Andrzej Walter – Umarło niebo nad panem Nikt

0
333


   W jednym z wierszy ostatniego tomu Małgorzaty Kulisiewicz „Ciasteczka z ironią” owinięty we własną, rozpoznaną ironię oraz wywołany lekturą lament sarkazmu -przeczytałem w końcu obrazoburcze zdanie, że „przecież wszyscy zasługują / na poezję”. Wydało mi się, że otóż to, że autorka w tym miejscu dotarła do sedna czasów poprzez nazwanie powierzchni kpiny i zapytała nas w tym wierszu tak naprawdę – jak dotrzeć do wieczności bez poezji? Wiersz zatytułowała frazą jakże podstępną: „Strumień świadomości wymyka się spod kontroli establishmentu”.

   Zapadło milczenie. Wiele znaczące milczenie. Milczenie duszy i sumienia. Cisza bezbożna i wykraczająca poza świadomość. Poczułęm się tak, jakbym dostał poezją w twarz. Bo czyż doprawdy … wszyscy… zasługują na poezję? I czy właśnie dziś i czy naprawdę wszyscy? A może jednak wszyscy mają i dziś dusze i sumienia? Małgorzata Kulisiewicz – obiecująca krakowska poetka najnowszej fali uświadamiania światu jego bezeceństwa za pomocą „Ciasteczek z ironią” jak zdecydowała się nazwać owo jaskrawe przesłanie ze sfery buntu i niezgody na zastaną rzeczywistość. Jej opisany i określony po sąsiedzku typowy zjadacz współczesności – nieoceniony pan Nikt to przecież również i ja.

   Jestem panem Nikt w sposób oczywisty. Napożyczałem się słów i życia na kredyt, napożyczałem się historii oraz wydarzeń, napożyczałem się losu, który ktoś już wielokrotnie przeżył i tak żyję swoim – nie swoim, pożyczonym przecież życiem jakby kukiełki w teatrze nowoczesnej codzienności. Moja ziemia niczyja jest aż za bardzo czyjaś. Moje łóżko też jest pożyczone i woda, którą obmywam moją dawno już dowiedzioną nieczystość egzystencji. Pan Nikt nowego wieku, z korzeniami z wieku starego, skąpanego we krwi i absurdzie. Jednakże absurd stał się absurdem nieskończonym, ewoluował do absurdu początku. Wkroczył dumnie w nowy wiek i hasa coraz śmielej po polach, ba, po salonach i miastach, po wirtualności, po salach i bibliotekach, po organizacjach, rządach i po wszelakich …nierządach…

   Żyjemy dziś w kumulacji absurdu. Tu już nie wystarczy ironia i żadne chyba ciasteczka nam nie pomogą, choć jak zauważa zwinnie Autorka wierzymy wciąż, iż „strumień świadomości wymyka się spod kontroli…”

   Warto poczytać te „Ciasteczka z ironią”. Ironia bowiem to wciąż zbyt mało. Jakże nieporadnie ekstrakt z ironii wstrzyknęła ostatnio Ewa Lipska w trybie niejako równoległym, w wydanym właśnie przez Wydawnictwo Literackie tomie zatytułowanym „Miłość w trybie awaryjnym”. Dwadzieścia sześć wierszy pięknie zaprezentowanych w twardej oprawie (edytorsko, jak mawiają na bogato), które mógłby napisać … debiutant po maturze u progu swego rozpoczynającego się literackiego życia. No cóż, któż bogatemu zabroni, kto zabroni znanej twarzy ową twarz pokazać, jeżeli nieczyste siły rynku tak właśnie zawyrokują. Niech im tam będzie. Zaprawdę powiadam Wam, że prawdziwą ironię, z ładunkiem prawdy i szczerych kpin z tego zmurszałego świata znajdziecie jednak zdecydowanie bardziej u Małgorzaty Kulisiewicz w serii wydawniczej Biblioteki Poezji dzisiaj. I zwłaszcza dzisiaj…

   Ironia Kulisiewicz jest nowa, zdrowa, świeża, z dużą zawartością poezji w poezji.

   To jakby znamionowa tabliczka informacyjna na produkcie, która zdradza nam drobnym drukiem ile jest zawartości mięska w kiełbasce, a ile dodatku chemicznej mikstury w formie wypełniacza owego produktu. Kiedy Ewa Lipska spogląda na współczesność przez szybę, kiedy patrzy na mnie z tego swojego spiżowego dystansu, czuję podskórnie, iż nie rozumie pana Nikt Małgorzaty Kulisiewicz, czuję wręcz, że nie za bardzo wierzy w jego istnienie, że jest trochę mało wiarygodna podlewając to sosem nowoczesnego słownictwa (typu: neuronowe sieci) ozdobnie ujętego w wiele nazw własnych ornamentujących niby wywód buntu i naporu wobec naszych czasów.

   W kontraście otrzymujemy Małgorzatę Kulisiewicz – jakże autentyczną, piszącą o tym, co sama przeżywa, pisze w tym tomie właśnie tak, że czuję, iż to jest o mnie, o tobie i o moim bliskim. Wierzę właśnie jej. Widzę, czuję, smakuję i prawie jestem pewien, że szuka najwłaściwszego środka wyrazu, słowa, metafory, środka przekazu, ażeby opisać ten świat. Nie kalkuluje, nie kalkuje, nie dzieli się czymś, czego sama nie przeżyła, czy nie doświadczyła. Weźcie do ręki te dwa tomy poezji i sprawdźcie sami. Porównajcie. Kolejność lektury dowolna.

   Sam fakt, że w tym samym czasie w Polsce pojawiają się dwa tomy poezji o zbliżonej proweniencji, a są one też przecież konsekwencją i innych tomów wydanych przez ostatnie dwudziestolecie traktujących o dojmującej współczesności – o alienacji, o pustce i o miałkości czasów naszych, jedynych nam znanych i wciąż pytających a po co nam poezja? – otóż sam ten fakt jest już bardzo znamienny. Jedna autorka wpisuje się tu jednak jakby w koniunkturę, a druga szuka realnej i prawdziwej odpowiedzi na te najważniejsze w naszym świecie pytania. Co nie znaczy, że nie należy tych pytań stawiać i nie należy przeczytać dokładnie obydwu tych tomów. Należy, jak najbardziej należy. Żeby takie pytania jednak stawiać wydaje się trzeba mieć pewien mandat uprawniający do ich postawienia. I mało wiarygodnie brzmi ten, który garściami korzysta z machiny medialno-rynkowej. No niestety. Jeśli się powiedziało „a”… to trzeba szukać liter kolejnych…

   Dlaczego tak pastwię się (nieco) nad (w sumie niezłym) tomem Ewy Lipskiej? Daję słowo honoru – czysty przypadek. Otrzymałem obydwa tomy jednocześnie. Porównałem w szerszej perspektywie i szczerze wyznaję Wam swoje refleksje. Wiersze Pani Ewy brzmią prostolinijnie, lekko, łatwo i przyjemnie, żeby nie powiedzieć … wtórnie i mało wiarygodnie. Można je przeczytać w godzinkę dokładnie i wnikliwie i nie pozostawiają po sobie zgoła nic, albo w zasadzie bardzo niewiele. Wiersze Małgorzaty Kulisiewicz wbijają się w świadomość, jątrzą, zagnieżdżają się w umyśle i w świadomości, pulsują, są obecne, czasami krzyczą, czasami tylko pytają, odciskają jednakowoż trwały ślad w czytelniku, nie pozwalają mu przejść dalej obojętnie.

   A wydawałoby się, że te dwa tomy traktują o tym samym, albo co najmniej o czymś bardzo zbliżonym. O czasie współczesnym, o naszym w nim miejscu, albo wręcz o braku tegoż miejsca, o samotności, o wieczności, o sensie naszych działań i sensie naszego pisania, czytania, rodzenia się i umierania. I ów Pan Nikt – niewidzialna ręka to może także Ty …?

   I tak jak umierają nasze sny, jak dogasają nasze marzenia, jak nie ziszcza się długo wyczekiwana przyszłość, tak odwrócono znaczenia i relacje wszelakich dziś wartości i prawd odwiecznych, postawiono na głowie wszelką stabilność i stałość, zanegowano sens naszych istnień, sens słów i ich siłę, postawiono do kąta naszą godność, miłość, wiarę, nadzieję, w miejsce tego wszystkiego pożycza się nam materię, produkty i ersatz jarmarku. Wtłacza się nas – osoby Nikt – w cybernetyczne i wirtualne klatki, wpisuje się nas w e-obywatelski sen, wydziera się nam prawdziwe relacje międzyludzkie zastępując je namiastkami egzystencji osładzanej złudzeniami.

Pan Nikt zarabia na studia.
Twarze,
twarze,
korporacyjne korytarze,
uśmiech dolepiany taśmowo.
Niedługo wszczepią nam czipy.
Kierowani z komputera głównego,
krzykniemy bezgłośnym szeptem:
nie-wolność,
nierówność,
nie-braterstwo.

(tak porusza temat naszego tragizmu czasów Małgorzata Kulisiewicz)

Ewa Lipska z kolei w wierszu Rekiny pisze tak:

Kraj stanął mi w gardle.
Ani go przełknąć
ani wypluć.

Oddycham
przez pełne morze
rekinów.

   Zostawmy już „Miłość w trybie awaryjnym”. Ten tom również wart jest lektury. Choć jego ogląd rzeczywistości jest równie krytyczny, zdystansowany i ironiczny to uchwycony jakby niezręcznie, jakby supernowoczesnym aparatem cyfrowym, w którym wystarczy tylko nacisnąć enter, aby powstał obraz (ponoć) doskonały.

   Wróćmy do Małgorzaty Kulisiewicz. Tam znajdziemy obraz naturalny, prawdziwy, dokadrowany przez człowieka, z jego możliwością eksperymentalnego błędu, ale i z umiejętnością sztuki fotografowania.  Wiersze z tomu „Ciasteczka z ironią” są właśnie taką nieostrą, metaforyczną fotografią artystyczną… jak choćby…

Wiersz na końcu języka

Poziomki zgrzytnęły fikcją,
brakiem.
Nie jesteśmy
z Ingmara Bergmana,
istniejemy tylko sobą
i aż…
Nie poziomkowa polana,
niemy zgrzyt
bez bólu.
Nie aorta z krwią ofiarną,
tylko sok.
Masz to na końcu języka,
milczący wiersz.
W finale wszyscy przestaniemy mówić.

   Długo można by tak sięgać po rozmyślania Pana Nikt. Te wiersze wymagają powrotu, wymagają powrotów… Niektóre z nich bardzo mnie zabolały i zostały już na zawsze – jak ciernie. Taka właśnie poezja jest mi bliska. Jest o mnie i o moim życiu. O tobie i twoim życiu. Nie obnaża wszystkiego. Nie sili się na karkołomne metafory, na maksymalnie udziwnione zlepki słów, na szok i rozdrapywanie ran. Raczej dyskretnie szumi nad brzegiem rozpaczy, pustki, odwiecznych pytań bez odpowiedzi. Raczej wspiera czytelnika solidarnym oglądem tego świata, jednością przeżyć i tożsamością uczuć. Utwierdza w melancholii i tęsknocie za czym, co już się zapewne nie wydarzy, a tym czymś jest powrót do normalności, do świata, który przeminął. I to przeminął nieodwracalnie.

   Taka poezja pozwala łatwiej zrozumieć, że nad panem Nikt chyba umarło już niebo. Wszelkie niebo. To żywe i prawdziwe, niebieskie, błękitne, niebo realne i umarło też to niebo biblijne, niebo gdzieś, nie wiadomo gdzie, niebo naszej tęsknoty. Obydwa te nieba przeniosły się do innej rzeczywistości. I wszystko jest już inaczej…

Zawekowana odrobina matczynej miłości
na długo nie wystarczy.
Nikt wiezie
odrobinę świeżego spojrzenia,
dźwiga młodość pod pachą.
Na szczęście trudne czasy minęły,
zawsze potem są
jeszcze trudniejsze.

Oto ciasteczko z ironią na deser… drodzy Czytelnicy, których zajmuje jeszcze coś tak potwornego jak poezja. Te ciężkie norwidy, zwidy i jakiś niezrozumiały bełkot.

Kto by to jadł?

   Czy wszyscy (nadal) zasługują (dziś)
na poezję?


Andrzej Walter


Ewa Lipska „Miłość w trybie awaryjnym”. Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019. Stron 60.
ISBN 978-83-08-06873-1


Małgorzata Kulisiewicz „Ciasteczka z ironią”. Wydawnictwo Książkowe IBIS. Warszawa 2019.
Biblioteka Poezji dzisiaj – tom XXI. Stron 68.
ISSN 1508-9398

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko