Strona główna Rok 2025 Nr 597 Piotr Wojciechowski – Duch postępu

Piotr Wojciechowski – Duch postępu

0
266

DUCH POSTĘPU

Robiąc porządki w moim archiwum znalazłem kartkę z notatką do tekstu o postępie. Pomyślałem, że to pomysł niesłusznie porzucony. Zawsze uważałem postęp za coś dobrego. Taka była opinia starych ludzi w mojej rodzinie, taka była struktura wartości, które wpojono mi we wczesnym dzieciństwie.

Miałem ledwie półtora roku, kiedy 1 września 1939 roku moja matka, lekarka, schroniła się w Lublinie. Wróciła do miasta swojej matki po studiach medycznych w Poznaniu. Przywiozła dwu małych synów, po paru tygodniach doszlusował do niej mąż lekarz, któremu udało się zmienić mundur oficerski na ubranie cywilne. To był również powrót harcmistrzyni, byłej naczelniczki lubelskiej chorągwi harcerek. I dlatego od pierwszego dnia okupacyjna droga mojej matki była drogą obowiązku, wedle prawa harcerskiego i zasad działania Czerwonego Krzyża. To ukształtowało mnie i moich braci, nie mieliśmy wyboru, wszystko widzieliśmy z bliska. Tu Niemcy, tu my. Świat krzywdy, służby i walki, a tam świat przemocy i pogardy.

To dlatego dziś tak źle znoszę kłębowiska politycznych podziałów, poplątanie wszystkiego ze wszystkim. Dlatego tak mi trudno pisać o wątpliwościach dotyczących postępu. Muszę jednak o tym pisać, bo bratanica z Lublina przywiozła mi trzy książki, które obudziły otchłanie wspomnień dawniejszych niż moje wojenne dzieciństwo. Zajrzałem w czas zapowiadający wszystko – etyczny szlif, sieć przyjaźni, wyobrażenie o porządku świata. Pisząc o wątpliwościach dotyczących postępu, muszę wspomnieć o tych trzech książkach.

Pierwsza jest właściwie albumowo wydanym katalogiem wystawy. Na okładce reprodukcja olejnego portretu brodatego mężczyzny w kapeluszu i litery tytułu. Jankowski. Z notatki na wstępie dowiadujemy się, że album dedykowany jest „Pamięci Jana Magierskiego (1936-2021). To był wnuk Jankowskiego. I od razu okazuje się, jak bardzo trafia ten album w samo serce moich wspomnień. Córki człowieka z okładki, doktora Jankowskiego, sto lat temu zakładały harcerstwo żeńskie w Lublinie, przewodziła im moja matka, parę lat starsza, ale koleżanka z klasy na pensji Arciszowej. Później te same córki Jankowskiego stały się dla mnie i moich braci bliskie jak ciotki. Był czas okupacji, nie wiedzieliśmy, że działały w konspiracji, podobnie jak matka. Jaś, wnuk Jankowskiego z okładki, Jaś, któremu dedykowana jest książka, syn Danuty Magierskiej, został świetnym lubelskim fotografikiem podejmującym tradycje Edwarda Hartwiga. Nie zapomnę, jak we dwu z Jasiem w sierpniu 1958, wędrowaliśmy piechotą z Piwnicznej do Zakopanego. Już jako dojrzały mężczyzna i uznany artysta zajął się dokumentacją życia swojego dziadka, doktora Pawła Jankowskiego (1875-1919) To na podstawie zbiorów i notatek Jana Magierskiego, przygotowano w 2021 roku w Muzeum Historycznym miasta Lublina wystawę ukazującą życie, osiągnięcia, rodzinę i środowisko, a także twórczość artystyczną Jankowskiego. Z okazji wystawy ukazał ten album.

Paweł Jankowski, lekarz i malarz, społecznik i polityk, był przyjacielem Józefa Piłsudskiego. Włączył się w konspirację PPS-owską po tym, jak osiadł w Lublinie w 1911 roku. Razem z Piłsudskim w 1917 roku opuścił Tymczasową Radę Stanu Królestwa Polskiego. Z aktywności lekarskiej, artystycznej i politycznej wyłączyła go gruźlica. W dniu śmierci w 1919 roku pisał do przyjaciela list, nie dokończył, zachowały się słowa: „Kochany Dziadku, Kochany Komendancie, Brygadierze, Kochany Ziuku, z powodu bliskich Waszych imienin, a mojej śmierci przesyłam Wam ostatnie powinszowanie. Że założenia Wasze i droga słuszne były i do rozwiązań prawdziwych doprowadzić musiały, tego dowodem było nie tylko…”

Pisarka Maria Dąbrowska tak wspominała Jankowskiego w „Dziennikach”: „Dr. Jankowski był urody tzw. Chrystusowej, uchodził za bardzo pięknego, był też nim i duchowo, dobry, anielski, ofiarny, zawsze gotowy do pomocy bliźniego.”

Jedyny syn doktora, Bartosz, wstąpił jako ochotnik do Szwadronu Przybocznego Naczelnego Wodza Józefa Piłsudskiego. Poległ w 1920 roku pod Pawołoczą na Ukrainie. Jego ciała nie odnaleziono. Przeżyły go siostry, dwie córki Pawła Jankowskiego, Joanna i Danuta. To one stały się potem moimi przyszywanymi ciotkami.

Muszę o tych ludziach opowiadać, bo temu środowisku zawdzięczam moją wiarę w porządek rzeczy, w to, że zasady moralne harcerstwa i Czerwonego Krzyża są jedyną skałą, na której wolno mi budować. Reszta piach.

Dlatego, zanim wrócę do pisania o postępie – chociaż parę słów o pozostałych dwu książkach, które mi przywieziono z Lublina. Pierwsza to cienki tomik „O uczniach – żołnierzach; wychowankowie szkół Vetterów w walce o Niepodległą”. Książkę przygotował i wydał Zespół Szkół Ekonomicznych im. A. i J. Vetterów. Kilkadziesiąt nazwisk uczniów, którzy polegli jako żołnierze w dwu wojnach światowych i w wojnie z bolszewikami. Bardzo mi bliscy trzej z nich – Bartosz, syn Pawła Jankowskiego, patrzy na nas z okładki. Ojciec narysował go w harcerskiej rogatywce w roku 1917. Pamięć o nim była żywa w środowisku rodzin Jankowskich, Magierskich, Hartwigów. Od dziecka słyszałem o nim. Drugi był jeszcze bliższy, był drużynowym harcerzy, moja matka poznała go wtedy, gdy sama była drużynową harcerek z gimnazjum Arciszowej. Druh Kazimierz Baudouin de Courtenay poszedł do wojska ze szkolnej ławy, ciężko ranny w bitwie pod Skniłowem zmarł w szpitalu we Lwowie, w marcu 1919 roku.

Pamiętam jego grób na lubelskim cmentarzu. Matka prowadziła nas tam co roku, zapalaliśmy znicz. Wiedzieliśmy, że się kochali.

Podczas okupacji mieszkaliśmy na ulicy Narutowicza, pod numerem 34, w domu jubilera, Kazimierza Kalickiego. Prowodyrem podwórkowej bandy był Mietek, syn właściciela posesji. Nie wiedziałem nic o ojcu Mietka. Czytam teraz, że był harcerzem z tej samej drużyny, co Bartosz Jankowski i Kazimierz Baudouin de Courtenay, służył jako ułan, a po wojnie, już jako jubiler, był instruktorem i dowódcą Konnego Przysposobienia Wojskowego. Zadziwiła mnie anegdotyczna wzmianka o nim w książeczce pełnej żałoby i chwały. Przeczytałem: „Głośny był w Lublinie przypadek, kiedy po zakończonej defiladzie porucznik Kalicki wjechał konno do Hotelu Europa, fundując wszystkim gościom kolejkę wódki.”

Mieszkaliśmy już w jego kamienicy, kiedy aresztowało go Gestapo. Żona wykupiła go z Auschwitz. Ponownie aresztowany zginął w masowej egzekucji więźniów Zamku Lubelskiego 22 lipca 1944 roku.

Trzecia książka to dokumentacja do monografii historycznej: ”Lubelska Chorągiew Harcerek 1939 – 1944”. Zgromadzone tu świadectwa dowodzą, że podczas wojny kadry żeńskiego harcerstwa okazały się nieocenionym zasobem. Kurierki, łączniczki, kolporterki prasy podziemnej, organizatorki służb medycznych partyzantki, organizatorki opieki nad dziećmi – a wszystkie przygotowane do służby, z niezachwianą moralną motywacją. Czytam i wracają do mnie sprawy czasu okupacji. Wiele z tego pamiętam, bo wśród harcerek była moja matka, były córki doktora Jankowskiego, były i setki ich podwładnych, wśród nich Julia Hartwig i Anna Kamieńska. Ta ostatnia nie figuruje w indeksie nazwisk, ale pamiętam ją ze wspomnień matki o sierocińcach prowadzonych przez harcerki i zakonnice. Minęło wiele dziesięcioleci, nim dowiedziałem się, jak przeżywała moja matka kolejne harcerki zabrane na Gestapo, wywiezione do Ravensbruck.

Pamiętam ducha tych środowisk, te tradycje. Rozpisałem się o nich, aby wytłumaczyć się z tego, że nie mogę porzucić wiary w ideę postępu. Pamiętam tych ludzi, którzy sytuacjach klęski i bezsiły, wobec strat i nieustannej groźby przemocy, ryzykowali życiem aby ocalić innych, podtrzymać wolę walki, szukać drogi do nadziei. Nadzieja otwiera perspektywę postępu, to jakiś instynktowny splot. Uczepiony tej skały, mogę sobie pozwolić na podjęcie dialogu z moimi zwątpieniami sprzed kilku lat. To dobrze, że nie wszyscy rozumiemy tak samo znaczenie słowa „postęp”. Ucieszę się, że ten felieton zachęci was do refleksji, a może nawet kłótni na ten temat.

Czy postęp napędza się sam? Znamy przecież wytyczone uczciwością i marzeniem mapy drogowe postępu. Postęp jest wtedy, gdy jest więcej radości, a mniej cierpienia. Czy to określenie wystarczy? Czy nie gubimy się w tym?

Jest asymetria między radością a cierpieniem, współczucie jest inne od wspólnej radości.

Jest także asymetria między życiem a śmiercią. Życie trwa, a śmierć – jeden myk.

Czy można wyjść z rozpaczy ku perspektywie postępu?

Gdzie prowadzą mapy drogowe postępu? Mamy iść w stronę sprawiedliwości. Mamy iść w stronę wolności osoby, jej prawa do rozwoju.

Czy jednak droga do komfortu i obfitości także jest drogą postępu? Co robić, kiedy dążenie do postępu przynosi efekt regresu? Co zrobić, gdy wszechobecność i wszechmoc mediów kieruje postęp w stronę fikcyjnych potrzeb – bo one nakręcają rynek?

Doświadczamy regresu, tam gdzie potrzebny postęp. Mamy w kraju klęskę rozpicia, przeraża tajemna władza alkoholowego lobby. Czy ilość miast, które wprowadziły ograniczenia sprzedaży, to już jaskółka postępu? Czy wódka przestanie nas zalewać całodobowo, na stacjach benzynowych, w małych buteleczkach, w reklamach skierowanych do młodych?

Dziś dowiaduję się, że Sejm w trybie pilnym pracuje nad ustawami o alkoholu. Czy postęp może tu zwyciężyć?

Mamy w świecie wielkiej polityki upadek praw i obyczaju, akceptację pokoju przez rozbój i przemoc.

Dziś dowiaduję się, że prezydent Ameryki, żongler paradoksów, ogłasza konieczność przywrócenia Ukrainie granic sprzed rosyjskiej agresji. Czy można uwierzyć, że przeszedł na stronę postępu?

Czy można ślepo wierzyć deklaracjom, teatrom gestów, obietnicom?

A może powinienem szczerze zapytać samego siebie. Komu jest lepiej po tym, co udało mi się zrobić – albo napisać?

Poprzedni artykułAnna Makselon Patoń – Wiersze Tygodnia
Następny artykułCezary Maciej Dąbrowski – Drżenia