Leszek Żuliński – Wspomnienia weterana (1) – Czekam na Renesans

2
371

         Dawno mnie na Pisarzach.pl nie było. A przez długi czas bywałem tu często. Zacząłem ostatnio częściej na tę witryną zaglądać i to ze sporym zaciekawieniem. Jest co czytać. Toteż za przyzwoleniem naszego Ojczulka Wrocławskiego wracam do was z kosturem doświadczeń. Mam nadzieję, że nie będę was zanudzał; przede wszystkim chcę opowiadać o całym tym jazgocie literackim, który towarzyszy mi od 1975 roku.

         Wtedy sytuacja była zupełnie inna. Byłem w peletonie pomiędzy 35-cioma debiutantami. Od tamtego czasu wszystko się zmieniło. Dzisiaj wydać tomik każdy może – gdy wydawcy nie znajdzie, to własnym sumptem go wyda. Tak więc nikt z nas, krytyków, nie jest w stanie przesiewać tego rogu obfitości.

         Nauczyliśmy się już w tym ulu żyć. No to żyjemy. No to piszemy. Od nadmiaru aż głowa boli. Ale obyśmy tylko takie zmartwienia mieli. Czas nas wyręczy – w czołówce peletonu pozostaną najlepsi.

         Prasa literacka – ta papierowa – jeszcze na szczęście istnieje. Ot, chociażby „Twórczość” (istniejąca – to osobliwy ewenement – od 1945 roku), „Odra”, „Migotania”, „Gazeta Kulturalna” i wiele innych, najczęściej lokalnych. „Mapa pogody” jest wszakże zmienna – stronami deszcze, stronami pogoda (jak napisał Iwaszkiewicz). No i dobrze. Namnożyły się także internetowe portale literackie i magazyny literackie. Niektóre z nich (np. Zaułek poetycki „Pomyłka”, „Salon Literacki”, „eleWator”, Wydawnictwo „Forma”, wspomniany już dwutygodnik internetowy Pisarze.pl itd.) to ważne przytułki naszego pisania. To w każdym razie są moje preferencje, ale każdy z was ma zapewne także i swoje.

         Ja tu wymieniam najbardziej znane, ale niemal w każdym województwie jest prasa literacka. Ot, na przykład „Pegaz Lubuski”. A wymiar ogólnopolski nadal posiadają m.in. „Akant”, „Odra” czy „Topos”.

         Gdyby wszystko wymienić, to głowa by rozbolała. A jednak nie ma czym się pocieszać, bowiem nasze środowisko literackie jest poniekąd zamkniętą enklawą. Stanowimy „cech”, który ma swoją niwę gdzieś na marginesie. Tzw. społeczeństwu nie literatura w głowie. Tak zawsze było i tak zawsze będzie. Narzekać jednak chyba nie ma na co. Kultura szeroko rozumiana jest czymś ważnym.

         Wielkie nazwiska nas poprzedzają. Oprócz historii istnieje także historia literatury. W obecnym czasie brakuje nam jednak tak wielkich nazwisk, jakie były dawniej (…Szymborska, Różewicz, Nowak…). Zaś ta nowa formacja jakby się spospolityzowała.

         Czy nastąpi Odrodzenie? Obawiam się, że nie, bowiem życie publiczne tonie w polityce, pragmatyzmie i reizmie. Jest tylko jedna nadzieja: tacy będziemy już szczęśliwi i bogaci, że czytanie wierszy naraz nas olśni i nasze wnuki piszące wiersze ogłoszą Renesans.

Reklama

2 KOMENTARZE

  1. Ja znowu nawiążę do tych słów: ” Dzisiaj wydać tomik każdy może – gdy wydawcy nie znajdzie, to własnym sumptem go wyda. Tak więc nikt z nas, krytyków, nie jest w stanie przesiewać tego rogu obfitości.”
    To prawda, to dotyczy tak poezji jak i prozy. Jednak jako czytelnik (bo czytam dużo, a piszę rzadko) chcę wiedzieć, czy książka, po którą sięgam, zasługuje na moje zainteresowanie. Mam pewne wymagania i nie czytuję literatury łatwej, błahej, rozrywkowej, romansowej itd. Potrzebne mi jakieś “książkowskazy”. Kiedyś były tym Nowe Książki; Literatura na Świecie i inne czasopisma wymienione w powyższym artykule. Niby one jeszcze są, ale nie pełnią już dawnej roli. Jeśli miałabym trafić na kolejny romans, ukryty pod nazwą literatury obyczajowej, jaki mi nie daje przyjemności czytelniczej ani satysfakcji intelektualnej, to w efekcie czytam dużo mniej. Albo stare pozycje z własnego księgozbioru. Oczywiście tracę na tym ja, ale i niejeden autor, którego książka mogłaby mi się spodobać, a nikt mi jej nie wskaże. Poloniści wolą mówić o autorach dawno sprawdzonych. Nawet sam wyznacznik: “literatura obyczajowa” jest kłamliwy, bo w tym wielkim worze kryje się i lekki romans i literatura ambitna, psychologiczna, a nawet eksperymentalna. Pewne dyskusje w mediach o książkach są bardziej popisem erudycji i elokwencji dyskutantów niż rzetelną informacją dla czytelnika o różnym stopniu oczytania i różnych zainteresowaniach. Książek zatem coraz więcej, a my czytamy coraz mniej.

  2. Dużó racjiw wypowiedzi LŻ, ale być możę ta ilość zrodzi nową jakość! Może znajdzie się jakiś iluminatora!Bodaj by ta ilośc nie przeszła w dialektyczna bylejakość!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko