – wiele reprodukcji kart z dedykacjami w starannym opracowaniu K. Sobeckiego, a na nich nazwiska poetów, do których wielu z nas nie miało dostępu.
Jeżeli chcemy prześledzić kolejność podarowanych (z nadzieją na chwilę uwagi, na recenzję, w ramach koleżeńskich relacji czy po prostu w prezencie) Andrzejowi K. Waśkiewiczowi na przestrzeni lat licznych książek (a takich ludzi pióra jest wielu, np. Jan Brzękowski, Nikos Chadzinikolau, Ryszard Danecki, najbliżsi z grona przyjaciół Krzysztof Gąsiorowski, Jerzy Koperski czy Eugeniusz Kurzawa), wspieramy się odnośnikami do stron, i od razu widzimy jak – w słowach serdecznych, czasem patetycznych, czasem żartobliwych, rzadko zdystansowanych, często sfabularyzowanych – wyrażone są obustronne relacje, z upływem lat coraz bardziej przyjazne. Jeżeli chcę dowiedzieć się, kto kryje się za nazwiskiem Piotr Kotow, którego dedykacja z grudniową datą roku 1987 w książce pt. „Ślady” miała szczęście trafić na okładkę ”DEDYKACJI…”, już po chwili wiem, że jest to pierwsza „Szanownemu Koledze„ podarowana pozycja z dziesięciu ogółem. Myślę, że te okładkowe „Ślady” to celowy zamysł twórców książki: dla metaforycznego pogłębienia jej przesłania. Z ciekawością odnalazłam też wpis Władysława Zawistowskiego, autora wstępu pt. „Trudna sztuka (otrzymywania) dedykacji” (który polecam czytelnikom w całości). Dlaczego ten akurat wpis jest istotny? Bo odsyła do niego sam autor wstępu (obdarzony tym zaszczytnym zadaniem przez Annę Sobecką), który w swojej książce „Ptak w sieci dalekopisu” już w roku 1978 wieszczył o przyszłych czytelnikach „„wyboru dedykacji z Jego zbiorów”…”.
No a jak powstrzymać emocje, kiedy jeszcze w tej samej, czwartej setce numerowanych dedykacji, odkrywa się pierwszy (z sześciu) własny… A jeszcze bardziej, kiedy pod koniec czytam ze wzruszeniem (w dwustronicowym dziale: Aneks. Upominki) niedatowaną dedykację na, wydanym w roku 1991, „Panu Twardowskim…” Lucjana Rydla od córki Oli: „Mojemu Najwspanialszemu na świecie Andrzejowi”. I nie bez emocji odkrywam, z upływem lat, coraz więcej nazwisk autorów wpisów, z którymi połączyły mnie rozliczne imprezy i festiwale literackie oraz – niech będzie pro domo sua – obecność na portalu Pisarze.pl: sam szef Bohdan Wrocławski, Stefan Jurkowski, Andrzej Walter i wielu innych. No i treść, treść tych wszystkich zapisów… Doprawdy, nie wiem kiedy czytałam coś równie współczesnego, i równie zajmującego, jak „DEDYKACJE (dla Andrzeja K. Waśkiewicza)”.






