Anna Makselon Patoń
Stan paliatywny
Oni gdzieś tam są…
w innym sennym wymiarze
w głębinach…
gdzie ryby
nie mają głosu
Na powierzchni bezruch
ich dłonie i ciała podłączone
do kroplówek
dryfują bez płetw
Oni są gdzieś tam…
na wakacjach
tańczą na plaży
i piją drinki
albo gdzieś tam…
są na spacerze
ze swoimi uczniami
opowiadają im
o historii i literaturze
Oni gdzieś tam są…
z mężami i córkami
przy stole na którym
ich ręce robiły ciasto
biesiadują
rozmawiają
Ich serca jak ryby
wyjęte z morza
jeszcze
trzepocą…
Wyprawka
I to już wszystko…
spakowana walizka
Nic już nie dorzucę
Niczego nie wyłożę
Z tym co mam
odchodzę
Stoję u bram
Tu umrę
Tam się narodzę
Projekcja
Byłaś moją ideą
stanem umysłu
ciałem skupienia
burzą elektryczną…
Spalając się
wypiąłem kabel
z gniazda
Upadłem…
Kim byłaś na prawdę…
tego nie chcę już
wiedzieć
Wspomnienia
bywają lepsze niż
rzeczywistość
można je głaskać jak
psa
Sztuka Bonsai
Pojenie ściśle odmierzane
tylko odrobinę…
Z nadmiaru wody
może urosnąć
a tego estetyka nie
dopuszcza
Gałązki naprowadzam
wyginam i drutuję
na pożądany kierunek
pomalutku delikatnie
codziennie
tak by ból stał się
stałą i niezmienną
znośną częścią życia
Wzrost jest
ściśle kontrolowany
Listki rosną…
Malutkie
Moje dzieło sztuki
– Moja żona
Chopinowi – Duda Gracz
Fortepianem
namalować jesień
tańczącą
deszczem i wiatrem
na polach nieurodzaju
Fortepianem konie podnieść
i wznieść chorągwie kraju
Pędzlem
uderzać w płótno
od piano do forte
pracy i trudu
ciężkich kół toczących się wozów
w preludium wschodzącej wiosny
Przetkać nuty
na subtelne akwarele
gdzie kapie z fortepianu
babie lato
bzyczenie bąków na łąkach
śmiech dzieci
troska matek
Nieważkość
Siedzisz
po drugiej stronie
stołu
Podajesz mi serwetkę
przez kilometry świetlne
Moją odpowiedź
„Dziękuję już nie trzeba”
-słyszysz
po kilku latach..
.






