Czy mogę prosić?
Zapytaj
o cokolwiek
Rozprosz
byle gestem
(pragnęliśmy
spokoju
tak jak nigdy –
przedtem)
Rozbij coś
choćby talerz
Trzaśnij
– proszę – drzwiami
Niech się cisza
udusi
Sznur powiesi –
za nic
Obraź mnie
możesz zakląć
Radio
włącz i … pranie
Pragnęliśmy
spokoju
jak –
muzyki taniec.
Znaki przestankowe
Milczeliśmy tak pięknie
– świeżość naszych wzruszeń…
Zachwycała nas inność
i osobność (wspólna).
Chciałem pisać na piasku
– słowo było głuche.
I ty, nagle odeszłaś.
Swą wolnością cudna.
Zawisła gołębica
w przestrzeni bezkresnej…
Echo otumanione
bezsensem powtórzeń…
Nie zdążyłem posmutnieć,
a na żal za wcześnie.
Wstałem – własną bezsiłą.
Idę. Gdzieś dojść muszę!
Wkrótce się dowiem
Dlaczego nie ma
jednej strony świata?
Budzę się rano
– dla kogo?
Żyję – doceniam
paletę urojeń
(trwam raczej)
i czekam na wroga.
Dlaczego wstajesz?
Mógłbyś śnić. Ciekawość?
Piękny poranek.
Czas magii.
Czyhać i judzić
– po co ci ten ciężar?
Nie wiesz!
Bo brak ci odwagi.
Dlaczego nie ma
jednej strony świata?
Dlaczego,
mój nieprzyjacielu?
Robiłbym swoje…
nie mógłbyś mnie napaść.
Skąd przyszedłbyś?
I w jakim celu?
Szansonetka
Chciałbym cię spotkać,
nie mieć potem żalu…
Byś mógł mnie wesprzeć
i o tym zapomnieć.
Łatwo mnie poznasz
– w miejscowym szpitalu
(nie w domu) – czekam.
Życie, albo pogrzeb.
Nie sięga pamięć
do źródeł miłości
i brak dowodów,
że w ogóle była…
Chciałbym cię ujrzeć!
W twej czystej pewności
i chwale chwalby.
Mądrości Satyra.
Zagramy role
nie ćwiczone jeszcze.
Poddamy próbie
wątki nawiedzone.
Czy wstrząsną nami
przyrodzone dreszcze?
Czy nadaremne
teatrum zdziwione.
Zakola
Byliśmy od siebie
na odległość słowa
nie wznieśliśmy się
ponad groszową jałmużnę
ponad gest
ponad próżność
ponad
… właśnie ponad.
Cierpieliśmy – oddzielnie
Współczuliśmy – sobie
o krok od niedomówień
pogardy… niezgody
Zapiszemy dla dziejów
chęci i powody
Całe nasze dziedzictwo
w niebyłej rozmowie.
Za krótko kwitną maki
Do żniw jeszcze daleko,
źdźbła stoją niepewnie
i kłosy chude ziarnem;
czy dotrwają kośby?
Za wcześnie lipa w złocie,
jeszcze roje w czerwie
i niegotowe straty
przyczajone w groźbie.
Żyjesz pełnią – za krótko!
Wyobraźnią – hojny.
Jesień sypie owocem
i napełnia spichrze.
Zduś w sobie nagły płomień!
Wyjdź przed dom – spokojny.
Wciąż kołyszą się łany.
I myśli… przejrzyste..
Złości na złość
Powinniśmy dopełnić
próżność i zgorszenie.
Wykoleić pociągi,
odlecieć bezskrzydle.
Upadać w
śród wstających,
zachwycać znużeniem.
Upokorzyć anielskość,
w glorii witać bydlę.
Powinniśmy się spotkać –
pobić i pogodzić.
Naubliżać, zbezcześcić,
potem wypić piwo.
Bez zahamowań nażreć,
śmiertelnie zagłodzić.
I zmartwychwstać – na przekór.
I, żałując, zginąć.
Chimereska
Chcesz mnie dotknąć
wieloznacznie
dotkliwie
Chcesz mnie posiąść
tak na zawsze
na bezkres
Chcesz mnie zapiąć
na swój guzik
z pętelką
Chcesz i nie chcesz
bo się lękasz
o więcej.
Chcę cię dotknąć
wielobarwnie
żarliwie
Chcę cię pojąć
tak bezwstydnie
i wściekle
Chcę cię ukryć
przed ułudą
przed klęską
Chcę i nie chcę
będę gonił
– uciekniesz?
Dytyramb nieskromny
Znasz ich
ja też
nie czekają
na nagłe olśnienia
po prostu
wypadałoby
także
dać znak!
Brak tytułu
Z mostu widać inną rzekę
– nie wychylaj się
W wodzie wrzenie
Ryby gotują się
do tarła
– tu nie ma ostatnich
pokoleń
Z mostu rozleglej
Obracasz się
… zawroty
Rozkładając ręce
nie dbaj o nurt
– najważniejsze są brzegi.





