Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

1
439

Eksplozja Eksplozji

W czerwcu ubiegłego roku recenzując „Sen wioski Ding” napisałem: „Dawno oduczyłem się łez przy lekturach. Wzruszenia, emocje, jakiś rodzaj napięcia, wspólnoty z pisarzem – tak, ale łzy? Nie, teraz też nie płakałem, ale… ale ta powieść, bo przecież to wspaniała powieść, zapewne doprowadzi wielu do tej granicy”. Kilka miesięcy później dostaliśmy kolejną powieść Lianke i… i wiem już na pewno: mamy do czynienia z wybitnym pisarzem. Bardzo wybitnym!

Wioska, miasteczko, miasto, metropolia. Wszystko w jednym, a przynajmniej wokół jednego.

Kilkuset mieszkańców, a na końcu miliony. Kilka ulic, a potem dziesiątki kilometrów najnowocześniejszych autostrad.

Bieda, bogactwo, chaty kryte strzechą, najdroższe hotele, luksusowe auta, wieśniacy niemo protestujący przeciw odebraniu im ziemi, metro, największe w Azji lotnisko, prywatna armia…

Chińskie przepowiednie, nienawiść, pieniądze, kobiety, które sztuką miłości mogą zniweczyć każdy, najbardziej misterny plan.

Był sobie ojciec, który na skutek donosu partyjnego sołtysa wioski Eksplozja, Zhu Qingfanga trafił na wiele lat do więzienia. Chiny w tym czasie biedniały, biedniały… Potem przyszli komunistyczni reformatorzy. Ojca wypuścili z więzienia, a ludziom pozwolili zarabiać. Zarabiali synowie, a w zasadzie jeden. Jeden z czterech. Najstarszy był nauczycielem, trzeci żołnierzem, czwarty był jeszcze uczniem. Bogactwo zdobył drugi, Kong Mingliang: kradł przewożone koleją koks. Nikt w wiosce nie wzbogacił się szybciej. Jak wszędzie na świecie pieniądze budują pozycję: został sołtysem.

Poprzednik? Ten, który doprowadził do uwięzienia ojca? Czy człowieka można zabić pluciem? Haniebna, okrutna śmierć. Pluli za pieniądze drugiego brata.

A potem? Potem nauczył innych kraść. A kobiety sprzedawać swoje ciało. Zmieniać, bogacić się, tworzyć nowe hierarchie, przyciągać, dawać nauczkę, łapówki, dawać koncesję, korzystać z naturalnych bogactw.

Lianke splata życiorysy dwóch rodów. Nie ma Kong Minglianga bez córki Zhu Qingfanga. Poprzysięgła zemstę, ruszyła zarabiać pieniądze: ciałem, głową, zdolnością do interesów. Wszystko tu przemieszane i wszystko możliwe. Cynizm, jakiś rodzaj miłości, dziecko, podstęp, nienawiść. Szacunek dla najstarszych spleciony z kartkami starego kalendarza dającymi wskazówki jak żyć, jak ułożyć przyszłość rodu, jak spleść to, co osobne, nieprzystające do siebie. I groby przy których się płacze.

Pamięć jest ważna. Mam wrażenie, że Chiny są nią przesiąknięte. Wstecz i wstecz. Te zaszłości pokoleniowe mają znaczenie, wyryły, wyżłobiły koleiny, których następcy wcale nie pragną zasypać.

Nie będę opowiadał książki, nie warto. Za dużo przyjemności w czytaniu.

Czym są „Kroniki Eksplozji” (dla jasności Eksplozji z wielkiej litery, bo to nazwa wioski/miasta/metropolii)? Bajką o bogactwie współczesnych Chin? O ich gwałtownych przemianach? O spleceniu tradycji z nowoczesnością, o tym jak mentalnie zmienili się w ciągu kilkudziesięciu lat mieszkańcy Kraju Środka? O milionach juanów, dolarów, jakiejkolwiek waluty, które wypełniają kieszenie, kasy, magazyny? Bogactwo, które staje się celem samym w sobie? Więc może jest to jednak powieść o budowaniu pozycji, o ambicji bycia wciąż wyżej, o wyniesieniu na piedestał, o osiągnięciu pozycji, z której już nikt nie może cię zepchnąć? A może jak ułożyć czas? Czas, w którym w ciągu minut, godzin, dni, można przemieszać wszystko. Magicznie.

Oczywiście mamy do czynienia z opowieścią trochę z krainy cudownej fantazji: pory roku mogą się zmienić w jednej chwili, uschnięte drzewa ożyć, górskie strumienie (albo strumienie łez) zamieniać w ogromne rzeki. A za chwilę Chiny w pełnej krasie: przesiąknięte korupcją, pozbawione jakichkolwiek zasad, z przetrąconym kręgosłupem moralnym, z komunistyczną wydzieliną gotową w każdej chwili rozpętać wojnę z Ameryką.

Ale Yan Lianke to też język rozgrywany na wielu płaszczyznach: niby powolny, snujący się, oplatający czytelnika pajęczyną skojarzeń. Wspaniały, przynależny niewielu system słów, znaczeń, mitów.

Elżbieta Brzozowska, redaktor prowadząca tę i poprzednią książkę Yan Lianke zdradziła mi, że pracuje już nad kolejną jego powieścią. Gdy tylko będzie, złapię i nie oddam…

Yan Lianke – Kroniki Eksplozji, przekład Joanna Krenz, PIW, Warszawa 2019, str. 551.

Reklama

1 KOMENTARZ

  1. Niewątpliwie, to wielka literatura, jak wynika z entuzjastycznej recenzji. Porusza wielkie ludzkie, indywidualne i społeczne, problemy. Autor widać ma niezwykłą wyobraźnię, rozmach narracyjny i ciekawy język. Już sięgałam po długopis, aby zapisać tę książkę na listę do przeczytania, ale pod koniec recenzji się zawahałam. Dlaczego wielka literatura jest tak często przygnębiająca?
    Ale postaram się zdobyć tę książkę. Już ją wpisuje na moją listę. Przecież takie lubię. I będę zadowolona, że, wahając się, myliłam. Że nie popadnę przy niej w depresję.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko