Adam Lizakowski – Pieszycka księgą umarłych

0
38

Tomik wierszy poświęcony zmarłym mieszkańcom Pieszyc pt. Pieszycka Księga Umarłych (ponad 36 osób) uzyskał finansowe wsparcie Polskiego Instytutu Literackiego i został wydany przez Oddział Warszawski Stowarzyszenie Pisarzy Polskich. Wiele z tych wierszy było wcześniej publikowanych na portalu Doba.pl Dzierżoniów, na stronach Dwutygodnika Literacko-Artystycznego, pisarze. pl, oraz online miesięczniku „Helikopter” z Ośrodka Postaw Twórczych we Wrocławiu. Autor także składa podziękowanie dla redaktorów Sudeckiej Antologii Poezji i Prozy wydawanej przez „Bibliotheca Bielaviana” w Bielawie. Książka już się ukazała i jest dostępna w pdf lub w wydaniu papierowym u autora.


Święty Antoni Padewski*

Gdy żył zwano go młotem na heretyków
– jego język był młotem – serce kowadłem –
w kuźni duszy ludzkiej wykuwał nowego człowieka

– elokwentny – świetna pamięć
kazaniami sznurował usta niewiernych
ptaki krążyły nad nim długo i cierpliwie
jak samoloty nad lotniskiem O’Hare
– ryby też doceniały jego szeroką wiedzę –
silny w wiarę – czystym głos głosił kazania
– Johnem Lennonem swoich czasów
– ma łące muzycznej z motylami słów
pasły się stada posłusznych mu baranów –
elektrycznym pastuchem był symphony rock
grany przez London orchestra
z Dzieciątkiem Jezus na rękach
nie mógł odbierać telefonów od wielbicieli
Patron parafii i kościoła pw. Świętego Antoniego w Pieszycach


Święta Jadwiga Śląska*

– Była aniołem tak dobrze znanym
jej współczesnym hippisom
ulepiona z miękkiej gliny w palcach
sprawnego rzeźbiarza –
– była średniowieczną
karetką pogotowia gnającą na sygnale do chorych –
wspierała biednych jak
the american salviation army –

choroby ubóstwo oczyszczała –
modlitwą ust bladych jak kreda –
miotłą rzęs wymiatała brud
wybieliła ściany ludzkiej duszy
nie pytała kto chce cierpieć na skórze
wysuszonego ciała jak pergamin
była maszynę budowlaną niebiańskich planów
budowała kościoły, klasztory, schroniska
dla bezdomnych, trędowatych, ubogich
dla tych co mieli cierń w sercach i umysłach
zaprawą mularską – mocną jak miłość z boża pomocą
jednym palcem

*Święta Jadwiga patronka ulicy prowadzącej na cmentarz obok kościoła św. Antoniego.               


Znajomi ze cmentarza

Szukam grobu znajomych, gdzieś    
tutaj powinni leżeć – obok tego drzewa
na którym ptaki tak pięknie dzisiaj śpiewają
dla żywych i umarłych – im wszystko jedno –
dla tego Ryśka co za dużo pił
i nigdy nic go nie bolało – a umierał w bólach –
Magdy – jej  grobu  nie sposób znaleźć podobnie
było i za jej życia, ciągle gdzieś mi znikała
jej brat lubił cierpieć  – hazardzista –
grał w pokera – jak przegrał to ze złości
w parku pod dębem  rwał karty w szczepy
leży niedaleko Mariana schowano w urnie  –
ten zawsze był wygodny
miał dwie starsze  siostry, które za niego wszystko
robiły –  co za szczęściarz – ma ławeczkę można
przyjść usiąść pogadać zapalić papierosa
wypić piwo uspokoić nerwy posłuchać ptaków
w domu człowiek na takie sprawy nie ma
czasu  – tutaj można się zastanowić
czy mieć swoją własną trumnę i grób
czy skorzystać po raz kolejny z życzliwości
rodziców czy najbliższych –

Imiona umarłych spadają z pamięci
jak liście w listopadzie
strzępy ich rozmów     zapamiętane przez mózg
o pieniądzach i jedzeniu najczęściej mówili
to kamień na którym opierali swoje życia    
miłość książki poezja to motyl
żyjący tylko chwilkę

o!!! tutaj leży Bogdan, którego zawsze bolał
kręgosłup, ale od czego tego nigdy się już
nie dowiemy  dwa rzędy dalej leży piękna
Janina, ta kilka miesięcy po ślubie umarła
na wyrostek na stole operacyjnym –  jej oddał
swoje serce mąż Tadeusz – od 45 lat chodzi
jak upiór  co za tragedia całe Pieszyce nie
mogło w to uwierzyć – błąd lekarza – tak mówili
ale lekarza też bez żadnych pretensji czy podejrzeń
zjadły dawno temu robaki

Są też inni sąsiedzi z naszego domu i ulicy
Kościuszki zatrzymuję się nad ich grobami
zatrzymuję czas cofam zegary  a i ich kości
szkielety ponownie stają się wraz z mięsem ludźmi
wyobraźnia jak cement wszystko scementowała
widzę ich twarze – nie mam 66 lat a 16 –
ich usta mówią ręce coś wskazują moje uszy
słyszą ich słowa: iść do warzywniaka na Kopernika
bo arbuzy przywieźli albo zimna będzie ciężka
kup se z tonę węgla – są do bólu żywi chociaż
martwi – nie mam takiej wyobraźni aby cofnąć
ich do czasu jak byli nastolatkami dziećmi
niemowlętami – wrócić ich do łona matek
do tego też nie potrzeba kabli ani  telefonów
żadnych ładowarek nawet prądu


Henryk Ardeli
1956-2021
ul. Kościelna 2

Nie ganiał z nami za piłką, nie pocił się
Lubański był z niego żaden –
–  ten żywioł małych prowincjonalnych chłopców
nie porwał go  zaoszczędził mu kopniaków –siniaków –
płomień lat spalał się wewnątrz
i trudno było dociec co tak naprawdę
w nim było – po pięćdziesięciu latach
okazało się, że miał chore serce –

Nie szukał kontaktów ze światem
stolarz, czasem rzeźbiarz lub cieśla
trochę błądził –szukał własnego miejsca
dochodził do punktu w którym
stała nieufność z butelką piwa –
nieporadność szczekała jak pies
donośnie i złowrogo –
łatwo dogadywał się z drewnem
deski układały mu się jak dni tygodnia
jedna po drugiej –
młotek, piła, hebel gwarantowały suto zastawiony stół –  
z głową trudno było mu się dogadać i sąsiadami – nie lubili go –  
w tym gąszczu codziennych spraw i kłótni  –
mózg nie zadawał trudnych pytań –
oganiał się od nich – natarczywych much
–  narzędzia stolarskie były burzą
unoszącą go jak statek po bezkresie
pieszyckiego oceanu
jak piórko gołębia pod pieszyckim niebem


Adam Wolek
1954 – 2021
ul. Kopernika 51

Najstarszy uczeń w naszej klasie
– pierwszy interesował się dziewczynami
nie palcem a wzrokiem pokazywał nieznany
świat pączkujących piersi koleżanek
ukryty pod fartuszkiem szkolnym –
trochę urwis trochę malarz
po skończeniu podstawówki
wyjechał na Śląsk i został górnikiem
ale to nie głębie kopalni go pociągały
lecz  płaskie przestrzenie życia
sennego miasteczka – chwytał się pazurami
mocno wbijał palce i serio myślał o kredycie
o samochodzie o życiu w miejscu
gdzie najlepiej mu się oddychało  – 
życie nie daje kredytu takim jak on –
żadnego kredytu –  trzeba żyć na swój koszt –
poszukać czegoś co daje zysk – wtedy poczuł, że zysk i on
należą do dwóch innych światów –
chciał się poczuć jak ogrodnik w ogrodzie
własnego życia a ono przekształciło go
w męża, ojca ze szmatką w dłoni
wycierającego kurz z liści storczyków
 – stanąć z rzeczywistością twarzą w twarz
na podłodze małego mieszkania
na pierwszym piętrze przy oknie
i wzrokiem liczyć pęcherzyki powietrza
jak sierotka Marysia ziarnka maku
 

Adam Lizakowski
Październik 26/2022


Ps.
Zawsze mazurek!
Ani Polacy ani język polski nie mają pojęcia o istnej liryce — to, co Polacy nazywają liryką, jest zawsze mazurkiem i tętnem pańszczyźnianych cepów na klepisku — to zawsze młockarnia i pańszczyzna — kroku w niczym nie zrobili naprzód — oni by radzi liryki Ezechiela na nutę   mazurkiem podrygać w butach palonych — ram tam tam! ram tam tam! – pisał 150 lat temu C.K. Norwid.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko