Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

0
134

Psy babci Mao

Autorka przekładu „Całusów Lenina” Yana Lianke (rocznik 1958) Katarzyna Szarek napisała o tej powieści, że „oszałamia rozmachem” i składa się z „warstw nakładających się jak zwoje na pniu”. „Całusy Lenina” to pełna czarnego humoru satyra na pędzące ku kapitalizmowi Chiny, to książka zabawna, absurdalna, momentami mrożąca krew w żyłach, ale równocześnie pełna empatii wobec słabych, skrzywdzonych. Yan Lianke ma olbrzymi dar – widzi, słyszy i odczuwa ból i gniew zwykłego człowieka”. Chiński krytyk Ha Jin określa tę powieść jako „wielką komedię – dziką w zamyśle i operującą niezwykłymi środkami literackimi. Rapsodia czerpiąca tyleż z wyobraźni, co z rzeczywistości, wyśpiewująca absurd i prawdę, wywołująca śmiech i łzy”. Inny krytyk, Da Chen określił „Całusy” wprost jako „arcydzieło literackie, utkana z lirycznej, intymnej prozy narracja pełna jest poetyckich cudów i kunsztownych zabiegów. To opowieść o współczesnych Chinach z wszystkimi ich nieprawdopodobieństwami, niezwykłościami, absurdami i ironią”. Warto jednak do tego dodać, że wymowa tej powieści, choć na wskroś chińska tematycznie, ma jednocześnie daleko idący wymiar i wymowę uniwersalną. Jest w niej nie tylko chiński, ale w ogólności ludzki los.

Zapoznałem się z tymi opiniami przed lekturą „Całusów Lenina” i potwierdziła je ona w całej rozciągłości, bo to proza imponująca, bogata, mocna, bardzo sugestywna, co skądinąd nie było zaskakujące po lekturze dwóch jego innych znakomitych powieści, „Snu wioski Ding” i „Kronik Eksplozji”. W ponad pięćsetstronicowych „Całusach Lenina” najmniej interesujący jest sam koncept ramowy, polegający na pomyśle odkupienia mumii Lenina od Rosji i sprowadzenia jej do Chin przez chińskiego starostę, jednego z głównych bohaterów powieści. Broni się ona samą swoją artystyczną fakturą, kunsztownym w swojej prostocie stylem, polifonicznością wątków i bogactwem tonów. Wśród nich wymienię tylko bardzo wzruszający i chwytający za gardło, gorzki, ale i piękny wątek psich losów i miłości, jaką te najbliższe człowiekowi zwierzęta otacza, pewnie wyrażając uczucia samego pisarza, postać „babci Mao”.

Chciałoby się rzec, że „Całusy Lenina” to przykład najwyższej próby realizmu, gdyby nie wymowa pomieszczonego na końcu tekstu o tym gatunku literatury („W poszukiwaniu realizmu transcendentalnego”), w którym pisarz wykłada swój krytyczny pogląd na dotychczasową formułę realizmu literackiego i poszukuje jego nowej postaci. Streszczając w najdalej idącym skrócie myśl Yana Lianke, można ją ująć tak oto: jego zdaniem realizm, który od czasów Balzaca był „kwiatem literatury” z czasem wypaczył się, skostniał i stał się jej „grobem”. Oto jak radykalnie brzmi pogląd pisarza: „Naprawdę nie wierz, proszę, w aroganckie przechwałki „realizmu”, „rzeczywistości” i twierdzenia, że „jedynym źródłem sztuki jest życie”. Prawdę mówiąc, nie ma żadnego rzeczywistego życia. Każdy fakt, każda prawda staje się fałszem po przefiltrowaniu przez umysł pisarza. Prawdziwa krew płynąca przez pióro pisarza zamienia się w wodę. Prawda nie istnieje w życiu, tym bardziej nie znajdzie się jej w płonącym realizmie. Prawda istnieje jedynie w sercach niektórych pisarzy. Wszystko co pochodzi z serca i z duszy, jest prawdziwe, potężne i realistyczne”. Warto przeczytać wybitną prozę Yana Lianke i warto porozmyślać nad jego rozważaniami o literaturze.

Yan Lianke – „Całusy Lenina”, przekł. Katarzyna Sarek, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2020, str. 527, ISBN 978-83-8196-160-8


„Sedan” czyli epitafium dla utraconego czasu

Cztery opowiadania ( w tym jedno tytułowe) składające się na tom „Sedan” Pawła Hertza, można by właściwie uznać za archeologię literatury, jako że ukazały się w 1946 roku i zaliczane są do

nurtu tzw. „rozrachunków inteligenckich”. A jednak mimo tego, że wszystkie konkretne konteksty tej prozy są już bez reszty przeszłością, to jednak pozostaje dla nas ich generalna, uniwersalna wymowa, która mówi o zmierzchu, o zanikaniu starego świata. Wtedy w latach trzydziestych, gdy młody Hertz przebywał w zachodniej Europie (m.in. w Paryżu), był to zmierzch, kres świata mieszczańskiego. Poczucie zmierzchu, zanikanie, upadku kolejnych epok, końca „starego świata” pojawiło się w okresie Renesansu, który był pierwsza epoką, która w integralny sposób nawiązała do epoki zamierzchłej, do cywilizacji starożytnego Rzymu i Grecji. U schyłku lat trzydziestych

było już silne przeczucie, że dwie dekady po zakończeniu Wielkiej Wojny 1914-1918 nadchodzi kres kolejnej epoki. To miał być drugi etap kresu świata mieszczańskiego, wtedy pożegnanego operetkami Offenbacha i francuskim kankanem. Naówczas jednak poczuciu kresu jednej epoki towarzyszyło poczucie, że nadchodzi coś nowego, lepszego, uczucie zawsze prędzej czy później rozczarowujące.   W   „Sedanie”   jest   jednak   poczucie   kresu   czegoś   więcej   niż   tylko   świata mieszczańskiego,   bo   także   poczucie   kresu   kultury   europejskiej,   zalewanej   przez   rozmaite strumienie prądów jej niesprzyjających. Narrator Hertza ma naturę spokojną, stoicką, nie załamuje rąk w obliczu obserwowanych procesów, lecz z dużym spokojem je obserwuje, choć ginący świat jest jego światem. Tę wiedzę o kresie pewnej cywilizacji przywiózł Hertz po powrocie do Polski, żyjącej od 1945 roku w nowym ustroju. Taka postawa była z definicji aprobowana, jako że u progu tamtego ustroju świat mieszczański był jednym z najbardziej znienawidzonych fenomenów, a jednocześnie figur retorycznych. „Sedan” jest jednocześnie pamiętnikiem, realistycznym obrazem opisywanego świata. „W „Sedanie” – jak zauważył w nocie wydawcy Marek Zagańczyk – miejsce szczególne zajmuje klęska września 1939 roku, zmierzch całej formacji, prawdziwy kres dawnych przyzwyczajeń”. Pośród miejsc akcji „Sedanu” jest nie tylko Paryż, ale także rodzinna Warszawa

Hertza, w tym jego „rodzinne miejsce”, pałac Izraela Poznańskiego u zbiegu Alei Ujazdowskich i Pięknej. Bo obraz kresu epoki jaki Hertz ukazuje, ma wymiar bardzo silnie osobisty. „Kocham ten czas, który przeminął – pisał po stoicku Hertz – i wcale się tego nie wstydzę. Kocham własne złudzenia bezpieczeństwa w zakreślonym przez siebie kręgu. Kocham wreszcie naszą bezładną ucieczkę w stronę dwóch nacierających na siebie armii”.

„Sedan” to bogata, esencjonalna proza, choć nie zawsze tom ten był przyjmowany dobrze, bo przypisywano mu atrybuty „czarnej reakcji zakamuflowanej”, skrytą apologię mieszczaństwa. Zawiłości i sprzeczności tej wyrafinowanej prozy frapująco przeanalizował w swoim posłowiu Marcin Król, odsłaniając jej bogate znaczenia. Bardzo sycąca, esencjonalna lektura.

Paweł Hertz – „Sedan”, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2020, str. 222,
ISBN 978-83-8196-116-5


Historia Polski – z perspektywy „ludowej podszewki”

„Ludowej historii Polski” Adama Leszczyńskiego nie waham się nazwać dziełem wyjątkowym, fundamentalnym i unikalnym. Ta obszerna (ponad pięćset stron) synteza historii Polski stanowi silny, ostentacyjny kontrapunkt do dominującej „od zawsze” historiografii, skoncentrowanej na tzw. wielkiej polityce, dziejach państw, władzy, zagadnieniach ustrojowych, wojnach, układach, czyli tym wszystkim co kreowały polityczne elity. „Koncentrowanie się na wielkiej polityce – sojuszach, przemarszach armii, paktach, sejmach i dyplomatycznych intrygach – usuwa w cień to, co jest fundamentalne w przeszłości: odsłonieniu przed oczami czytelnika postaw społeczeństwa, zorganizowanych wokół systematycznej przemocy i ucisku oraz ekonomicznej gry związanej z podziałem władzy i zasobów” – napisał autor w końcowym eseju odnoszącym się do zagadnień metodologicznych historiografii. Warto do tego dodać, że historia pokazana z perspektywy „ludowej”, to także  historia zwykłego życia, zazwyczaj pomijanego w „wysokiej” historiografii.

Dzieło  Leszczyńskiego opowiada historię Polski jako historię „ludu”, czyli szeroko rozumianych warstw uciskanych i eksploatowanych. On sam tak to uzasadnia-projektuje w eseju metodologicznym, pomieszczonym na zakończenie: „Powiedzmy zatem: „Ludowa historia Polski” powinna być więc historią dolnych 90 proc. społeczeństwa – ludzi rządzonych, a nie rządzących, biednych, a nie bogatych, zwykle niewykształconych i zawsze podporządkowanych władzy. Władzę zaś należy rozumieć nie tylko jako uleganie rozkazom okupanta czy zaborcy, ale także – a może nawet przede wszystkim – jako władzę w rozumieniu społecznych mechanizmów dominacji i panowania. Książka ta musi więc być poświęcona przede wszystkim wewnętrznym relacjom władzy w społeczeństwie polskim – relacjom pomiędzy chłopem a właścicielem folwarku; pomiędzy robotnikiem a partyjnym dyrektorem fabryki w PRL, pomiędzy pracownikiem najemnym a właścicielem w krótkich, ale ważnych okresach polskiego kapitalizmu. „Lud” należy tu więc rozumieć możliwie szeroko – jako tych, który są podporządkowani: chłopów, miejską biedotę, kobiety, Żydów i inne kategorie ludzi (…)”.

Jak zwraca uwagę sam autor, jego praca jest poświęcona trzem głównym zagadnieniom. „Pierwsze z nich to historia mechanizmu wyzysku w Polsce” – napisał. Po drugie, to rzecz o „uzasadnieniach panowania i wyzysku”. „Po trzecie jest to historia oporu wobec władzy – oporu skierowanego nie przeciw obcemu etnicznie okupantowi, ale przeciwko społecznemu porządkowi”. Swoją opowieść będącą dziełem naukowym opartym na bardzo bogatym materiale źródłowym autor rozpoczyna od przywołania wątku polskiego XVIII-wiecznego poety i podróżnika Kajetana Węgierskiego, który skonstatował na Martynice, że los czarnoskórego niewolnika na plantacji, co prawda straszny, ale jednak jest mniej straszny od losu polskiego pańszczyźnianego chłopa. To bardzo wymowny punkt wyjścia dla dalszej narracji. Jej periodyzacja, rozpoczynająca się od zarania dziejów Polski a kończąca na roku 1989 (okres późniejszy nie wszedł w zakres tematyki pracy, zapewne jako zbyt „świeży”, z powodu niewystarczającego jeszcze poziomu poświęconych mu badań) również jest podporządkowana idei dzieła – nie losom państwa, wojnom czy powstaniom, ale dziejom wyzysku i jego fazom (n.p. „Przykręcanie śruby. 1520-1768” czy „Kapitalizm na peryferiach. 1864-1944”, „Wyzysk w imię partii. 1944-1989”). W tym samym eseju Leszczyński zastanawia się, w jaki sposób taka historia „ludowa” powinna być napisana. „Po pierwsze, historia Polaków jest zbyt ważna, żeby oddawać ją historykom piszącym w duchu XIX-wiecznego nacjonalizmu i z perspektywy metodologicznej naiwnego realizmu. Można oczywiście rozumieć uprawianie historii Polski jako streszczanie dokumentów znalezionych w archiwach – w tym zwłaszcza dokumentów przedstawiających działania i plany społecznych elit. Warto jednak mieć świadomość, że nie jest to jedyna możliwa perspektywa metodologiczna, a jej podstawy bardzo wątłe. (…) Mamy dziś w Polsce doskonałe książki poświęcone historii społecznej PRL czy Dwudziestolecia, pokazujące je z perspektywy nieelitarnej (…) Nie ma jednak pracy ujmującej całość przeszłości społeczeństwa polskiego w tym duchu. Próbą takiej reinterpretacji było „Fantomowe ciało króla” Jana Sowy. No i właśnie takie dzieło powstało. To „Ludowa historii Polski”. W swoim obszernym dziele Leszczyński cytuje i przywołuje setki publikacji. Niektóre stanowią dla niego punkt odniesienia, już to z afirmatywnego, już to z polemicznego punktu widzenia. Do tych pierwszych można zaliczyć „Ludową historię USA” Howarda Zinna, który z podobnej perspektywy, jako historię przemocy i wyzysku, ukazał dzieje tego kraju, wzbudzając wielkie potępienie ze strony konserwatywnych elit amerykańskich, którzy uznali to dzieło za „antyamerykańskie”. Wśród drugich warto wymienić „Dzieje Polski” Andrzeja Nowaka, kwintesencję optyki sprowadzającej dzieje kraju do działania i zasług katolickiej elity szlachecko-arystokratycznej, wzorcowy wykwit historiograficznego nacjonalizmu. Jeśli w Polsce nie spotkamy się z podobną reakcją „konserwatywnych i nacjonalistycznych elit” to dlatego, że one zazwyczaj nie czytają.

Dzieło Leszczyńskiego jest tak bogate i wielostronne, że nawet dłuższym omówieniu nie sposób nawet tylko wzmiankować wszystkich podejmowanych przez niego zagadnień, historycznych, ale także kulturowych, socjologicznych czy psychologicznych. Warto jednak przytoczyć choćby takie oto: „Od wieku XVIII w niewielkim stopniu ewoluowały także racjonalizacje, którymi elity na ziemiach polskich uzasadniały sprawowaną przez nie władzę. Warstwy uprzywilejowane uważały, że na nich spoczywa odpowiedzialność za „sprawę narodową”; lud zaś wymaga opieki, czyli edukacji w duchu posłuszeństwa stworzonym właśnie przez narodowe elity instytucjom”.

Jako się rzekło, dzieło Adama Leszczyńskiego jest potężnie udokumentowaną pracą naukową, a przypisy i bibliografia zajmują w niej sumie blisko sto stron. Jej walorem jest przy tym jednak bardzo klarowny, jasny, atrakcyjny w lekturze język jakim została napisana, a przy tym bardzo bogata warstwa egzemplifikacyjnego, empirycznego, bardzo sugestywnego konkretu. U podstaw „Ludowej historii” sytuuje się bogata historiografia, dorobek kilku pokoleń historyków i dziejopisów. Warto wymienić spośród nich choćby Daniela Beauvois, francuskiego historyka specjalizującego się w historii Polski, który jako pierwszy bardzo dobitnie pokazał naturę nieludzkiego wyzysku warstwy chłopskiej przez szlachtę i kler. Taka synteza dawno już powinna powstać, ale dobrze że w końcu powstała. Warto na koniec przytoczyć kilka opinii o niej. Jeden z recenzentów pracy, profesor Roman Baecker, napisał: „Nie jest to opis dziejów do jakiego przywykliśmy. Elity społeczne pojawiają się tu tylko wtedy, gdy dążą do zwiększenia, utrzymania lub usprawiedliwienia swojego panowania. Położenie materialne ludu polskiego, rozmaite przejawy jego emancypacji, oporu i przystosowania są właściwym (i prawie niespotykanym w polskiej historiografii) tematem tej książki. Autor stawia przy tym sporo tez, które dla wielu polskich historyków mogą być obrazoburcze”. Szczególnie godna zacytowania wydaje się być jednak opinia dra Marcina Piątkowskiego, ekonomisty z Banku Światowego: „Książkę Adama Leszczyńskiego powinien przeczytać każdy. Przedstawia ona zupełnie nowe podejście do polskiej historii, pokazujące ją nie z perspektywy rządzących przez stulecia elit, ale z punktu widzenia najbiedniejszych, najsłabszych i najgorzej traktowanych warstw społeczeństwa, chłopów pańszczyźnianych, mieszczan i robotników. To rewolucyjna praca, która powinna na stałe wejść do kanonu lektur i na zawsze zmienić postrzeganie naszej historii”. Warto na koniec zauważyć, że bardzo uczciwa intelektualnie synteza Leszczyńskiego daleka jest od prób tworzenia kontrmitologii i i przekornej apologii, idealizacji ludu oraz stawiania go kompensacyjnie w miejsce elit. Autor „Ludowej historii Polski” starannie wystrzega się tego i także dlatego jego dzieło jest tak cenne. Na koniec: historia historią, ale warto też zapytać – czy i jakie wnioski wynikają z tej arcybogatej w treści syntezy na użytek naszej współczesności czy teraźniejszości. „Ta książka jest (…) przede wszystkim o Polsce. Polska zaś zmienia się przez stulecia w znacznie mniejszym stopniu, niż się Polakom wydaje” – napisał autor. I to jest chyba najtrafniejsza odpowiedź na to pytanie.

Adam Leszczyński – „Ludowa historia Polski. Historia wyzysku i oporu. Mitologia panowania”, Wydawnictwo WAB, Warszawa 2020, str. 669, ISBN 978-83-280-8347-9

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko