Krzysztof Rudowski – TEATR MÓJ WIDZĘ…

0
368
K. Rudowski

        Nikogo z wybrańców, którzy mieli okazję poznać genialny prozatorski fresk Urszuli Benki o biblijnej Magdalenie, nie zdziwi ta apokryficzna opowieść traktująca o Pasji. Zdumiewać może jedynie temperatura tych mikropoematów tchnących właśnie pasją, jaka konieczna była do ich powstania.

        Zbiór rodził się wyjątkowo długo; blisko trzydzieści lat. Ale znaczące dzieła potrzebują czasu. Nie ma bowiem wątpliwości, iż by tworzyć teksty wielkiego kalibru, konieczny jest właśnie czas; czas do namysłu, czas na wnikliwe studia nad tematem, a przede wszystkim  – to wie każdy wtajemniczony – czas oczekiwania na natchnienie. A Pasji Jezusa z Nazaretu Urszuli Benki nie da się inaczej określić niż  n a t c h n i o n a.

        Dobrze znamy osoby dramatu: Judasz, Herod, Łotr… Ale nigdy nam ich mało, jak nigdy mało nam chleba powszedniego. To bowiem pokarm naszych dusz od chwili narodzin po chwilę śmieci, a im do niej bliżej, tym bliżsi stają się ci, którzy zdają relację z Pasji.

        Można się domyślić, że pierwsza Stacja dotyczy Jakuba, syna Zebedeusza, tego samego, który spoczął w Santiago de Compostela. U Benki apostoł tańczył nocą w oliwniku; w tekście wręcz fizycznie czujemy rytm wyimaginowanej melodii. Dlaczego Druga Stacja poświęcona jest Judaszowi? Dlaczego jest tak rozbudowana, układając się w pełen napięć poemat? Możemy zadać wiele pytań, a każde będzie miało umocowanie w wątpliwościach, jakie od dwóch tysięcy lat ma każdy, kto pisze o Judaszu Iskariocie; być może autorka ma ich nawet więcej niż inni…

        Tymczasem kolejne Stacje ukazują topografię miasta. Uliczki Jerozolimy zaczynają  w pewnym momencie przypominać zaułki Dublina, szczególnie gdy oddajemy głos Tłuszczy przekrzykującej się niczym przekupnie na targu. Pojawia się forma dramatu, który staje się integralną częścią dzieła, jak dramat który wtargnął w tekst dwudziestowiecznego Ulissesa.

        Dlaczego raz jeszcze zburzona zostaje proporcja i Stacja Piąta, poświęcona Herodowi, przemienia się w tętniący namiętnościami epos? Czy zasadą jest oddanie głosu na dłużej postaciom negatywnym? Może po to tylko, by je obronić, a może przemienić, jak na kartach Ewangelii przemienia się wodę w wino? Na myśl przychodzi sienkiewiczowski monolog osadzony w retoryce Szekspira. W czymże lepszy Jordan od Dniepru, w czymże?

        Do głosu dochodzi liryka, czysta poezja płynąca wprost z krzyża, na którym cierpi Łotr. Nie dziwi nas odpuszczenie mu grzechów. Za tak piękne strofy.… Ale romantyczna wizja Magdaleny (jakże bliskiej autorce, skoro poświęciła jej prawie tysiąc stron powieści) nie ma sobie równiej w tym zestawieniu. Chciałoby się rzec: najczystsza, najpiękniejsza. Trudno więc się dziwić, że za nią przychodzi Dziecko, które rodzi się przecież z miłości; z Miłości.

        Trochę rozwagi, może tylko rozsądku, jeśli za życia posiadamy gotowy grób. Ale przecież legenda głosi, że Józef z Arymatei był tym, który dzierżył kielich. Oddajemy tymczasem głos Łazarzowi – ludowemu poecie, a zaraz potem dialog Damy i Sowizdrzała barwy gwiezdnej poezji.

        Pointa jest wszystkim. Jest ostatnim rozdaniem, jak „rozbójnik” w karcianej grze kierki. Dla mnie tchnie powagą borgesowskiego Innego poematu o darach (w kongenialnym przekładzie Stachury), w którym autor dziękuje boskiemu labiryntowi skutków oraz przyczyn za świat, drobiazgowo wyliczając jego składowe, wśród których nie zabrakło podziękowania za ostatni dzień Sokratesa, za Swdenborga i za apteczną woń eukaliptusów.

Dołączę do tego poematu tylko jeden wers:
za Pasję Jezusa z Nazaretu Urszuli Benki


Urszula Małgorzata Benka: Pasja Jezusa z Nazaretu
Wydawnictwo Akwedukt, Wrocław 2020, s. 64.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko