Amarú Vanegas – wiersze

0
147
Fot. Jacqueline Montes

Ofelia

Śniła mi się Ofelia.
Wyrażała śmierć w swych woalkach,
uśmiechała się i śpiewała.

Poruszając się coraz bardziej cielesnymi krokami
splatała swe ostatnie godziny
i stare drogi zawracały czas.

W niej całej, białej i dokładnej
świętował prąd,
bowiem Ofelia sama była rzeką.

Niektórzy mówiliby o upływie czasu
duchów, lecz jej wody
odrzuciły zuchwałość śmierci.

Dziecinny cień ukazał słowa inicjacji
zażądał tego, co inni ukradli.
Spoglądała na bogów obojętnie
aż upadły ich świątynie.

I widocznie żywa wezwała siły natury
i woda stała się ciałem
i ciało zmieniło się w mowę
i tak właśnie; niosąc słowo odpowiednie
z ziemią za paznokciami, kobieta stworzyła kontynent.

Ani jeden liść nie spadł z drzewa za jej plecami,
niczego jej nie odmówiono.
Odradzając porządek rzeczy
Ofelia znów się uśmiechnęła.
Tylko machnęła
na pożegnanie dłonią i mrugnięciem
nim wróciła do snu, który mnie obudził.


Anioł

Zjawia się w gęstwinie
dziecko ulepione z gliny,
            ciągnie stopy pokaleczone,
poparzone.
Nie ma szat
które pokryłyby jego wstyd.

Dziecko zgubiło wszystko na wzgórzu:
aureolę, sposób gwizdania swych modlitw,
            i wspaniałe skrzydła
ptaka, którym kiedyś było.


Nocny ogień

To noc wróżb.
W ciemności
jakieś ramiona otaczają albicję
na nieznanym podwórzu,
            wyciskając
jęk ciała ocierającego się o drzewo.

Nie wiadomo czy jest to odgłos strachu
czy rozkoszy.

Ale coś wiadomo:

Noc plami krwią szaty
młodej narkomanki,
niedawno wyćwiczonej w sporach
najtańszych rumów
w barze na rogu.

Kolorowe światła
krążą w głowie,
lecz na podwórzu
to czas wyłączenia prądu.

Noc sprzyja,
godzina sprzyja.
Ciała kradną dominację
            cieniom
swym kołysaniem zgarbionym i rytmicznym,
a tymczasem
inny metalowy cień
grzebie ich ogień w cielesności.

Staje się światło.


Ognisko

Kiedy kusić ogień?

Muszę wszak pisać we własnym ciele
            tym kochającym,
gdzie ogień podąża łagodnie
bez pamięci.

Bosa wśród szeptu rzeczy
będę patrzeć na drobną wibrację ogniska.

Wystawię białą flagę
nie pokojową,
ani też nie poddańczą.

Ta flaga będzie czystą kartką
a ogień pożądliwym okiem,
które pobudzi bicie swych dzwonów.


Hybryda

Nie ma wiary.

Zetrzyj maseczkę i uklęknij, rozchyl dobrze moje nogi.

Umyj swoje złowieszcze dłonie
zanim je zanurzysz w moim wnętrzu
i nie zważaj na jęki.

Wyjmij stamtąd martwe dzieci
które utknęły na granicy.

Nie patrz na nie, to święte oblicza, które obrócą cię w proch.

A teraz odejdź,
oddal się bez przystanku
bo jesteś jedynym katem-świadkiem mojej agonii.

Pamiętaj, że będę odtąd cię śledzić.

W piersiach pozostały mi igły tam, gdzie były sutki.

Już nie mam mleka do zaoferowania
tylko krew zepsutą, narkomańską.

Zbliżam się do małych potworów,
które mnie porwały ustami w dół,
ze swymi zaropiałymi głowami.
Rozszarpały mnie na wzgórzu.

Czuję, że ktoś się zbliża,
jestem pewna, że ktoś za mną idzie.
Wszystko zaczyna drżeć, czyżbym to ja drżała?

Noc jest językiem ochrypłego jaszczura,
który mi rozdrapuje ranę,
liże moją pustą jamę,
liże martwe dzieci.

Pojawiają się nocne motyle
i tną skrzydłami jak brzytwami.
Rozkoszuję się biczem,
jestem Medeą, smakuję zemstę.

Widzę pierścień śmierci,
uwodzi mnie swą otwartą płciowością,
kawałki mego ciała się skraplają
i rozlewają po wzgórzu,
ciała mych dzieci rozszarpane kęsami.

Teraz jesteśmy nawozem góry.

Przełożył Paweł Krupka


Amarú Vanegas pochodzi z Méridy w Wenezueli. Z zawodu inżynier, jest poetką, krytykiem, dramatopisarką, producentką i działaczką kultury. Stworzyła teatr Catharsis i fundację Púrpura Poesía. Kieruje czasopismami literackimi Ablucionistas i Nueva York Poetry Review. Opublikowała wiele zbiorów poezji oraz esejów i utworów scenicznych. Jest od wielu lat aktywną animatorką literatury, teatru i filmu w krajach Ameryki Łacińskiej. To pierwsze wydanie jej utworów w polskich przekładach.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko