Andrzej Dziurawiec – LEKTURY NIEDOKOŃCZONE

0
275
Andrzej Dziurawiec

Bardzo rzadko zdarza mi się zarzucić lekturę dobrej prozy. Ba, nawet przez średnią najczęściej brnę do końca. Przebrnąłem przez koszmarne 1000 stron “Łaskawych” Littella, przebrnąłem przez nudnego do bólu Zafona, ba! nawet przez kilka powieści Umberta Eco przebrnąłem. Wymiękłem dopiero przy “Wyspie dnia poprzedniego”, ale to już naprawdę lektura dla prawdziwych twardzieli.
W ostatnich miesiącach zdarzyło mi się jednak przerwać lekturę powieści pisarzy wybitnych. Kaliber ciężki: dwoje noblistów i jeden przyszły noblista.

1. Olga Tokarczuk. Nagroda Nobla 2018.  “Księgi Jakubowe” 912 stron. Przeczytane 400.

Moja czytelnicza znajomość z przyszłą noblistką nie zaczęła się dobrze. Przystąpiłem do niej metodycznie, od początku, od “Podróży ludzi księgi”. Przystąpiłem i odstąpiłem, wydawało mi się, że na dobre. “Podróż…” to taki gorszy “Alchemik” Coelho. Z trudem dobrnąłem do końca. Później słyszałem wiele dobrego o prozie pani Tokarczuk, ale nie dałem się przekonać. Aż do “Ksiąg…”
Żydowski mesjanizm to temat fascynujący, dla mnie szczególnie, pisałem o poprzedniku Franka, Szabataju Cvi. Nawet nagrodę za to pisanie dostałem. Chociaż, niestety, znacznie mniejszego kalibru niż Nobel. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie!  
Jakub Frank to postać nieprawdopodobna. Jakąż siłę musiał mieć w sobie ten człowiek, skoro jego wyznawcy przez całe lata słali mu z Polski pieniądze na książęce życie w Offenbach am Main. Jego nauki przetrwały, przez całe pokolenia frankistowskie rodziny kojarzyły małżeństwa tylko w swym wewnętrznym kręgu.
Bardzo się cieszyłem na tę lekturę, chociaż już tytuł powinien mnie ostrzec: 17 słów… We współczesnej literaturze chyba rekord. Ale nic to, czytam… Dobra proza, ładna melodia języka. Trochę wolno rozwija się akcja, ale nic, pierwsze koty za płoty. Niestety, następne koty były równie ospałe. “Księgi” to powieść rzeka. I rzeczywiście – słowa płyną, jak rzeka. Niepowstrzymanie. Wydaje się, że Autorka zupełnie nad nimi nie panuje, robią, co chcą. Słowa wzięły we władanie i opowieść i autorkę. Tam, gdzie wystarczy strumyk, leje się potok słów. Logorea. Anegdota już dawno się skończyła, błaga o pointę, ale nie, bezlitosna Autorka prze dalej obudowując ją setkami niepotrzebnych słów. Cóż z tego, że te słowa są piękne, że widać, że Autorka wspaniale się nimi bawi? Ja, czytelnik, bawię się znacznie gorzej, chciałbym wiedzieć, co dalej, słowotok nie daje mi szansy.
Przebrnąłem przez 400 stron, odpadłem. Nie ja jeden. Minister Gliński również. I akurat za to, trudno go winić. Wielu moich znajomych nie dokończyło tej lektury. Nie przyznają się, bo to przecież noblistka. Nasza Noblistka!

2. Orhan Pamuk, Nagroda Nobla 2006. “Cevdet Bej i synowie”, 800 stron, przeczytane 200.

Spotkanie z tureckim noblistą zaczęło się podobnie, jak spotkanie z prozą Olgi Tokarczuk. I tak samo się skończyło. “Cevdet Bej”, to saga rozpoczynająca się pod koniec XIX wieku. Tak, jak w przypadku „Ksiąg Jakubowych” – fascynujący okres. Schyłek sułtanatu, rewolucja młodoturecka. Rzeczy znane mi tylko z historii pisanej przez obcych. Ucieszyłem się, że będę mógł poznać ten czas oczami tureckiego pisarza. Pamuk pisze świetnie, panuje nad słowami, nie cierpi na logoreę. Powinno być dobrze. Nie było. “Księgi Jakubowe” rażą dłużyznami, ale czas, postaci opisują wspaniale. Razem z Olgą Tokarczuk zanurzamy się w osiemnastym wieku. Z Pamukiem w nic się nie zanurzyłem. Swoją powieścią autor postanowił wziąć udział w castingu na najbardziej nijaką postać światowej prozy. Nie znam wszystkich konkurentów, ale wierzę, że Cevdet Bej uplasował się w tym konkursie wysoko. Czytam jego dzieje i czuję, że bohater nic a nic mnie nie obchodzi. Nudzi i siebie i mnie. Nie potrafię przebrnąć. Na szczęście – zdawałoby się – bohaterem drugiej części jest już jego syn. Lata 30′ dwudziestego wieku. Trwa rewolucja kemalistowska. Poza Turcją niemal nic o niej nie wiadomo. Niestety, syn jest równie nijaki, jak ojciec. Jego historia nic mnie nie obchodzi. Wymiękłem.
Niełatwo będzie mnie namówić na inne powieści Pamuka.

3. Nadal kaliber ciężki. Po dwójce noblistów noblista in spe.

Lars Saabye Christensen (Nobel 2023) “Półbrat” 920 stron, przeczytane 384.
“Półbrata” polecił mi znajomy twierdząc, że to arcydzieło. Z autorem poczułem pewne powinowactwo – jesteśmy z tego samego rocznika, debiutował jako poeta, poza prozą para się również pisaniem scenariuszy i, jakby tego było mało, do zdjęcia w Wikipedii pozował w czarnej marynarce i szaliku. Słowem niemal mój zdolniejszy półbrat.
Jestem jednak człowiekiem nieufnym i podejrzliwym i jakoś nie nęciło mnie zderzenie z norweskim Mistrzem, choć prozę skandynawska lubię. Niegdyś uratowała mnie przed szaleństwem Latynosów. Jako człek gnuśny a podstępny wcisnąłem „Półbrata” małżonce. Przeczytała, uznała, że dobre. Nie miałem wyjścia, zabrałem się do lektury. Znakomita proza. Żadnego słowolejstwa. Mocne, soczyste zdania. Chce się czytać! Tym bardziej, że i postaci świetnie skonstruowane, sympatyczne, prawdziwe – chce się za nimi podążać. To znaczy najpierw się chce, a później jakby coraz mniej. Aż tak koło jednej trzeciej przestało mi się chcieć. Autor osiągnął absolutne mistrzostwo w eskalowaniu nienawiści do swoich bohaterów. Wydawało mi się, że rekord świata w tej kategorii należy się bezapelacyjnie Georgowi Martinowi, który w „Grze o tron”  konsekwentnie morduje każdą postać, którą czytelnik polubi. Chyba tylko Daenerys i karła Tyriona oszczędził, ale wciąż nie znamy ostatniego tomu, więc jest nadzieja, że i oni długo nie pociągną.
Jednak w „”Półbracie Christensen przebił nawet autora „Gry o tron”. Martin morduje swoich bohaterów, ale przecież nie znęca się nad nimi przesadnie. Christensen nad postaciami ze swojej powieści pastwi się z sadystycznym uporem. Nic im się udaje. Nie ma przedsięwzięcia, które nie skończyłoby się totalną katastrofą. Ta powieść to literacka ilustracja Prawa Murphy’ego! Tyle, że Prawo Murphy’ego to ponury, ale jednak żart. “Półbrat” żartem nie jest. Tutaj każda nadzieja zawodzi, nawet najniewinniejsze marzenia muszą skończyć się porażką i kompromitacją. Wreszcie spytałem Małżonki, czy autor do końca tak okrutnie znęca się nad swymi postaciami – potwierdziła. Z uczuciem ulgi odłożyłem “Półbrata” , nigdy do niego nie wrócę.
Lars Saabye Christensen wkrótce dostanie Nobla. Jest w tej powieści tyle zła, niegodziwości, sponiewieranej nadziei, niemożności osiągnięcia jakiegokolwiek spełnienia, że szanowni Członkowie Komitetu oszaleją z zachwytu. To jest to, co kochają najbardziej!

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko