­Franciszek Czekierda – TWARZE IŚCIE KRÓLEWSKIE… PRASTARE PUDŁO SZPETNE JAK ZBRODNIA… CZYLI PIĘKNI I BRZYDCY W DZIENNIKACH MARII DĄBROWSKIEJ

0
231

            Pisarka była wrażliwa na piękno. Z pozoru to truizm, jednak kryje się za nim jej wyrafinowane poczucie estetyki, które zaspakajała przez obcowanie z pierwszorzędnymi dziełami literatury, muzyki, czy sztuk pięknych. Czuła się także dobrze na łonie natury, której piękno pozytywnie wpływało na jej samopoczucie i twórczość. W tym tekście chciałbym jednak zwrócić uwagę na inną stronę jej wrażliwości estetycznej. Sprawa dotyczy sytuacji, gdy Maria Dąbrowska przebywała z uroczymi i ujmującymi ludźmi (abstrahuję od ich walorów intelektualnych, co nie jest przedmiotem rozważań), których wygląd krzepił jej dobrostan duchowy. Ale także i brzydota bliźnich, na zasadzie antynomii, również w specyficzny sposób ją zachwycała. Bowiem to co brzydkie, nie musi być pozbawione wdzięku. Swoje wrażenia w tej mierze notowała w Dziennikach.

            Już w pierwszych latach prowadzenia go młoda adeptka literatury daje popis zdolności obserwacyjnych i nieszablonowych porównań. Będąc na niedzielnym obiedzie u państwa Grotowskich stwierdziła, że była tam: „Ciekawa galeria typów. (…) Przemiła jest i bardzo ładna pani Chmielewska, dużo wdzięku ma pani Grotowska, mimo swej mizerności i kontrastu ust wąskich surowych z ładnymi czarnymi oczyma sarny (…). O Downarowiczu St. nic trafniejszego nie da się powiedzieć, jak ta ocena rosyjska: „czerep nachała, a s widu parikmachier” [łeb impertynenta, a z wyglądu fryzjer]. Wyrostek uorderowany, twarz wielka jak brukiew, bardzo niemiła postać. Hr. Michałowski przypomina mi naszego londyńskiego szambelana Rosco de Bogdanowicza. Ten sam typ psychiczny Polaka, famulusa cudzych dworów. Chmielewski bardzo interesujący z twarzą jak z dworu Stanisława Augusta, Radziwiłłowicz, wspaniały Turek, a i do Batorego podobny, zawsze przekochany” (1 IV 1917).

            AMBIWALENCJA WRAŻEŃ

            Cofnijmy się jednak o kilka lat wstecz. Poglądy pisarki na temat wyglądu ludzi były zgodne z ówcześnie panującym kanonem estetycznym. Spotykając się z wieloma osobami częstokroć przeżywała ambiwalencję odczuć. Świadczy o tym jedna z jej pierwszych notacji z dnia 13 lipca 1915, gdy w Piotrkowie Trybunalskim poznała Stanisława Minkiewicza: „Jest podobny do Murzyna, a mimo to uroczy i zewnętrznie i wewnętrznie. Ucieszyłam się, że taki sympatyczny. Bo jego żona była niegdyś pierwszą miłością Mariana” (męża M. Dąbrowskiej). Zauważmy: był podobny do Murzyna, czyli według niej – właśnie zgodnie z obowiązującym stereotypem – był brzydki, bowiem po tym porównaniu uzupełnia kontrapunktowo: „a mimo to uroczy”. No i sympatyczny. Występuje więc w jej postrzeganiu dwutorowość wrażeń z przewagą na rzecz urokliwości świeżo poznanego człowieka.

            Owa ambiwalencja widoczna jest także w przypadku zapisanej 28 listopada 1916 r. obserwacji ówczesnego komendanta Legionów, Józefa Piłsudskiego, który „ubrany był okropnie, w swojej zresztą przemiłej szarej kurtce, ale do tego wdział czarne długie austriackie spodnie wizytowe. Z tym wszystkim pełny czaru w sposobie bycia, pełny imponującego piękna ze swą głową kamienną i niezwykłą. (…) Piłsudski jest towarzysko pełny wdzięku, prostoty i dowcipny. (…) Kiedy się zapali, opowiada przepięknie (…) Patrząc na niego i słuchając, myślałam, że nie jest to mąż stanu, ale poeta, romantyk i aktor, który swą wizję artystyczną świata rzucił na szalę wypadków”. Mimo, iż na początku spostrzeżeń młoda pisarka krytycznie odnosi się do ubioru Piłsudskiego, jednak na ich końcu rozpływa się nad jego fizjonomią, gestami i sposobem snutych opowieści.

            Na dalszych stronach Dziennika Dąbrowska w stosunku do niektórych obserwowanych osób czuje także sprzeczne odczucia, zaś cztery ostatnie charakterystyki w niniejszym akapicie zawierają znamiona oksymoronu.

  • „Po powrocie zastałyśmy Martę Stavro. W przeciwieństwie do wysokiego brata jest zaledwie mojego wzrostu i tak samo zgrabna. Jej piękność ma w sobie coś niepokojącego i dwuznacznego, także w przeciwieństwie do brata, którego nazywano doktorem-archaniołem. Jerzy Cz. [Czop, kochanek Marii Dąbrowskiej] mawiał o niej: «Marta jest okropna»” (21 VII 1939).
  • „Turowa [nauczycielka] wygląda po pańsku i zarazem po chłopsku, i to nie na damę i chłopkę, ale właśnie na pana i chłopa. (…) Prawie zupełnie posiwiała” (14 VIII 1948).
  • „Tego Pańskiego [Jerzy Pański, prezes «Czytelnika»] widziałam po raz pierwszy. Ogromny mężczyzna, szpetny i z wywiniętą dolną wargą, trochę jak karykatura Żyda, ale o przyjemnym wyrazie twarzy, o inteligentnych, spokojnych i jakby uczciwych oczach. Wcale nie taki «ohydnie żydowski», jak mi go opisywano; nie pozbawiony tej pewnej aimabilité [życzliwości, powinno być: amabilité] i tego poloru, jaki mają tylko Żydzi z Warszawy i ze Lwowa” (22 I 1949).
  • „Ta stara, szpetna, o jędzowatym wyglądzie babina [prof. historii Ewa Maleczyńska], którą widuję tu z okna, jak się krząta po swym ogrodzie (naprzeciw Anny) [we Wrocławiu] w nędznym, jak u żebraczki przyodziewku, jest wręcz olśniewającym, prawie genialnym umysłem historycznym” (30 X 1949).
  • „Po monumentalnych schodach sunął tłum szary, brzydki, biednie i wulgarnie poprzyodziewany. Perkalikowe suknie w kwiatki, kolorowe koszule, wyszarzane marynarki, perkate nosy, mysie ogonki zwinięte w tyle głowy, zmęczone, spracowane twarze. To nie zaspokajało potrzeby piękna, ale to mi się podobało. To było nowe piękno prostych szarych ludzi wprowadzonych na najwyższe salony Państwa” (2 V 1952).
  • » z białymi zimnymi oczyma” (23 VII 1955).
  • „Zwróciły moją uwagę dwie niepowszednie osoby. Siostra pana młodego, brzydka piękność, zmysłowa, całkiem już miejska, tzw. numer, co się zowie. (…) I młody chłopak, drużba, trochę jak San Gioannino Donatella – połączenie zuchwalstwa i wstydliwej nieśmiałości – wygląd pełen poezji” (3 VI 1956).
  • „Wstąpiłyśmy do pani Pęskiej [Antonina, Tola, w młodości była z M. Dąbrowską na pensji u Hewelkowej]. Anna zachwyciła się jej pięknością. W samej rzeczy nawet bezzębność, głuchota i starość nie były w stanie jej zeszpecić i ująć jej charme’u” (3 I 1958).
  • „Basia Kwiatkowska (…). Bardzo po warszawsku nowoczesna – bez makijażu, potargana, duże czarne oczy o przyjemnym spojrzeniu. Jej mąż i reżyser filmów (…) Polański – bardzo interesujący, brzydki i pełen wdzięku” (18 IV 1960).
  • „Jak być kochaną (…). Bardzo dobry film, świetne teksty, b. inteligentna gra Krafftówny, ale według mnie także Zbyszka Cybulskiego, o którym nikt w recenzji nie wspomina, a dla mnie on jest zawsze pełen uroku mimo zbędnego utycia, okularów etc.” (29 I 1963).

            EUFORIA

            Wygląd osób z bliższego i dalszego kręgu Marii Dąbrowskiej często wywołuje w niej fascynację.

  • „Halina Pohlówna, jedna z pracowniczek urzędu, trochę do mnie podobna, tylko ładniejsza i którą się zachwycałam, zawładnęła jego [Bolesława Giliczyńskiego, przełożonego] sercem niepodzielnie i na całą resztę życia” (3 I 1922).
  • „Byliśmy w kinie na filmie zrobionym z «Trędowatej», by zobaczyć grającą w nim Elżunię Barszczewską. Jest zachwycająca, pełna prostoty, nic się nie mizdrzy; gra i uroda wszystko w najlepszym stylu” (13 XI 1936).
  • „O pierwszej z Poniatowskimi [Juliusz, minister rolnictwa] jedziemy do pracowni pani Kraskowskiej-Nitschowej zobaczyć pomnik Syreny, przeznaczonej dla Warszawy, ma stanąć nad Wisłą. Na tle innych pomników Warszawy, owszem, korzystnie się wydaje. Dobra twarz, a zwłaszcza uśmiech tragiczno-egipski. Pozowała do tego pomnika Krysia Krahelska, córka wojewody. Piękna jak syrena i śpiewa jak syrena” (21 III 1937).
  • „Po południu przyszedł niespodziewanie Tytus Filipowicz z zaproszonymi do nas Zagórskimi (z bardzo ładnym synem). (…) Emilia zachwyca się naszymi gośćmi w ogóle. «Ach – mówi – co to znaczy, że u państwa bywają tacy piękni ludzie. Co jeden to piękniejszy. A jak nie piękny, to elegancki». Żadna z moich służących nie patrzyła na moich gości pod tym kątem. Nawet Marysia” (8 V 1938). W tym przypadku urodę znajomych pisarki podziwia służąca, jednak Dąbrowska z zadowoleniem podziela jej wrażenia.
  • „Trzy współcześnie skomponowane pieśni na tematy starowłoskie śpiewała Jadwiga Dzikówna ze współudziałem zespołu kameralnego St. Rachonia. Pieśni (…) były niezłe, alem je z roztargnieniem słuchała, zdumiona i zachwycona pięknością tej Dzikówny. Cóż to za królewska dziewczyna! I postać, i twarz, i kształt głowy, i włosy, wszystko doskonałej piękności, ale nie nudnej «klasycznej», tylko żywej na wszelki sposób, owianej nieodpartym czarem niewieściego wdzięku w najsubtelniejszym znaczeniu tego słowa” (30 VI 1952).
  • „O drugiej w «Bristolu» u fryzjera, gdzie czesało się ze sześć dziewczyn z chińskiego «zespołu pieśni i tańca». Ubrane ohydnie z rosyjska w zgniłozielone wojskowe kurtki, kuse granatowe spódnice, wysokie męskie buty i czapki z gwiazdą. Ale co za twarze! Zwłaszcza jedna mnie zachwyciła. (…) Prześliczność ręki wybijającej takt, subtelność – i czystość profilu i co za spojrzenie pełne czaru, jaki gatunek skóry i jaki za serce chwytający głos! (…) Przy tych chińskich dziewczęcych twarzach (inne były też bardzo ładne) nasze wyglądały i twarze wydały mi się ordynarne, jakieś nie wykończone i pierwotne. Te chińskie twarze wyglądały jak dzieła sztuki” (9 XI 1954).
  • „Kalisz (…). U dawnych reformatorów zakon nazaretanek. Prowadzą liceum, ogród handlowy, internat, drenują teren. Twarze sióstr iście królewskie, radosne, szczęśliwe, jakby w myśl słów «błogosławieni cisi» – posiadły ziemię” (6 VI 1958).

            MALOWNICZY STARSI LUDZIE

            Wrażliwość estetyczna pisarki wyostrzona była także na ludzi dojrzałych i starych, którymi potrafiła się zachwycić; dostrzegała ich „przepyszne twarze”, ale i umiała spojrzeć na nich krytycznie, zaś szczególnie negatywnie odnosiła się do kobiet, które starały się za wszelką cenę ocalić wdzięki przebrzmiałej młodości.

  • „Dr. Taczanowski, śliczny starszy pan i wielki przyjaciel Jadzi” (21 XII 1919).
  • „Tak bywa z kobietami. Gdy się starzeją, każdy promień uroku i młodości na ich twarzy zdaje się więcej urodą i powabem, niż sama młodość. Lecz za to, gdy starają się te powaby sztucznie zatrzymać – starość rażąco wyłazi z nich wszystkimi porami” (1 III 1936).
  • „O szóstej z panem Henrykiem [Józewskim, wojewodą wołyńskim] u starych Wołoszynowskich. Malowniczy starsi państwo, ona bardzo ładna, musiała być pełna niewieścich powabów” (23 I 1938).
  • „Spotkałam dawnych znajomych Kazimierza Downarowicza i Stanisława Tura. Pamiętam go jako pięknego młodego człowieka w typie urody polsko-ułańskiej. Dziś to bardzo piękny starszy «Anglik», trochę jakby do Oskara Wilde’a podobny” (2 VI 1938).
  • „Nałkowska doskonale się trzyma, gładka, nic na swoje lata nie wygląda” (14 XII 1946).
  •  „Poklewski [Józef Poklewski-Koziełł, były ziemianin z Wileńszczyzny] wysoki, siwy o niezwykle szlagońskim wyglądzie, jakby się urwał z dawnych sejmów czy kontraktów kijowskich” (16 V 1950).
  • „Dla Doroszewskiego [Witold, profesor, językoznawca] mam dużo sympatii i jako dla uczonego, i jako dla człowieka (notabene – bardzo pięknej urody)” (2 II 1951).
  • „(…) Spotkałam karykaturzystę Głowackiego [Edwarda] i jego żonę, starą już (lecz jeszcze piękną w typie «belfamistej» hurysy) Żydówkę” (1 IV 1951).
  • „Nad wieczorem zaszłam do Wołoszynowskich. On [Julian, literat] wymoknięty jakiś, bardzo marnie wygląda, nudna, postna figura – ona [Maria Dulęba, aktorka] mimo wieku i siwizny kwitnie przy nim jak róża i jeszcze jest piękna” (22 VIII 1951).
  • „Wczoraj odwiedził mnie pan Karabanik. Świetna to postać ten starzec siedemdziesięciokilkuletni, który mówi o sobie: «Jestem żwawy, spokojny, pogodnej myśli i przystojny». W rzeczy samej piękne z niego jeszcze i nie bez wdzięku chłopisko” (10 IV 1955).
  •  „[…] We drzwiach jadalni stanął okazały i piękny jeszcze starszy pan. To doktór Rutstad z łowickiego ośrodka zdrowia” (16 III 1956).
  • „Rewia średniowiecznych i XVI-wiecznych strojów. Niektóre togi i birety fantastycznie piękne. Udzielono 10 doktoratów honoris causa. Przepyszne twarze profesorów zagranicznych” (14 V 1958).
  • „Byłam dzisiaj u Toli Pęskiej. (…) Być osobą starą, ledwo chodzącą, najzupełniej bezzębną i tak wciąż śliczną, jak ona, to doprawdy rzadkość. Aparycja, której nic nie może zeszpecić” (21 VII 1958).
  • „Erazm [Samotyha, przyjaciel z czasów studenckich w Brukseli] jest jeszcze ciągle bardzo ładny, ale powinien sobie wstawić zęby” (5 VIII 1958).
  • „Ćwikła [Mieczysława Ćwiklińska] jest na pewno w tej chwili najsławniejszą i najpopularniejszą aktorką w Polsce. Jej vis comica i w ogóle cały kunszt aktorski są w ogóle przeznakomite, a jej wygląd i «trzymanie się» w tak podeszłym wieku –  to po prostu fenomen. Ale dla mnie jak na sędziwą aktorkę jest za młoda. Zanadto już gładziutka, biała i różowa, za wysoki, za dźwięczący ma głos. Zbyt pokazowo zakonserwowana cudna babunia. (…) Gładka, zalotna «wieczna młodość» Ćwiklińskiej zadziwia, ale nie imponuje, nie podbija możliwościami starości. (…) Ćwiklińska zanadto podkreśla swoją ładność, zyskaną zresztą podobno za pomocą operacji plastycznej, a więc jakby cokolwiek porcelanową” (15 III 1960).
  • „Wysoki, szczupły [Ksiądz Feliks Leśniewski] wygląda bardzo młodo, zdumiałam się, gdy powiedział, że ma już pod siedemdziesiątkę. Bardzo sympatyczny” (29 VII 1962).
  •  „(…) Pojechałyśmy z Anną do Neli [Aniela Samotyhowa z d. Miłkowska, przyjaciółka z czasów studiów w Belgii]. To była w jakimś sensie wzruszająca wizyta. Nela przejrzysta, nie tylko nie postarzała, ale przez warstwy sędziwości stała się nagle dziewczęca. W zielonym jasnym sweterku i białej bluzce wyglądała wprost pięknie” (3 VI 1963).
  • „(…) Prof. Folejewski z Wisconsin University. Krótka i drobna twarzyczka, bladawa, sympatyczna. Siwa czupryna. Nieskazitelnie schludny, czysty” (13 V 1964).

            BRZYDCY I SZPETNI

            Jak już wspomniałem, Marię Dąbrowską w specyficzny sposób zachwycała brzydota ludzi, nie szczędziła im ironicznych uwag okraszonych niekonwencjonalnym, często dosadnym słownictwem.

  • „Nocznicki [Tomasz, minister] – chwiejny i nieszczery półchłop z twarzą Tołstoja” (10 XI 1918).
  • „O godzinie piątej byliśmy z Mirkiem [mężem] na grobach u św. Krzyża i w Soborze na placu Saskim, a potem także na rezurekcji (…) Ks. Biskup Gall (gęba jak wiertel) był w litej złotej kapie (7 IV 1920).
  • „Siewierianin [Igor] żoną. Jest on wielki, czarny, kudłaty, ma końską twarz, długą olbrzymią, aż do pasa (8 II 1928).
  • „Ładny ogród [w Wenecji]. Każdy naród ma swój pawilon (…). U Włochów głowa rzeźbiona Mussoliniego w hallu z mâchoire’ą [szczęką] jaskiniowca. Wprost bez komentarzy” (29 IX 1934).
  • „Cała defilująca armia szła tędy. Obserwowałam żołnierzy tak drobnych i mizernych, że zwłaszcza pod ciężkimi hełmami wyglądali jak niedorośli chłopcy albo dziewczyny. Wcale nie mieli marsowego wyglądu. Natomiast śród oficerów dziwnie duży procent otyłych jak beczki” (11 XI 1936).
  • „(…) u p. Stefanii [Sempołowskiej]. Przerażona byłam jej zgrzybiałością – jest po prostu omszona jak sędziwy kamień” (3 XII 1940).
  • „Rano przyjechała z Gliwic druga córka Krauzów, która handluje walutami (…). Nieładna, ale z szarmem, dość zresztą ordynarnym w stylu epoki” (12 XI 1945).
  •  „[Ksawery Dunikowski] Jest to awanturnik, (…) rozpustnik (acz bardzo szpetnej gęby i postury, poszukiwacz mecenasów i przygód” (27 XII 1948).
  • „Przy sposobności tego zebrania zobaczyłam po raz pierwszy Gałczyńskiego, a nawet musiałam mu podać rękę. (…) Bardzo mnie się ten człowiek nie spodobał, zrobił niemal odrażające wrażenie. I nie przypuszczałam, że to już taki starzec. Mocno siwiejąca nieporządna czupryna rozwichrzona a la Mickiewicz, a pod tym gęba zmięta jak stary kapciuch po zżutej prymce” (20 II 1949).
  • „W czasie galówki stalinowskiej prosta kobieta w chustce przechodzi mimo portretu Stalina i mówi do drugiej: «Znów ten zajęczy pysk wywiesili». I cóż pomogą tony propagandy kosztującej miliardy? Lud widzi «zajęczy pysk» zamiast oblicza «największego człowieka naszej epoki»” (6 I 1950).
  • „Sędziwa Angielczyca jak z Anny «Popołudnia w Tirynsie». Prastare pudło niemal z epoki wiktoriańskiej, szpetne jak zbrodnia, we wstążkach, fiokach, lokach (…) Rodzaj angielskiej Telimeny na wspak” (29 I 1950).
  • „M.in. Kierczyńska [Melania] («tricoteuse» wyczekująca u stóp gilotyny, czyj łeb spadnie, fizycznie – maszkara sędziwa (…)” (27 VI 1950).
  • „Werosia [Królikówna, chrześnica M. Dąbrowskiej] ma około 13 lat, bardzo podobna do matki, ale Władzia była pełna wdzięku i sympatyczna, to zaś dziecko jest wyjątkowo pozbawione uroku, choć oczy ma niebieskie, brwi ciemne i czoło ładne, ale dolna część twarzy po ojcu brzydka i cała twarz stara jakaś, albo przedwcześnie dojrzała” (8 X 1950).
  • „Werfel [Roman], dyrektor partyjnego domu wydawniczego «Książka». Tęgi Żyd o łysej czaszce w ogóle białej, tłustej, bezwłosej głowie i gębie, typ lubujący się w sobie i bardzo z siebie zadowolony” (12 I 1951).
  • „W dyskusji zabrał głos jako pierwszy ten smarkacz, Ścibor-Rylski [Aleksander] (…). Powierzchowność ładniutko nieprzyjemna. Mały brunecik z hitlerowskim pęczuszkiem wąsów jakby z nozdrzy wyrastających, z mocnymi rumieńczykami, wygląda na alfonsa albo na żigolaka ze sceny kabaretu” (22 I 1951).
  • „Starcza, ptasia twarz Adamczewskiego [Stanisław, prof.] wyczyniała przy tym niesamowite grymasy” (21 II 1951).
  • „Jego [Władysława Broniewskiego] zapijaczona mazurska gęba była czerwona i obrzmiała, dziecinne niebieskie oczka zapłynięte alkoholicznymi łzami. Już nie mógł trafić do gęby i wylewał na siebie wino” (23 VII 1955).
  • „Zawadzki [Aleksander, przewodniczący Rady Państwa]. Bardzo mazurski. Raczej drobny, małe ręce i nogi; ręce o palcach gruźlastych, jakby z odciskami, chyba więc ręce robotnika. Cały jakiś piaszczysty, bo i ubranie szaropiaskowego koloru. Twarz krótka, dolna szczęka szeroka i kanciasta, ale nie «władcza». Mały, prawie zadarty nos, drobne rysy, nieśmiały uśmiech.” (17 VI 1956).
  • „Proboszcz starszawy, otyły katabas” (11 VIII 1957).
  •  „(…) Mój bratanek S. Zupełny, nieinteligentny, o tępej twarzy robotnik – jest nim też w Ursusie. Ci chłopcy Stasia, którzy jako dzieci, mając otwartą drogę do wszelkiego wykształcenia, pożenili się z robotnicami (…) Zdeklasowali się kompletnie” (25 III 1963).

            UROCZA I ŻAŁOSNA IŁŁAKOWICZÓWNA

            Wyjątkowe zainteresowanie budziła w niej poetka, Kazimiera Iłłakowiczówna, czemu dała wyraz w kilku notacjach rozciągniętych na przestrzeni ponad czterech dekad. Dąbrowska była o nią zazdrosna: „jedyna chyba dla mnie niebezpieczna” – zanotowała. Zrazu fascynowała się jej urodą i wyglądem, natomiast w ostatnim zapisku jej poświęconym nie kryła niechęci wobec poetki.

  • „Iłłakowiczówna bardzo ładna, i wiersze, i ona sama na portrecie” (18 V 1918).
  • „Uderzyła, mnie jej twarz zniszczona, zbiedzona i smutna, ale bardzo sympatyczna (…). Wydaje się cicha i nieobecna, a ja widzę w niej coś bohaterskiego” (23 VIII 1918).
  • „Potem przyszła p. Iłłakowicz. Jest ona w istocie urocza i pełna poezji. Jest ona rzeczywiście, jak pisał mi kiedyś Marian, «srebrna» i rzeczywiście jedyna chyba dla mnie niebezpieczna. Zjawiła się tym razem jak panienka z angielskiej ilustracji w dużym czarnym kapeluszu i piaskowym kostiumie, zupełnie inna niż w ubraniu «siestricy». Bardzo ładne ma spojrzenie i uśmiech” (11 IX 1918).
  • „Marian ją lubił i nazywał «srebrną». Należy ona do niewielu ludzi pośród tych, których spotykam na świecie, obdarzonych urokiem, wielkim urokiem, jakby kobiet Żeromskiego” (21 I 1929).
  • „O szóstej na wieczorze autorskim Iłłakowiczówny. Jest coś nieprawdopodobnie żałosnego. Starzy ludzie nie powinni występować publicznie. To, co daje się jeszcze jakoś zamaskować kameralnie – na sali wychodzi ohydnie, więc starość, zmiętość sylwetki, wysilony, nędzny – jak przy mutacji – na przemian piejący i schrypnięty głos, ten jakiś przypłaszczony kapelusik, to byle jakie starcze ubranie (starość nie może sobie pozwolić na nieświetne ubranie)” (3 XII 1962).

            PIĘKNI ARTYŚCI

            Pisarka bacznie obserwowała ludzi z najbliższego otoczenia, w szczególności znajomych pisarzy, poetów i innych artystów delektując się ich urodą.

  • „W niedzielę po świętach byliśmy u Mortkowiczów, gdzie widziałam Staffa i Żeromskiego. Żeromski ma niezapomnianą sylwetkę, ale zupełnie inną, niż sobie wyobrażałam. I niepodobną do swoich bohaterów. Jest duży, barczysty, ma wielką ciężką twarz, ogromne czoło, mięsisty nos, wspaniałe oczy, a raczej wyraz mocny, aż nieprzyjemnie, a w całej twarzy coś łagodnego i dobrodusznego. Coś ma z pastora, czy księdza, coś z ludzi Ibsena” (5 I 1920).
  • „Kiedy wychodziłam, Nałkowska w bocznym pokoju rozmawiała ze mną chwilę. Upudrowała sobie nos i podmalowała usta. Powiedziała mi, że kiedy jest umalowana, czuje się zdrowsza i silniejsza życiowo. To dla mnie bardzo ciekawe, jak takie rzeczy są kobietom poważnie potrzebne, niby mężczyznom kieliszek wódki, jako ważna podnieta duchowa” (8 II 1928).
  • „Berent [Wacław] jest piękny i bardzo przyjemny pan” (4 XII 1928).
  • „Był też i Karol Szymanowski, który jest bardzo miły, i pełny wdzięku, a przy tym nie tylko na pięćdziesiąt, ale nawet na czterdzieści lat nie wygląda. Mają bardzo ładną staruszkę matkę, unieruchomioną w fotelu, ale żywą jeszcze bardzo umysłowo – moją czytelniczkę” (2 I 1934).
  • „(…) rzeźba Dunikowskiego, przedstawiająca, ni mniej, ni więcej tylko Henryka Szczyglińskiego w młodzieńczych latach [malarz, kochanek M. Dąbrowskiej w 1916 r.]. Kiedyśmy się znali, był jeszcze bardzo piękny, ale innym rodzajem urody” (16 VIII 1936).
  • „Siedziałam przy Kruczkowskim i pani marszałkowej Kowalskiej (…). Z daleka oglądałam zastanawiającą i niepospolitą fizjonomię Jastruna” (23 VI 1949).
  • „Dr Rettinger [Roman] zrobił się teraz bardzo podobny do Miecia, tylko jeszcze od niego przystojniejszy i delikatniejszej urody” (26 IX 1948).
  • „Portret Dunikowskiego przedstawia pełnego wdzięku młodzika w roboczej malarskiej bluzie, ale nie daje pojęcia o urodzie Szczyglińskiego. Gdy go poznałam, miał lat czterdzieści, a wyglądał na 25. Był bardzo piękny, trochę podobny do Wieniawy-Długoszowskiego” (27 XII 1948).
  • „Tego dnia po raz pierwszy «zobaczyłam» urodę Brezy, ciemnolśniącą; w białym wdzianku przy spodniach i materialnym kapeluszu koloru jasnego crême brulé wyglądał jak ilustracja z «Coutry Life»” (25 VIII 1950).
  • „Na obiedzie Melchior Wańkowicz. Bardzo się zmienił, bardziej, niż inni emigranci, których widziałam w Paryżu i Londynie. Śnieżne białe włosy, miły stary, ale już nie dorodny piękny mężczyzna, jakim pozostał np. Kazio Wierzyński. Jakby grubszy i mniejszy, jak był kiedyś” (13 IX 1956).
  • „[Petru Dimitriu, pisarz rumuński] Przyszedł z żoną, bardzo elegancką, ładną panią świetnie i po zachodniemu ubraną w nylonowe futro stokroć piękniejsze niż te, jakie widziałyśmy na damach w Sztokholmie” (12 II 1957).
  • „Puzyna – powiedziano mi «niepozorny». Nigdy nie określiłabym go takimi słowami. Drobny i delikatny, cienko rzeźbiona twarz, bardzo fine” (4 V 1959).
  • „Apollo Korzeniowski był zupełnym zaprzeczeniem tego, czym przedstawiają go biografie i fotografie. Brzydki, chudy, czarny, histeryczny nerwowiec, a tu [w sztuce Wesele pana Balzaca Jarosława Iwaszkiewicza] przystojny, pykniczny, jasny blondyn, na wpół cyniczny, na wpół rozlazły” (15 X 1959).
  • „Po południu wizyta Terleckiego i Grochowiaka. Grochowiak ma 26 lat i pięcioro dzieci. Jest też odpowiednio mizerny. Sympatyczna twarz o cienkich rysach” (8 XII 1960).

            DĄBROWSKA BARDZO DOBRZE SIĘ TRZYMA

            Pisarka nie była megalomanką, starała się patrzeć na siebie w miarę bezstronnie, co nie oznaczało, że nie doceniała walorów własnej fizjonomii.

  • „Wróciłam znad morza jakby odrodzonym człowiekiem. A najważniejsze – pełna entuzjazmu pisarskiego. Wszyscy mi mówią, że doskonale i ładnie wyglądam. Bo też ładne jest wszystko, co teraz we mnie się dzieje” (3 VI 1921).
  • „Żniwa. Danusia robi moją fotografię przy robocie na polu. Tak młodo na niej wyglądam, aż sama nie mogę uwierzyć, że to ja!” (24 VII 1938).
  • „Po śmierci St. [Stanisław Stempowski, życiowy partner M.D.] okrutnie się zestarzałam, twarz mi zordynarniała, jak spojrzę w lustro, widzę podobieństwa do samych starych kobiet z mojej rodziny. Wciąż jestem zgrabna, ale już taka brzydka; a ludzie mi wciąż mówią, że świetnie i młodo wyglądam” (5 V 1952).
  • „W poniedziałek skończyłam 63 lata, trudno mi w to uwierzyć, nie czuję się nawet na 40 i wciąż nie wyglądam też na moje lata” (9 X 1952).
  • „Zaraz po obiedzie prof. [Jerzy] Jakubowski (który zachwyca się moim wyglądem i «młodym» wiekiem biologicznym”) zaprosił mnie i architekta Żaryna (z długim nosem) na spacer sankami (7 II 1956).
  • „Cieszył się [Petar Vujicic, polonista jugosłowiański], że znalazł mnie „tak dobrze wyglądającą”. Nie śmiał przyjść, aby mnie nie zmęczyć, ale powiedziano mu: «Dąbrowska bardzo dobrze się trzyma»” (15 II 1957).

            Maria Dąbrowska notując swoje spostrzeżenia w Dziennikach, niejako dla własnych potrzeb, była wolna od poprawności (piszę „niejako”, bowiem liczyła się z publikacją, lecz dopiero po 30 latach od śmierci, co zastrzegła w testamencie). Pisała więc bez skrępowania nie przejmując się, że ktoś może poczuć się urażony. Dzięki tej swobodzie dawała szczery obraz tego, co widziała i czuła. Przytoczone opisy (m.in. ich celność, barwność, soczystość) – zawierające jedynie co smakowitsze kąski dziennikowej charakterystyki otaczających ją ludzi – stanowią świadectwo spostrzegawczości pisarki, wrażliwości na piękno, znajomości psychologii, a nade wszystko doskonałości pióra, pod którym jej słowa kunsztownie się układały ciesząc się wzajemnie powołanym bytem. Z tych powodów nadmiar słów wydaje się zbędny.    

Franciszek Czekierda

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko