Janusz Termer – Przypomnienia – Solaris Stanisława Lema po latach

0
114

         Spieszę przypomnieć tym, którzy powieści Solaris nie znają (lub dawno nie mieli z nią kontaktu), że ten utwór Stanisława Lema (wydany w 1961 r.), o dość w raczej wątłej akcji fabularnej, rozgrywającej się na stacji kosmicznej Solaris, krążącej „od dawna” wokół planety o tej samej nazwie, to nadal najbardziej znane i cenione dzieło tego pisarza, zarówno w Polsce, jak i na świecie.

    Na Solaris przybywa kolejny wysłannik ziemskiej cywilizacji, naukowiec psycholog Kris Kelvin mający za zadanie poznać tajemnicę pokrywającego ją niemal bez reszty oceanu o niezwykłej “plazmowatej” strukturze i “twórczych” właściwościach (potrafi on między innymi wpływać na ruchy planety wokół dwóch słońc – czerwonego i niebieskiego – czy budować sobowtóry postaci ludzkich ze snów przybyłych tu Ziemian). U boku Kelvina pojawia się tajemnicza postać kobieca – Hervey, “oceaniczna” replika kochanej niegdyś przez niego dziewczyny, która z jego winy popełniła samobójstwo. Gdy jednak nowa Hervey, w rezultacie wielkiego uczucia do niego, “uczłowiecza” się, czyli zdobywa świadomość swego istnienia i ludzkiego wcielenia, to również podejmuje próby popełnienia samobójstwa…

    Także i inni koledzy Kelvina, przebywający na Solaris badacze kosmosu, mają podobne przeżycia związane z rekonstruowanymi przez ocean pozaziemskimi tworami (Sartorius, Gibarian i Snaut). Toczy się tutaj nieustanna śmiertelna walka ludzkiej wiedzy i inteligencji z nieznaną i groźną inteligencją “niemego” do końca oceanu (symbol tajemnic kosmicznych sił pozaziemskich znany i z innych utworów Lema). Zwycięża w tej walce na koniec (choć to raczej pyrrusowe zwycięstwo) ułomny, niedoskonały, błądzący i poszukujący prawdy o “naturze rzeczy” rozum ludzki, ale ten naukowy – i dosyć problematyczny – sukces opłacony jest tutaj wielką osobistą i dramatyczną goryczą przeczuwanej osobistej porażki. Kris Kelvin po “anihilacji” nowej Hervey, której miłość była dla niego ostatnią szansą odkupienia dawnych przewin wobec jej poprzedniczki; postanawia jednak zostać na Solaris aby kontynuować badania. Bo, jak mówi na koniec: odejść jednak, to znaczyło przekreślić tę, może nikłą, może w wyobraźni tylko istniejącą szansę, którą ukrywała przyszłość… W imię czego? Nadziei na jej powrót? Nie miałem nadziei. Ale żyło we mnie oczekiwanie, ostatnia rzecz jaka mi po niej została. Jakich spełnień, jakich drwin, jakich mąk jeszcze się spodziewałem? Nie wiedziałem nic trwając w niewzruszonej wierze, że nie minął jeszcze czas okrutnych cudów

     Tak oto, ta pozornie całkiem “zwyczajna” i konwencjonalna powieść Lema, nie wiedzieć jak i kiedy, przekształca się prozę pełną niedocieczonych tajemnic i czytelniczych niepokojów mających swoje źródło nie tylko w tradycyjnej problematyce literatury fantastycznonaukowej (obok przywoływanych tu najczęściej klasycznych dzieł Wellsa, Stapledona czy Dicka), ale i w polskiej tradycji literackiej romantycznej postawy (od Dziadów po Wesele!. Prozę, którą się długo pamięta, a która mimo to wciąga nas na nowo i obecnie w swą zaskakującą wielością odniesień myślowych i poznawczych orbitę, w gąszcz wyłaniających się stąd pytań i problemów…

      W czym tkwi tajemnica tej popularności i znaczenia Solaris? Stała się ona bowiem istotnie jednym z najbardziej znanych dzieł polskiej i światowej prozy science fiction drugiej połowy XX w. Nie tylko chyba dlatego, że jest powieścią wykraczająca poza ramy owych konwencjonalnych, formalno-gatunkowych wyznaczników, gdzie pojęcia i problemy astronomiczno-fizyczne, biologiczne czy cybernetyczno-matematyczne służą do racjonalnego uzasadniania i wyjaśniania opisywanych zdarzeń i “przygód” bohaterów w tajemniczym i groźnym świecie Kosmosu. Ale także i dlatego, że autor, niejako tylko “przy okazji”  opisów przeżyć wewnętrznych swych bohaterów, stawia w niej pod dyskusję wiele istotnie niełatwych pytań i problemów szerszej natury. Dotyczących zarówno przyszłości nauki, jak i perspektyw rozwoju cywilizacji ludzkiej. Zwłaszcza zawsze aktualną kwestię wpływu odkryć czy wynalazków technicznych na życie ludzkie (podejmowane tu próby i nieprzewidziane konsekwencje nawiązania kontaktu z inną niż ziemskiego pochodzenia inteligencją, wyprzedzającą ziemską o miliony lat rozwoju). Więcej: podejmuje pytania dotyczące nie tylko ogólnych możliwości poznawczych człowieka, ale także nie mniej mocno eksponuje problematykę moralnych niepokojów i egzystencjalnych dylematów bohaterów, w tym również sprawy czysto psychologicznej natury (jak owa wielka tutaj, wpływająca na zachowania i wybory Kevina, siła uniesień miłosnych…).

    Stawia też Stanisław Lem tutaj w centrum uwagi, co było wielkim novum w czasie gdy utwór ten powstawał, problemy z zakresu tzw. literackiej psycho fiction, czyli przede wszystkim kwestię pogłębiającego się znaczenia i siły samoświadomości ludzkiej, jako formy rodzącej się swoistej korespondencji między komplikującym się w procesie jego poznawania, obcym, niepojętym, wrogim lub obojętnym światem, a niewiele nadal zmienioną – ukształtowaną w niepoliczalnie długich, starodawnych jeszcze i po arkadyjsku “niewinnych” warunkach bytowania – ludzką naturą i psychiką.

    Pamiętać też trzeba, gdyż w tym chyba największa siła i tajemnica powodzenia utworu, że ta powieść Stanisława Lema zawiera w sobie wieloraką możliwość jej odczytywania. Bowiem zawsze była i jest nadal bardzo rozmaicie interpretowana. Na przykład jako wielka parabola ludzkiego losu: próba filozoficznego, metafizyczno-teologicznego wyjaśnienia lęku i bólu istnienia (“ukryty”, niepoznawalny i „milczący” Ocean-Los-Bóg rządzący światem). Bywała odczytywana w kategoriach i w języku filozofii egzystencjalnej (kierkegaardowska “bojaźń i drżenie” łączona z sartre’owską koniecznością czynu i ludzką wolnością wyboru). Jak też i traktowana jako swoista ilustracja przykazań teorii psychoanalizy freudowskiej (konsekwencje traumatycznego stłumienia libido). Widziano też często Solaris wręcz jako romansowy “kosmiczny” melodramat wpisany w realia literatury fantastycznonaukowej. Ale też i dostrzegano w niej nawet – i to jeszcze w latach 60. XX wieku – zakamuflowaną sztafażem realiów fikcyjnego świata odległej przyszłości – wyraźnie aktualną, choć tylko aluzyjną prozę polityczną (tu: niepoznawalna i wroga natura systemu totalitarnej władzy “oceanu” nad broniącymi się przed nią ludźmi).

    „Byłażby jednak powieść – pisze jeden z polskich krytyków i interpretatorów  Lema, Jerzy Jastrzębski – jedynie opisem fiaska kosmicznego porozumienia? Uwierzywszy w to, dalibyśmy się zarazem złapać w pułapkę realistycznej lektury, podczas gdy dzieło Lema znacznie bardziej jest skomplikowane. Amerykański badacz, Istvan Csicsery-Ronay, powiada, iż Solaris otwiera kilka równoległych, a nawet sprzecznych interpretacji. Można ją czytać jako Swiftiańską satyrę, tragiczny romans, egzystencjalną parabolę Kafki, metafikcjonalną parodię hermeneutyki, ironiczną powieść rycerską Cervantesa i Kantowską medytację nad naturą ludzkiej świadomości. Lecz ani jedno z tych odczytań nie jest w pełni satysfakcjonujące, co było chyba zamierzeniem autora. Zarazem sprzeczne i wzajemnie motywujące się odczytania czynią z procesu interpretacji tekstu metaforę naukowego problemu artykulacji jawnie paradoksalnego świata naturalnego”.

     Zadziwia doprawdy wielka żywotność literackiej recepcji, mnogość prób odczytań utworów Stanisława Lema (patrz m. in. Lem w oczach krytyki światowej, 1989), zwłaszcza tego dzieła wydanego po raz pierwszy dokładnie sześćdziesiąt lat temu, kilkanaście razy dotąd wznawianego w kraju i ciągle przekładanego na (kilkadziesiąt już) języków świata. Znanego także z ekranizacji filmowych: pierwszej adaptacji Solaris dokonał już w 1968 r. w ZSRR reżyser Boris Nirenburg, a wkrótce po nim, w 1972, słynny rosyjski reżyser Andriej Tarkowski, zaś w 2002 powstał w USA film w reżyserii Stevena Soderbergha (filmy te nie za bardzo się podobały autorowi powieści, jako spłycające jej wymowę). Znane są też adaptacje teatralne tego dzieła (polska – z 1981 i angielska – 2007), a także jego wersja jako słuchowiska radiowego (samego Jerzego Grotowskiego, 1972) i telewizyjna (w ZSRR, 1969) oraz audiobooki: z 2007 (czyta Piotr Fronczewski) i z 2011 (czyta Jerzy Trela) oraz superprodukcja (z udziałem Roberta Więckiewicza, Magdaleny Cieleckiej, Adama Woronowicza i in.) oraz nagranie anglojęzyczne z 2011 (w tłumaczeniu Billa Johnstona).

     Jaki będzie odbiór tej powieści Lema w przyszłości? Tego oczywiście  obecnie nie wiemy i wiedzieć nie możemy. Wydaje się jednakże, że tak jak obecnie, tak i po iluś tam latach każdy z interpretatorów Solaris, jak i każdyze „zwyczajnych” czytelników,  znajdzie tu zapewne dla siebie coś jeszcze innego, niewykluczone, że coś dla nas dzisiejszych jej odbiorców – niepodziewanie nowego, nieoczekiwanego!? 

     Warto może zatem, w ten pandemiczny czas, nie tylko z okazji ogłoszenia przez Sejm Roku Stanisława Lema oraz zbliżającej się setnej rocznicy urodzin autora i piętnastej śmierci (ur. 21 IX 1921 we Lwowie, zm. 27 III 2006 w Krakowie), sięgnąć i teraz po Solaris, tę jego „młodzieńczą” powieść (pisał ją dobiegając czterdziestki!), od której zaczęła się światowa kariera jego pisarstwa.                                                                                             

J.T.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko