Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
303

Rok z zającem – szybciej niż Pendolino

Kilka dni temu przeczytałem wydany po polsku amerykański bestseller Nico Walkera i pomyślałem, że jeśli tak ma wyglądać literatura, to… to wolałbym zostać analfabetą. A zaraz potem, w dwa dni, z zachwytem „wbiłem się” w „Rok zająca” powieść fińskiego pisarza Arto Paasilinna. Z ręką na sercu, musze powiedzieć, że dawno nie czytałem tak uroczej, ciepłej, pięknej książki. I z żalem myślę, który to już raz, że tak strasznie ograniczamy nasze czytelnicze widzenie świata, że w gruncie rzeczy kilka języków i nic więcej. A coraz częściej przekonuję się, że piękne książki powstają po fińsku, rumuńsku, o Czechach nie ma nawet co mówić, że mają swoich wybitnych pisarzy Chorwaci i dziesiątki innych nacji.

Zaglądam do Wikipedii. Arto Paasilinna, nie żyje od dwóch lat, przeżył siedemdziesiąt sześć.Jäniksen vuosi, „Rok zająca”, to jego trzecia książka, potem napisał jeszcze kilkadziesiąt, ale to właśnie ta trzecia, jej natychmiastowy sukces (i przekłady na wiele języków), pozwoliła mu zająć się przede wszystkim literaturą (wcześniej był dziennikarzem).

No więc czterdzieści pięć lat po fińskim wydaniu dostaje „Rok zająca” polski czytelnik. Po takim czasie, często z powieści zostają okruchy. A w tym przypadku? Nic z tych rzeczy! Nie możesz oderwać wzroku od kolejnych, akapitów, stron, rozdziałów.

O czym więc ta powieść? O kryzysie wieku średniego? O zerwaniu z utartym schematem życia, o obcowaniu z przyrodą? O byciu szczęśliwym z dnia codziennego?

Zaczyna się to tak: samochodem jedzie dwóch zgnębionych facetów: redaktor i fotograf. Prowadzi ten drugi i jadąc przez las potrąca zająca. Zatrzymują się, redaktor odszukuje zranione zwierzę (raczej lekko, ucierpiała tylko łapa), opatruje go, ale… ale postanawia nie wracać już do samochodu.

A potem mamy ciąg szalonych zdarzeń. Wciąż z zającem, który staje się przyjacielem, maskotką, przewodnikiem, atrakcją towarzyską, ale i towarzyszem w eskapadzie po Finlandii. Bo redaktor, z dnia na dzień zmienia całe swoje życie. Sprzedaje łódź (to autentyk z życia Paasilinna!), przez przypadek ląduje w chatce szefa policji z małej miejscowości, gdzie spotyka dziwaka, który snuje spiskową teorię dotyczącą prezydenta Urho Kekkonena, gasi pożar (scena, gdy spychacz z szalonym kierowcą wjeżdża do rzeki po prostu nie do podrobienia), pije bimber w rzece, bezcześci trupa dziadka (nie swojego), potem z Cysorzem wydobywają z wodnych czeluści niemieckie armaty z czasów wojny (i przytulają niemałą gotówkę), jest budowniczym, drwalem, kim zresztą nie jest.

Jest oczywiście żona-jędza, która domaga się powrotu uciekiniera i poznana w strasznym, gigantycznym kacu, urocza prawniczka, której obiecuje ślub. Zakochana? Nie da się ukryć.

W którymś momencie do jego chatki wkracza wojsko na manewrach z międzynarodowymi obserwatorami. Jak na karuzeli, trudno złapać oddech. Tak, tak, wojsko to z reguły (no, czasami bywa poważne) ciąg komicznych sytuacji. Helikopter, niedźwiedź, przyjęcie, nagość. Wszystkiego pod dostatkiem

Przyroda. Wody, śnieg, lasy, zwierzęta. Dwa szczególne. Najpierw kruk-złodziejaszek. Ileż sprytu, determinacji i złośliwości w tym ptaszysku podbierającym Vatanenowi żywność (cała wieś podziwia apetyt bohatera). Śmiałem się, ale, gdy wyobraziłem sobie tę, wydawało się, nierówną wojnę… Tyle, że redaktor też miał pomysł.

A potem niedźwiedź. Głodny, wyjadający z butelki przecier. I Vatanen, który udaje, że go w chatce nie ma, że nie istnieje, że jest, gdy już go brunatny olbrzym ujrzał, całkiem martwy. I znów to zobaczyłem. Niedźwiedź obejmujący łapami redaktora. Za mocno, krzyk, rana… Tego było za dużo i dla naszego bohatera, i dla jego zająca. Rozpoczyna się szalony pościg. Granica ze Związkiem Radzieckim (to Karelia, dla przypomnienia – część Finlandii zagrabiona przez Sowiety po II wojnie światowej)? Przekroczona! Niedźwiedź? Ubity! Vatanen? Aresztowany, oskarżony o szpiegostwo! Ekstradycja. Państwo fińskie wytacza ciężkie działa. Ilość przestępstw opiekuna szaraka poraża: cudzołóstwo, niedopełnienie obowiązku meldunkowego, niepowiadomienie władz administracyjnych o nowym miejscu pobytu, włóczęgostwo, trzymanie dzikiego zwierzęcia bez pozwolenia, wędkowanie i polowanie ościeniem bez pozwolenia, wykroczenie przeciw ustawie alkoholowej, profanacja zwłok, Kolejne i kolejne. Dwadzieścia jeden zarzutów…

Tak, czyta się tę książkę z zachwytem. Nad pomysłowością autora, nad krajobrazami, ludźmi o odmiennej mentalności, nad czasem, który potrafi płynąć inaczej, z reguły wolno, a niekiedy posuwać się z szybkością Pendolino.

Vatanen nie zawsze jest wygrany, czasami ucieka przed brutalami, stosuje wybiegi aby zatrzymać zająca, z reguły jednak każdy z czytelników chciałby złapać los w sidła i przeżyć taki rok. Nawet bez zająca!

Arto Paasilinna – Rok zająca, przekład Sebastian Musielak, Książkowe Klimaty, Wrocław 2020, str. 207.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko