DARIUSZ PAWLICKI – MYŚLI ZIEMI

0
139

 Mojemu Dziadkowi Ignacemu Herbsztowi – człowiekowi lasu.

      Zapowiedzią nocnych opadów śniegu jest wieczorny bądź późnowieczorny, bardzo głośny szum lasu. Gdy przebywa się w domu, nawet stojącym w jego bliskim sąsiedztwie, dźwięk ten jest najczęściej stłumiony. Lecz po wyjściu na zewnątrz, szum robi naprawdę wrażenie. Nie dość, że zostaje zwielokrotniony, to jeszcze widzi się drzewa wyginające się na wietrze. Odczucia będące wynikiem słuchania i obserwowania, tym są intensywniejsze, im większej powierzchni jest to las (ten, o którym myślę liczy tysiące hektarów), a drzewa w nim rosnące wyższe. Te odczucia mogą być naprawdę intensywne. Dlatego warto opuścić przytulne pomieszczenie, aby posłuchać przemowy lasu. Dobrze jest to uczynić także dla jeszcze większego docenienia walorów domu.

      Dla kogoś obserwującego las w takiej sytuacji po raz pierwszy, może to zapowiadać coś bardzo groźnego, na przykład nadciąganie jeszcze gwałtowniejszego wiatru. W takiej sytuacji następuje rychły powrót do domu. Ale potem wiatr zaczyna cichnąć. I rankiem, po przebudzeniu się, może wydawać się nawet, że on w ogóle nie wiał. Po wyjrzeniu przez okno okaże się jednak, że porywisty wiatr rzeczywiście poprzedził opad śniegu. Ten bowiem przysypał dróżki odbiegające od drzwi, a także świerki i sosny; szczególnie te pierwsze.
     
      Wędrowałem kiedyś przez Las Pogorzelski, kiedy nagle zaczęło w nim bardzo silnie wiać. Nie miało to jednak miejsca wieczorem ani zimą, lecz październikowym wczesnym popołudniem. Wcześniej ani później nie miałem do czynienia z tak silnym wiatrem (jest on może jeszcze przede mną). Okazałe drzewa sprawiały wrażenie, jakby zaraz miały zostać przełamanymi bądź wyrwanymi z korzeniami. Aby po chwili zwalić się z trzaskiem na mnie. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Choć wiele gałęzi i konarów spadło na ziemię. Ale gdy dochodziłem do skraju lasu, wietrzysko zaczęło słabnąć. Kiedy znalazłem się na otwartej przestrzeni, spojrzałem za siebie: wierzchołki drzew tylko nieznacznie się poruszały. Kilka minut później znieruchomiały nawet drobne gałęzie.

      Poczułem się bardzo dziwnie. Jakby las uznał mnie za intruza. I to takiego, którego należy pozbyć się jak najszybciej; dosłownie wypchnąć z… siebie. Co też zostało uczynione.

      Takie podejście do mojej osoby uznałem za niezrozumiałe, a przede wszystkim niesprawiedliwe. Uważałem bowiem, że swym dotychczasowym postępowaniem, nie tylko wobec tego konkretnego lasu, ale i innych, nie dałem powodu do okazania mi takiej spotęgowanej niechęci, i to w sposób tak spektakularny. Nieco później pomyślałem jednak, że może las chciał mnie przed czymś uchronić. Na przykład przed takim czy innym drzewem, które, gdybym dłużej pozostał w lesie, zwaliłoby się na mnie. Gdy po kilku dniach szedłem przez te same fragmenty Lasu Pogorzelskiego, widziałem dziesiątki połamanych drzew. Może więc…

Las Pogorzelski, fot. Dariusz Pawlicki

 *

      Dawni Litwini mawiali, że las to myśli Ziemi. I bardzo wiele osób zgodzi się ze mną, że są to myśli piękne, a także pozytywne i wzniosłe. Niech więc one, jak najczęściej i jak najdłużej nam towarzyszą.

      Zawsze miałem słabość do każdego kawałka Ziemi porośniętego lasem (do samotnych drzew również). Zaznaczę w tym miejscu, że mam na myśli lasy rosnące w strefie klimatu umiarkowanego. Dżungli nigdy nie widziałem, ale znalezienie się w niej nie jest moim marzeniem. Wystarczą mi jej zdjęcia, a przede wszystkim opisy. Nie pragnę być w dżungli choćby dlatego, że ujrzenie w niej śniegu nie wchodzi w grę. A parności nie znoszę.

 *

      Utarł się pogląd – uchodzi on chyba nawet za naukowy – że ludzie epoki przedhistorycznej byli jaskiniowcami. A przecież nie ma żadnych przesłanek ku temu, aby twierdzić, że to wyłącznie pieczary dały schronienie pierwszym ludziom. Tym bardziej, że pierwszy dom człowieka symbolizują i jaskinia, i las. Wystarczy przyjrzeć się Europie, aby dojść do wniosku, że ówczesne – używając współczesnego terminu –  zasoby mieszkaniowe w postaci grot, były ograniczone. Pieczary występują w górach bądź na wyżynach, więc nie wszędzie; przy tym nie wszystkie nadają się do zamieszkania. Lecz jeśli chodzi o pasma górskie, to jaskinie są także w takich, które górami nazywane są pół żartem, pół serio, jak np. Góry Świętokrzyskie (jest ich tam przeszło 150, prawie wyłącznie niewielkich).

      Tymczasem w przedindustrialnej Europie, czego jak czego, ale lasów nie brakowało. Można śmiało twierdzić, że ówczesna lesista Europa stanowiła jeden wielki dom. A jeśli nie był to dom w sensie miejsca stałego zamieszkiwania, schronienia i pewnej przytulności, to był nim w sensie budynku ∕ budowli. Zwiększająca się z wolna populacja Homo Sapiens miała więc, gdzie się podziać. Choć może pieczary, z racji posiadania naturalnego dachu i podziału na mniejsze pomieszczenia, pełniły rolę ówczesnych apartamentowców. Z tym zaś mogła łączyć się zazdrość ze strony mieszkańców otaczających je lasów.

 *

      Nie wiem, kto jest autorem kilkunastu słów składających się na cytat użyty przez Stanisława Vincenza w O książkach i czytaniu:

„Drzewa to przystanie i zatoki dla żywotów i żywiołów z morza powietrznego, to pomosty między ziemią a powietrzem”.

      To że drzewa są łącznikami między niebem a ziemią, widać choćby wtedy, gdy z pewnej odległości spojrzy się na las i niebo np. błękitne z białoobłokami. A gdy ktoś położy się na plecach na miękkim mchu pomiędzy drzewami, i jego wzrok pobiegnie wzdłuż ich pni ku koronom, może dostrzeże to, iż drzewa podtrzymują nieboskłon. Przy czym najwyższe spośród nich, swymi szczytowymi fragmentami, wręcz są w nim zanurzone.

      To z tych m. in. względów „drzewo jest symbolem wzrostu, drabiny do nieba, osi świata, kolumny niebiańskiej, życia kosmicznego”*.  W mitologii nordyckiej Wszechświat podtrzymywany jest przez jedno, ale za to ogromne drzewo. Jest nim wiecznie zielony jesion nazywany Yggdrasilem. Swymi konarami obejmuje on niebo, a korzeniami oplata Ziemię. Ów jesion zniknął z naszych oczu, nie tylko tych skandynawskich. Nie dlatego jednak, że na przykład usechł, lecz, że świat, do którego przynależymy – zwany zachodnim – już tylko w niewielkim stopniu pozostał zaczarowany. To zaś skutkuje tym, że konkretne zjawiska są niewidoczne dla prawie wszystkich. I zamiana szkieł okularowych na mocniejsze niczego w tym względzie nie zmieni.

       Niewielu chociażby widzi, że niebo podtrzymywane jest przez lasy. Pośród nich są także jesiony, nie są one jednak tak okazałe, jak Yggdrasil.

      Człowiek w lesie nie jest elementem obcym, z innego świata. I to nie tylko w związku z zamieszkiwaniem w nim przez bardzo wiele pokoleń. Cechująca go pionowość upodabnia go przecież do drzew. Oczywiście nie zawsze jego postać jest wyprostowana, ale i nie każdego drzewa pień jest smukły. Położywszy się na wspomnianym mchu, człowiek wtapia się w runo leśne, tę najniższą warstwę roślin w lesie. Chyba, że jego ubiór będzie w jaskrawych kolorach. Ale jeśli zielony…

      Pionowość charakteryzująca zdecydowaną większość drzew połączona z wyobraźnią na ich temat zaowocowała m. in. określeniami w rodzaju lasu wieżowców/drapaczy chmur, jak też lasu kominów. Tak jak lasy i pojedyncze drzewa, także owe nieruchome zastygłe konstrukcje stworzone przez człowieka pełnią rolę kolumn podtrzymujących niebo (może są nimi uzupełniane, ale nieświadomie, ubytki w drzewostanie).

 *

      Dziwi jednak to, że skoro las, obok jaskini, był pierwszym domem człowieka, dlaczego tak wielu ludzi boi się lasu. Zwłaszcza gdy znajdzie się w nim w pojedynkę; o lesie pogrążonym w mroku nie ma co wspominać. Z tym domostwem muszą więc łączyć się nie byle jakie atawizmy, jeśli dają o sobie znać po tylu tysiącleciach. Ale analogiczne sprawy łączą się, i z drugim symbolicznym domem. Z tym, że w przypadku pieczary, odsetek ludzi, w których budzi ona lęk, jest jeszcze większy. I ze zrozumiałych względów odsetek ten jest taki sam i w dzień, i w nocy.
                              
      Tu, gdzie teraz jestem, z dużą bądź bardzo dużą przyjemnością przemierzam kilka lasów: nie są one duże. Ważniejsze jest jednak to, że są. Ale Las Pogorzelski tkwi na odległym horyzoncie i nie pozwala nie myśleć o sobie. Czekam na kolejne spotkanie z nim.

____________________
      * Władysław Kopaliński, Słownik symboli;Oficyna Wydawnicza RYTM, Warszawa 2006.    

Reklama