Jarosław Błahy – PRZYPADEK ŚMIERCI PRZYGWOŻDŻONEJ. O ISTOCIE WRAŻLIWOŚCI NA BÓL INNEGO

0
1155

            Earthlings (Mieszkańcy Ziemi) to amerykański film dokumentalny z 2005 roku o wykorzystywaniu przez ludzkość innych gatunków jako zwierząt domowych, jedzenia, odzieży, rozrywki i materiału do badań naukowych. Narratorem filmu jest aktor Joaquin Phoenix, muzykę wykreował znany weganin zaangażowany w ruch obrony praw zwierząt, Moby, zaś dokument wyreżyserował Shaun Monson. Dzieło zostało stworzone, by uświadomić przeciętnemu człowiekowi, w jaki sposób współczesna cywilizacja wykorzystuje zwierzęta do własnych celów. Autor stawia teorię o ‘gatunkowizmie’ (dominacji człowieka i dyskryminacji innych gatunków) i ukazuje niehumanitarne, często wyjątkowo okrutne traktowanie i wykorzystywanie zwierząt, które wynika przede wszystkim z chęci zysku (np. hodowle przemysłowe, ubojnie dla „dobra” liberalnych kapitalistów). Obraz podzielony jest na kilka części, które segregują wykorzystywane przez mieszkańców Ziemi zwierzęta na: domowe; hodowle mięsne i mleczne; produkcję skórzanej odzieży, butów, futer; badania laboratoryjne; cyrki; wędkarstwo i polowania. Spora część ujęć została nakręcona przy użyciu ukrytej kamery, gdyż właściciele rzeźni i laboratoriów nie zezwoliliby na filmowanie praktyk, które mają tam miejsce. Earthlings zawiera wyjątkowo drastyczne sceny – tylko dla widzów o mocnych nerwach, podobnie jak wiersze Anny Augustyniak z tomu Między nami zwierzętami. Ktoś, kto jest zbyt wrażliwy lub trawiony przez hipokryzję nie da rady ani oglądać Earthlings,ani czytać Między nami zwierzętami.

Dyskryminacja gatunkowa, szowinizm gatunkowy, specyzm (proponowane są również nazwy gatunkizm, gatunkowizm; ang. speciesism) – postawa stawiająca interesy własnego gatunku (w domyśle: homo sapiens) ponad interesami innych gatunków, to określenie utworzone na zasadzie analogii do rasizmu i seksizmu przez bioetyków, a przyjęte głównie przez zwolenników praw zwierząt. Termin „speciesism” ukuł Richard D. Ryder, brytyjski psycholog w ramach krytyki stosowanej w naukach przyrodniczych, w tym psychologii i wiwisekcji na początku lat 70. XX w. Niedługo potem pojęcia „speciesism” i „antispeciesism” zostały rozpropagowane przez filozofa Petera Singera, zaś ikoną ruchów na rzecz praw zwierząt stał się pawian „Anubis”. Owo zagadnienie dyskryminacji gatunkowej jest podejmowane głównie przez jej przeciwników, uważających, że podobnie jak moralnie złe były niewolnictwo czy seksizm, tak też złe jest dyskryminowanie przedstawiciela innego gatunku tylko z tego powodu, że jest on właśnie przedstawicielem owego gatunku. Według Singera postawa, w której przyznaje się wyższość interesów własnego gatunku nad interesami innego gatunku, jest równoważna postawie przyznającej pierwszeństwo interesom własnej rasy lub płci. Singer swoją niezgodę na dyskryminację gatunkową wiąże z utylitaryzmem, czyli poglądem mówiącym, że moralnym obowiązkiem jest powiększanie sumy szczęścia jak największej liczby osób, przy czym za osoby uważa istoty zdolne do odczuwania bólu, a więc mające w swoim interesie unikanie cierpienia. Niezgoda na dyskryminację gatunkową nie musi oznaczać identycznego traktowania przedstawicieli różnych gatunków, lecz może realizować się w dostosowywaniu traktowania do psychiki konkretnej istoty. Przykładowo, dzikie zwierzę może bardziej cierpieć w sytuacji uwięzienia niż świadomy praw więźnia człowiek, z kolei ludzkie dziecko może odczuć uderzenie dotkliwiej niż dorosły koń. Ponadto świadomy swego istnienia ssak może według przeciwników dyskryminacji gatunkowej bardziej zasługiwać na życie niż człowiek o silnie uszkodzonym mózgu. Teza ta jest propagowana przez Singera, podczas gdy inny bioetyk znany z przeciwstawiania się dyskryminacji gatunkowej, Tom Regan, zalicza prawo do życia do podstawowych praw, przysługujących również istotom pozbawionym świadomości. Również Ryder krytykuje utylitaryzm, twierdząc, że interesy mają poszczególne osobniki, a nie ich suma. Przeciwnicy szowinizmu gatunkowego twierdzą, że tak długo, jak długo nie udowodnimy, że wszyscy przedstawiciele jednego gatunku posiadają istotną cechę, której nie posiadałby żaden przedstawiciel innego gatunku, tak długo przyznawanie im różnych zasadniczych praw jest moralnie nieuzasadnione i złe. Przeciwnicy szowinizmu domagają się przyznania zwierzętom podstawowych praw zapewniających im równe poszanowanie ich potrzeb. Z pojęciem dyskryminacji gatunkowej wiąże się założony przez Singera „Great Ape Project” – projekt, który zmierza do przyznania naczelnym prawnej ochrony ich podstawowych interesów:

  1. Prawa do życia
  2. Ochrony indywidualnej wolności
  3. Ochrony przed torturami

Czym więc są „klatki, w których nie można się obrócić, wypalanie rogów, brutalna inseminacja, brodzenie w odchodach i zmuszanie do zachowań niezgodnych z naturą? Czym są hodowle przemysłowe i fabryki najmodniejszych szczeniaczków? „Zwierzęta – według Kościoła – nie mają duszy. Mogą cierpieć, zanim je zjemy. Mogą cierpieć, zanim je kupimy. Mogą cierpieć, by zaspokajać nasze potrzeby i pragnienia” – informuje czytelników wydawca książki pt. Między nami zwierzętami.

Anna Augustyniak w najnowszym tomiku poezji zmusza czytelników swoich tekstów do zmierzenia się z tą okrutną prawdą. Bardzo trudno nazwać je liryką, najprawdopodobniej powstawały w fazie delirycznej, dlatego też lekturę tych wierszy najlepiej określić mianem zmagań z otwartą raną, która nie może się zabliźnić, będzie więc krwawić i jątrzyć. Katarzyna Biernacka, w recenzji Między nami zwierzętami powiada: „Czytając poezję Anny Augustyniak, myślałam często o amerykańskiej feministce i wegance Carol J. Adams i o pojęciu „the absent referent”, jakie wprowadziła ona trzydzieści lat temu w swojej książce „The SexualPolitics of Meat”. Tym nieobecnym punktem/przedmiotem odniesienia są zwierzęta. Kiedy na talerzu ląduje mięso, z talerza równocześnie znika indywidualne zwierzę, jego śmierć i przemoc towarzysząca hodowli i zabijaniu. Świat konsumenta (jego świadomość i działanie) jest oddzielony od świata cierpienia i śmierci zwierzęcia. Tych światów się nie miesza. Dla zachowania porządku i świętego spokoju”. A Anna Augustyniak spokojnym, ale bardzo konsekwentnym głosem uobecnia nieobecne zwierzęta, burzy mur między dwoma światami. Jest więc świat pysznej, jeszcze ciepłej kaszanki, zimnych nóżek (koniecznie z octem albo cytryną), jest śpiewanie piosenki podczas oglądania programu „Zwierzyniec”. I zaraz obok jest świat, w którym człowiek zabija świnię (tzw. świniobicie na wsi), ludzie hodujący świnie na zimnej posadzce i, znowu, ludzie stający się grobem dla tych, które są kudłate i łaciate, pręgowane i skrzydlate. W połowie lat 80-tych XX wieku popularne było hasło grupy teatralnej Totart Trójmiasta: „Nasze żołądki są cmentarzem wielu milionów niewinnych istnień zwierzęcych”. I taka sama jest ta niepokojąca (i konieczna) transgresja u Augustyniak, to odszufladkowywanie. Autorka mówi w paru wierszach także o holokauście, Holokauście i Zagładzie. Przywołuje słynny cytat z I.B. Singera, że „dla zwierząt wszyscy ludzie są nazistami”. Można by rzec: nihil novi, Mariusz Sieniewicz w zbiorze opowiadań Żydówek nie obsługujemy z 2005 roku użył już wówczas terminu „holocaust indyków”. W języku hodowlanym jest takie określenie „żywiec rzeźny”. Ale Anna Augustyniak w różnych odsłonach pokazuje, jak traktowanie zwierząt jako martwych za życia przekłada się na indywidualne zwierzę i na indywidualne ciało. W wierszu pt. o nieboszczyku pojawia się „najsłynniejszy w dziejach organizm (…) mięso i krew Chrystusa”, a Chrystus „przetworzył agonię w najchodliwszy towar, lądujący teraz i na wieki na językach ludzi”. No tak, skoro więc jedzą i piją, to ciało stało się mięsem. W katolicyzmie przeistoczenie opłatka w ciało (tutaj: mięso) rozumie się dosłownie, nie metaforycznie/symbolicznie czy duchowo. Jeśli komuś przeszkadza „mięso” w tym kontekście, to być może jest tak dlatego, że do mięsa mamy stosunek ambiwalentny – zarazem lubimy (czasem wręcz pożądamy), a równocześnie to lubienie jest podszyte pogardą dla zwierząt, które zabijamy w tym celu. Zatem „ciało” brzmi godnie, „mięso” zaś już nie. Stąd pewnie zgrzyt czy paradoks, który jednak coś nam może uświadomić. „Jednego razu ludzie mordują zwierzęta, innego razu skazują na śmierć uchodźców, a jeszcze innego kobiety. I będzie tak, póki nie zniknie patriarchalny porządek wzmacniany katolickim praniem mózgu, dający przewagę jednych na drugimi” – mówi Anna Augustyniak w artykule Mam ciało i ono zawsze może komuś posłużyć (Dorota Wodecka, „Wysokie Obcasy” z 27.02.2021). Tak więc mamy ciało, jako dawcy organów do zjedzenia, możemy zatem śmiało powiedzieć… iż składamy się z mięsa. Mamy też świadomość, że w większej części nasze organizmy konstytuują się z wody, która może być utylitarna np. do czyszczenia. Choćby do prania mózgu.

Teksty Anny Augustyniak uderzają czytelnika ciężarem gatunkowym i smutku myśli, w zamiarze godnym George’a Steinera. Przyczyną melancholijnej, depresyjnej wędrówki przez obszary niedookreślonego okrucieństwa człowieka wobec innych ssaków, jest niesamowity mechanizm racjonalizacji, kompensacji i wyparcia, którego celem jest zaspokojenie chęci zysku (liberalny kapitalizm) przy narzuceniu moralnej osłony, którą będzie płachta smaku, gustu, zdrowia (krowie mleko, białka zwierzęce, jagnięcina, cielęcina, młoda kózka z ogniska na Krecie), bowiem esencja i potęga estetyki obżarstwa zwykła osadzać się na koteryjnych grupach wyzyskiwaczy, których stać na podróże kulinarne w celu zabijania innych dla zaspokojenia przyjemności własnego brzucha, a to już przecież wedle Epikura było i jest podstawą dobrego samopoczucia. Smutna to konstatacja, ale nad wyraz prawdziwa. Jej bazową strukturą jest szczerość istoty, która czuje, czyta, pisze, rozumie i przy całej samoświadomości kontestuje postawy na przykład myśliwych tudzież wędkarzy, którzy zabijają dla sportu, splendoru pokotu, wciągając w to bagno także swoje dzieci, sama zaś kupując w sklepie mięso i nie mając przy tym żadnych refleksji skąd ta kiełbasa i te bitki na kotlety pochodzą.

I tak się kręci koło czasu i nadal będzie wirować, bowiem nadzieja na ustanowienie świata wegan jest matką kretynów, ponieważ należałoby zmienić mentalność przeciętnych rolników oraz nawyki żywieniowe pracowników korporacji bankowych, co jest z gruntu niemożliwe. Młode strzelby potrzebują opieprzyć barani kebab, kiedy jest im smutno. Punktem wyjścia nie jest dla nich nawet głód, ale li tylko emfaza mlaskania. Wydawać by się mogło, iż nic tu nie dadzą słowa z wierszy Augustyniak, niczego nie zmienią opisy cierpienia zwierzęcej matki w chwili, gdy siłą jest jej zabierane dziecko. Tak właśnie traktuje się krowy hodowane przemysłowo odstawiając od matki niedawno narodzone cielę. Dzięki tej sztuczce, my ludzie, dostajemy i mleko, i cielęcinę (cielęta hoduje się krótko i zabija szybko, by mięso było kruche), a potem i wołowinę, i steki z odbytniczej części uda buhaja zarodowego… To wszystko mamy ponieważ według przeważającej większości społeczeństwa, niestety, o zgrozo!, trzoda chlewna nie odczuwa bólu, a co za tym idzie, jak przekonywał Tomasz z Akwinu, nie wyraża żadnych emocji i nie ma duszy. A przecież wystarczyłoby spojrzeć w smutne, wielkie oczy krowy, w zapłakane źrenice świni czekającej na ubój rytualny, aby zerknąć w głębię niepowtarzalnej świadomości zwierzęcia, które przeczuwa doskonale swój marny koniec. Te oczy świń i krów patrzą na nas z wierszy Anny Augustyniak, nie odwracajmy wzroku, odważmy się przeczytać Między nami zwierzętami i rozważmy co zostawimy naszej planecie po sobie.

Nasz wpływ będzie widoczny w przyszłości w śladach kopalnych. Antropocen nie jest oficjalnie uznany za epokę geologiczną, jednak jest postulowany przez wiele środowisk naukowych. Kanadyjski film dokumentalny Antropocen. Epoka człowieka z 2018 roku w reżyserii Jennifer Baichwal był kręcony przez cztery lata z wykorzystaniem najnowocześniejszych technik i wysokiej jakości sprzętu. Film dokumentuje formy oraz przejawy dominacji człowieka nad Ziemią, od wybetonowanych brzegów Chin, które zajmują dziś aż 60% wybrzeża kontynentalnego Azji, do największych naziemnych maszyn, jakie kiedykolwiek zbudowano w Niemczech, od psychodelicznych kopalni potasu w rosyjskim Uralu do metalowych kontenerów w mieście Norylsk, od zdewastowanej Wielkiej Rafy Koralowej w Australii po surrealistyczne stawy litu na pustyni Atakama… Weszliśmy w epokę, w której ludzka działalność kształtuje naszą planetę bardziej niż jakakolwiek do tej pory naturalna siła. Antropocen od lat 50. ubiegłego wieku stał się faktem i wyparł epokę holocenu. Stosowanie pojęcia z trzonem „człowiek” w nazwie jest symboliczne i ma istotną wartość informacyjną – uświadamia zagrożenia i inspiruje do przemyśleń i dalszych badań. Czy jesteśmy w stanie uśmiercić naturę? Czy antropocen to koniec gatunku ludzkiego? A może początek nowego, niekoniecznie wcale ludzkiego?

Anna Augustyniak, Między nami zwierzętami, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2020.

__

biogram Jarosława Błahego:

http://www.wforma.eu/blahyjaroslaw,47.html?fbclid=IwAR0Lmm_PjzbYZwJbDiSDqypME_syu4ewLdK1Y8g3CyxWlE6dSteXy9dETDQ

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko