Wiersze tygodnia – Kalina Kowalska

0
768
Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska


Widokówka znad morza

Taki ze mnie piach do wygarnięcia,
jeszcze suchy ze mnie całej
do sypania w puste,

które będzie. Nie inaczej, tylko tak,
jak będzie. Zapamiętasz, co już pamiętasz,
ani więcej, ani mniej.

Taki we mnie mewi krzyk,
we mnie całej suchy chleb
wyrywany z ręki

musi być. Nie inaczej tylko tak,
jak musi być. Weźmiesz, co już wzięte,
ani więcej, ani mniej.

Aż wybije ze mnie całe morze,
ze mnie całej w wydmach,
i  rozleje się całe to słone
na cały ten słodki
landszaft,

który jest. Nie inaczej,
tylko tak, jak jest.


Takie wiersze

Nie piszę już takich wierszy. Nie potrafię, nie chcę?
Więcej nie pamiętam. Grzechów nie pamiętam, cnót
nie pamiętam. Do takich wierszy potrzebna jest
pamięć utraconych cnót. I trochę światła.

Nie piszę już takich wierszy. Do nich potrzeba kochanka
– odpowiedziałam, chociaż nie pytałeś. Milczeliśmy
przejrzyści, zrozumienia pełni. Do takich rozmów
potrzebna jest pamięć mroku. Zabrakło nam
mroku do takich rozmów. I trochę prawdy.

A on musiałby mnie bardzo rozkochać,
a ja musiałabym go bardzo porzucić,
żeby powstał wiersz.


Pochodnia

Prosisz zuchwale o wiersz. O coś niemożliwego.
Napisz mi wiersz, mówisz i czekasz spokojnie
na moją niemożliwą śmierć. Nie umiera się
naprawdę, pisząc wiersz – myślisz zuchwale.

Bzdura!

Oto kładę przed tobą życie i śmierć,
poetę i wiersz. Wybieraj, kto ma się zająć
twoim bólem. Od twojego ognia
co ma się zająć? Wybieraj zuchwale.


Piątka z zajęć praktycznych

Jeszcze nie rozpoznałabym cię po głosie,
a już cię składam w całość przy mnie
i ze mną. Możesz być teraz z ciała,
z plastycznej gliny. Spod palców gładkich
wyjść i zostać młodym bogiem, zanim umrzesz.

Zanim ja umrę i ty po raz drugi.


Piątka z technik obronnych

Musi teraz przywołać nienawiść,
zaniechać miłosierdzia,
siać spustoszenie. Ten
moim ciałem silny człowiek,
morderca doskonały.

On ma odmierzyć najwyższy czas.
A ja mam tylko patrzeć
prosto w cud. Zaufać.
Zniewieścieć.


Piątka z przyrody

Jedną z tych prawd, które wygłaszam nie dość, że do siebie,
to jeszcze szeptem; jedną z tych prawd oczywistych,
o których nie opowiadam przy stole z uwagi na etykietę
i dobro wspólne; jedną z tych prawd, jakie ukrywa przede mną
natura raczej nieudolnie i tylko do czasu, bo przecież jestem
wystarczająco inteligentna; otóż jedną z tych prawd
jest moja i twoja niekonieczność.


Piątka z rachunku prawdopodobieństwa

Ta nadzieja mnie kiedyś zabije, to pewne,
to uporczywe, czujne, patrzące na ręce,
to drwiące z nigdy, to drętwiejące
przy próbie ucieczki, niebezpieczne
od pionu odchylenie, wstrzymany oddech,
fraza dudniąca, fraza milcząca,
moja przy twoim policzku dłoń.

Zabije mnie i wskrzesi.


Piątka z plastyki

Będę mówić o tobie niebieski,
albowiem jesteś. Od nieba pochodny
i niebu współistotny. Ja zaś jestem
stworzenie tęskne, dzieło podniebne.

Będę o tobie mówić czerwony,
albowiem jesteś. Jak rafy koralowe
czerwonego morza albo morza krwi.
Pod skórą jestem tylko morzem krwi.

Albo wiem. Bedę mówić o tobie
żółty, bez którego nie ma słońca
na rysunkach dzieci ani promieni,
ani aury wokół świętych głów.

Nie powiem smutek. Powiem:
barwa podstawowa każdej rzeczy,
która moja jest.


Piątka z ładnie ujętej niewiedzy

Gdybym cię spytała, jak się cierpi godnie,
jak nie przy ludziach, nie nago, nie w obcych
przytułkach. Jak to się robi samemu i sobie,
żeby było dobrze?

Jak się nie prosi o ratunek, gdy ratunku nie ma.
I gdybym cię spytała o puste, czym się je wypełnia.
Napiętym grafikiem cholera jasna, pasją?

Co pomaga przez chwilę nie myśleć
o smutnym, z którego się rodzi
i proste, i piękne, i twoje?


Piątka z filozofii egzystencjalnej

Błędem byłoby twierdzić,
że miłość jest
jakimś prywatnym absolutem.

I tak oto w błędzie trwam
i w sobie kołyszę
ten nienarodzony ból.

Ten nieustający lęk
przed nie moją śmiercią.


Mistyk

Poezja św. Jana od Krzyża
bywa  nudna i przewidywalna,
ponad miarę egzaltowana.
A jednak jej wierzę.

Wierzę, że kiedy Jan
stanął przed Bogiem zupełnie nagi,
ze swoim przeraźliwie śmiertelnym ciałem
i ze swoją przeraźliwie nieśmiertelną duszą,
był tak zawstydzony, że musiał się okryć 
czymś nieskazitelnie czystym.
Choćby czystą grafomanią.


Teresko

Sprawdziłam pogodę. Dziś w Ávili
chłodno, ale słonecznie. U mnie deszcz. Dzisiaj
skłamałam.

Chodziło o piękno. Znudzona? – zapytał.
A ja, że jest pięknie – skłamałam.
Skoro pięknie, dlaczego wychodzisz? – zapytał.
A ja, że źle się poczułam – skłamałam mówiąc prawdę.

W jakimś sensie chodziło o prawdę. O piękno wzniosłe,
które łudzi, z którym nie czujesz się dobrze. Skłamałam,
żeby nie ranić. Chodziło o dobro. Mam taki dobry dar.
Obawiać się złudzeń to przecież dar. Sprawdziłam.

U mnie deszcz. W Ávili
chłodno, ale słonecznie. Módl się
za mnie i mój bosy Karmel.


Wiersze tygodnia redaguje Stefan Jurkowski
stefan.jurkowski@pisarze.pl

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko