Michał Piętniewicz – Zapisek na odwrocie „Słonecznej rulety”

0
261

„Słoneczna ruleta

o świcie niebo
rozpuszczone na wolność
wzbija się jak
błękitny ptak
z rozczapierzonymi skrzydłami

znów dzieje się dzień
kręci się
ruleta słońca
puszczona w ruch
przez Niewidzialnego Krupiera

z nami którzy obsiedliśmy
wkoło Słońce
każdy ze swymi
sztonami nadziei
choć rachunek prawdopodobieństwa
sprzyja
nielicznym

… i kręci się kręci
migotliwa ruletka:

dla kogoś fortuna
dla kogoś wór cierpień
dla kogoś blotka „

Tom Józefa Barana „Słoneczna ruleta” – bardzo dobry tytuł.
W stronę słońca.
A do tego ruleta, czyli hazard, bo życie to hazard: hazardzistkami są prostytutki i zakonnice.
Jak bardzo łatwo przejść od jednego stanu w drugi…
To słoneczna ruleta, nieprzewidywalne ze swojej natury życie…
Trzeba przyjmować komunię słońca – być może tym są te wiersze – komunią słońca.
Unieruchomione jednocześnie na tarczy rulety i w słońcu.
Wszystko tam zmienia się, a jednocześnie jest takie samo, jak poetyka tych wierszy, która czysta i szczera była od początku.
Szczerość, autentyzm, to wyznacznik tych wierszy – ale to nie wystarcza: bo poeta dba jeszcze o składnik formalny, który wynika jakby bezpośrednio ze składnika treściowego – treść i forma idą ze sobą u Barana w harmonijnej parze.
Wzruszający jest stosunek do żony Zofii – on poeta na dromaderze, galopujący przez pustynię kaskader słów, i ona, cicha bohaterka codzienności, która od początku pielęgnowała dom wypełniony dziećmi, gwarem, domową pracą.
Poeta – dziadek, a wcześniej ojciec rodziny i jednocześnie kaskader.
Teraz jego wnuki przemieniają się, matka poety zamienia się w jego wnuczkę, poeta ciągle śni swój sen poetycki, zasypia na łące, pasąc krowy i w tym śnie zwiedził siedem kontynentów, wydał wiele książek, napisał multum słów, zmagał się ze śmiertelną chorobą, pił na potęgę, a to wszystko okazało się snem zaledwie i poeta – dziecko – pastuszek, znów siebie na łące znajduje i macha wesoło pasterskim kijkiem a w jego oczach rozigrane gwiazdki, jak u jego wnuków.
Może to życie snem tylko?
Ale sen nie wyklucza przecież celnej obserwacji, nawet analitycznej, rozbierania cudzej duszy na kawałki… Poeta ciągle bacznie przygląda się innym ludziom, zwykłym ludziom, chyba ich rozumie, jego wektor poetycki jest skierowany na zewnątrz, do ich dusz, problemów, codziennych trosk, a siebie również opisuje z dystansem i autoironią, do życia zresztą ma spory dystans, życie zanurza w wielkich, kosmicznych przestrzeniach i czasem zdaje mu się, ba, jest tego pewien, że wielki Wszechświat mógłby obyć się bez niego.
Czasem słyszy mowę Głuchoniemego Boga, kiedy indziej odwiedza Boga – staruszka, który żadnego już wpływu
na ten świat nie ma.
A jego życie było pisaniem o życiu w tej Wielkiej Księdze Życia, pisał de facto jedną, ogromną księgę… Księgę swojego i cudzego życia.
Życia kosmicznego i życia pojedynczego.
Życia, które spadając patrzy w gwiazdy i przygląda się jednocześnie małej mrówce na trawie.
Tego, który ceni uśmiech codzienności i czapkę niewidkę codzienności, w której ukrywa się szczęście. Wejść w świat tej poezji i wyjść z niego promiennym, oczyszczonym od słonecznych promieni, przemoczonym tymi promieniami, uśmiechać się szeroko w czapce niewidce mając 1.64 w kapeluszu.
Być może najważniejsze w życiu to uważnie przyglądać się życiu, z dużą dozą refleksji, jednocześnie wnikliwie, analitycznie i poetycko.
Dystans poety do świata nie jest jednak dystansem badacza, to raczej dystans uśmiechniętego uczestnika i jednocześnie obserwatora agonicznych zmagań i zapasów, jakimi wszyscy podlegamy.
A życie jest może przez to piękne i ciekawe, że wciąż oko i ucho poety jest ciekawe na jego dalsze ciągi, duża w tym pokora i jednocześnie mądrość: przyznać, że to, co dalej, jest tak ciekawe, że nieprzewidywalne… Ta nieprzewidywalność życia czyni go na wskroś oryginalnym i jedynym – świeżym i czystym, w swoim geście źródlanym i wyjątkowym, wartym ciągłego świętowania, jakim jest poezja.
Poezja to święto, a poeta jest tego święta uczestnikiem i maratończykiem.
Śledzę jego bieg i bardzo mnie on ciekawi.


[Józef Baran, „Słoneczna ruleta. Wiersze przebrane z lat 1969-2020” PIW, Warszawa 2021].

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko