Janusz Termer – Przypomnienia – „Egzotyczna” poetycka niespodzianka

0
51

    Było to przed laty istotnie wielkie literackie zaskoczenie – i to w bardzo pozytywnym sensie. Ta publikacja dorobku poetyckiego nieznanego w Polsce autora Bogumiła Andrzejewskiego – Podróż do krajów legendarnych, wstęp Czesław Miłosz, posłowie Jerzy Pietrkiewicz, Oficyna Wydawnicza Agawa, 2000, s. 207, była bez wątpienia wielkim edytorskim i artystycznym odkryciem i niespodzianką nawet dla wytrawnych znawców poezji polskiej. W tym także, jak pisał  Miłosz we wstępie, dla polonistów wykładających polską literaturę współczesną: Pytałem wszystkich w Krakowie, nikt nie słyszał o tym poecie!

     A urodził się był on w roku 1922 w Poznaniu;uciekł spod okupacji niemieckiej na Zachód, w 1941 wstąpił do wojska polskiego w Palestynie, był potem ciężko rannypod Tobrukiem, a po wojnie studiował językoznawstwo w Oxfordzie, gdzie z czasem uzyskał tytułprofesorski w londyńskim School of Oriental and African Studies i opublikował liczne i cenione w naukowym świecie prace lingwistyczne. Współpracował m. in. z londyńskimi „Wiadomościami” i paryską „Kulturą”. Zmarł i pochowany został w Londyniew 1994. Tyle sucha notka biograficzna.

    Wiersze Andrzejewskiego, zebrane z rozproszonych publikacji i wydane w tomie Podróż do krajów legendarnych, warto poznać koniecznie, bo na to z wielu istotnych powodów w pełni zasługują. Ale najpierw stów parę o autorze. Postaci w Polsce długo dlatego kompletnie nieznanej, gdyż większość życia spędził on emigracji, a i tam mało kto wiedział o nim jako poecie. Po wojnie  zamieszkał początkowo w  Anglii, a potem wylądował Afryce, gdzie od 1950 roku w Somalii  badał języki egzotyczne dla europejczyków (z tzw. grupy kuszyckiej) oraz twórczość poetów somalijskich! Ba, stał się wielkim znawcą literatury tego kraju, jak też jej promotorem, wydawcą oraz twórcą pisowni tego języka (Somalia odwdzięczyła mu się potem orderem Gwiazdy w stopniu Komandorskim).

    Ale trzeba też pamiętać, że na marginesie zainteresowań naukowych Bogumiła  Andrzejewskiego powstawały i długo pozostawały w ukryciu jego własne wielce, oryginalne, niekonwencjonalne wiersze, znane tylko niewielu z nielicznych druków prasowych lub najbliższym jego przyjaciołom. Byt wśród nich wybitny poeta i prozaik, antologista i profesor Jerzy Pietrkiewicz, który doprowadził do publikacji prawie całego dorobku poetyckiego autora Podróży do krajów legendarnych wfirmie Krystyny i Czesława Bednarczyków, słynnej londyńskiej Oficynie Poetów i Malarzy, w 1985. Początkowo bowiem traktowano twórczość poetycką Bogumiła Andrzejewskiego jako jego prywatne hobby i „zabawę językoznawcy”. W paryskiej „Kulturze” wspominał go Jerzy Pietrkiewicz: Prawdziwa przyjaźń jest łaską opatrzności, ale nawet ta łaska nie przygotowuje do rozstania w śmierci. Nasza przyjaźń przetrwała pół wieku (…). Dla mnie pozostał Bogu-miłym przyjacielem. Pietrkiewicz tak wspomniał również wizyty Andrzejewskiego w Afryce: Radiowe stacje w Somalii oznajmiały jego przyjazdy w sposób właściwy tamtejszej tradycji ustnego przekazu. „Ten-który-nie-jest-u-nas-często”, wołało radio, „przyleciał-do-Mogadiszu”. Piękny epitet dla kogoś, kto był im oddany jakby należał do wszystkich szczepów naraz; czuli, ze należał do nich sercem i rozumem – dlatego miłość do kodyfikatora ich kultury pozostanie w pamięci zbiorowej. Nasycony jak Kolumb światem, który odkrywał, powracał Bogumił do Londynu pełen uroku i dobroci. W Somalii nazywano go „lemuryjskim wędrowcem”, „misjonarzem słów”, „starszym wszystkich szczepów”. 
  
     Istotnie w jego wierszach pojawiały się – snute na kanwie własnych, wielu przeróżnej natury przeżyć i bogatych doświadczeń życiowych – także przedziwne „egzotyczne” tematy i postacie, jak profesor Mart La Arag, „parafilolog” i „antropołożnik” wykładający na Wyspie Selenostergów, sołtys Kamelopardii (nadający autorowi order Szumiących Burzanów), groźni Szakalonidzi, neosemantycy czy niejaki Hyś postmodernistyczny. Pyszna to już w samej tej kpiarsko językowej warstwie poetycka wysmakowana zabawa i zarazem znakomita wierszowana robota. W futurystycznym stylu wczesnego Aleksandra Wata, błazeństw językowych z dramatów i prozy Witkacego, ironicznych kpin Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego czy neologizmów Mirona Białoszewskiego. Ale też i zawierająca w sobie niespodziewanie całkiem poważne refleksje i wtrącone niby „mimochodem” obserwacje i uwagi natury dotyczące zarówno osobistych jak i narodowych czy społecznych doświadczeń tego osobliwego, jak choćby na przykład w autobiograficznym poemacie Pochwala przodków, gdzie poeta wyznaje:

   Mój dziadek był drobnomieszczaninem
   zajmował się skupem drobiu i świń,
   Które odstawiał albo na targ
   Albo na kolej do wielkich hurtowników,
   A jednak miał więcej powagi i dostojeństwa
   W swoich sumiastych wąsach niż wszyscy razem wzięci,
   Wiotcy i nie strawioną lektura wzdęci
   Podskakiwacze pod kulturę.

    Jest jeszcze w tych wierszach coś ogromnie ciekawego i długo jeszcze zapewne z tego powodu aktualnego dla czytelnika polskiego, a i może i dla europejskiego także. A mianowicie swoiste literackie odkłamywanie (kto wie czy to nie wpływ prozy Josepha Conrada z Jądra ciemności czy Nostroma) owej „sztucznej cudowności”, egzotyki dalekich pozaeuropejskich krajów, opisywanej teraz częstokroć przez pospiesznych i naiwnych dziennikarskich „białych” podróżników/podróżniczki. Jak żartobliwie wspominał przywołujący w swych szkicach wiersze Bogumiła Andrzejewskiego inny, również zapominany obecnie, wybitny poeta emigracyjny i jej badacz oraz edytor Jerzy Pietrkiewicz, kreśląc przy okazji trafnie takie oto między innymi żartobliwe uwagi: jego wyobraźnia adoruje zwierzyniec życia: u niego lemury, wielbłądy, koty, pająki zapraszają bestie mitologiczne do legendarnego raju. Trzeba jeszcze poszukać Bazyliszka, bo on samotnik, a ukrywający się samotnicy sąmniej straszni, niż się wydają

    Znajomość tak późno odkrytych dla polszczyzny wierszy Bogumiła Andrzejewskiego winna być odtąd w Polsce obowiązkowa, co sugerował m. in. Czesław Miłosz, dla miłośników poezji polskiej XX wieku. Trafiły do Antologii poezji głupich i mądrych Polaków w wyborze Ludwika Stommy, Gdańsk 2000, jako jedna z bardziej ważnych, oryginalnych i piękniejszych, choć nadal mało znanych jej literackich kart….

 J.T.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko