Elżbieta Musiał i Stefan Jurkowski – dwugłos o książce Andrzeja Kosmowskiego

0
432

ELŻBIETA MUSIAŁ – o liryce nadbrzeżnej Andrzeja Kosmowskiego


Ocean przegląda się w kropli wody 

Wiersze Andrzeja Kosmowskiego to niecichnąca podróż. Zwykle wyrusza się w nią po coś i w nadziei na coś. Ta jest podróżą podmiotową, w głąb siebie samego, po Tajemnicę; „wieczność znów delikatnie mości się / w moich myślach”. I choć wiersze wspierają się o konkret miejsca, mają ramiona otwarte na otchłań. Czy oceanu? „Atlantyk jest wszędzie” – wyznał w tomiku z 2016 roku. Wielka woda i jej wielki szum – jakże czytelnie w tej poezji – są synonimiczne z niedookreślonym lecz iluminacyjnym niepokojem. „Jutro już tu jest” napisał w kolejnym tomie „Wizja lokalna” (2018). Zaledwie kilka sygnałów, a już wiemy, o jaką otchłań i jaki szum chodzi. I niby wszystko, czego dotykają wiersze, są z tej ziemi, a każde miejsce odnajdziemy na geograficznej mapie, to jednak rzecz jest o nieodgadnionym. Tu optyka skierowana jest na wewnętrzne mapy. W takim też lirycznym środowisku toczą się rozważania w ostatnio wydanym tomie „ocean zdjął wiatr z moich żagli” (2020). Znów wiele mówiący tytuł, niejako przesuwający liryczne „ja” na mapie (nie tylko) czasu. I konsekwentnie dopełnia ową „kroczącą” w kolejnych tomach podróż, tym samym temat rozbudowany zostaje do cyklu. 

niby wróciłem
a jednak już
siódmy dzień uporczywie wpatruję się
w pusty jak otchłań horyzont
i nie dostrzegłem
ni najlżejszego skrzydła żagla
ni muszli burty ni kokonu sterówki

(powrót albo liryka nadbrzeżna, s. 50)
 
A wcześniej bohater liryczny jak Odys przemierzał mile morskie rozpostarte między portami „na czterech kontynentach / i trzech oceanach”. Była więc opowieść o zobaczonych portach i podążanie za nieznanym, które zawsze sadowi się na horyzoncie; „nieuchwytne a obsesyjne marzenie / o czymś co byłoby jak koński grzbiet / ciepłe nagie ruchome / i gotowe na przygody”. Czyli było szukanie wiatru w żagle. Bo dopóki maszt pamięta „przesłanie rozpiętych żagli”, można przemierzać te mile. Ale kiedyś przecież i wiatr ustanie i przesteruje optykę „do wnętrza”; „powoli wycieka ze mnie świat” – mówi liryczne „ja”. Świat zewnętrzny, tak zachłannie zagarniany najpierw, z czasem i wraz z nabywanym doświadczeniem przeistacza się w ten wewnętrzny, który nosimy w sobie; „wszystko już było / i świat utkwił we mnie / jak zakrzepły namuł”. Ot, najpierw jest się gościem w świecie, a potem on naszym gościem i w nas. A na koniec wycieka. Lecz czy nie taki jest porządek rzeczy?  

ot kolejny przystanek
taka homeopatyczna dawka
egzotyki i iluzji
wystarczająca aby wbić szpilkę w mapę
lub przykleić nową przywieszkę
do podróżnej torby

(ocean zdjął wiatr z moich żagli, s. 38)


Już choćby powyższy przykład zwiastuje budzenie się do podróży wewnętrznej. W wierszach Andrzeja Kosmowskiego wyraźnie widać zamierzony proces uwewnętrzniania świata dookolnego. Zewnętrzna faktyczność, która jest zaczynem wiersza, ma tu niebagatelną rolę, ale nie pierwszoplanową. Pozwala na zachowanie kontaktu z realem i zakotwicza w nim opisywany obraz, jednakże w pewnym momencie akcent przerzucany zostaje z „wód terytorialnych” na peryferie myśli i przeczuć, gdzie gnieździ się sedno wierszy. Ów przeskok z realności w nierealność ma znamiona poetyckiego błysku. Ale bieguny zewnętrzny i wewnętrzny nie są jedynymi tej poezji. Makrokosmos i mikrokosmos też wzajemnie przeglądają się w sobie, można rzec, ocean przegląda się w kropli wody.

jak udało się uchwycić
ową kroplę czasu
gdy wszystko się już zdarzyło

(kropla czasu, s. 8)

Wiatr, ocean, toń, otchłań – słowa klucze – odwołujące się do potęgi żywiołów, nad którymi człowiek nie panuje, lecz nasłuchuje w sobie ich pomruków. Czasem staje oko w oko z ogromem, jak kropla wobec oceanu. Skala mikro i makro jednorodnego kosmosu.

Wiersze Andrzeja Kosmowskiego można porównać do sprawdzianu dokładności map zewnętrznych z wewnętrznymi bohatera lirycznego. I bynajmniej nie są pamiątkami z wypraw, lecz przyczynkiem do wyprawy. Wszak najważniejsza wyprawa rozgrywa się w nas. Każda rzeczywistość przedmiotowa nabiera sensu dopiero wtedy, gdy staje się podmiotowa, uświadomiona, uwewnętrzniona.

a każda ścieżka
i tak wcześniej czy później
zamykała się
 szaleństwem morskiej bryzy
i wracały wspomnienia

pamięć jakże wykwintny sposób umierania

(itaka, s.17).

Niezwykle ujmująca jest refleksyjność tej poezji, która potrafi mówić różnymi nastrojami i odcieniami. Powaga wypowiedzi przeplata się z kąśliwym słowem i humorem, a te niejako rozbrajają ciężar egzystencjalnych rozterek. Jest zabawa słowem („jeśli to jest jawa / to co / pojawi się we śnie”) i są dosadnie sformułowane przekazy, szybkie i celne. Różnorodność tonów podkręca dynamikę wypowiedzi. A ponadto odczytujemy ją jako tę z nerwem, z charakterem. Lecz całość przybiera postać lirycznego dyskursu filozoficznego podszytego metafizyką. To dojrzała, mądra i dobrze rozegrana poezja. Pełnowymiarowa. Czyta się wspaniale.

garść oboli wtopionych w asfaltowy szlak
i pijany charon śpiący pod wierzbą

koniec świata podobno już był
ale się nie do końca udał
jak zresztą wszystko
w tym pięknym kraju
(krajobraz eschatologiczny, s. 7)

I jeszcze na koniec, na okładce tomiku widnieje reprodukcja obrazu znanej malarki Marii Wollenberg-Kluzy „Krynica Morska Szkwał”. W nim też odbija się „liryka nadbrzeżna” Andrzeja Kosmowskiego. Komplementarność obrazów poetyckiego i malarskiego jest tak duża, że nie wiadomo, który w którym się przegląda.
Elżbieta Musiał  

Andrzej Kosmowski – „Ocean zdjął wiatr z moich żagli”. Wydawnictwo ANAGRAM, 2020 r., s. 95.



Stefan Jurkowski – Ekspresja, odkrywczość, prawda

„ocean zdjął wiatr z moich żagli”, to siódmy tom wierszy Andrzeja Kosmowskiego składający się z sześciu cykli. Każdy cykl stanowi coś w rodzaju próby „poszerzania” przestrzeni znaczeniowej poszczególnych wierszy, zakresów tematycznych i językowych; nieco odmiennej interpretacji zjawisk obserwowanych przez podmiot liryczny.
I tak pierwszym, otwierającym ten zbiór cyklem jest „Otchłań”. Znalazły się tutaj utwory, w których wyraźnie dochodzą do głosu akcenty eschatologiczne.
Przemijanie, czas i jego względność, cisza i wieczność – to motywy tkwiące w podskórnej  warstwie utworów. Oczywiście, poeta nie mówi o tym wprost. Kosmowski, obserwując realną rzeczywistość i opisując ją, widzi zarazem „pijanego charona śpiącego pod wierzbą”, potem obserwuje, jak odpycha on „wiosłem łódź/ od naszego brzegu”.
Tutaj znajdziemy wiersze wysoce zmetaforyzowane, skonstruowane jednak za pomocą plastycznych, konkretnych obrazów. Przywołajmy choćby wiersz „otchłań”:

szaroniebieska toń
rozmyte granice
morze które nigdzie się nie kończy
niebo które nigdzie się nie zaczyna
gęsty skłębiony wojłok mgły
(…)

Przestrzeń, pustka, swoista senność natury… Ale obraz ten nie jest wcale statyczny jakby się mogło na pierwszy rzut oka wydawać. Na tym, niby spokojnym, tle bardzo dużo się dzieje. Dojmująca cisza, spokój fal, zanikający wiatr, bezruch –

powoli wypełnia czaszkę
mantrą
wieczności

Ów dookolny, pozorny spokój niejako przenosi narratora w inną rzeczywistość. Oto budzi się głęboka refleksja o zabarwieniu jak najbardziej eschatologicznym, a jednocześnie jakże optymistyczna i pełna nadziei,

i nagle wiem
że wszyscy moi zmarli
też gdzieś tutaj są

nie jestem zupełnie sam

Pryska zatem poczucie osamotnienia, utraty bezpowrotnej. Okazuje się, że tytułowa „Otchłań” nie powinna przerażać. To tylko my – w niej urodzeni – zaczynamy ją coraz wyraźniej i w różnych aspektach postrzegać. Język poetycki, zaskakujące porównania, mowa obrazów, są tutaj bardzo silne i wyraziste, nie wymagają odautorskich komentarzy. To stanowi bardzo istotną cechę poezji Andrzeja Kosmowskiego.

Następny cykl nosi tytuł „Powoli wycieka ze mnie świat”. Wycieka podobnie, jak woda ze świeżo upranej koszuli (mamy taką sytuację opisaną w tym w wierszu). Świat zewnętrzny przestaje być według tej poetyckiej wizji pierwszoplanowy. Wchodzi w nas, zostawia tylko to, co najważniejsze, a potem uchodzi niczym przez sitko. To nas kształtuje,  w pewnym sensie przemienia się w cząstkę nas samych. Najważniejsze jest doświadczenie, które bezpośrednio wpływa na kształt naszej osobowości. W tytułowym wierszu tego cyklu poeta podsumowuje: „nareszcie porządek w marzeniach”. A więc spokój wynikający z poczucia „czystej rzeczywistości”?
Takiej oto rzeczywistości wydaje się przez cały czas poszukiwać podmiot liryczny wierszy Kosmowskiego. Nie jest to wcale łatwe. Zauważmy, że Kosmowski nie jest ani idealistą, ani pięknoduchem. Przeciwnie – dostrzega całą plugawość świata, ale wie, iż musi „przewiercić się”  przez jej warstwy, by dotrzeć do tego, co najistotniejsze, nieprzemijające, ponadczasowe. W utworze „brakło kwadransa” czytamy:

już w hotelowym pokoju w dublinie
telewizor który miał jedynie
zamordować wrogą ciszę
wypluł wiadomość o wybuchu
który przeorał peron
kolejowej stacji w portadown
pod kolejny zasiew nienawiści i krwi

I świat zmienił się tutaj w jednej chwili. Ale poeta jest daleki od przywoływania dramatycznych obrazów, używania patetycznych słów, stosowania jakiejś „nadzwyczajnej” retoryki. Po prostu „nagle inaczej smakował papieros”, co zresztą odczuli także faceci w berecikach z antenką, pijący jabola „w śmierdzącej gardzieli/ obudowanych schodów na peron”.
Najważniejsze w tej poezji jest tylko to, co dzieje się w nas, a nie wydarzenia zachodzące wokół, które dadzą się opisać, zdefiniować, efektownie przerażać. One są tylko impulsem dla głębszych poetyckich dociekań. Choć to wszystko splata się w jedną całość przyczynowo-skutkową, to dla poety zdecydowanie ciekawsze jest to, co się dzieje w samym człowieku: to nagłe poczucie obcości świata, zderzenie powszedniości z ekstremalnym dramatem – jedni piją spokojnie tanie wino, tysiące traci życie, a ponad tym wszystkim krąży ludzka podłość i bestialstwo. I choćby to nas nie dotyczyło bezpośrednio, to jednak zawsze zmienia naszą optykę. Powiada podmiot liryczny:

już pewnie nigdy nie zanucę bluźnierczego
tańczą panowie palą panowie
pod dziurawym mostem w portadown
a tak mi się podobał ten tani greps

Wyraźnie dochodzi tu do głosu poczucie osamotnienia, ale nie odbiera ono woli walki, woli życia, woli trwania. Autor posługuje się ironią, która potęguje ekspresję utworów, stwarza pewien dystans pomiędzy emocjami podmiotu lirycznego, a otaczającym  go światem i wszelkimi zjawiskami na nim zachodzącymi. Poeta świetnie nad tym wszystkim panuje. Nie znajdziemy tutaj ani jednego zbędnego słowa, ani też nazbyt złośliwej ironii. Utwory Kosmowskiego są precyzyjnie wyważone. To przejmujące, niebanalne wiersze.

Cykl „Garść wciąż żarzącego się kosmosu” składa się z utworów, w pełni ogniskujących charakterystyczne cechy tej bardzo indywidualnej poezji.
Można oddzielić tutaj rzeczywistość taką, jaka się jawi naszym oczom, od świata przedstawionego przez poetę. Wszystko tutaj składa się na odrębny obraz, właściwy tylko zmysłowi obserwacyjnemu poety. Poezja Kosmowskiego odnosi się przede wszystkim do wrażliwości oraz wyobraźni czytelnika. Służy temu właśnie plastyczny obraz, precyzyjne uchwycenie nastroju, który pozostaje w samym środku poetyckiego kadru. Autor unika bezpośredniego opisu, broni się przed językiem dyskursywnym. Ucieka się raczej do aluzji, do tworzenia odpowiednich nastrojów; do odkrywania bezpośrednio nieuchwytnych znaczeń. Owe znaczenia uwidoczniają się pomiędzy wersami i budują myślowe, odkrywcze konstrukcje:

garść wciąż żarzącego się kosmosu
wpisana w zbyt już obszerną przestrzeń
pod spadzistym dachem
nasz dom
nawet kominka
nie musimy rozpalać

                                       
(*** garść…)

Pojęcie kosmosu nie ogranicza się jednak wyłącznie do jakichś przestrzeni astronomicznych. Ponad tajemniczym i nieogarnionym wszechświatem istnieje w tej poezji przeczucie czegoś stokroć bardziej niedostępnego naszym zmysłom, naszym najczulszym instrumentom poznawczym.
Kosmowski wie, że tu nie wystarczy konwencjonalny język poetycki. Tym bardziej język filozofii, teologii, czy jakiejkolwiek nauki poszukującej intelektualnych definicji. Użycie go dałoby efekt  niedoskonałości, wtórności, karykaturalności, artystycznej niesamodzielności. Jak tego uniknąć? Trzeba stworzyć inny, własny, pozbawiony koturnów oraz patosu, sposób poetyckiego przekazu. I to jak najprostszy. Najbardziej skomplikowane zagadnienia ukrywają się bowiem w prostocie. Jednak nie każdy tę –  użyjmy takiego oksymoronu – skomplikowaną prostotę jest w stanie odkryć i oryginalnie wysłowić. Ale z powodzeniem udaje się to Andrzejowi Kosmowskiemu. Oto wiersz „kłopoty z samookreśleniem”, w którym – niczym w pigułce – kryje się psychologiczny wręcz traktat:

stało się
atlantyk z sadystyczną systematycznością
uderzał już ze wszystkich stron
fala za falą
przybój za przybojem

byłem wyspą
porzuconą przez robinsona
czy tylko wzgardzonym topielcem

Czy potrzebna jest tutaj jakakolwiek dosłowność, terminologia, erudycyjne popisy rodem z dzieł naukowych? Mowa „uczona”, nie staje się automatycznie poetycka. Kosmowski brawurowo zawierza wyłącznie swojej wyobraźni, semantyce, poetyckiej naturalności. Ma też zaufanie do czytelnika, że będzie on potrafił odczytać przesłania zawarte w utworach.
Następnym przykładem takiej postawy jest wiersz „bramka”. Tu z kolei powracają akcenty eschatologiczne, które zresztą mniej lub bardziej wyraźnie przewijają się prze całą poezję Kosmowskiego.
Oto podmiot liryczny śni, że otrzymuje bilet do automatycznych bramek otwierających wejście do czyśćca, podobnie jak szlabany do metra. Po wsunięciu biletu do czytnika wyświetla się elektroniczne napomnienie:

nie bój się niczego
tutaj
zranić cię mogą
jedynie twoje własne decyzje

Pomimo tego zapewnienia bohater liryczny powiada:

było się czego bać

obudziłem się zlany potem

i nadal się boję

Świetny ekspresyjny wiersz, w którym jest zakodowana głęboka prawda teologiczna. Nie ma wszak piekła, ani czyśćca. Są nasze własne decyzje oraz ich następstwa. Nie potrzeba tu powoływania się na „uczonych w piśmie”, zbędne okazują się wszelkie podpórki kulturowe. W kilku słowach ukazuje poeta autentyczny lęk i cierpienie człowieka stojącego wobec otwartych bram wieczności. Zauważmy, jaki to głęboki wiersz, zarazem pozbawiony patosu, dźwięku trąb wzywających na „sąd ostateczny”. Wyciszenie, wręcz kameralność obrazów, czyni wiersze Andrzeja Kosmowskiego przejmującymi trafnością zauważeń i diagnoz.

W podobny sposób wybrzmiewa dykcja poetycka w cyklu „Węzeł”, z tą tylko różnicą, że świat otaczający bohatera lirycznego jest jeszcze bardziej „powszedni”. Porównywany jest do „hali fabrycznej”; w świecie tym „liczą się jedynie kręte ścieżki dojścia”:

…niewidzialna ręka rynku
mocno śmierdzi gównem
i ma linie papilarne zawodowych hazardzistów

                                                   (pluję do mikrofonu)

Podkreślmy, że nie jest to wyłącznie opis naszego, tak nam dobrze znanego z potocznej obserwacji, świata. Oto zakończenie cytowanego wyżej wiersza:

czarny anioł przysiadł na obrabiarce
i przygląda mi się z chłodną ciekawością
kolekcjonera motyli

Podmiot liryczny jest świadkiem rozpadu świata, jego wartości, praw i prawd. Czy jednak jest to destrukcja samoistna? Okazuje się, że nie. Największą winę ponosi tutaj cała ludzkość. Jej przedstawicielem jest także narrator. Unosi on w sobie ciężar „niezawinionej winy”, ale w gruncie rzeczy jest to ciężar jak najbardziej realny. Dodajmy, że powszechny. Jak widzimy, w poezji Kosmowskiego wszystko jest w stałym ruchu, przemienia się; ukazują się coraz to nowe obrazy, koncepcje, a do głosu najwyraźniej dochodzi

nieuchwytne a obsesyjne marzenie
o czymś co byłoby jak koński grzbiet
ciepłe nagie ruchome
i gotowe na przygody

Mówią o tym również dwa ostatnie cykle – „Tunele” i „Oddech”. Czas płynie tutaj w obie strony. Nie oznacza to tylko przemijania, ale przede wszystkim ciągłą zmianę; ale paradoksalnie jakieś metafizyczne trwanie pośrodku wszelkiego ruchu. Nawet w miejscach, gdzie przeciwnie – jak powiada poeta – jest pozorny bezruch i pustka, to i tam nic nie stoi w miejscu. Nawet kolejowy tunel niczym nałogowiec „zaciąga się kolejnym pociągiem”.
Poezja Andrzeja Kosmowskiego zaskakuje pomysłowością, ostrością widzenia, bezkompromisowością. Odkrywa nowe możliwości słowa, prowadzi wyrafinowaną grę z wyobraźnią, zadziwia trafnością asocjacji. W tych wierszach coś stale się „dzieje”, poeta najczęściej używa czasu teraźniejszego, co sprawia, że utwory stają się bardziej ekspresyjne, ponieważ cały ten poetycki teatr rozgrywa się niezmiennie na naszych oczach. Także w nas samych. Nie ma tutaj „wymyślonych” popisów retorycznych, język jest żywy, stale odmienia się i odnawia. Spontaniczne, ostre i plastyczne obrazy inspirowane autentycznymi emocjami, podkreślają niepowtarzalne cechy tej bogatej twórczości .

Stefan Jurkowski


Andrzej Kosmowski: „ocean zdjął wiatr z moich żagli”, Wydawnictwo ANAGRAM, Warszawa 2020, s.100

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko