Jacek Sojan – Maksymilian Tchoń – “uwodziciel drukarskich czcionek”

0
213
Ryszard Tomczyk
Ryszard Tomczyk

Autor kilkunastu zbiorów wierszy otwiera jeden z nich pt.:  ZAKAZANA MIŁOŚĆ utworem “Curriculum vitae”, jakby niespełna trzydziestoletni żywot autora urodzonego w 1987 wystarczył już do rozliczeń własnych dokonań, podzieleniem się wiedzą i nabytym doświadczeniem. W zawiłych oświadczeniach czytamy: “…moje osiągnięcia: wygrana w kilku konkursach / ale nie prestiżowych…”. Tamże zapisuje to, co poetę boli najbardziej: “…ostatnich kilkanaście lat / było dla mnie obrzydliwym zajściem / brałem czynny udział w życiu literackich pacynek / wygnany za próg marginesu ja autor / drugiego obiegu…“. Nie zrażony faktami wierzy w swoje powołanie, w swoje miejsce w kulturze: “…mój zawodowy bieg życia opiera się o słowa / a moje skrzydlate słowa / są ulotną tendencją strona w stronę...”. Hmmm – ulotna tendencja strona w stronę…Można autorowi wierzyć, bo w tych kilkunastu tomach uzbiera się tych stron kilkaset, o ile nie więcej. Omawiany tu wiersz rezonuje negocjacjami z Bogiem, choć ciężko stwierdzić co jest tematem, szczęście, prawo do marzeń (?) bo samoocena: “…jestem sumienny i pracowity...” być może pozwoli na jakiś korzystny utarg z Przedwiecznym. Sam koniec wiersza w eleukrubacjach zdaniowych na temat własnych pasji zaskakuje wyznaniem: “…ranę noszę w sobie…” i być może ta rana (oczekiwać by należało) otworzy się przed czytelnikiem wraz z tomem wierszy “ZAKAZANA MIŁOŚĆ”. Zatem spróbujmy.                                                                                
Trop pierwszy: “…Jeśli jest / Kilku twórców – / To jak / Rozstrzygnąć czy / przysługuje mi prawo do miłości…” – (wiersz bez tytułu). Interesujący dylemat twórcy, przyznacie.(?)
Trop drugi: “…Dla er tego świata / Jestem, gdy jedno / Życie z tobą / Niż samotność / W nich… …Twardym prezentem / Dla przesilonych / Gmachem: przesilenie o cokole fortecy… …Rozwiązłych krytyków – (wiersz bez tytułu). Tajemnicze er gwarancją istnienia?… Fascynujące! I są krytycy –  tacy bardzo fe…
Trop trzeci: “Jakaś wskazówka – / wstrzymana, pozbawiona, a chciałem o sobie nie mówić… / Ustanowili moje przywileje, o dar natury / o dar niepojęta, poeci pomódlcie się za sednem pojawienia / się na świecie.” (“Zbawienie”). No kto by przypuszczał, zbawienie w rękach (ustach?) pacynek literackich – poetów…(?).
Trop czwarty: “Poczekaj: / Słowo / Moje / Na słowo / Twoje – – Kurator / Wyścigu / Ma dwie / Lewe ręce/ Wyczyn / Wielki / Jak poezja / Czysta – / Równa / Polemistów ci / U nas / Dostatek.” Atmosfera jakiejś wojny, jakiegoś wyścigu, bitwy, przetacza się bezustannie nękając myślenie artysty.
Wiersz “Prawda, równość, bohaterstwo” dedykowany tuzom literatury, bo do nich adresowany:

Ryszardzie K., Zbigniewie H., Czesławie M.,

Poloniści, prawnicy
Dyplomaci

Mówiąc pięknie
Zgodnie z prawdą, do tłumów

Zdradziliście kropkę,
Równość
Ładnymi słowy budując

A przecież wykształcenie
Pokrywa starannie
Grzechy młodości
Na starość opiewając, to co jeszcze zrobimy,
Jakie o nas będą mieć zdanie?

Jest nam przykro
Ale miłość do literatury nie tylko
Dla Was, boć

Mamy wierność, niewspółmierność
I przekleństwa pozostawione
Od Was skur***

Odbierając nam nadzieję odebrałeś wszystko…
Nie chwila nauki talentu, ale chwila wytchnienia woła
      o trwogę, choć więzi mnie wola ciała
Pozwól, że dołączę, choć jestem tylko
Więźniem pokoju, robotnicą słowa
I nie:
       Brak mi czasu
       Brak zainteresowania, współczucia
       Pieniędzy, pracy, zdrowia, życzliwości
       Uczciwości, kultury, wstydu, pokory,
       Rozsądku, wiedzy, talentu, porządku
       I nie brak spokoju
       Brak wiary nadziei i miłości, kocham poezję

Ja ciebie nigdy nie kochałem
Ja bez imienia, Ja twój problem

Problem nie w tym, że dwóch adresatów nie może odpowiedzieć autorowi na zaczepkę (może to i szczęśliwie dla autora) a ten trzeci miałby problem z odniesieniem się do zarzutów, bo najwyraźniej to “ja” autorskie ma problem z sobą samym, ze swoją tożsamością (“robotnica słowa”) a może przede wszystkim z ową “wiernością i niewspółmiernością” (?!) powodującą stupor intelektualny u czytelnika… Wszak “nauka talentu” to epokowa idea! Talentu nauczyć się nie da, można go tylko rozwijać. Wszystkie padające tu niby-zastrzeżenia wiszą w powietrzu czy to z braku konkretnego uzasadnienia, czy też z braku ciągłości logicznej zadania (zdań). Zamiast pointy ucieczka od tematu, nagła volta skojarzeniowa sobie a muzom. Czytelnik za każdym razem czuje się wyprowadzony w pole, ba! w pustkę…Może to i prawda, co znajdziemy w jednym z wierszy bez tytułu:

x x x
Sprytny jestem
Bo spryt
Wpisał mi się w poezję
…   …   …

Jeśli spryt polega na podkreślaniu własnych przymiotów i dezawuowaniu tytanów pióra  (“Od Was skur***”) to pewnie wyrasta się nie tyle na kogoś zdolnego do polemiki z pozwanymi, co przerasta się ich mocą własnego powołania do pokazania środkowego palca…Cytując inny fragment wiersza: “Obezwładnić / czytelnika jakąś /Pointą...”) oznacza najczęściej stawianie w miejscu domniemanej pointy frazeologicznego sfinksa: “…bo to dziecię ziemi – / cukier i jemioła /  bunt i powinność na tronie” (wiersz bez tytułu). Mnożenie zagadek zamiast pointy to specjalność autora: “Wiedz, że / Pożądam twą / Głuszę / Twą słotę / W słuchawce / Telefonu / Stacjonarna / Przewaga / Ujmą przenośni”. Ujmą prezentowanych zbiorów wierszy jest irracjonalne słowiarstwo, gubienie tropów, sensów, co być może jest stałą metodą “twórczą”. Przykładem wiersza ilustrującego zabawę w ciuciubabkę pojęciową jest utwór “Jak”:  

Jak?

Włócznią przebijasz dobę na dwoje dnia
chciwa wypalasz srebrne łzy
Kocham wiążącą nas wolą ciała
wzrok twój przeszywa ubogie pełnie
to jest lepsze – pewnie, że lepsze
bo wiem jak otrzeć się o błysk
ubiegam dobę, równonoc i przesilenie
Pajęcza sieć starca – będąc jak deszcz

– słowny  i niezgłoskowy

Nie milknij, bo niewiele brakuje
A muszą wrócić miecz Demoklesa
jakiegoś Anno Domini wybacz:
Skradnę litery poranka obowiązkom i prawom

Wątp z tego, który jest pierwszy
wierz w nieodkrytą wydolność,
A poniżone przez Z bezwstyd mojego wyznania

upokorzenie we wnętrzu góry
gdzie widzę ogień Tysiąca i jednej nocy
Zwalczam burzę wtedy, kiedy?
pójdziesz drogą ubitą przez wąwóz pełen smutku
Kosmyk włosów i twórcze zapobieganie
wysiłku litery, która zaskakuje,

bawi i zachwyca, zadziwia i wzrusza

Pytanie, jaką funkcję ma wymieniony “miecz Demoklesa” , co się kryje za frazą “upokorzenie we wnętrzu góry” (?) sprowadza się do metajęzykowych wyznań autora: “twórcze zapobieganie / wysiłku litery, która zaskakuje, / bawi i zachwyca, zadziwia i wzrusza.”  Gdyby tak zapytać kogo, odpowiedź sama się narzuca – oczywiście autora… Ewidentny narcyzm, kłopoty z kontrolą prowadzenia narracji (myśli – o ile taka istnieje), budowanie wiersza na zasadzie pasjansa, bo a nuż podświadomość  podpowie autorowi co chciał wyrazić i napisać, to grzechy tej zabawy w poezjowanie. Ba (!), żeby to była zabawa… Czytamy zatem: “…szukam czystego  / Cytatu, jak cierpliwości szuka zbłąkany / Kasztan, wydany przez przeziębienie urodzonego jutro…”. (?!?) Zaiste, warto zakończyć tę bełkotliwą hochsztaplerkę innym cytatem z wiersza bez tytułu:

Antidotum
Na codzienność
Sęk
W pniu
… …

Otóż to, sęk w pniu…cokolwiek to znaczy, komukolwiek co wyjaśnia. Może jest w tym wyrażeniu odkrycie absolutu, którego tak długo szukał m.in. Józef Hoene-Wroński. (?)
Sięgając do innego tomiku Maksymiliana Tchonia pt.: POTĘPIONY, widzimy na okładce znaną zainteresowanych grafiką, malarstwem i historią filozofii  pracę Williama Blake’a pt. Nabuchodonozor, jednak daremnie szukalibyśmy edytorskiej notki o autorze tego obrazu. Sam obraz adekwatny do tytułu tomu, bowiem Nabuchodonozor jest postacią z Księgi Daniela w Biblii. Jest to historia władcy Babilonu, zdobywcy m.in. Jerezolimy, który przez pychę stracił rozum i został zredukowany do zwierzęcego szaleństwa, jedzącego “trawę jak woły”. Tyle że tytuł tomu sobie a zawartość sobie, gdyż jego autor kreuje się w nim bardziej na poetę wyklętego niż potępionego:

POECI  WYKLĘCI
… … … … …
… … … … …
jedni idą pod prąd drudzy
rzeźbią historię z prądem
zbiorowa histeria matek

to nic że bolą wersy
goryczka prawdy i
międzyrzeczny znój jesteś
instrumentem w orkiestrze

stałą składową na
skalę światową utknąłeś
w potyczce bez słowa
pożegnania idziesz po sławę

gdzie? nikt nie wie
sam Duncan twój przełożony
nakazuje pisać bo talent bo
powinność pisać

aby na niebie mego widzenia
węgiel wykazał historię
sprzed dwutysięcy lat
główny przełożony tłumu

i trzykrotna mantra
na zgliszczach epoki
stajesz i mówisz: jestem
tylko poetą wyklętym

Między nawiedzoną perorą a wieszczeniem poeta “idzie po sławę”,  gdyż ściga go imperatyw “powinności pisania”. W wierszu PT.: FRANCISKO  VICE  SPLEEN czytamy:

… … … …
… … – skazany na cierpienie,
jak psyche na splin, poeta na życie wy-
klęte a może wszystko, to tylko oszustwo
stojąc nagi, wyzuty z piękna – łżesz

Pomijając niekonsekwencję w zapisie wyrazu spleen, warto zastanowić się nad autodiagnozą, wyrażoną w powyższej poincie. Ile tam gry z czytelnikiem, kokieterii, ile szczerości. Podejmując tematy wierszy tomu POTĘPIONY, znajdziemy tam m.in. osobliwy wywiad – rozmowę dwóch poetów, autora z encyklopedystą Karolem Samselem. Karol Samsel taki przydomek otrzymał ode mnie, gdyż niemal każde  jego wypowiedziane czy napisane zdanie staje się czytelne i zrozumiałe dopiero gdy zajrzymy do ekcyklopedii, aby wyjaśnić sobie pojęcia nie istniejące w języku potocznym ((a i to nie zawsze, gdyż Karol Samsel jest niestrudzonym twórcą neologizmów quasi-naukowych). Z rozmowy dowiemy się na przykład o quaemodopilatyźmie, o apostolstwie literatury, o piłatycznej historii poezji i ogólniej, literatury…W tym kontekście wymieniony zostaje Norwid, Conrad… Dowiemy się o tym że twórczość jest samobójstwem. (!) Karol Samsel wyjaśnia czym jest dzieło twórcze. Cytuję: “…Jest ono efektem specyficznego antyrównania, czy może nazwałbym to szerzej: operacji antymatematycznej. Rzeczywistość jako suma faktów przyrodniczych i egzystencjalnych, składników percepcji i refleksji, nie tworzy jeszcze dzieła. Proces stwarzania dzieła to antyrównanie, tj. przeciwrównanie, którego rozwiązanie ma dowieść nierówności obu swoich członów. Człon lewy nie będzie tutaj równał się prawemu, zrównywanie zaś obu członów będzie czynnością poetycką i tragiczną, nie zaś pogodną i matematyczną. To będzie jego realne anti-haecceitas. Wielkość człowieka i wielkość twórczości, i być może jej arbitralny oraz podstawowy sens polegają jeszcze na tym, że strona wynikania, tj. strona lewa nie zawsze będzie większa od strony sumowania, tj. strony prawej. Artyzm zaczyna się wraz z uchylaniem sumy realizmu jako wyniku sumowania rzeczywistości, o punkt, dwa, trzy, w górę, w dół. A z geniuszem co mielibyśmy zrobić? Geniusz to zapewne wielokrotność którejś ze stron, prawej czy lewej. Być może strona lewa jest iloczynem strony prawej (choć mogliśmy tylko sumować), być może strona prawa – jest iloczynem lewej. Wierzę bowiem głęboko zarówno w geniusz doświadczenia dodatniego, w dodatnie multiplikowanie sensów dzieł, jak i w geniusz doświadczenia ujemnego, tzn. w ujemne multiplikowanie sensów.
Iloczyn strony prawej…iloczyn lewej… Tu chyba znajdujemy klucz do języka poetyckiego Maksymiliana Tchonia, zapoznanego geniusza – w którym “antyrównanie, tj przeciwrównanie” ujawnia tajemnice “sumowania się strony lewej z prawą”…Natrafiamy na mistycyzm “zarówno jako ontologiczny precedens, jak i ontologiczny antyprecedens”..(cytując niezrównanego w kompilacji pojęć Karola Samsela). Znamienne, że dialog (rzekłbym – równoległy monolog) dwóch artystów nieoczekiwanie spełza na filozofię, konkretnie na postać jednego z pierwszych utopistów – komunistów, Tomasza Campanellę. Nie wiadomo dlaczego dzieło Campanelli –  La Citta del Sole – podane jest po hiszpańsku – Ciudad del Sol, skoro autor był Włochem. Gdyby jeszcze po łacinie: Civitas Solis (Miasto Słońca), gdyby…Dla przypomnienia, w tymże dziele Campanella proponuje wizję nowego porządku społecznego państwa opartego na kulcie pracy, równości społecznej, wspólnocie dóbr, likwidację rodziny (!). Pary kojarzy wyznaczony do tego kapłan, a kobiety traktuje się wyłącznie pod kątem ich płodności. Niepłodną kobietę przydziela się kolejnym partnerom i jeśli nadal pozostaje bezpłodna, przechodzi do tzw. wspólnego użytku (!). Ideał takiego państwa wcielali w rzeczywistość zbrodniarze dwudziestego wieku w różnych miejscach świata, głównie komuniści ale i niemieccy naziści. Maksymilian Tchoń marzy o zakorzenieniu się w takim Ciudad del Sol, chyba nie będąc świadomym, że “tradycję od zarania” zamienia w antytradycję czyli w rewolucję, w miasto mroku…Choć nie wykluczone, że stosuje tylko etykietę bez zaglądania co pod nią się kryje, jaka treść…
Większość wierszy zbioru POTĘPIONY to obsesyjne roztrząsanie własnej roli poety:

Kamień filozoficzny

… … … …
napisać o czymkolwiek
byle by bez “a”
nawet jeśli powiedziało się “b”
jeśli “c” jest następstwem
całej plejady dźwiękonaśladowczych
barw
… … … …

albo:

Orły, sokoły

… … … …
na łamach życia otwierają
się moje wersety ogniu
pozwól mi umrzeć w swoim
nieustępliwym marszu

po cele perspektywistyczne
niech zgrzeszę odmową
niech zgrzeszę językiem
polskim i językiem Wazów
… … … …

Pytanie do autora – ten język Wazów to wybór między językiem szwedzkim czy międzynarodową wówczas łaciną? Bo dlaczego nie np. “grzeszyć” językiem Giedyminów?
Maksymilian Tchoń jest także autorem zbioru wierszy pt.: Walkirie. Noc ciszy. Jest to zbiór utworów wzorowanych na krótkich formach shi, tanki i hai-kai (haiku), o rodowodzie  japońskim i chińskim. Forma shi powstała w Japonii wzorując się na poezji europejskiej i  ta forma wyraźnie w zbiorze dominuje. Oczywiste jest dla znawców tej formy wierszowania, że nie chodzi tam o linearny sposób prowadzenia myśli, raczej o zapis pewnego stanu estetyczno-psychologicznego, emocjonalnego, zamkniętego w ramy tekstu. Niełatwa to sztuka, subtelna i wbrew pozorom bardzo zdyscyplinowana. I tu niespodzianka, bo w ramach swojej specyficznej “poetyki” taka forma wypowiedzi wydaje się Maksymilianowi Tchoniowi wyjątkowo spolegliwa i przekonująca. Zatem czas zaprezentować tego przykłady:

II
nadstawił drugie ucho
  pan Bóg wiosny
    zakwitły dni

III

   odgłosy września
  – spłonęły wrzosy
to już jesień duszyczko!

IV

chciałbym żebyś miała usta
          Janis Joplin
        pra-przyczyno

V

        wyjście z doliny
teatr pół-otwartego umysłu
            letarg słów

VI

    wers – petycja autora
równowaźnia wieży Babel
    katedra dialogu

VIII

       wygnani z Raju
   koledzy teologowie
o zasiana glebo depczę cię!

Są przykłady wątpliwej wypowiedzi, kłócącej się z ideą wiersza niezaangażowanego, kontemplacyjnego:

XVIII

         przed lodowcem
        panował półmrok –
despota nie deptał w miejscu

XXVI

              głupi ślepiec
     poezja ostoją narodów
dziś prowadzę cię przez życie
  – rasa z najczystszej krwi

XXXVI

lis pastwił się nad zajączkiem
   niczym człowiek nad
  obcym wybrałem swój
  zawód – świadek epoki

XL

         weź moją dłoń
  po drugiej stronie lustra
     superego i thanatos
walczą o rodzaj – literacki

Maksymilian Tchoń powraca w zakończeniu tomu Walkirie. Noc ciszy do grzechów innych tomików, czyli do rozdmuchanego pustosłowia:

XLVII

                wysyłam SOS
ja łakomy znawca języków świata
           w wiatr, którego myśli
     zostawiają ślad na papierze
            to moja krucjata po
ostatnie westchnienie przyczyny
      nowomowa co się zowie
        faktem autentycznym

Czytanie utworów poety to ciągła walka nad utrzymaniem skupienia; nawet wielokrotna lektura nie pomaga w uzyskaniu odpowiedzi – o czym to – dlaczego to i tak – i często przychodziło mi na myśl w trakcie lektury, że “tworzenie” takich wierszy przypomina losowanie słów, zwrotów, wrzuconych do maszyny losującej, a taka technika już miała swój debiut, swój aplauz…Nieoczekiwane, mechaniczne połączenia pojęć owszem, tworzą pozór sensownego porządkowania wypowiedzi, ale na dłuższą metę odbiera się wrażenie sztuczności i chaosu, nie mówiąc o tym, komu należałby się laur –  sztucznej inteligencji czy korzystającemu z niej, bardzo leniwemu użytkownikowi, podpinającego się pod tytuł artysty. Samo efekciarstwo to chyba trochę za mało by nazwać takie “dzieła” poezją. A przypisywanie takiej poetyki do awangardy byłoby nadużyciem wynikającym z braku samookreślenia programowego, czyli wyraźnej konsekwencji estetycznej.

Jacek Sojan

Maksymilian Tchoń; Zakazana MIŁOŚĆ; Lublin 2020 https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4957210/zakazana-milosc

Maksymilian Tchoń; POTĘPIONY; Warszawa 2016    https://www.poecipolscy.pl/polka/ksiazki-opisane/potepiony/

Maksymilian Tchoń; Walkirie. Noc ciszy; Nowa Ruda 2016 https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4872584/walkirie-noc-ciszy

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko