Leszek Żuliński – Wspomnienia weterana (52) – Dom, podwórko i zadek

0
160

         Już o moim dzieciństwie trochę pisałem, lecz chyba nie wszystko opisałem. Teraz od początku do końca opowiem o tym, gdzie się wychowałem. Ale tym razem będzie to tylko skrawek „mojego królestwa”.
         Mieszkaliśmy na trzecim piętrze czteropiętrowej kamienicy. Mieszkania wówczas były stosunkowo niewielkie: przedpokój, dwa pokoje, kuchnia i oczywiście łazienka – jednak było to niewielkie mieszkanie, a do każdego  mieszkania przynależała piwnica najczęściej węglem zapchana, bo wtedy jeszcze nie było kaloryferów.
         Z tego największego pokoju okna wychodziły na ulicę, która od Opola do Gliwic zmierzała.
         Na tejże właśnie ulicy miałem blisko kino i – co najważniejsze – szkołę.
         W tym kinie dla dzieciaków często puszczano różności, a my najbardziej Disneyem się zachwycaliśmy.
         Zaraz za tym kinem moja szkoła stała. Tam właśnie zostałem uczniem, a potem licealistą. I kiedy tylko zdałem maturę, to mojego Ojca przeniesiono do Warszawy. To zresztą znakomicie pasowało, bo zaraz potem – w tym samym czasie – przyjęto mnie na warszawską polonistykę. No a potem to już wiadomo: zacząłem pracować w kilku po kolei redakcjach (nawet w TVP kilka lat przepracowałem).
         I tak, rok po roczku, na emeryturze wylądowałem.
         Ale powróćmy do mojej wczesnej młodości… Jedno okno skierowane na ulicę wychodziło, a inne na podwórko.
         Na tym podwórku był śmietnik i kilka garaży oraz wielkie drzewo orzechowe. A dalej wszyscy ogródki mieli. Tam rzecz jasna najczęściej ziemniaki kultywowali, agrest, rabarbar itp.
         Ech… Czasami – choć coraz rzadziej tam bywam – zawsze chodzę po tamtych zakątkach.
         A teraz już lata płyną i wszystko jest takie inne.
         Ktokolwiek wybywa ze swej młodzieńczej aury, nigdy o niej nie zapomina.
         A chciałoby się przeszłość ocalić.
         Teraz, jeśli jeszcze tylko pojadę do mojej młodzieńczej gawry, to zapewne skrzydła mi wyrosną. Zresztą co jakiś czas tam bywam.
         Kilka lat temu byłem na zlocie mojej klasy…
         Hmm, wszyscy żeśmy się sobie przyglądali. Już szron na głowie, już nie to zdrowie – jak głosi znana piosenka.
         Ale co tam… Przede wszystkim wspominajmy, zanim zaczniemy już niczego nie pamiętać…

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko