Wiersze tygodnia – Maria Duszka

1
290
Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

* * *

zwykli ludzie
chcą uprawiać truskawki
patrzeć na kwitnące bzy
rodzić i wychowywać dzieci
kąpać się w jeziorze
karmić swoje koty i psy

politycy mają dla nich
inne plany

* * *

u Birutė w Wilnie
w  pokoju z widokiem
na prześwitujące między brzozami jezioro
obudziła mnie myśl:
„przychodzi miłość
i robi z nami co chce
– jak śmierć”

był majowy poranek

miesiąc później
poznałam ciebie


* * *

siedzę z moją koleżanką Nijolė
przed wileńską kawiarnią Soprano
 
Nijolė jest poganką

przechodzi młody Żyd –
fotografuje architektoniczne detale

przechodzi trzech Arabów
– jeden Allach wie
jakie mają zamiary

mijają nas dwie dziewczyny
jedna z nich mówi:
„myślę
 że Bóg jest jeden
 choć religii jest wiele”

młody skrzypek uliczny gra „Imagine”


* * *

Bóg dał ci najlżejszą śmierć
– we śnie

u mnie niewiele to zmieniło

– jak zwykle
śnisz mi się co pewien czas
żywy

całe życie
jestem w żałobie
po naszej miłości  


* * *

łąka pod lasem

niewidoczny chór świerszczy
pod batutą słońca


* * *

 kiedy siedząc po raz pierwszy
naprzeciw mnie mówiłeś:
„jak z nią rozmowa…”
byłam pewna
że przeceniasz moje i swoje możliwości
„przyjście letniego prorokując grzmotu…”

poznałam całe twoje dobro
i całe twoje zło

rozsądnie wyrzekłam się
spotkań i telefonów

zniszczyłam i wyrzuciłam
wszystkie drobiazgi
które mi dałeś

to miasto jest
coraz bardziej pełne ciebie

jestem jak liść
ledwie trzymający się gałęzi

huragan pcha mnie w twoją stronę


MIŁOŚĆ

nie widziałam cię wiele dni

stoisz teraz
naprzeciw mnie
jak morze

stoję przed tobą
bezbronna


* * *

czasem zazdroszczę
psu
którego głaszczesz

 
 MIŁOŚĆ OD PIERWSZEGO WEJRZENIA

rozmawialiśmy

o kilka kroków od nas
zatrzymał się mały
może czteroletni chłopiec
w żółto-granatowej kurtce

powiedział patrząc na ciebie
prawie pięćdziesięcioletniego mężczyznę:
„chodź tu”

nie przerwaliśmy rozmowy

po chwili chłopiec stanowczo powtórzył:
„chodź tu”

„dlaczego mam do ciebie iść?”
spytałeś

„bo ja mam tylko mamę…”

 
 * * *

ktoś powiedział
że nie można być zrozpaczonym
kiedy się patrzy w niebo

na twoim pogrzebie
przez cały czas
obserwowałam chmury

nie należałam do tych kobiet
które miały prawo płakać


* * *

fotografuję tę okolicę
tak
jak się całuje
ciało kochanego człowieka
– miejsce przy miejscu


***

aby zmyć z siebie ciebie
wykorzystuję dłonie oczy usta innych mężczyzn

wybieram się
z nimi w podróże dokądkolwiek

posyłam im
listy i uśmiechy
farbuję dla nich włosy
które mi przez ciebie posiwiały

gdy wracasz
obrażam cię
w nie wiem którym już z kolei ostatnim pożegnalnym
liście

żadnego postępu w zapominaniu


 HANAMI

w czas kwitnienia wiśni
Japończycy nie pracują
świętują

nawet w centrach wielkich miast
siedzą przez kilka dni
pod kwitnącymi drzewami

nie żal im upływającego czasu

siedzą dopóki płatki wiśni
nie opadną

nasyceni pięknem wracają do pracy

na moim osiedlu
bez potrzeby wycięto stary sad

sąsiedzi mówią że teraz wreszcie
będzie tu porządek

nie będziemy drugą Japonią

***
***
po dwudziestu dwóch latach
od początku naszej miłości
rozmawiamy o mężczyznach
którzy prowadzą podwójne życie
– mają żony i kochanki
(bo ich na to stać)

pytam
czy chciałbyś tak żyć
jak oni

„myślę że chciałbym podwójną ciebie”
odpowiadasz

 ***
spojrzał w okno
w bardzo mglisty poranek:
„o, nie ma świata…”

***
 
dzień w podróży
 
nie otwieram książki
 
czytam świat


***

wiejski głupek
siedzi przy grobie matki

obejmując rękami kolana
i kołysząc się
powtarza:
mama w ziemi
ziemia w mamie…

 
***

lubię wiedzieć
na czym stoję

nawet jeżeli to jest
dno


***
      Który skrzywdziłeś człowieka prostego
      śmiechem nad krzywdą jego wybuchając…

                                  Czesław Miłosz

 w roku 1980 mówili:
„walczymy o godność człowieka pracy”

w roku 2004
do bezrobotnych
którzy przyszli na spotkanie
w sprawie pracy
wychodzi mały dyrektor
niedużej firmy i mówi:
„potrzebuję pięciu samców
i pięć samic…”

 
 MATKA

 na sali szpitalnej
między kolejnymi
kroplówkami
narkozami
trepanacjami głowy
codziennie około trzeciej po południu
prosisz abym sprawdziła
czy obiad już się ugotował
“bo niedługo chłopcy wrócą ze szkoły”

pytam gdzie on się gotuje
“no tam”
odpowiadasz wskazując głową
w kierunku korytarza
na którym leżą inni chorzy oczekujący
na swoje operacje

w świadomości zostały ci już tylko
nasze twarze i imiona

i myśl
że jak co dzień
przez ostatnie czterdzieści lat
gotujesz dla nas obiad

 
 ***

 „Skąd się biorą poetki?”
 
                                      B.

byłam dziewczyną
z niedobrego domu

ale z podwórza wychodziło się
do świętej brzeziny

ale przez okno
podawała nam swoje kwiaty
bujna
czerwona róża

a mama
często nuciła piosenki
(powiedziała mi kiedyś
że chyba zwariowałaby
gdyby nie mogła śpiewać)

wszystko obróciło się
w poezję


x x x

Panie Boże
nie musisz nas
sprowadzać na dobrą drogę
strasząc i karząc nas
trzęsieniami ziemi
powodziami
tsunami

wlej tylko
w nasze serca
trochę więcej miłości
a stworzymy na Ziemi raj


ENJOY GRAZ

alpejskie powietrze
na Jakominiplatz

wysoko na murach Schlossbergu
transparent z napisem:
„Katja I love You”

kelner głaszczący psa
w kawiarni na rzece Mur

sen o tobie
zmarłym przed miesiącem
– masz zimne ciało
i uskarżasz mi się:
„przez cały czas mam poniżej zera stopni”

oczy mężczyzny
żebrzącego pod Billą

DNA serca myszy
na dnie eppendorfki*

i moja córka
rozkładająca ręce jak wachlarz
gdy objaśnia mi znaczenie nazwiska
swojego kolegi Straussa słowami:
„bukiet strusi”


* eppendorfka to rodzaj małej probówki laboratoryjnej


***
napisałam wiersz o oknie
z najmilszym mi widokiem na las

okno zamurowano
las wycięto

moja córka mówi:
nie pisz o mnie wiersza

 
 ***
PolnischerSommer 2010
– festiwal chmur i tęcz
przelotnych opadów
i uśmiechów słońca

centrum Hamburga tętniło muzyką
i spokojnie kwitły słoneczniki w Szlezwiku

przeciw cieniom samolotów
w Bundesfeiertag

na przekór szalonemu wiatrowi
na nadmorskich wrzosowiskach

przeciw odwiecznej polsko-niemieckiej
– nasza pokojowa misja poetycka


 ***
mam głowę w chmurach
mam wiersz w głowie
niekończący się wiersz o tobie

 
***
zalogowałeś się
w mojej głowie

chodzą za mną
twoje łagodne słowa

nasze głosy
całują się
przez telefon


 ROZMOWA TELEFONICZNA NA DOBRANOC

– Trzymaj się!
– Czego?
– Mojej miłości.

 *** 
co się stało z naszą szkołą?

puste klasy
wybite szyby
– wygląda jak po wojnie

nienaruszona stoi tylko
ta metalowa barierka
na której po raz pierwszy
pocałowałeś mnie
nie całując


***
miłość
to było dla ciebie
„okropne słowo
które oznacza
pieprzenie i zniewolenie”

miłość
to było słowo
którego nie wymawiałeś

powiedziałeś mi tylko kiedyś:
„przychodzenie tutaj sprawia mi przyjemność
nieprzychodzenie tutaj sprawia mi ból”
i „niech tak będzie dopóki tak jest”

wczoraj otrzymałam książki
które zostały po tobie

na wierzchu
leżał wybór wierszy Majakowskiego
„Kocham”

 
 WIOSNA 1981

Wrocław osaczył ją
otaczało ją błękitne od spalin powietrze
którym nie umiała oddychać

czytała Jastrunową „Piękną chorobę”
ziemia uciekała jej spod stóp
mosty na Odrze uginały się
lustra przerażały

to było dokładnie
czterdzieści osiem tabletek

obudziła się
po trzech dniach
pusta
znieczulona
spokojna

dwadzieścia lat później dowiedziała się
że Wojaczek
czytał przed śmiercią „Piękną chorobę”


* * *

coraz rzadziej płaczę
coraz rzadziej się śmieję

kamienieję


* * *

rodzina zmarłego
przed szpitalem

jak kruki na śniegu

 
* * *
wychodzą ze szpitala –
jedni z wyrokiem śmierci
inni z wyrokiem życia


MAŁYŃ

 niewiele się tutaj dzieje
– wiewiórka zaogni się
na dachu starej stodoły
zbiegnie na brzozę lub orzech

w żywopłocie przy bramie
dorastają młode słowiki

 stoją brzozy
w czasie i powietrzu
słońce uśmiecha się

jest spokój błękit i zieleń
niewiele się tutaj dzieje

Wiersze tygodnia redaguje Stefan Jurkowski
stefan.jurkowski@pisarze.pl

Reklama

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko