Strona główna Rok 2025 Nr 598 Kazimierz Kochański – Wiersze Tygodnia

Kazimierz Kochański – Wiersze Tygodnia

0
318
Bogumiła Wrocławska
mal. Bogumiła Wrocławska

Czy mogę prosić?

 

Zapytaj
o cokolwiek
Rozprosz
byle gestem
(pragnęliśmy
spokoju
tak jak nigdy –
przedtem)

Rozbij coś
choćby talerz
Trzaśnij
– proszę – drzwiami
Niech się cisza
udusi
Sznur powiesi –
za nic

Obraź mnie
możesz zakląć
Radio
włącz i … pranie
Pragnęliśmy
spokoju
jak –
muzyki taniec.

Znaki przestankowe

Milczeliśmy tak pięknie
– świeżość naszych wzruszeń…
Zachwycała nas inność
i osobność (wspólna).

Chciałem pisać na piasku
– słowo było głuche.
I ty, nagle odeszłaś.
Swą wolnością cudna.

Zawisła gołębica
w przestrzeni bezkresnej…
Echo otumanione
bezsensem powtórzeń…

Nie zdążyłem posmutnieć,
a na żal za wcześnie.
Wstałem – własną bezsiłą.
Idę. Gdzieś dojść muszę!

Wkrótce się dowiem

Dlaczego nie ma
jednej strony świata?

Budzę się rano
– dla kogo?

Żyję – doceniam
paletę urojeń

(trwam raczej)
i czekam na wroga.

Dlaczego wstajesz?
Mógłbyś śnić. Ciekawość?

Piękny poranek.
Czas magii.

Czyhać i judzić
– po co ci ten ciężar?

Nie wiesz!
Bo brak ci odwagi.

Dlaczego nie ma
jednej strony świata?

Dlaczego,
mój nieprzyjacielu?

Robiłbym swoje…
nie mógłbyś mnie napaść.

Skąd przyszedłbyś?
I w jakim celu?

Szansonetka

Chciałbym cię spotkać,
nie mieć potem żalu…
Byś mógł mnie wesprzeć
i o tym zapomnieć.
Łatwo mnie poznasz
– w miejscowym szpitalu
(nie w domu) – czekam.
Życie, albo pogrzeb.

Nie sięga pamięć
do źródeł miłości
i brak dowodów,
że w ogóle była…
Chciałbym cię ujrzeć!
W twej czystej pewności
i chwale chwalby.
Mądrości Satyra.

Zagramy role
nie ćwiczone jeszcze.
Poddamy próbie
wątki nawiedzone.
Czy wstrząsną nami
przyrodzone dreszcze?
Czy nadaremne
teatrum zdziwione.

Zakola

Byliśmy od siebie
na odległość słowa

nie wznieśliśmy się
ponad groszową jałmużnę

ponad gest
ponad próżność

ponad
… właśnie ponad.

Cierpieliśmy – oddzielnie
Współczuliśmy – sobie

o krok od niedomówień
pogardy… niezgody

Zapiszemy dla dziejów
chęci i powody

Całe nasze dziedzictwo
w niebyłej rozmowie.

Za krótko kwitną maki

 

Do żniw jeszcze daleko,
źdźbła stoją niepewnie
i kłosy chude ziarnem;
czy dotrwają kośby?

Za wcześnie lipa w złocie,
jeszcze roje w czerwie
i niegotowe straty
przyczajone w groźbie.

Żyjesz pełnią – za krótko!
Wyobraźnią – hojny.
Jesień sypie owocem
i napełnia spichrze.

Zduś w sobie nagły płomień!
Wyjdź przed dom – spokojny.
Wciąż kołyszą się łany.
I myśli… przejrzyste..

Złości na złość

Powinniśmy dopełnić
próżność i zgorszenie.
Wykoleić pociągi,
odlecieć bezskrzydle.
Upadać w

śród wstających,
zachwycać znużeniem.
Upokorzyć anielskość,
w glorii witać bydlę.

Powinniśmy się spotkać –
pobić i pogodzić.
Naubliżać, zbezcześcić,
potem wypić piwo.
Bez zahamowań nażreć,
śmiertelnie zagłodzić.
I zmartwychwstać – na przekór.
I, żałując, zginąć.

Chimereska

Chcesz mnie dotknąć

wieloznacznie
dotkliwie

Chcesz mnie posiąść

tak na zawsze
na bezkres

Chcesz mnie zapiąć

na swój guzik
z pętelką

Chcesz i nie chcesz

bo się lękasz
o więcej.

Chcę cię dotknąć

wielobarwnie
żarliwie

Chcę cię pojąć

tak bezwstydnie
i wściekle

Chcę cię ukryć

przed ułudą
przed klęską

Chcę i nie chcę

będę gonił
– uciekniesz?

Dytyramb nieskromny

 

Znasz ich
ja też

nie czekają
na nagłe olśnienia

po prostu

wypadałoby
także

dać znak!

Brak tytułu

Z mostu widać inną rzekę

– nie wychylaj się
W wodzie wrzenie

Ryby gotują się
do tarła
– tu nie ma ostatnich
pokoleń

Z mostu rozleglej
Obracasz się
… zawroty

Rozkładając ręce
nie dbaj o nurt
– najważniejsze są brzegi.

Poprzedni artykułAndrzej Walter – Ci biedni uchodźcy
Następny artykułDariusz Pawlicki – ,,9 GLOS”