Mikolaj Melanowicz – Durs Grűnbein laureatem Nagrody im. Zbigniewa Herberta 2020

0
513

Baruch Spinoza z Amsterdamu

 Zapragnął dosięgnąć Boga 

      Uroczystą konferencję prasową rozpoczął Ryszard Krynicki, czytając wiersz Pan Cogito opowiada o kuszeniu Spinozy . Słowami Zbigniewa Herberta  „Baruch Spinoza z Amsterdamu…”  wprowadził zarówno w nastrój poezji Laureata, jak i w klimat intelektualnego sympozjonu, nazwanego skromnie konferencją prasową, w której  uczestniczyłem  9 marca 2020 w Sali Kameralnej Teatru Polskiego.

   Tomasz Różycki, przewodniczący jury, ogłosił, że laureatem Międzynarodowej Nagrody Literackiej im. Zbigniewa Herberta 2020 został poeta niemiecki  Durs Grűnbein.  W uzasadnieniu werdyktu jurorów najmocniej akcentował słowa mówiące o wartości ogromnego dorobku Grűnbeina. Mówił o jego wykształceniu klasycznym w zakresie sztuki i filozofii, dzięki któremu poeta mógł prowadzić dialogi z Seneką, Pascalem i Kartezjuszem. No i oczywiście, ze Spinoizą. Wspomniał też, że na wczesną twórczość Laureata wpływ miały przeżycia z czasów młodości, którą spędził  w dawnych Niemczech Wschodnich. Grűnbein urodził sie (1962), w Dreźnie, mieszkał w NRD, studiował teatrologię w Berlinie, a debiutował zbiorem Grauzone Morgens (Strefa szarości nad ranem, 1988) jeszcze przed zjednoczeniem Niemiec w 1990 roku.

   Następnie  Andrzej Franaszek, biograf Herberta, mówił  m.in. o pewnych podobieństwach poetyki laureata i poezji Herberta. Decyzję przekonująco uzasadniali również pozostali członkowie jury, tzn. Juryj Andruchowycz z Ukrainy, Edward Hirsch z USA oraz Mercedes Monmany z Hiszpanii. Przedstawiono również opinię nieobecnego jurora,  Michaela Krűgera, niemieckiego poety i wydawcy, który stwierdził, że Durs Grűnbein jest „ jednym z najlepszych poetow i eseistów swojego pokolenia. Był także przyjacielem Heinera Műllera, najbardziej wpływowego intelektualisty w Niemczech. Po upadku muru berlińskiego napisał tomy wierszy, które zasłynęły z połączenia poetyckiej wizji ze współczesną wiedzą „ (informacja prasowa).

   Biogram poety i wybór wierszy tłumaczonych na język polski znalazłem później, po uroczystości, w materiałach prasowych przygotowanych przez organizatorów, tzn. przez Fundację  im. Zbigniewa Herberta, wspieraną przez Instytut Adama Mickiewicza, Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie, Bibliotekę Narodową i Polskie Radio. Natomiast partnerem strategicznym Międzynarodowej Nagrody Literckiej jest Fundacja PZU.

  Twórczość Dursa Grűnbeina Polsce jest jeszcze słabo znana, ale uczestnicy konferencji mieli okazję wysłuchać – a następnie przeczytać w materiałach konferencyjnych  –  siedem wierszy przełożonych na język polski. A mianowicie:

W przekładzie Jakuba Ekiera:

1.  JAKAŚ MIZERNA KOBIETA rano  (z tomu Grauzone morgens),

 2.Lekcja podstawy czaszki ( z tomu Schädelbasislektion, 1991),

 W przekładzie Andrzeja Kopackiego:

 3. Na prowincji 5 ( z tomu Nach den Satiren),

 4. Praegzystencja (z tomu Mizantrop na Capri. Historie. Wiersze, 2011),

 5. Mizantrop na Capri (z tomu Mizantrop na Capri…)

 6. Piasek czy wapno (z tomu Mizantrop na Capri….)

 7. Średnik (z tomu Koloss im Nebel, 2012).

   Warto przypomnieć, że Nagrodę Herberta w ostatnich latach otrzymali:

           Breyten Breytenbach (2017) – południowoafrykański poeta, prozaik, eseista i malarz,

           Nuala Ni Dhomhnaill (2018) –  poetka irlandzka pisząca w języku gaelickim.

         A w siódmej edycji laureatką została Agi Miszol (2019) – poetka izraelska.

     Zarówno „konferencje prasowe” jak i uroczystości wręczenia nagrody pozostały w mojej pamięci jako  wzruszające i pouczające okazje do zadumy nad znaczeniem literatury we współczesnym świecie. Jak się wydaje, te ważne wydarzenia jednak pozostają w wąskim gronie miłośników poezji Herberta i wyróżnionych poetów, chociaż zasługują na większą popularyzację. Czuję też niedosyt w promocji twórczości nagrodzonych poetów. To prawda, że Fundacja im. Herberta prowadzi aktywną działalność w wielu środowiskach, również młodzieżowych, zgodnie z regulaminem, chociaż głównym  „Celem Międzynarodowej Nagrody Literackiej im. Zbigniewa Herberta jest wyróżnienie na polu literatury światowej wybitnych dokonań artystycznych i intelektualnych, nawiązujących do świata  wartości przenikających twórczość Herberta”  (materiały prasowe). Zajmuje się również wspieraniem edukacji literackiej, rozwojem czytelnictwa, promowaniem przekładów… Ale mimo to jej wysiłek nie spotyka się z dostateczną promocją przez masowe środki przekazu.

 Postscriptum: Nikolaus Lenau (1802-1850)

  Przeglądając biografię Zbigniewa Herberta w poszukiwaniu jego związków z poezją niemieckojęzyczną, trafiłem na informację, że w 1965 roku polskiego poetę wyróżniła austriacka fundacja Nagrodą Nikolausa Lenau (Internationalen Nikolaus-Lenau-Preis). I w tym momencie wróciło wspomnienie poety, którego wybór wierszy w różowej twardej okładce znalazłem na strychu budynku Liceum Pedagogicznego w Lubomierzu. Byłem wtedy uczniem „Kuźni Lubomierskiej” – jak mawiał ówczesny dyrektor Kazimierz Kopeć, który uczył nas logiki, a był współzałożycielem Polskiego Liceum Pedagogicznego w Lubece, które w końcu 1946 roku zostało przeniesione do Polski i uzyskało stałą siedzibę w Lubomierzu, do którego i ja trafiłem w 1950 roku.

 Ale wróćmy do Lenau. Zdarzyło się to zapewne na przełomie lat 1953/1954, gdy byłem już w Czwartej C, i miałem już dość odwagi, by zapuszczać się w różne zakamarki wciąż tajemniczego, poniemieckiego, imponującego budynku szkolnego. Zwłaszcza wiele czasu spędzałem na strychu, gdzie znalazłem bibliotekę dawnej niemieckiej szkoły. Były tam podręczniki (korzystałem z podręcznika do nauki angielskiego), dzieła klasyki niemieckiej, nawet japońskiej, jak i przygodowe powieści. Z odkrytego  stosu książek w obcym, wówczas nielubianym języku, mogłem brać  wszystko, co mnie interesowało: powieści o Indianach, czy  dzieła  Goethego (wydanie w Berlinie w 1883 r.). Ale dziś bohaterem tamtych czasów jest dla mnie Lenau, którego piękny wybór romantycznych wierszy, wydany na przełomie  XIX i XX wieku w różowej, twardej oprawie, mnie tak oczarował, że potem towarzyszył mi przez kilka lat, również w czasie studiów na orientalistyce Uniwersytetu Warszawskiego. Ale któregoś dnia zainteresował się nim kolega z filozofii, to znaczy  Bohdan Chwedeńczuk. Nieopacznie pożyczyłem mu chyba przed wyjazdem do Japonii. I zapomniałem o tym. Ale kiedy postanowiłem odzyskać swój skarb z Lubomierskiej Biblioteki na Strychu, okazało się, że Bohdan też komuś pożyczył. Wielokrotnie przeze nagabywany o zwrot, po latach podarował mi – jako gest przeprosin – własną książkę. Były to – i nadal znajdują się w mojej bibliotece – Dialogi z Adamem Schaffem ( 2005).

  Jednak wciąż mam przed oczyma wybór wierszy Lenau w różowej okładce już tylko jako sentymentalne wspomnienie licealnej młodości. Natomiast oryginalne wiersze Nikolausa Lenau przeglądam  w wyborze  Die Ernte aus acht Jahrhunderten deutsche Lyrik z 1909 roku, tzn. w książce pochodzącej również z tej samej biblioteki, biblioteki nieistniejącej, utraconej jeszcze przed maturą.

 I tak spotkanie z niemiecką poezją wyróżnioną Nagrodą Herberta przypomniało mi niemieckie klimaty Lubomierskiej Kuźnicy, której absolwenci 1954 roku, moje koleżanki i koledzy,  przez dziesięciolecia uczyli młodzież w szkołach podstawowych Śląska. Tylko ja otrzymałem przepustkę do wielkiego świata: z dyplomem przodownika nauki i pracy społecznej wyruszyłem na studia do Warszawy…

   (13.03.2020) 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko