Jan Tulik – Pomiędzy liryką, goryczą a gromkim śmiechem

0
166

Już pierwsza linijka w tomie „Drzazgi światła” *) Andrzeja Gałowicza brzmi lirycznie, uroczo, nostalgicznie: Ptaki odleciały z moich drzew na południe. Podobnych zdań w tym zbiorze znajdziemy więcej, dużo więcej. Lecz jest to tom o niebywałej rozległości tematycznej, o wielce bujnej semantyczności. Czysta liryka i wypowiedzi filozoficzne to jeden brzeg poetyki Gałowicza, zaś druga granica sięga groteski, nawet w pełni satyry.

Poeta Gałowicz znakomicie posługuje się znaczeniami, równie świetnie stosuje zabiegi formalne.  Wiersz „Supositio” zyskał układ klasyczny, z rymem i rytmem:

Wywrócę łódkę  w siną topiel
Stanę na molo w oczu dal
I biel czerwieni w błękit wtopię
Jak szatan szlifujący stal.

Podobnie jest z utworem „Wieczór” (ostatnia jego strofa):

Pachnie  droga sterana zakurzoną wonią
Gwiazdy swój azymut pogubiły w drodze,
Cisza z góry dociska jak kolumna bazę,
Nalewkę z heideggera piją kamikadze.

Klasyczność formy – jest tu tylko kilka wyjątków, potwierdzających mistrzostwo formy nie tylko dlatego, że Gałowicz jest znakomitym polonistą – to jedno, zaś zawarte treści to nowa gałąź wypowiedzi poety. Pozostałe utwory to wiersz wolny. Wspomniana Nalewka Heideggera ma swoje uzasadnienie w przesłaniu wiersza; to ciąg filozoficznych aluzji, czy dialogów z takimi myślicielami jak Jaspers czy Sartre. Z kolei w wierszu„Szklana  kula” zaistniał ciąg dialogu z wielkimi filozofami z często odległych przestrzeni historycznych: …W tym malunku na szkle / Z odpadającą farbą Spinozy / Spod polichromii serca // Z panami Kierkegaardem i Augustynem. Od każdego z tych filozofów autor coś zapożycza, wchodzi z nimi w dialog, czyni aluzje do wypowiadanych treści. Wiele tu nawiązań do tradycji literacko-kulturowych, wiele inspiracji. Pojawili się w tych wierszach ponadto Poe, Grottger, Lermontow, Babel, Jesienin, Conrad, Al Szarif (i znaczący komentarz autora: „Dziś byłbyś tylko uchodźcą…”).

Sporo tu wierszy sięgających temperaturą emocji po stany mistyczne. Poeta przypomina dawne tradycje, nie omija mar i zabobonów, stanów onirycznych, w tym także spotkań z istotami pozaziemskich – bo chyba za takie uznać trzeba anioły. A mają one tu swoje, poczesne miejsce. Wiersz „Anioł matowy – mój anioł” oraz „Anioł z obrazka” mają swoistą aurę:

Chroniąc mnie i siostrzyczkę,
Prowadzisz przez mostek i rzeczkę,
Ale gdy z jednej ona , 
                                      a z drugiej ja hop! z mostka,
Gdzie Cię powiedzie troska?
…………………………………………………………..
Duplikat proszę do obrazka
Oszczędny Panie Boże,
Bo czy nam dwojgu w potrzebie
Samotny  anioł pomoże?

Skoro mówimy o wątkach nadrealnych w tej poezji, trzeba powiedzieć o czterech wierszach „listopadowych”. Bo są w nich obrazy nadrealne, chyba z kategorii realizmu magicznego; w wielu miejscach można kojarzyć Gałowiczowe listopady z tradycją dziadów, w tym „Dziadów” Mickiewiczowych. Jak w choćby w wierszu „Listopad I”:

Nocą na rozstajach odwiedziłem kamień
Poczęstowaliśmy się ciszą i ciepłym chłodem
Jak to na wejściu w listopad
Powstali z prochu schodzili z gór

Bliżej naszej rzeczywistości jest „Listopad IV”, właściwie krytycznie oceniający tradycję Wszystkich Świętych:

Gramoli się lud Boży na cmentarz
(…) Pstry nekrofestiwal jałowy
Daty w pamięci zatarte i wzdłuż i w poprzek
Ckliwa kompensacja chryzantem

Cóż, istotnie w pogodny dzień pierwszego listopada to często parada mody, tandetne lampiony, które „śpiewają” pobożne pieśni, plastikowe kwiaty drażnią, obrażają pojęcie estetyki.

Ważna jest także topografia zawarta w wielu wierszach. Jest Żarnowiec, Krosno, Odrzykoń, ale są i poety „rodzinne” strony, góry, Tatry z Giewontem a i halnym w rolach wiodących. Ze swoistą czułością autor mówi o swych górach w wierszu „Noc w górach”, z pięknym obrazem białych saren ciągnących sanie z zimą:

W świerkowym cesarstwie Tatr
Białymi sarnami przejechała zima
Żywią się chłodem zabobony
Na tle mrocznego błękitu

Sporo miejsca poeta poświęca przeszłości, tej, której doświadczył jak i zasłyszanej w domu. Powiada: Czas na mnie spogląda, nie krzyczy. Ewokacje minionego to rodzinne opowieści, w których nieustannie tli się wojna. Lecz i historia bliższa. Order wujka mego to cień inwazji na Czechosłowację w 1968 r. Wiersz „1941” to oczywiście wojna:Trzepało się polską szlachtę hen za Zbruczem / Ostrożnie, by się nie uchlapać krwią siebie. Dramatyczna fraza. Lecz to wojna polsko-bolszewicka, wojna wg Izaaka Babla w jego „Armii konnej”. W 1940 r. Babel został „mocą” NKWD stracony. W 1954 roku „dało się” go zrehabilitować… Lecz Gałowicz nie byłby sobą, by nie wtrącić swojego:  A  Żydy jak wszystko w niewoli śmierci – wszystkiemu winne. Poeta ten wielekroć uszczypliwie mówi o naszych wadach, w tym aluzyjnych akcentach antysemickich. W utworze „Przeminęło” snuje opowieść noAniele babci  który ocalił dziadka, przed dwoma sałdatami mało trzeźwymi, którzy dostrzegli na ścianie wykopane spod jabłoni czy gruszy //  Ordery i dyplomy / Za 1918 i 1920 rok. No bo Ruski oficer przepędził potencjalnych katów ze swej owczarni.

Gałowicz to uważny obserwator życia społecznego, piętnuje kłamstwa i hipokryzję, nie waha się nazwać rzeczy po imieniu.

Nadmieniony wiersz “Quo vadis, audi…” to dramatyczne przypomnienie – jakże w obecnej  dobie aktualne – o tragediach związanych z masowym, czy choćby grupowym przemieszczaniu się, najczęściej pielgrzymowaniu. Oto wymienione wybrane przez poetę fakty z odległych dziejów jak bliższych nam. Dzieje się, czy działo,   Kiedy miłości Bożej pragnie się bardzo / Jak topielec sękatego brzegu. I następuje jakby opowieść o ludzkich dramatach: oto W 2017 roku niedaleko Vizille zginęło 34 pobożnych / Pielgrzymów polskich wracających z sanktuarium  / Matki Boskiej w La Salette autokarem. Zaś W XI wieku idące karawany zaskoczył brak wody / I pili urynę z własnych rąk, a jeden bukłak wody kosztował / 100 dirhamów, czyli około300 euro, / Dziesięć lat później z 20000 pielgrzymów / Mocz i mięso wielbłądów ocaliły tylko 6000. / W 2005 roku 12 osób zginęło i 40 zostało rannych / Po wypadku autokaru wiozącego  radosną młodzież / Licealną z Białegostoku do Częstochowy. / A w jedenaście lat potem 19 pielgrzymów straciło cenne życie / po wybuchu paniki na zatłoczonym  moście, / którym chcieli się dostać do świątyni Waranasi.

Poeta w swej twórczości zawiera odniesienia do literatury, kultury wszystkich epok, do wątków biblijnych, mitologii z Troją i Itaką w roli wiodącej. Nie unika też stylizacji („Het tam”), tworzy neologizmy bardzo trafne w relacji z poetycką opowieścią. WBez Galatei przyjmujemykrwawożycie dostępne od razu, a także ostre zestawienia emocji: nagła blizna na rozkoszy / Jak tort z opiłkami. Używa przy tym odległych semantycznie metafor. Pomiędzy tym znajduje miejsce swoista „muzyczność”, a głównym są instrumentem są organy…

Autor uważnie śledzi nasze zachowania, dostrzec przywary i narowy, niepraktyczne nawyki „Święta” tyczą Bożego Narodzenia. I taki oto obraz świętowania: Salcesonik watykański, / pierwsza flaszka napoczęta   Pomalutku idą święta…// Choineczkę zdjąć ze strychu, / Druga flaszka rozpoczęta, / Szybciej się zbliżają święta… I tak do piętnastej flaszy i do westchnienia: No cóż przeminęły święta…

Gałowicz nie oszczędza i swej pasji. „Poezja” to: To zapach sierści mokrego psa / Twardość brylantu świerkowego sęka / Plama oleju na dżinsach / Zardzewiała błona dnia na podwórku / Łuna szybkiej pochmurnej miłości / 180 na liczniku metrykalnym / Berberys jadalny jesienią od wiosny / Naprawiony pajęczy zegar kukułczy i w sumie jest jak Zapłacony rachunek. To deprecjacja poezji w wykonaniu poety? Odbrązowienie aktu poetyckiego? Może dość drastyczne sprowadzenie czytelnika i twórcy „na ziemię”? 

Dla osobliwej równowagi częstuje satyrą, może nawet paszkwilem „Polską prozę”. Może to w jakiejś mierze parodia współczesnej prozy, która wielekroć przemawia banałami, to pisanie „o niczym”,  jak zżymają się czytelnicy. Lecz czy mają rację nie nadążając za spółczesnością pisania? Niełatwo rozstrzygać, i może nie trzeba, zweryfikuje to czas. A oto rzeczony wiersz:

Józek miał drabinę do nieba

A spadł z komina
Pijany – jego wina
Jęczy i jęczy,
Trzeci rok się męczy
(…)
Ślubna na Allegro kupiła trumnę
A on do niej: franco przebrzydła
Jeszcze nie chyba umrę

Czy takie dictum może wyjaśniać fraza z wiersza – dedykacji „Bliskim w rozterkach i sobie”. byłej rzeczywistości  „K”: Obłuda uśmiechała się pobłażliwie // Amfiteatr  drogocennej głupoty. Może i tak. Lecz dotyczy to „byłej rzeczywistości”.

Tom kończą „Dwa wiersze postmodernistyczne”. Autor szyderczo bawi się postmodernizmem  jako czymś niemal nieistniejącym. Bo de facto czym jest i czym nie jest postmodernizm? Niejeden uczony w piśmie – a to wcale nie urąganie – czynione starania określenia postmodernizmu kwitował summą: to worek, w którym może wiele, może i wszystko nowe zmieścić. Może nie do końca tak jest, lecz „coś w tym jest”.

Aby przypomnieć, że Gałowicz czyni pełną poetyckiej urody lirykę, przytoczmy miniaturę, która jawi mi się jako świetna synteza jego twórczości.

***

jestem błędem Twojej miłości
trąbą jerychońską
niedokończonym elementem
labradorem dla Twej obrony
a ty jak sarna na mnie patrzysz z nadzieją
śniły mi się lawiny róż
śniły mi się

„Drzazgi światła” to obszerny tom, który ukazuje poważne możliwości twórcze autora. I rzeczywiście – pomiędzy niekiedy hieratycznością a satyrycznym poszturchiwaniem mieście cała menażeria zagadnień, wątków, tonów. Dlatego każdy czytelnik literatury znajdzie w nim coś dla siebie. Od goryczy po – wolno przypuszczać – gromki śmiech.

Jan Tulik

————————

*) Andrzej Gałowicz „Drzazgi światła” Podkarpacki Instytut Książki i Marketingu, Rzeszów 2021

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko