Antologia Poetów Polskich 2018 – Tomasz Wybranowski, Zofia Zarębianka, Agnieszka Małgorzata Złotkowska, Leszek Żuliński

0
303

Tomasz Wybranowski

Tomasz Wybranowski, czyli Roztoczanin z serca Zamojszczyzny, rocznik 1972. Absolwent polonistyki na UMCS (specjalność edytorsko-medialna). Studiował także jako wolny słuchacz filozofię i politologię. Pracował w lubelskich rozgłośniach radiowych: Centrum, Puls, Top, oraz kieleckim TAK. Był korespondentem radiowej Trójki i Informacyjnej Agencji Radiowej. Był także dyrektorem Polskiego Radia dla Zagranicy Polskiego Radia SA. Korespondent tygodnika „Przegląd” w latach (2006-2012), redaktor dwumiesięcznika „Imperium Kobiet” i kwartalników „Kontury” oraz „Zamojski Kwartalnik Kulturalny”. Publikuje w tygodniku „Uważam Rze”.

Od 2005 r. w Irlandii. Na przełomie 2005/2006 był redaktorem naczelnym tygodnika „Strefa Eire”. W latach 2006-2008 wydawca i redaktor naczelny miesięcznika „Wyspa”. Wydał trzy przewodniki po Irlandii Irlandzki Niezbędnik. Irish ABC. W latach 2008-2012 nieprzerwanie redaktor naczelny tygodnika (później miesięcznika) „Kurier Polski”. Współpracował także z Radiem Vox i Pierwszym Programem Polskiego Radia.

Obecnie nieprzerwanie wydawca i prezenter programu Polska Tygodniówka (ponad 580 wydań) nadawanego w każdą środę w dublińskiej rozgłośni Near 90,3 FM. Od 2010 r. związany z Radiem WNET Krzysztofa Skowrońskiego. Obecnie jest dyrektorem muzycznym stacji.

Autor czterech tomików wierszy: Oczy, które… (1990), Czekanie na świt (1992), Biały (1995) i Nocne Czuwanie (2012). Jego wiersze drukowano w ponad dwudziestu antologiach poetyckich oraz tłumaczono na języki: angielski, rosyjski, bułgarski i niemiecki. Obecnie w przygotowaniu kolejny zbiór wierszy JednoCzas, który ma się ukazać wraz z muzycznym audiobookiem. Drukował wiersze, m.in. w „POEZJI dzisiaj”, „Zamojskim Kwartalniku Kulturalnym”, kwartalniku „Kontury”, miesięczniku „Wyspa”, „Super Ekspressie” oraz „Nowej Okolicy Poetów” i piśmie „Próba” (UMCS). 

Rok 2011 przyniósł mu nominację do nagrody Polak Roku w Irlandii. Tomasz Wybranowski wyróżniony został przez środowiska polonijne w Irlandii nagrodą Dziennikarz Roku 2010.  

Były doktorant Wydziału Nauk Politycznych UMCS. Do tej pory ukazało się jego sześć artykułów naukowych poświęconych mediom, głównie imigracyjnym, a także literaturze.


Wybrane publikacje
• Wybranowski, Tomasz. Oczy, które… Tomaszów Lubelski: Tomaszowskie Towarzystwo Regionalne, 1990.
• Wybranowski, Tomasz. Czekanie na świt. Tomaszów Lubelski: Tomaszowskie Towarzystwo Regionalne, 1991.
• Wybranowski, Tomasz. Biały. Lublin: wydanie własne, 1995.
• Wybranowski, Tomasz. Nocne Czuwanie. Warszawa-Dublin: Wyd. RCSolutions, 2012.
• Mariola Platte i Krzysztof P. Nowak. Harmonia Dusz. Antologia poezji współczesnej. Warszawa: Warszawska Firma Wydawnicza.
• Piotr Kasjas. Anthology Of Slavic Poetry. London – Great Britain: Kasjas Publishing, 2016.
• Anna Sztuczka, Krzysztof Janiszewski. My Lunatycy. Rzecz o Republice. Warszawa: Muza SA, 2015.


Na dnie oswojony

A jeśli życie przypomina stary wazon
I jak mała drobina wiecznie ciążę w szklane dno
W muł pyłków płatków i szczątków liści
Korzeni przekonań i mętnych antidotów

Szkło ziębi i wystudza
Nieśmiałe występki serca
Ścina w próchnicę zaczyny
Ruchu i przeczucie wiedzy

Gdy woda już umrze cuchnącą zielonością
Mogę w końcu popatrzeć na siebie
Tak jak patrzy się w skrzepłą w pół
Twarz obcej osoby
– Oko zwodzi – mawiają mędrcy
– Nic nie istnieje a wszystko się zdaje…

Kwiaty idei uwięzionej w wazonie życia
Gdy odwrócę oczy one przestają być
I kończy się wymuszeń skłonności wzajemność

I doprawdy trudno pojąć
Skąd bierze się ta pewność
Że trwa coś niezmienne jeszcze oprócz
Czasu
Idee żywe jak najjaśniejszy Antares na niebie
Gdy naiwnie podpowiada nadzieja
Że można bez końca zaczynać od nowa
A ponazywane pojęcia wykreślać jak złe wspomnienia

Choruję na przesyt i kształtów i wrażeń
Nie mogę już myśleć o rzeczach nowych,
Ludziach, których poznam oraz udawanej symbiozie słów
Iluzji potrzeby wzajemności w mętnym ekstrakcie
Społecznego bytu 

Buszuję na dnie szklanego wazonu życia
Szkło zzieleniało a to, co poza szklanym kosmosem
Unieważnione i bez znaczenia
To granica, gdzie rozpływa się moje niby – Ja
I nie tęskni już do mojego Nie – Ja spoza szklanej obręczy

Jedyną ulgą jest rozkosznie pulsująca myśl
Że nadzieja już na mnie nie działa
A miłość i jej lot wysoki
Przestała wreszcie zwodzić


Nie – Miłość XII

Litery przestrachu pełne
Mylą szyk i blakną jak krew
Na chodniku

Rozgniecione słowa 
Więdną w palcach

Języka posiniaczone refleksy 
Myśli wciąż niedoskonałych 
Zatrzaśnięte w migawce pragnień

Bo tylko to zostaje 
w zetknięciu z trzysta siódmym
wspomnieniem ułudy
z półki „to już na wieczność”

Bezbronny wobec Jej bezmiaru
Czekam jak ptak w klatce ciasnej
Marzący, że oto lata i 
rozszarpuje mięso horyzontu

Zostaje okno i zimne niebo
I oddech brzemienny dymem
Jedyny fetysz

Bo skoro „Miłość nie istnieje”
To zbędna filozofia dotykalności
i studium pocałunku

Ktoś szydził: Nie możesz pisać
o cieniu Słońca…

A jeśli jest Coś większego


Łóżko albo Sen VIII

Zaplątane dłonie w niechciany dotyk
Czują jak zwykle głód niespełnienia

Po co kreślić
Płótna farbami
Krwi i nasionami przyszłości?

Są jeszcze bez znaczenia
Wschody i Zachody Księżyca
Kolejne nacięcia znaczone nożem odpływów

Serce bez skurczów 
wnętrze puste, choć bez kuli u nogi
i szczęścia zamkniętego w małej szufladzie

Przy łóżku jeszcze półlitrówka
I kalendarz, który wiecznie się spóźnia
Tak jak myśli dobre i wszelkie marzenia
Poutykane w pliki zdjęć na dyskach C i D

Zegar niemy i pusty 
Symbol Boga

Na Którego przestaje mnie stać


Pokuszenie

Kochaj mnie tak, by motyle Żądzą przeszyły mój brzuch
A. Łassa

Rybi taniec
do stłumionej muzyki
Cierpka pigułka
na przewlekłe przeziębienie
przestaje kojarzyć się
Ze złą miłością.

Oto mężczyzna spotkał kobietę
i ofiarował jej życie

Jesień zawsze
spokojna 
Zima zawsze
w podartych zmierzchach,
gdy gwiazdy palą niebo

Wyliczanka kroków nieprzespana zawisła
w pół taktu. Nie trzeba już zaklęć 
marnych poetów. Ani kłamstw. Ani ziół
złudzeń z przetartych kieszeni losu

Oto mężczyzna spotkał kobietę
Ona obdarzyła go sobą


Magia prostoty trwa od wieków.
… 


Zaklinator

Z marzeń i złudzeń ukrytych w pniu drzewa życia,
co pamiętają łzy narodzin, krok pierwszy,
soczystość trawy błogosławionej sierpniem,
pierwszą wódkę i krew, wiersz pisany na wpół sennie, 
pierwszy zapach zmiętej dziewczęcej pościeli,
sklejam dzban bezczasu wielki jak srebrzysta cysterna, 
co Księżyc i Słońce pomieści, i cały zgiełk świata

Jak wyblakłe bilety kolejowe składam w pliki
twoje pocałunki, które sto pięć lat temu poczułem
Jak obieg komety poza Mleczną Drogę

Zaplatam w nim przeszłe wianki pieszczot
Wszystkie zachody, burze, tęcze
I spojrzenia

Na półce pełnej kurzu i tomów zapomnianych
Nie spocznie wazon bezczasu

Czasami we śnie wspólnym
Upadnie zegar niemy i pusty



Zofia Zarębianka

Zofia Zarębianka – urodzona 26 grudnia 1958 r. w Krakowie. Poetka, eseistka, krytyk literacki, profesor zwyczajny w zakresie literaturoznawstwa na Wydziale Polonistyki  UJ. Członkini SPP oraz PEN Clubu, TN KUL, Komisji Historyczno-literackiej PAN, Polskiego Towarzystwa Etycznego;  stały współpracownik dwumiesięcznika literackiego „Topos”. Autorka ośmiu tomów wierszy i jedenastu książek eseistycznych. Wiersze jej tłumaczono na czeski, ukraiński, hebrajski, niemiecki, francuski, angielski.  Ostatnio wydała: Bóg wpisany w wiersze. Teologia poetów obcych (2018), Wtajemniczenia (w) Miłosza. Pamięć. Duch(owość) (2014), Spotkanie w Słowie. O twórczości literackiej Karola Wojtyły (2018).


Wybrane publikacje
• Zarębianka, Zofia. Człowiek rośnie w Ciszy. Kraków 1992.
• Zarębianka, Zofia. Wyrwane z przestrzeni. Kraków 1996.
• Zarębianka, Zofia. Niebo w czerni. Bydgoszcz 2000.
• Zarębianka, Zofia. Jerozolima została zburzona. Kraków 2004.
• Zarębianka, Zofia. Wiersze: Pierwsze. Poznań 2008.
• Zarębianka, Zofia. Tylko na chwilę. Kraków 2014.
• Zarębianka, Zofia. Wiersze dośmiertne. Kraków 2017.


***

Ciemne piwo
Ciemny chleb
I Wilejki fala 
Ciemna
W ciemnej duszy
Wzbiera grzech
Ciemne piwo
Ciemny chleb
Kościół biały
Jasny śpiew
Nad Wilejką 
I nad Wilią
Milknie mgła 
I dusi łza
Dzieje nie rozwidnią się
Ciemne piwo
Ciemny chleb
Gorzka pamięć
Pusty śmiech


***

Dla Joli Laudańskiej-Łukowicz

Na molo w Orłowie
Tańczą panny młode
Jak na moście
W mieście Avignon
Na molo w Orłowie
Zapada zmierzch
I gorzka kawa 
Podpowiada sen
Na molo w Orłowie 
Kończy się dzień
W wodzie topi się
Ślad 

Orłowo, sierpień 2018


***

Dla Taty

Dziewięćdziesięcioletni chłopczyk
Obserwuje na łące
Motyle
Z siatką na kiju
Przerzuconą przez ramię
W krótkich spodniach
Biegnie
Na spotkanie
Nad nim przelatuje
Ćma

Wakacje, 2018


Nagłe wspomnienie

Pamięci Matki

Macierzanka w palcach roztarta
Pachnie cierpkim 
Latem
Ta tęsknota nigdy nie
ginie
Nagle zjawia się 
Przy śniadaniu
Chwyta za gardło
Dusi
Nagle wraca twój 
obraz
Stoisz na przystanku
w takim śmiesznym 
zamszowym rudym
Kapelusiku
I letnim płaszczyku
W kratę
Albo kiedy indziej
kupujemy małą lnianą 
Zieloną serwetkę 
Wyławiam cię 
Ze starej sukienki 
Z zapomnianej torebki
Ze zwietrzałego zapachu
Perfum
To za mało
Za mało
Mamo 
Macierzanka 
W palcach roztarta 
Pachnie cierpkim
Latem

Kraków, czerwiec 2018



Agnieszka Małgorzata Złotkowska

Agnieszka Małgorzata Złotkowska – urodzona 13 lipca 1972 r. w Radomiu – absolwentka, a obecnie nauczycielka Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 6 im. J. Kochanowskiego w Radomiu, lektor oraz trenerka CLIL w Wyższej Szkole Handlowej w Radomiu, absolwentka filologii angielskiej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz trzech kierunków studiów podyplomowych w Wyższej Szkole Przymierza Rodzin w Warszawie oraz Wyższej Szkole Pedagogicznej w Łodzi. Jest autorką debiutanckiego tomiku Życie w pędzącej windzie (2017) oraz kolejnego Femme Fatale (2019). Jej utwory można również odnaleźć w antologiach: Asoscjacje (2012), Panopticum (2013/14), Onoma (2015), Prosta piosenka o nadziei (2016), Maski (2017), Oko (2018), Lustro (2018), audiobooku Ucho (2018), Tygiel (2019) oraz niektórych czasopismach. Od kilku lat prowadzi konkursy poetyckie dla młodzieży, gdzie oceniany jest ten sam wiersz w języku polskim i angielskim. Obecnie autorka bierze udział w nagraniach kolejnego audiobooka oraz przygotowuje materiały do antologii polskich poetów współczesnych.


Wybrane publikacje
• Złotkowska, Agnieszka Małgorzata. Życie w pędzącej windzie. Radom: Lucky, 2017.
• Złotkowska, Agnieszka Małgorzata. Femme Fatale. Warszawa: Ridero, 2019.
• Asocjacje. Radom: Arka, 2012.
• Panopticum. Radom: Arka, 2013/14.
• Prosta piosenka o nadziei. Radom: Arka, 2016.
• Oko. Radom: Lucky, 2018.
• Tygiel. Wieluń: Wydawnictwo autorskie Magdalena Kapuścińska, 2019.


Femme Fatale

…i ja muszę się za siebie wziąć
w naszych czasach
„Starzenie to jest mit!”
gdzie nie spojrzeć–
tłumy dziewcząt po 40-stce

głęboki peeling enzymatyczny
razem z martwym naskórkiem
zetrze rozczarowanie z twarzy

a po tylu ciosach prosto w serce
jakże bać się uderzenia fali radiowej
w zmarszczkę
lub akustycznej
w cellulit

wstrzyknięty kolagen
z pewnością powiększy
zaciśnięte z bólu w kreskę usta

botoks zapodam głębiej niż zazwyczaj
żeby i wspomnienia wyprasował

a złote nici
razem z owalem twarzy
może i z upadku podźwigną

muszę wreszcie coś zmienić
po tych wszystkich latach

ale ostrożnie zacznę
ostrożnie

bez inwazyjnych zabiegów
które mogłyby naruszyć

Wiarę, Nadzieję i Miłość
ukryte w głębszych warstwach
zacznę od koloru paznokci


List do Jacka

Mojemu mężowi, Jackowi

upłynęło już bardzo wiele wierszy
odkąd Ciebie nie ma
i wiele moich uśmiechów

rzeczy znalazły swoje nowe miejsca
ludziom znudziło się pytać
pies szczeka
kot się łasi
nasza córka ma narzeczonego
a ja dwoje młodszych dzieci

mam
ale mnie nie ma

wiesz

czasami myślę
że gdy umierałeś
zakląłeś mnie w uśmiech
który tak kochałeś
zabrałeś ze sobą
do innej przestrzeni

i obojga już nas nie ma

na Tej Ziemi


Z pamiętnika damy

zamknęłam
zatrzasnęłam
uwięziłam w sobie

stłamszone
kona w konwulsjach

a wokół słoneczny dzień

wnet zatańczę
zaśpiewam
na kolejnym grobie

kobiety z klasą
nigdy nie ronią łez


Krzywe zwieciadła

Dla Małego Księcia

lubię swe odbicie w lustrach Twoich źrenic
w ich krzywych zwierciadłach więcej się odciśnie

spowita spojrzeniem jak szalem zieleni
proszę
patrz na mnie
patrz

nim tafla rozpryśnie


***

Dla Małego Księcia

pozwól mi się pocałować
zagrać wargom w nieśmiałego berka

usłysz łopot mojego serca
uwięzionego gołębia

pozwól dłoniom zatańczyć fokstrota
na zmierzwionej płaszczyźnie torsu

pozwól kochać się we włosach i paznokciach
w rytualny aż do bólu sposób



Leszek Żuliński

Leszek Żuliński urodził się w 1949, debiutował na łamach prasy jako poeta w 1971 r., a jako krytyk – w rok później. Od tego czasu jest stale obecny w polskim życiu literackim. Do tej pory wydał 37 książek – 17 zbiorów wierszy i 20 książek głównie krytycznoliterackich lub związanych tematycznie z kulturą. Krytyka zdominowała jego aktywność pisarską; uprawia także publicystykę kulturalną i felietonistykę. Ponadto ma w dorobku setki wystąpień radiowych, dziesiątki telewizyjnych, wstępy lub posłowia do ponad 180 książek innych pisarzy, także antologie i prace edytorskie. Pracował w ruchu edytorskim oraz w prasie literackiej – w tygodnikach „Tu i teraz” (1982-1985), „Kultura” (1986-1987) i „Wiadomości Kulturalne”(1994-1998); był sekretarzem redakcji miesięcznika „Literatura” (1987-1994). Współpracował z redakcjami wielu pism. Swoją pracę zawodową zakończył w TVP.
Więcej o autorze na jego witrynie internetowej http://www.zulinski.pl


La boheme

droga poprzez noc,
w pogoni za widmem bliskości

na horyzoncie majaczy port Amsterdam,
łakome palce tańczą walczyka na tysiąc pas

chropowaty głos Aznavoura,
zdyszany – Brela,
tragiczny – Piaf
kuszą do nieopamiętania

dlatego łamiemy przepisy ruchu;
wiecznie brakuje miejsca i czasu
w jedności tego dramatu

koła przebierają nogami,
śpieszą się, biorą zakręty
na wysokich flażoletach pośpiechu

jedziemy obok siebie,
kochamy się obok siebie,
codziennie gdzieś wracamy,
coś opuszczamy

podróżnicy gorącej krwi
i zimnej rzeczywistości.


Lekcja etyki

Schody aż świergotają, gdy biegną do dołu,
w górę zaś pną się ciężko i sapią z mozołu;

ty też pniesz się pod górę jak po twardej grudzie,
choć spadasz błyskawicznie, tak jak inni ludzie.

Życie to wyboista, śliska serpentyna,
która często drabinę wiotką przypomina;

prędzej połamiesz sobie kark, ręce i nogi,
zanim nauczysz się tej stromej drogi,

lecz to spadanie, to podnoszenie,
to jest z etyki szkolne ćwiczenie.


Akustyka ognia

wpatruję się w jej ucho. jest bezwstydnie otwarte
na słowa. zanim w nim zginą, muszą w labiryncie
fiordów utorować sobie drogę. ale z tym nie ma
problemu – ucho jest lubieżne i łakome języka;
on jak ostry nóż rozchyla skorupę każdej małży;
usta szepczą. różanopalca zorza słów zamienia się w ogień.
w niego wejdziemy, a ucho zatrzaśnie się na głos
rozsądku i będzie łowiło każdy podszept i podtekst,
z których złożymy się na nowo, dopóki nie spopieli się noc.


Łąka za domem Sunderlandów

Tam mój obłęd i ostoja,
Gdzie ty szumisz, łąko moja!
Leśmian

W sierpniowe przedpołudnie pod iłżeckim wzgórzem
widziałem Panią, Doro, jak ścinałaś róże.

Palce miałaś aż do krwi zranione ich sokiem
o malinowej barwie. To tak przed wyrokiem

czasu sinieją paznokcie, oczy zachodzą cieniem,
jakby napój cienisty sączył się milczeniem

w nasze usta. A tam już otchłań wiekuista,
z którą zmaga się każdy znikomy artysta,

z którą jak z smokiem walkę każdy stoczyć musi,
kto wierzy, że smok mieszka w grocie jego duszy.

Ach, przegonić to ścierwo, to życie, tę plagę
i zawiesić nad wierszem śnieżnobiałą flagę,

i otworzyć z hałasem w domu Sunderlandów
wszystkie okna na łąkę, na bezdźwięk girlandów

uplecionych nareszcie z ciszy doskonałej,
gdzie tylko głos dziewczyny z bólu oniemiałej

błąka się między floksy a lwimi paszczami
oszalały z domysłów. Które już za nami.


Śmierć komara

mój ojciec biegał po mieszkaniu
z łapką na muchy;
pac! – i muchy nie było

myśliwi wychodzą z lasu,
dźwigają zastrzelone zające, sarny, dziki

ja dzisiaj zabiłem komara

teraz zadaję sobie pytanie: dlaczego?

mucha, komar, sarna być może mają
swój oddzielny kosmos?,
swoje świadome życie?, swoje szczęście?

ale zjadamy się, zabijamy;
to nasza racja przeżycia

wszystkie humanitarne teorie
są brednią

zrozumiałem to po zabiciu komara,
pobiegłem do łazienki
i długo myłem ręce jak Lady Macbeth

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko